Mrok we krwi Paweł Kopijer

Fantasy to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Lubię szczególnie to, w którym głównym bohaterem jest dziewczyna oraz takie, które odgrywa się w szkołach dla magów i czarnoksiężników. I dlatego bardzo ucieszyłam się, że mogłam przeczytać książkę Pawła Kopijera pod tytułem Mrok we krwi.

Autor, jak i sama powieść, byli dla mnie totalną nowością jeszcze jakieś 3 tygodnie temu. I muszę przyznać się Wam, że bardzo żałuję, że nie wiedziałam o nich wcześniej, bo wtedy z pewnością z utęsknieniem czekałabym na drugi tom Kronik Dwuświata! Ale nic straconego, nadrabiam teraz i bardzo chcę dowiedzieć się, co dalej stanie się z bohaterami.

Kroniki Dwuświata

Seria Kroniki Dwuświata to cykl fantasy, którego akcja dzieje się na dwóch kontynentach: Amadal oraz Elise. W pierwszym tomie, czyli Mroku we krwi, poznajemy głównych bohaterów w świecie, w którym wszyscy muszą radzić sobie z rzeczywistością po śmierci króla Reingarda. Zdajecie sobie pewnie sprawę, że to wydarzenie sprawiło, iż nagle zakończyło się panowanie rodu Błogosławionej Krwi, a trwająca już od jakiegoś czasu wojna o panowanie jedynie pogłębia rozpad panujący w królestwie. Do tego dochodzą jeszcze mściwe intrygi maga mroku, które knute od wieków, uruchamiają lawinę niepokojących wydarzeń i doprowadzają do jeszcze większego chaosu.

Jednak w tym wszystkim są jeszcze bogowie, którzy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Tak się bowiem składa, że siedemnastoletnia Skra kończy naukę i zostaje qi-szamanką. Nie będzie ona jednak zwykłą kobietą, ani zwykłym magiem ludu Darzan. Raczej odwrotnie, chociaż mgliście zdaje sobie sprawę z wagi swojej wyprawy, dziewczyna odegra w tej historii dużą rolę, a jej przeznaczenie przyniesie jej sporo bólu i wyrzeczeń.

10

Jest jeszcze Noran (mój ulubiony bohater!), młody mężczyzna, utalentowany zabójca, któremu skaza mroku coraz bardziej odbiera duszę. W wyniku nieprzemyślanej decyzji zostaje wygnany z gildii i podejmuje się niebezpiecznej misji. Trudnej także dla niego, ponieważ w trakcie jednej z potyczek zupełnie poddaje się swojej mrocznej naturze.

Mrok we krwi -ocena

Czyżby zaintrygowała Was opisem tego złożonego fantasy? Mam nadzieję, że tak i że tak jak ja sięgniecie nie tylko po pierwszy, ale również kolejne tomy serii. Ja na razie, po Mroku we krwi, jestem zachwycona i daję tej książce najwyższą ocenę, czyli sześć na sześć.

Przede wszystkim jestem zachwycona złożonością świata przedstawionego. Od zawsze zastanawiałam się, jak to jest wykreować swój świat w powieści tak od początku do końca i to w taki sposób, aby realia się ze sobą nie gryzły, żeby wszystko było wiarygodne. Z pewnością nie jest to zadanie na jedno popołudnie, a proces, w którym autor eliminuje dobre i złe pomysły. Tak mi się wydaje i podejrzewam, że w taki sposób powstało uniwersum Kronik Dwuświata, ponieważ wszystko jest ze sobą spójne, nie ma zgrzytów, a kolejne rasy i ich charakterystyka nie powielają się, ani nie stoją ze sobą w opozycji. Sensownym wydaje się również pomysł, żeby na czele magów stała osoba najstarsza z nich, która po jakimś czasie przekaże swoje obowiązki swojemu uczniowi – komuś równie wyjątkowemu jak Najstarszy.

Nie będę ukrywać, że mam swojego ulubionego bohatera i nie jest nim Skra (która później przybiera imię Winea). Mimo całej sympatii do dziewczyny, w porównaniu z zadziornym i nieco aroganckim Noranem, jest ona nieco mdła (chociaż nie ukrywam, że również jej nie brakuje charakterku). Może to dlatego, że ona musi dopasować się do woli innych, a on jest niczym nieskrępowany, a może to ten mrok, z którym nieustanie musi walczyć…Nie wiem, z czego to wynika, ale wydaje mi się również, że rozdziały, które opisują przygody Norana czyta się bardziej płynnie. A może to jedynie moje wrażenie, ponieważ bardziej go polubiłam.

12

Polecam tę książkę wszystkim tym, którzy chcieliby poczytać nieco fantasy napisane i wydane przez polskiego twórcę. Możecie się przy nim naprawdę dobrze bawić. Mam nadzieję, że kolejne tomy Kronik Dwuświatów będą równie złożone, a fabuła tak samo interesująca.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Paweł Kopijer
Tytuł: Mrok we krwi
Wydawnictwo: https://kopijer.pl/
Liczba stron: 316
Cena: ok. 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Reklamy

Jak wirusy i bakterie wpływają na nasze życie

Dzisiejsza propozycja jest, jak na ten blog, nieco niecodzienna. Do tej pory nie recenzowałam pozycji popularnonaukowej i myślę, że nadszedł właśnie odpowiedni czas na to, żeby to zmienić.

Jak twierdzą specjaliści, w tym roku najprawdopodobniej najpopularniejszym słowem tego roku będzie „wirus” lub „koronawirus”. Sprawy zdrowotne są w tym roku wysuwają się na pierwszy plan i nie dziwi zatem, że również na rynku księgarskim pojawia się co raz więcej publikacji na temat różnego rodzaju epidemii lub po prostu wirusów i bakterii. Jedną z nich jest książka, o której zamierzam Wam dziś opowiedzieć, a mianowicie Jak wirusy i bakterie rządzą naszym życiem. Nowe i zdumiewające ustalenia o naszych mikroskopijnych współlokatorach autorstwa Susanne Thiele. I żeby wyprzedzić pytania: autorka nie opisuje tylko i wyłącznie obecnie znanego nam wirusa, ale skupia się na wszelkiego rodzaju żyjątkach, które pojawiają się w naturze oraz naszym bezpośrednim otoczeniu.

Kim jest autorka i o czym pisze w swojej książce

Susanne Thiele jest niemickim mikrobiologiem. Ukończyła wydziały biologii na uniwersytecie w Erfurcie i na politechnice w Brunszwiku. Pracuje w Centrum Badań Infekcji im. Helmholtza w Brunszwiku. Jest autorką licznych publikacji prasowych oraz książek dotyczących mikrobiologii. Dzięki temu możemy być pewni, że ta książka została napisana przez kogoś, kto zna się na rzeczy i unika tanich sensacji lub publikowania niesprawdzonych informacji. W obecnym zalewie fake newsów jest to naprawdę coś, co warto docenić.

