Całe lato bez Facebooka

Możliwe? Wydawałoby się, że nie, ponieważ szczególnie to medium społecznościowe na stałe wpasowało się w nasze życie. Jednak bohaterka książki „Całe lato bez Facebooka” została zmuszona właśnie do takiej zmiany trybu życia nie na dwa miesiące, ale całe pięć lat!

Książką tego lata ogłoszono powieść z pogranicza prozy humorystycznej, suspensu i literatury kryminalnej pod tytułem autorstwa Romaina Puértolasa. Jak przystało na takie połączenie gatunków, miało być wesoło, zaskakująco i nie do końca sensownie. I jest. Chyba.

Kilka słów o autorze

Romain Puértolas to francuski pisarz, który znany jest przede wszystkim ze względu na swoją pierwszą książkę „The Extraordinary Journey of the Fakir Who Got Trapped in an Ikea Wardrobe”. Powieść ta została przetłumaczona na wiele języków, a czytelników znalazła w 36 krajach. Tylko we Francji dostała się na listę bestsellerów. W 2015 roku na rynku ukazała się „The Little Girl Who Swallowed A Cloud As Big As The Eiffel Tower”. Teraz Wydawnictwo Sonia Draga oferuje nam jego kolejną książkę, czyli właśnie „Całe lato…”.

 

pf_1534321087

Opowieść

Główną bohaterką powieści jest czarnoskóra, ogromna (w dosłownym znaczeniu) policjantka, Agatha Crispies, która dyscyplinarnie zostaje przeniesiona do Nowego Jorku w stanie Kolorado – miasta, w którym nie ma zasięgu telefonii komórkowej i Internetu. Nie ma również za bardzo co robić, ponieważ mieścina jest tak mała i nic nie znacząca, że policjanci organizują na komisariacie kółka zainteresowań: szydełkowania, klub książkowy, itp. a komendant notorycznie w godzinach pracy urywa się na ryby.

Ale w pewnym momencie tej sielanki dzieje się coś niepokojącego. Otóż w sąsiednim mieście zostaje popełnione morderstwo, a porucznik Agatha Crispies postanawia zająć się sprawą. Znalezienie ciała powoduje cały szereg innych wydarzeń, mniej lub bardziej pozytywnych, ale zawsze okraszonych cytatami z klasycznych pozycji literatury i niekiedy śmiesznymi powiedzonkami samej bohaterki.

Ocena

Cóż, czytając tę książkę byłam bardzo zainteresowana tym, co wydarzy się dalej. Początek jest naprawdę wciągający i ciekawy. Otóż Agatha to jedna z tych kobiet, które pomimo ewidentnych mankamentów urody, ze swoją tuszą i upodobaniem do czekoladowych pączków nie przystaje w żaden sposób do współczesnych kanonów urody, jest we własnym mniemaniu najbardziej kuszącą istotą na świecie. Taka pewność siebie połączona z erudycją i ogromną wiedzą o literaturze daje naprawdę interesującą mieszankę. Jednak wraz z rozwinięciem historii pojawia się znużenie tą wiecznie buńczuczną i, nie ukrywajmy, egoistyczną postawą wpadającej niekiedy w samouwielbienie bohaterki. Tak zachowują się osoby, które nie potrafią poradzić sobie z nadmiarem kompleksów lub są niedojrzałe. A Agatha Crispies zdecydowanie sprawia takie wrażenie.

Poczucie obciachu pojawia się gdzieś w połowie książki i niestety pozostaje z czytelnikiem do końca. Dosyć głupie żarty oparte na stereotypach o otyłych Amerykanach, przygłupich murzynach (przepraszam!) i durne przytyki do Polaków -zaczyna się od nazwisk, chociaż ten fragment mógł jeszcze uchodzić za śmieszny, ale potem pojawia się obraz niedouczonego, niepotrafiącego sklecić porządnego zdania po angielsku brudasa (serio!) i przygłupa.

pf_1534321262

No nie tak wyobrażałam sobie idealną lekturę na lato.

Właściwie muszę przyznać, że nie rozumiem konstrukcji tej książki. Informacje na temat literatury, niczym wyciągnięte z encyklopedii lub jakiejś innej Wikipedii w formie przerywników mają za zadanie co? Opóźnić akcję? Czy może autor nie mógł zdecydować się, czy przeprowadzić regularny wykład z historii literatury, czy może pójść w stronę nonsensu całej wymyślonej przez siebie książki. W połączeniu wyszło takie nie wiadomo co, a wstawki historyczne irytują i psują ewentualną radochę z lektury.