Autorka wprowadza czytelników w fascynujący świat mikroorganizmów. Chce, byśmy go zrozumieli, a dzięki temu lepiej chronili się przed zagrożeniami, ale też bardziej wykorzystywali potencjał kryjący się w otaczających nas mikrobach. Bo musicie wiedzieć, że świat opisywany przez Thiele jest naprawdę fascynujący. Ja do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo bakterie i wirusy są ważne dla naszego zdrowia. I nie chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o złowieszcze mikroby, które tylko czyhają na to, abyśmy się nimi zarazili i przechodzili jakieś straszne choróbsko. Nie, tych złych wirusów lub bakterii jest naprawdę niewiele, a dobroczynnych – całe mnóstwo. Pierwszym przykładem z brzegu są chociażby bakterie przerabiające warzywa na kiszonki albo te składające się na nasz mikrobiom.

Jak wirusy i bakterie rządzą naszym światem -ocena

Muszę przyznać się, że jak na pierwsze spotkanie z literaturą popularnonaukową zaczynam z wysokiego C. Książka napisana jest w przyjazny dla czytelnika sposób, a wszelkie naukowe terminy wyjaśnione w taki sposób, że nawet kompletny laik w tym temacie jest w stanie je zrozumieć. Do tego dochodzą śmieszne ilustracje, które pokazują „mikrusy” (tak czasem nazywa je autorka) w zabawnych sytuacjach rodem z życia codziennego. Z tego powodu ocena nie może być niższa niż solidna piątka w mojej sześciostopniowej skali.

bakterie

Myślę, że powyższe skłoni Was do zajrzenia do tej niewielkich rozmiarów książeczki i zainteresuje bardziej światem mikrobów. Ja uznałam, że jest to dla mnie temat tak ciekawy, że z pewnością, jeśli będę miała ku temu okazję, zdecyduję się na przeczytanie innych pozycji z tej dziedziny. Być może pokuszę się o nieco bardziej naukowe dzieła. Zobaczymy.

Muszę przyznać, że bardzo podobał mi się sposób organizacji książki, na którą składały się części związane z przedstawieniem świata mikrobów i wprowadzenie czytelnika do ich świata. Jednak najciekawsze okazało się podzielenie jednej z części na rozdziały dotyczące poszczególnych części domu lub mieszkania i omówienia poszczególnych szczepów bakterii i/lub ewentualnych wirusów, które możemy w nich spotkać. Jest to bardzo interesujące i pokazuje, jak wiele z tych żyjątek po prostu koegzystuje z nami w naszych domach, a my nie zdajemy sobie z tego sprawy. Bardzo przydatne są listy, swego rodzaju poradniki, co do tego, w jaki sposób dbać o higienę tych miejsc po to, aby w naszym otoczeniu pojawiły się jedynie te mikrusy, które nam sprzyjają. Fajną sprawą było również prowadzenie opisów w formie wykładu, chociaż mnie non-stop przewijające się zwroty w stylu „niech Państwo spojrzą” nieco drażniły. Pewnie odzwyczaiłam się już od formy wykładowej.

Ogólnie muszę stwierdzić, że tego typu literatura jest potrzebna na naszym rynku, żebyśmy wiedzieli, które mikroby są dla nas pożyteczne, a których lepiej unikać. Być może wtedy nie będziemy bać się panicznie na sam dźwięk słowa „bakteria”, ponieważ brak tych żyjątek w naszym otoczeniu może nam niekiedy mocno zaszkodzić.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka za możliwość przeczytania książki. Możecie znaleźć ją pod tym linkiem: https://www.empik.com/jak-wirusy-i-bakterie-rzadza-naszym-zyciem-nowe-zdumiewajace-ustalenia-o-naszych-mikroskopijnych-ws-thiele-susanne,p1242431498,ksiazka-p

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Susanne Thiele
Tytuł: Jak wirusy i bakterie rządzą naszym życiem. Nowe i zdumiewające ustalenia o naszych mikroskopijnych współlokatorach
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 304
Cena: ok. 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Czy 29 sekund może zmienić czyjeś życie?

Takie mniej więcej pytanie stawia przed swoją bohaterką T.M. Logan, autor książki pod tytułem 29 sekund. Myślicie, że to możliwe, żeby tak krotki czas mógł wywrócić dotychczasową rutynę do góry nogami? Jeśli Was to zastanawia to koniecznie musicie przeczytać tę książkę.

A przy okazji, jeśli skądś kojarzy się Wam to nazwisko to dla przypomnienia pozostawiam tutaj link do recenzji poprzedniej książki autora, czyli Kłamstw.

A co, gdyby wokół ciebie były same Kłamstwa?

O czym jest ta książka

Sarah to pracownica naukowa. Jest sumienna i dokładna, do tego bardzo ciężko pracuje na to, aby piąć się po szczeblach uniwersyteckiej kariery. Ma jednak problem: po pierwsze jest kobietą w męskim świecie, a po drugie- jej szefem jest dobrze ustawiony męski szowinista, który uważa, że kobiety są z zasady głupsze i to pozwala mu na wykorzystywanie i molestowanie ich. Tym razem postanowił wziąć się za Sarah, która automatycznie ustawiona jest na słabszej pozycji. Jest samotną matką dwójki dzieci, nie ma więc żadnego mężczyzny, który mógłby obronić ją przed „zalotami” Alana Lovegooda.

29 sekund

Pewnego dnia kobieta jest świadkiem przedziwnej sceny. Dobrze ubrany mężczyzna spaceruje po drogim osiedlu z małą dziewczynką, Nagle podbiegają do nich podejrzanie wyglądający ludzie i próbują małą porwać. Sarah reaguje jako jedyna, próbując unieruchomić nogi jednego z nich za pomocą zderzaka swojego samochodu. Nie wie, że to zdarzenie zmieni jej życie na zawsze.  Czy na dobre, czy na złe? Z tym Was pozostawię, ponieważ, jeśli zainteresował Was ten opis, to z pewnością będziecie chcieli dowiedzieć się reszty z książki.

Moja ocena

Podobnie jak w przypadku poprzedniej książki T.M. Logana również tutaj czytelnik otrzymuje przysłowiowy rollercoaster. Powieść rozpoczyna się spokojnie od przedstawienia sytuacji główniej bohaterki, jej przeszłości oraz stosunków z podstarzałym lowelasem Lovegoodem po to, aby dosłownie zmieść czytelnika opisami zachowań, jakich profesor dopuszcza się wobec Sarah oraz jej koleżanki Mary. Przy czytaniu tych fragmentów naprawdę podnosi się ciśnienie! Później nie jest lepiej. Nagłe zwroty akcji i zaskakujące wydarzenia sprawiają, że książkę po prostu pochłania się w oka mgnieniu. Zresztą te zwroty akcji są tak nagłe i zaskakujące, że czasami zastanawiałam się, czy moje nerwy zniosą jeszcze więcej emocji.

Oceniam tę książkę na szóstkę w mojej sześciostopniowej skali. Przede wszystkim dlatego, że dałam się autorowi złapać w zasadzkę gdzieś w połowie książki. Być może był to celowy zabieg, aby kazać czytelnikowi uważać, że wie, co bohaterka powinna zrobić i budować w nim napięcie do momentu aż to zostanie wykonane. A potem jedynie dołożyć jakąś tonę akcji i „obserwować” jego zaskoczenie z powodu kolejnego zwrotu w narracji. To było świetne i muszę przyznać, że dawno żadna książka tak na mnie nie podziałała.

Jestem ciekawa, jak będzie u Was. Dajcie mi znać w komentarzach!

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: T.M Logan
Tytuł: 29 sekund
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 336
Cena: ok. 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Porady dla początkujących pisarzy – Stephen King cz. 1

Niedawno przypomniało mi się, że jakiś czas temu rozpoczęłam cykl pod tytułem „Porady dla początkujących pisarzy”, jednak z jakiegoś powodu zarzuciłam go, skupiając się bardziej na recenzjach i różnego rodzaju zestawieniach. Pora do tego wrócić!

I muszę się Wam przyznać, że powrót będzie od razu z grubej rury, ponieważ zaplanowałam opisanie kilku porad dla początkujących pisarzy, które na różnych wystąpieniach na amerykańskich uniwersytetach dawał Stephen King.

Od razu uprzedzam, żebyście nie nastawiali się na pełną listę tego, co trzeba i nie wolno robić pisząc książkę lub opowiadania. Podobnie jak w przypadku swojej twórczości, King to doskonały gawędziarz i niekiedy z jego wypowiedzi można wyłuszczyć naprawdę niewiele szczegółów. Na szczęście to, co opowiada o swoim warsztacie pisarskim jest naprawdę ciekawe, więc warto czasami przymknąć oko na jego gadulstwo.

Stephen King radzi

Autor przede wszystkim radzi dać sobie trochę czasu na stworzenie naprawdę świetnej książki. I podaje tutaj dwa przykłady. Po pierwsze: czasem do głowy przychodzi mu świetny pomysł, kiedy leży w łóżku tuż przed snem, jednak jego realizacja zajmuje mu dziewięć miesięcy. Po drugie – tutaj jako przykład mamy książkę „Pod kopułą”, którą zaczął pisać jeszcze w trakcie swojej pracy zawodowej w szkole. Uznał jednak, że był za młody na to, żeby wyszło mu coś dobrego i dokończył ją znacznie później. Pisał z pamięci.

Mimo to, że „Pod kopułą” został odtworzone z pamięci, Stephen King zaleca posiadanie notatnika autora. Mówi nawet, że jest to najważniejsza rzecz, jaką powinien mieć twórca, ponieważ to właśnie w notesie można zapisywać pomysły na fabułę. Oczywiście zaznacza, że koncepty są lepsze lub gorsze. Z biegiem czasu przetrwają te najlepsze i to z nich powstaną świetne książki, prawdziwe perły.

Stephen_King,_Comicon
źródło: https://www.flickr.com/photos/pinguino/409180680/

Przy okazji, warto jest poświęcić czas na odpowiednie oszlifowanie tekstu, ponieważ język jest bardzo ważnym elementem opowieści. Trzeba pisać najlepiej jak się potrafi, ponieważ tego oczekują od nas czytelnicy. Po napisaniu trzeba książkę lub opowiadanie pokazać komuś, najlepiej redaktorowi po to, aby uniknąć błędów oraz wszelkiego rodzaju zgrzytów związanych z użytymi przez nas sformułowaniami.

Kolejna porada dotyczy tego, jak prowadzić narrację i, co bardzo ciekawe, King zaleca autorom nastawienie się na to, że sprawy mogą pójść inaczej niż początkowo się zapowiadało. Przykład? Rodzina znana z książki „Lśnienie” na samym końcu miała doznać swego rodzaju wizji, w której widzieliby siebie za rok. Wiemy jednak, że stało się inaczej. Trzeba raczej podążać za bohaterami i wydarzeniami w książce po to, aby nie zepsuć dobrej powieści średnimi wątkami.

Na koniec mała anegdota dotycząca inspiracji dla „Cujo”. Pewnego dnia Kingowi zepsuł się motor i zajechał do warsztatu. Tak się złożyło, że jego właściciel miał psa, bernardyna o imieniu Buster. Pies, mimo zapewnień właściciela, nie był zbyt przyjaźnie nastawiony do pisarza. Raczej odwrotnie, warczał i szczerzył kły, ponieważ, jak określił to mechanik „coś mu się nie spodobało w twarzy” Kinga.

Mam nadzieję, że zainteresowała Was garstka porad dla pisarzy od Mistrza Grozy. Jeśli tak to oczekujcie części drugiej. Pojawi się niebawem!

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

 

Wiara, Nadzieja, Miłość Monika Jagodzińska

Niejednokrotnie na tym blogu pojawiały się wpisy na temat książek debiutujących autorów. Teraz będzie podobnie, ponieważ spróbuję zachęcić Was do przeczytania krótkiej powieści psychologicznej autorstwa Moniki Jagodzińskiej.

Autorka to urodzona w 1998 roku dziewczyna, pochodząca z małej miejscowości. Jak można dowiedzieć się z notki na końcu książki, jest to osoba z dużymi marzeniami oraz chęciami do ich rywalizacji.

Nigdy w życiu nie sądziłam, że spotka mnie to, co spotkało. Myśląc o tym teraz to aż abstrakcja. A jednak.  Życie jest nieprzewidywalne.

Diana to dziewczyna jakich wiele na polskich ulicach. Niewysokiego wzrostu i z nadwagą, co sprawia, że jest ona nieustannym obiektem żartów ze strony swoich rówieśników. Nieprzyjemne sytuacje spotykają ją niemal na każdym kroku, co dzieje się może ze względu na to, że sama ustawia się w roli ofiary, a co za tym idzie, przyciąga do siebie kolejnych żartownisiów. Ci tylko utwierdzają ją w przekonaniu, że nie jest warta czyjejś uwagi lub uczucia. Taki stan trwa, dopóki dziewczyna nie decyduje się na przejście na dietę oraz rozpoczęcie treningów. To oczywiście działa, a zmiany widoczne są niemalże natychmiast. Diana wreszcie zdobywa uznanie rówieśników, co wpędza ją tylko w większe kłopoty.

Moja ocena

Przyznaję wysoką ocenę: pięć w mojej sześciostopniowej skali. Wynika ona przede wszystkim z tego, że Monika Jagodzińska w świetny i wnikliwy sposób potrafiła zagłębić się w umysłowość nastolatki, która uległa zjawisku tzw. body-shaming. Rys psychologiczny postaci oraz jej rodziców, a także wszystkie emocje targające dziewczyną przed, w trakcie oraz po odchudzaniu to naprawdę majstersztyk. Dzięki takim opisom można doskonale zagłębić się w umysłowości Diany i zrozumieć, dlaczego zdecydowała się na radykalną dietę i jak przeżywała jej następstwa.

wiara

Co bardzo ważne książka porusza ważny temat społeczny, istotny przede wszystkim z punktu widzenia nastolatków, czyli wygląd i jego znaczenie dla naszych kontaktów z innymi ludźmi oraz w życiu zawodowym. Ludzie, którzy wstydzą się swojego wyglądu nie osiągają sukcesów, starają się przejść przez życie niezauważeni albo odwrotnie – decydują się na szybką i radykalną zmianę, niekiedy rujnując zdrowie. I to jest ważne przesłanie tej książki, które można sparafrazować w bardzo prosty sposób: „jeśli przesadzisz to wpadniesz w jeszcze większe problemy”. Zgadzam się z tym w pełni i dlatego uważam, że takie książki powinny być omawiane z młodzieżą w ramach lekcji wychowawczych lub warsztatów, uświadamiających im, że to zdrowe i silne ciało jest ważne, a nie to, ile kilogramów mniej widzimy na wadze (co nie obowiązuje, oczywiście, w przypadku otyłości, ale to jest już inna kwestia).

Jeśli miałabym przyczepić się do czegoś, musiałabym wskazać na zakończenie powieści jako na najsłabsze ogniwo. Nie chodzi mi o wydarzenia, wręcz przeciwnie, kibicowałam Dianie w jej dążenia do ustabilizowania sytuacji życiowej. Jednak miałam takie wrażenie, że ostatnia część, tj. Miłość, została potraktowana nieco po macoszemu. Przetykają się w niej dwie płaszczyzny: główny nurt historii oraz przebitki z przyszłości, dzięki czemu można było ze znacznym wyprzedzeniem dowiedzieć się, jak książka się skończy. Dodatkowo autorka poskąpiła nam takich rozbudowanych analiz emocjonalności Diany, jak w poprzednich częściach. Być może nie były one z jej punktu widzenia istotne, może najważniejszą była walka z chorobą…? Nie wiem, jednak pozostawia to nieco niedosytu.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Monika Jagodzińska

Tytuł: Wiara, Nadzieja, Miłość

Wydawnictwo: Psychoskok

Liczba stron: 120

Cena: 24,90 złotych


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Matki z Lovely Lane Nadine Dorries

Lato to taki specyficzny czas, kiedy odkładamy na bok ciężkie i mroczne kryminały i kierujemy się w stronę nieco lżejszej tematyki. Z tego powodu dziś chciałabym zaproponować Wam lekturę lekką i przyjemną w stylu retro. Czyli Matki z Lovely Lane Nadine Dorries.

Matki… to trzecia część słynnej w Wielkiej Brytanii serii o grupie uroczych studentek pielęgniarstwa, uczących się przy szpitalu St. Angelus. Dla przypomnienia pozostałe powieści to Anioły z Lovely Lane oraz Dzieci z Lovely Lane. Ich recenzje możecie przeczytać tutaj:

Anioły z Lovely Lane 

Dzieci z Lovely Lane

Przyjrzyjmy się opisowi wydawcy:

Anglia, lata 50. XX wieku. Dla wielu powojennych matek, które z trudem wiążą koniec z końcem, wielka rodzina, jaką tworzą pracownicy szpitala St Angelus, jest jedyną nadzieją.

Noleen sprząta w St Angelus. Pracuje nocą, a w dzień zajmuje się domem. Jej mąż nie może znaleźć pracy, odkąd na wojnie stracił nogę. Tymczasem ich wybitnie uzdolniony syn dokonał rzeczy niesłychanej – zdał egzamin do gimnazjum – jako pierwszy w historii ich dzielnicy. Ale rodzina nie ma pieniędzy na szkolną wyprawkę dla Finna…

Wszyscy Ryanowie zeszli na złą drogę. Oprócz Lorcana. Chłopak marzy o lepszej przyszłości i prawdziwym domu, choć jego mama cierpi na depresję i zbyt często zagląda do kieliszka. Lorcan ma coraz więcej powodów do niepokoju, tym bardziej, że jego brat uciekł z więzienia. Na szczęście „mafia” St Angelus działa prężnie. I nikogo nie zostawi w potrzebie.

Życie i śmierć, miłość i żałoba, przyjaźń i zazdrość, rywalizacja i zdrada… Wracają bohaterowie znani z poprzednich części sagi i pojawiają się nowi, a wszyscy na wskroś prawdziwi. Nadine Dorries z maestrią splata ponadczasowe wątki w swoją opowieść o poświęceniu i braterstwie mieszkańców powojennego Liverpoolu w początkach procesu reformowania brytyjskiej służby zdrowia.

Czego możesz spodziewać się po tej książce i moja ocena

To, czego możesz spodziewać się po lekturze kolejnej części przygód dziewczyn z Lovely Lane to:

  1. Potężna dawka retro i powrót do świata, kiedy surowe zasady moralne wyznaczały życie ludzi, a zszarganą reputację ciężko było naprawić.

  2. Urocze bohaterki, które chcą nieść pomoc potrzebującym i chorym pacjentom.

  3. Ciekawe spojrzenie na kwestie społeczne obecne w latach 50. w Wielkiej Brytanii.

  4. Ciepła atmosfera.

  5. Gwarancja, że przeczytasz tę książkę jednym tchem i będziesz chcieć więcej.

Podobnie jak w przypadku poprzednich części sagi, właściwie nie mam się do czego przyczepić. Czy jest to kwestia dobrze poprowadzonej narracji, charakterystyka gatunku lub konsekwencja w trzymaniu się wcześniej ustalonego konspektu powieści? Być może, a może po prostu chodzi tu o to, że czasy opisywane w powieściach są dla nas tak odległe, że nawet jeśli pojawiają się jakieś zgrzyty fabularne to ciężko jest je zauważyć. Bynajmniej mnie się nie udało.

Nie oznacza to jednak, że książka jest nudna i powtarzalna. Wydaje mi się, że większość z nas interesuje świat medycyny, szczególnie ten w wydaniu z przeszłości. Inaczej takie książki jak na przykład Stulecie chirurgów czy seriale jak The Knick (szczerze polecam!) zdobyły na świecie tak wielką popularność. Są po prostu ciekawe, a opisywane w nich przypadki zaskakujące i wywołujące nasze zainteresowanie. Tutaj jest to dodatkowo podkreślone poprzez rysy charakterologiczne bohaterów: ci zazwyczaj są albo dobrzy albo źli. Ci pierwsi zresztą jednoczą się i pracują wspólnie po to, aby tych drugich skutecznie się pozbyć. Nie wiem, jak Wam, ale mnie coś takiego się podoba, ponieważ jest to odskocznia od obecnych czasów.

Reasumując, książka jest lekka, ale podejmuje problemy, z którymi niekiedy borykamy się do dziś, jednak z perspektywy moralności z lat 50. ubiegłego wieku. Świetnie nadaje się na jakieś letnie, niemrawe popołudnie (albo dwa). Zdecydowanie warto, jeśli obyczajówki retro dominują na Waszych półkach.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor:Nadine Dorries

Tytuł: Matki z Lovely Lane

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 464

Cena: około 39,90 złotych


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Jak przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej w języku obcym

Z poprzedniego wpisu w ramach akcji #pracujemyrazem wiesz już, w jaki sposób powinieneś przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej online. Dziś zajmiemy się tym samym zagadnieniem, ale w sytuacji, w której Twoje spotkanie będzie przebiegało w języku obcym. W jaki sposób powinieneś się przygotować? O tym przeczytasz w tym artykule.

Zacznijmy jednak od pewnego wyjaśnienia. Rozmowa kwalifikacyjna w języku obcym przebiega na tych samych zasadach, co ta odbywająca się po polsku. Oznacza to zatem, że powinieneś zastosować się do wskazówek Sylwii i zadbać o odpowiedni strój, ubranie i ewentualne ściągawki. Oczywiście musisz także sprawiać wrażenie kompetentnego i profesjonalnego, wyrażając się w języku obcym. W tym pomogę Ci ja.

Co powinieneś zrobić przed spotkaniem?

Kluczem do odbycia satysfakcjonującej rozmowy kwalifikacyjnej jest odpowiednie przygotowanie tego, co chcesz powiedzieć. Powinieneś więc znać słownictwo z zakresu Twojej branży po to, aby we właściwy sposób wypowiadać się o kwestiach, o które zostaniesz zapytany. Z tego powodu dobrym pomysłem jest tworzenie glosariusza słownictwa profesjonalnego jeszcze w trakcie studiów lub w ramach swojej pracy zawodowej. Nie muszę oczywiście wspominać, że słówka powinieneś znać po to, abyś mógł je swobodnie stosować w trakcie rozmowy. Jeśli jednak nie masz takich zasobów, skorzystaj z internetu. Wpisując chociażby hasło „accounting vocabulary basic”, otrzymasz dosyć długą listę stron, które oferują ściągawkę z podstawowym słownictwem potrzebnym w Twojej branży (ja akurat wybrałam sobie akurat księgowość). Później wystarczy jedynie je opanować.

Niemal na każdej rozmowie kwalifikacyjnej możesz zostać zapytany o to, co wiesz o firmie, w której chciałbyś pracować. Opracuj sobie krótki tekst na temat tego przedsiębiorstwa w języku, który znasz. Bardzo często spółki posiadają strony wielojęzyczne, z których możesz „ściągnąć” odpowiednie wyrażenia i się ich nauczyć. Jeśli tak nie jest, skorzystaj ze słowników, np. internetowych i stwórz sobie ściągawkę samodzielnie. Naucz się jej, ale jeśli masz zamiar odbywać rozmowę online, miej ją gdzieś w pobliżu, żeby ewentualnie do niej zerknąć.

Często kursanci pytają mnie o to, jakie pytania mogą otrzymać w trakcie spotkania lub jak odpowiedzieć na te, które mogą dostać. W przypadku drugiej kwestii, szczególnie jeśli znam szczegóły ich pracy, jestem w stanie pomóc od razu. W pierwszej – nikt nigdy nie wie dokładnie, jakie kwestie zostaną poruszone. Dlatego zachęcam do przeglądania baz z pytaniami mogącymi pojawić się w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej w danym języku. Wpisując hasło „job interview questions” na pewno otrzymamy sporą listę bardziej popularnych zagadnień wraz z odpowiedziami na nie. Dobrze jest je przeczytać i przeanalizować, ponieważ mogą Ci pomóc w udzieleniu dobrej odpowiedzi. Zazwyczaj i same pytania, i odpowiedzi powstają we współpracy ze specjalistami HR, dlatego przyjrzenie się im jest naprawdę świetną sprawą.

Zrób to przed samą rozmową!

W idealnym świecie miałbyś kontakt z językiem obcym na co dzień. Jednak znasz realia i dobrze wiesz, że czasem zorganizowanie się tak, aby każdego dnia oglądać obcojęzyczną telewizję lub czytać gazety nie jest możliwe. Z tego powodu zachęcam Cię do wykorzystania sztuczki, którą stosują na przykład tłumacze ustni tuż przed wykonywaniem zlecenia.

Nie będę ukrywać, że nasz mózg musi przestawić się na działanie w języku obcym. Czasem trwa to tak krótko, że nie zauważasz tego momentu przejścia. Dzieje się to wtedy, kiedy masz regularny kontakt z językiem. Robi Ci się takie pyk!w głowie i nagle zaczynasz mówić i myśleć w danym języku bez żadnego problemu. Jednak jeśli nie używasz go przez jakiś czas, ten okres znacznie się wydłuża. Wierz mi, że jest to normalne. Nawet lektorzy mają ten problem po dłuższym urlopie. Na szczęście możemy temu zaradzić poprzez odpowiednie przygotowanie się.

Na kilka dni przed rozmową zacznij bardziej otaczać się językiem. Wyznacz sobie porę dnia, w której przez przez pół godziny lub w ciągu całych 60 minut będziesz słuchać lub czytać właśnie w tym języku. Tę samą metodę zastosuj tuż przed rozmową. Włącz sobie kanał telewizyjny, np. BBC lub audiobooka, którego przesłuchasz w trakcie jazdy samochodem. Dzięki temu Twój mózg będzie od razu przygotowany na działanie w obcej mowie i unikniesz tego żenującego momentu, w którym nierozgrzany (dosłownie to dzieje się jak z mięśniami na siłowni), dostaniesz pytanie na twarz i gorączkowo zaczniesz szukać właściwych słówek i wyrażeń. To działa, sprawdziłam tę metodę nie raz!

Na sam koniec pamiętaj doborze właściwego rejestru. Rejestr to nic innego jako dobór języka oficjalnego (takiego jak w pracy, do klienta) oraz nieoficjalnego, slangowego (takiego jak do znajomych). Rozmowa kwalifikacyjna jest jak najbardziej takim zdarzeniem komunikacyjnym, w którym piękny język, oficjalne (formal) wyrażenia jak najbardziej się przydają. Nie masz zamiaru zakumplować się ze swoim potencjalnym pracodawcą, ale być jego pracownikiem. Musisz wywrzeć dobre wrażenie, a wybór właściwych wyrażeń na pewno Ci w tym pomoże.

Mam nadzieję, że moje porady pomogą Ci w przygotowaniu się do rozmowy kwalifikacyjnej w języku obcym i zdobyciu pracy Twoich marzeń!

P.S. Pamiętaj, że błędy językowe zdarzają się każdemu i nie bądź dla siebie bardzo surowy, pod warunkiem, że robisz ich naprawdę niewiele. Fajnie, jeśli ich nie będzie, ale jeśli potkniesz się raz albo dwa, nic się nie stanie. Ważne jest, abyś nie tracił pewności siebie w mówieniu. Jeśli zauważysz, że powiedziałeś coś nie tak, po prostu przeproś i się popraw.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Sen o aniele Katarzyna Mak

Doczekałam się! Druga książka opowiadająca historię Bradleya i Angel ujrzała światło dzienne, a ja mogłam wreszcie dowiedzieć się, co wydarzyło się z jedną z najciekawszych par w polskiej literaturze.

Gdybyście nie pamiętali to pierwsza część o państwie Sawyer ukazała się pod tytułem Dotyk anioła. Jej recenzję możecie znaleźć tutaj .

Żeby przybliżyć Wam tematykę powieści, pozwalam sobie na zacytowanie opisu wydawcy:

Angel jest synonimem czystości, idealnym przykładem wrodzonej skromności i uosobieniem anielskiej dobroci – na co już wymownie wskazuje choćby jej imię. Jest też bardzo religijna. Kocha otaczający ją świat, uwielbia ludzi i zwierzęta, z którymi od wczesnego dzieciństwa żyje w naturalnej symbiozie. Brad to przeciwieństwo Angel. Porywczy, pewny siebie, cyniczny. Na co dzień kat, który bez skrupułów zabija ludzi dla pieniędzy. Krótko mówiąc, Bradley to bardzo zły i niebezpieczny mężczyzna, którego lepiej omijać na swojej drodze. Los styka ich w najmniej oczekiwanym momencie. Jedno spotkanie w Las Vegas, jedna noc… Jedna nieprzemyślana decyzja, a życie tych dwojga zostaje wywrócone do góry nogami.
Kiedy po zakrapianej nocy Angel budzi się w łóżku obcego faceta, natychmiast postanawia wszystko naprawić i sprowadzić swe życie na właściwie tory. Niemniej Brad, który już poprzedniego wieczoru uległ pokusie, nie będąc w stanie odmówić pięknej kobiecie, ma na ten temat odmienne zdanie. Postanawia zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Co w efekcie wyniknie ze związku, który początkowo opiera się jedynie na dzikiej namiętności? Czy pomiędzy dwojgiem tak różnych charakterów wybuchnie płomienne uczucie? Czy on zdoła pokochać i stać się człowiekiem, którego ona w nim widzi od samego początku? Czy ona zdoła okiełznać mężczyznę, do którego pała uczuciem tak gorącym, niczym wrota piekieł i ogniste czeluści?

Takie kontrastowe zestawienie dwóch różnych charakterów sprawiło, że Dotyk anioła czytało się niezwykle przyjemnie. Czy tak samo będzie ze Snem o aniele?

Fabuła

Znani nam już wcześniej bohaterowie zostają rozdzieleni. Po zakończeniu pierwszej części wydaje się, że na zawsze. Ona umiera w trakcie cesarskiego cięcia, on pozostaje sam z dwójką dzieci. I wydaje się, że stan jest beznadziejny: mężczyzna nie potrafi pogodzić się z tym, że został sam, nie wie, jak radzić sobie z dziećmi, a do tego kłóci się z Bogiem, obwiniając go o dopuszczenie do śmierci ukochanej kobiety. Jednak sprawy nie mają się tak, jak moglibyśmy sobie to wyobrażać. Angel żyje, a w wyniku sprawnie przeprowadzonej akcji zostaje uprowadzona przez arabskiego następcę tronu, który pragnie zemścić się na Bradleyu za to, że kiedyś zabił jego ciężarną narzeczoną.

Nie zdradzając Wam więcej szczegółów, chciałabym napisać, że małżonkowie wracają do siebie, ale znów będą musieli włożyć wiele trudu w to, żeby poukładać swoje wspólne życie. Co będzie tym trudniejsze, że rozwód nie będzie już tak prostą sprawą, jak w pierwszej części. Mają w końcu dzieci, którymi muszą się opiekować. Czy uda im się posklejać związek na nowo? Przeczytajcie w książce.

Moja ocena

Być może zdziwcie się, ale nota, którą przyznaję tej powieści to cztery i pół. Dlaczego nie sześć, tak jak poprzednim razem? Już wyjaśniam.

Po pierwsze muszę zauważyć, że historia opisana w tej książce nadal zachwyca i przyciąga do siebie czytelnika. Bradley i Angel jednak nie są już takimi beztroskimi ludźmi, których znamy z poprzedniej części. Tym razem są doświadczeni przez życie i nieprzyjemne wydarzenia, mają dzieci i, mimo swoich wybuchowych charakterów, muszą postarać się uporządkować sytuację na tyle, na ile się to daje. Biorąc pod uwagę to, że każde z nich mierzy się z własnymi demonami, nadmiarem emocji i zawiedzionymi oczekiwaniami, nie jest łatwo. Ledwo tlące się zaufanie, którym obdarzają się po odbiciu kobiety z rąk księcia, jest nadwyrężane co rusz nowymi zdarzeniami, pojawieniem się bohaterów z przeszłości, itp. Autorka mocno doświadcza głównych bohaterów, a co za tym idzie, również czytelników. Oczywiście nie mam jej tego za złe, ponieważ, jak to jest w prawdziwym życiu, czasem jest dobrze, a czasem nie. I jeśli czytalibyśmy tylko o pozytywnych rzeczach, książka byłaby po prostu nudna.

sen o aniele

Jest jednak kilka rzeczy, które muszę, niestety, odnotować na minus. Pierwszą z nich są retrospekcje, które zajmują znaczną część tekstu na jakichś stu pięćdziesięciu stronach. Czyli niemal w połowie powieści. Rozumiem zamysł autorki, ponieważ poprzez cofanie się do Dotyku anioła chciała ukazać czytelnikom stan umysłu małżonków, osób umierających z tęsknoty za partnerem. Jednak takie ich nagromadzenie sprawiło, że akcja powieści zdawała się wyhamowywać. I byłabym w stanie zrozumieć, gdyby taki zabieg został zastosowany raz albo dwa, natomiast nie za bardzo wiem, po co fragmenty z przeszłości umieszczane były co kilka stron. W dodatku w trakcie czytania miałam przemożne wrażenie, że zostały one żywcem wycięte z poprzedniej książki, na zasadzie kopiuj-wklej. To było strasznie rozczarowujące. I stąd (znacznie) obniżona ocena.

Dodatkowo muszę nieco przyczepić się do zakończenia. Scena na plaży z fortepianem wyszła strasznie łzawo. Szkoda, ponieważ liczyłam na coś innego. Może już nie na jakiś straszny zwrot akcji, ale jednak coś lepszego niż to.

Podsumowując, przy pierwszej części poprzeczka postawiona została bardzo wysoko. I być może padłam ofiarą własnych oczekiwań co do drugiej powieści. Sen o aniele nie jest jednak złą książką. Nadal czyta się ją przyjemnie i z zaciekawieniem. Polecam na letnie miesiące.

Bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej książki wydawnictwu Videograf. Dziękuję również za przepięknie opakowaną przesyłkę!

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor:Katarzyna Mak
Tytuł: Sen o aniele
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 355
Cena: około 34,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Nie zaczynaj rozmowy kwalifikacyjnej online, zanim tego nie przeczytasz!

1. Nie zaczynaj rozmowy kwalifikacyjnej online, zanim tego nie przeczytasz!

8 rad, jak przygotować się do rozmowy o pracę w czasie pandemii COVID-19.

W czasie pandemii wielu z nas musiało przestawić się na pracę zdalną i zamienić spotkania w biurze na telekonferencje. Również w procesach rekrutacyjnych na popularności zyskały rozmowy kwalifikacyjne online. Jeśli szukasz pracy i zostałeś zaproszony na taką rozmowę, koniecznie przeczytaj ten artykuł. Rozmowa rekrutacyjna to spotkanie, na którym powinieneś zrobić dobre wrażenie. Warto więc wiedzieć, co może je zepsuć, a czym możesz je wzmocnić. Po zastosowaniu poniższych rad, na pewno wypadniesz świetnie!

2. Przygotuj i sprawdź sprzęt oraz oprogramowanie

To rada nie do przecenienia. Każdy pracodawca szuka osoby kompetentnej i dobrze zorganizowanej. Jeśli więc okaże się, że nie działa Ci mikrofon albo kamera i rekruter musi czekać, aż się ogarniesz, to od razu masz pod górkę. Teksty w stylu „ojej, zawsze mam z tym problem” nie pomogą – utwierdzą w przekonaniu słuchacza, że jesteś słabo zorganizowany i roztargniony. I że się nie przygotowałeś, czyli nie potraktowałeś rozmowy poważnie.

A więc zainstaluj zawczasu sugerowany przez rekrutera program do rozmowy online i przetestuj wcześniej, czy działa zarówno program, jak i sprzęt. Przygotuj kamerę, nie tylko słuchawki, ponieważ rekruter będzie chciał Cię widzieć podczas rozmowy. Najlepiej rozmawiaj przez laptopa lub komputer stacjonarny (nie przez smartfona) – dają one większy komfort i możliwości, o których piszę niżej.

Zwróć uwagę na swoją nazwę użytkownika w programie do telekonferencji. Najlepiej niech to będzie Twoje imię i nazwisko (a nie na przykład „Kociaczek1985”) 🙂

3. Zadbaj o łącze internetowe dobrej jakości

Jeśli masz takie w domu, to sprawa załatwiona. Czasami jednak trzeba poprosić domowników, aby w tym czasie nie korzystali z sieci. Musisz bowiem przesłać i odebrać dźwięk i obraz, więc warto zadbać o odpowiednią przepustowość. Jeśli nie wiesz, jaka jest wymagana, przeczytaj na stronach dostawcy oprogramowania. Na przykład wymagania przepustowości dla Skype są podane na stronie Pomoc Skype’a. Jeśli nie wiesz, jaka jest szybkość Twojego łącza, możesz ją zbadać korzystając z darmowych narzędzi, na przykład takich jak Speed Test.

Jeśli nie masz wystarczająco szybkiego internetu w domu, musisz poszukać odpowiedniego miejsca lub wykupić dostęp do sieci o wyższej przepustowości. Miej w pogotowiu telefon z odpowiednią aplikacją do ponownego połączenia się z rekruterem w przypadku, gdy Twoje WIFI całkowicie odmówi współpracy i zerwie Ci się połączenie.

4. Zorganizuj ciche i uporządkowane pomieszczenie

Hałas, osoby chodzące za Twoimi plecami, szczekające psy etc. będą rozpraszać zarówno Ciebie, jak i rekrutera. Zadbaj więc o wyciszone pomieszczenie, zamknij okno i poproś, żeby nikt nie wchodził w czasie rozmowy. Wyłącz telefon.

Ponadto sprawdź podczas próbnego połączenia, jak usiąść, żeby przestrzeń za Twoimi plecami była uporządkowana. Może to być biała ściana lub biblioteka. Uważaj, żeby w kadrze nie znalazły się porozrzucane ubrania, brudne naczynia lub inne niepożądane widoki.

5. Ubierz się schludnie

Rozmowa rekrutacyjna – online czy bezpośrednia – wymaga od Ciebie schludnego wyglądu. Ubierz się jak do biura i to nie tylko od pasa w górę, bo może się zdarzyć, że będziesz musiał wstać. Nie chciałbyś, aby rekruter zobaczył Cię w dresie lub szortach! 🙂

6. Przygotuj oświetlenie

Niestety podczas rozmowy online musisz zwrócić większą uwagę na światło. Jeśli skierujesz lampę wprost na siebie, będziesz świecącą plamą. Gdy siądziesz tyłem do źródła światła, będziesz ciemną plamą. Jeśli możesz, zastosuj światło rozproszone, miękkie. Poeksperymentuj, wypróbuj różne ustawienia.

Poza tym warto przypudrować twarz (również mężczyźni), szczególnie, gdy masz cerę tłustą lub mieszaną. Kamera wyolbrzymi świecące czoło i będziesz wyglądał na bardziej zdenerwowanego. Nie bez powodu każdy, kto przychodzi do telewizji, jest zawsze dobrze przypudrowany.

Rozmowa kwalifikacyjna online foto1

7. Ustawienie kamery

Warto tak ustawić kamerę, abyś mógł patrzeć w monitor na swojego rozmówcę sprawiając wrażenie, że patrzysz mu w oczy. Można to osiągnąć poprzez zamocowanie kamery na monitorze (najlepiej na wysokości oczu) i przeciągnięcie okienka z twarzą rozmówcy jak najbliżej kamery.

Łatwiej jest mówić do człowieka, niż do obiektywu, więc warto zadbać, żeby Twój rozmówca widział Cię tak, jakbyś mówił wprost do niego, a nie gdzieś w bok. Jednak osobiście uważam, że po kilku miesiącach pandemii, gdy wiele osób nauczyło się już korzystać z telekonferencji, nie jest to aż tak ważne, żeby mówić wprost do kamery. Każdy rekruter wie, że patrzysz na niego na monitorze.

Zadbaj o to, abyś miał podgląd siebie na ekranie komputera, aby kontrolować jak wyglądasz Ty i Twoje otoczenie. Tu właśnie większy ekran wygrywa z małym ekranem smartfona.

Ponadto ustaw kamerę mniej więcej na wysokości oczu. Jeśli ustawisz ją nisko, na przykład na blacie biurka, Twój rozmówca będzie widział głównie Twoją brodę, szyję i dziurki w nosie 🙂

8. Ściągawka na ekranie

Pozostałe elementy przygotowania do rozmowy kwalifikacyjnej są takie same, jak podczas bezpośredniego spotkania. Warto zatem:

  • Dowiedzieć się jak najwięcej o pracodawcy oraz komórce, która szuka pracownika (czym się zajmuje, jakie ma produkty lub usługi, jak sobie radzi etc.).
  • Poznać rynek, na którym firma działa.
  • Poznać problemy firmy – jeśli będziesz w stanie pomóc w ich rozwiązaniu i powiesz o tym rekruterowi, na pewno błyśniesz w czasie rozmowy.
  • Przećwiczyć sobie mówienie o swoich kompetencjach i doświadczeniach.
  • Przygotować odpowiedzi na możliwe trudne pytania rekruterów (na przykład takie, jak: Dlaczego chce Pan/Pani u nas pracować? albo Gdzie widzi się Pan/Pani za 5-10 lat?). Podpowiedzi, jakie pytania często zadają rekrutujący, znajdziesz łatwo w sieci.
  • Przygotować własne pytania do rekrutera. Warto zapytać o zakres obowiązków, możliwości rozwoju w firmie, szkolenia, zasady zatrudnienia oraz o to, jak będą wyglądały kolejne etapy rekrutacji.
  • Przygotować odpowiedź na pytanie o oczekiwane wynagrodzenie. Jeśli nie wiesz, jakiego wynagrodzenia możesz oczekiwać, zachęcam Cię do przeczytania mojego artykułu na temat darmowych źródeł wiedzy o wynagrodzeniach w Polsce.

Rozmowa kwalifikacyjna online foto2

Rozmowa online daje Ci fajne możliwości – pozwala Ci przygotować sobie na ekranie coś na kształt ściągawki. Może to być Twoje CV lub informacje o firmie. Oczywiście nie możesz ich cały czas czytać, gdyż rozmówca od razu się zorientuje. Ale zerknięcie od czasu do czasu ułatwi Ci zadanie.

9. Zachowanie podczas rozmowy

Ponieważ chcesz zrobić wrażenie osoby kompetentnej, zachowaj spokój. Wszelkie nerwowe tiki, zbędne ruchy, pocieranie uszu czy twarzy, nie tylko rozpraszają, ale również ujawniają zdenerwowanie. Przygotuj się dobrze, to będzie Ci łatwiej kontrolować mowę ciała. Ukrycie ewentualnych zbędnych ruchów będzie również prostsze, jeśli w kamerze będziesz widoczny od ramion w górę.

Jeśli jednak zdarzy Ci się wpadka (np. łokciem potrącisz szklankę i rozlejesz kawę), postaraj się zachować naturalnie. Przeproś, uśmiechnij się i kontynuuj. Eleganckie i spokojne radzenie sobie z takimi sytuacjami to też atut.

Pamiętaj, aby nigdy nie mówić źle o poprzednich pracodawcach. Rekruter również reprezentuje pracodawcę i identyfikuje się bardziej z nimi, niż z Tobą. Jeśli usłyszy narzekanie i krytykę, pomyśli, że nowego pracodawcę też będziesz „obgadywać”. Takie zachowanie na pewno Ci nie pomoże.

Ważne też, abyś się nie rozgadywał, zwłaszcza na tematy niezwiązane z rekrutacją. Uprzejmie i zwięźle odpowiadaj na pytania. W ten sposób oszczędzasz czas swój i rozmówcy. Twoje zachowanie powinno przekonać rekrutera, że traktujesz rozmowę i jego samego poważnie, że Ci zależy. Wszystkie wyżej omówione zasady będą tego dowodem, więc nie zepsuj dobrego pierwszego wrażenia gadulstwem! 🙂

Zastosowanie powyższych rad i instrukcji pomoże Ci dobrze wypaść na rozmowie. Najwięcej pracy musisz włożyć w przygotowanie przed pierwszą rozmową. Z każdą kolejną będzie Ci coraz łatwiej. Oczywiście życzę Ci, aby już pierwsza rozmowa przyniosła Ci zatrudnienie, ale jeśli nie, to przynajmniej poćwiczysz i nabierzesz wprawy. Te umiejętności przydadzą Ci się w życiu zawodowym – choćby podczas służbowych telekonferencji.

Życzę Ci ciekawych i udanych rozmów o pracę!

Kilka słów o autorce:

sylwia

Sylwia Waśniewska – autorka tekstów i prowadząca blog tematyczny NaTematPracy.pl.

Na podstawie swojego kilkunastoletniego doświadczenia w zarządzaniu zespołami i projektami oraz w oparciu o dostępne informacje i badania, publikuje artykuły dotyczące rozwoju osobistego, odnajdywania zawodowego powołania i zdobywania odpowiedniej dla siebie pracy. Jej celem jest pomoc wszystkim którzy nie mają, a chcieliby mieć wspaniałe życie zawodowe.

Na co dzień pracuje w instytucie badawczym, w którym kieruje zespołem ekspertów od emisji zanieczyszczeń do powietrza.

Photobook#5

Dziś kolejna porcja zdjęć, których głównym tematem są książki.

 

Zaczynamy od dwóch części Księżycowego Miasta Sarah J. Maas

 

2

Opis od wydawcy:

Bryce Quinlan jest dziewczyną, która w połowie jest człowiekiem, a w połowie Fae. W świecie pełnym magii, niebezpieczeństw i ognistych romansów poszukuje zemsty! Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje dla handlarza antyków, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością jaką Lunathion – znane również jako Crescent City – ma do zaoferowania.

Gdy dochodzi do bezwzględnego morderstwa, wszystko zaczyna się rozpadać – również jej świat. Mimo że oskarżony ląduje za kratami, zbrodnie zaczynają się na nowo, a Bryce trafi w centrum dochodzenia. Zrobi wszystko, aby pomścić śmierć przyjaciół.

 

4

Opis od wydawcy:

Bryce Quinlan jest dziewczyną, która w połowie jest człowiekiem, a w połowie Fae. W świecie pełnym magii, niebezpieczeństw i ognistych romansów poszukuje zemsty! Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje dla handlarza antyków, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością jaką Lunathion – znane również jako Crescent City – ma do zaoferowania. Ale gdy bezwzględne morderstwo wstrząsa miastem, wszystko zaczyna się rozpadać – również świat Bryce.

5

Pokusiłam się również o zakupienie książki na temat najbardziej przebiegłego mordercy w historii.  Drapieżnik Prawdziwa historia najbardziej nieuchwytnego mordercy XX wieku Maureen Calahan

IMGP0114

Opis wydawcy:

Do ilu zbrodni mógł zainspirować go Mindhunter?

Był zagadką dla profilerów. Przez ponad dziesięć lat przemierzał Stany w poszukiwaniu swoich ofiar. Polował na kobiety i mężczyzn, młodych i starych, w dzień i w nocy. Oszczędzał tylko dzieci.

Od zawsze czuł, że żyją w nim dwie osoby. Oddany ojciec, wychowujący córkę, i wzorowy pracownik zamieniał się w seryjnego mordercę i gwałciciela.

Doskonale przygotowany do każdej zbrodni. Zabijał według dokładnie ustalonego planu, szybko i sprawnie. Usuwał włosy na całym ciele i blokował gruczoły potowe. FBI na próżno szukałoby śladów DNA.

Jak to się stało, że Israel Keyes w końcu wpadł? Gdzie popełnił błąd? Ilu ludzi tak naprawdę zabił?

Maureen Callahan, dziennikarka zaintrygowana historią mordercy, który przez ponad dekadę nie istniał dla wymiaru sprawiedliwości, spędziła wiele lat, badając jego motywy. Przeprowadziła setki rozmów z kluczowymi przedstawicielami organów ścigania, przewertowała stosy dokumentów ze śledztwa, dotarła do tajnych akt FBI. Wszystko po to, żeby przedrzeć się do umysłu mordercy.

„Drapieżnik” to mrożąca krew w żyłach prawdziwa historia człowieka uzależnionego od mordowania. Zabójcy, wobec którego FBI było bezradne, psychopaty i manipulanta, który do samego końca kontrolował sytuację i zadbał o to, aby ostatnie zdanie należało właśnie do niego.

 

Na tapecie mam również drugą część książki Dotyk anioła Katarzyny Mak. Sen o aniele już jest w księgarniach,a  ja zamierzam go przeczytać od deski do deski 🙂

1

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!