Podsumowując, ta książka jest dziwna, nonsensowna, miejscami śmieszna, ale w większości żenująca. Poziom żartów opartych na stereotypach jest niski i mimo że początkowo wywołują one śmiech, w większej ilości, czyli tak po około 150 stronach tej powieści, robią się niesmaczne. Czy warto zakupić tę pozycję? Może w promocji, za pełną cenę nie jest warta Waszych pieniędzy i czasu.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Autor: Romain Puértolas 
Tytuł: Całe lato bez Facebooka
Tytuł oryginalny: Tout un été sans facebook
Tłumaczenie: Maria Zawadzka
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 400
Cena: 37 zł 

 

Subiektywna lista lektur- podsumowanie lipca

W lipcu udało mi się przeczytać kilka bardzo ciekawych i godnych polecenia książek. Niektórym z nich poświęciłam zresztą osobne wpisy na blogu. Inne czekają na swoją minirecenzję.

Te pozycje, które opisałam w osobnych recenzjach to:

pf_1532851525

pf_1531900065

Bardzo polecam obydwie książki. Z pewnością spędzicie z nimi długie godziny i dowiecie się interesujących rzeczy. No, ale poza nimi przeczytałam jeszcze troszkę.

Co jeszcze znalazło się na mojej liście?

  • Unf*ck yourself. Napraw się Gary John Bishop

Poradnik na temat tego, w jaki sposób można naprawić swoje życie i zacząć żyć pełną piersią. A przynajmniej przestać przejmować się rzeczami, na które nie ma się wpływu. Przyznam się Wam, że teoretycznie ta książka nie powinna pojawić się w tym zestawieniu, ponieważ przeczytałam jedynie 20 stron tego dzieła. Hmmm, być może później jest bardziej odkrywcza, ale mnie porady w stylu „nie lubisz swojej pracy to ją zmień” jakoś nie skłaniają do odmiany stylu życia. Nie licząc oczywiście tego, że są strasznie oklepane.

pf_1534060812

 

  • Zanim pozwolę Ci wejść Jenny Blackhurst

Wiedzieliście, że psycholodzy mogą mieć problemy ze sobą? Jeśli nie, to ten kryminał jest dla Was idealną lekturą. Trzyma w napięciu niemal do samego końca, do ostatnich linijek. Powieść opowiada o grupie trzech przyjaciółek, które próbują radzić sobie z przeszłością i teraźniejszością: jedna z nich została zgwałcona, co rzutuje na jej stosunek do mężczyzn, druga wychowuje dwójkę dzieci, a trzecia – pnie się po szczeblach kariery w poradni psychologicznej i sypia z żonatym facetem. Polecam bardzo.

  • Styl życia zero waste Amy Korst

Hmmm, na samym początku tego wpisu powinnam była uprzedzić Was, że tym razem uwzględnię także książki, które bardzo, ale to bardzo starałam się przeczytać i w ich dokończeniu nie przeszkodziły mi piekielne upały, ale ich bezsens i infantylizm. Niestety ładna okładka nie zawsze wskazuje na to, że zawartość książki będzie równie ciekawa. No i niestety tak jest także w przypadku poradnika Amy Korst, którego lekturę zakończyłam po jakiś 30 stronach (znów!). Tak, wiem, te poradniki pisane są dla Amerykanów, to jest inna kultura i inne podejście do gospodarowania odpadami. Ale to nie oznacza, że ktoś musi mi tłumaczyć tak podstawowe sprawy, jak fakt, że kartki papieru można użyć z dwóch stron. Nie i jeszcze raz nie, a szkoda, bo temat jest nośny i w obecnych czasach bardzo ważny.

pf_1534060685

To tyle. Pochwalcie się w komentarzach, jakie książki przeczytaliście w ubiegłym miesiącu 🙂

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Nowa Fantastyka 08 (431) 2018

Uff, mimo wykańczających upałów udało mi się wreszcie przeczytać nowy numer „Nowej Fantastyki”. Bardzo pozytywną rzeczą jest w nim z pewnością to, że wreszcie na każdym kroku nie natykałam się na literówki.

Czego możecie spodziewać się po sierpniowej Nowej Fantastyce? Sporo dobrej publicystyki, świetne recenzje i opowiadania (Harlana Ellisona, Jacka Komudy). No i wydaje mi się, że na tym mogę zakończyć recenzję, ponieważ czasopismo pod względem zawartości trzyma wysoki poziom. Do tego znakomity wybór opowiadań o różnej długości (Komuda i Valentine należą do tych najdłuższych) i mamy gotowy przepis na świetne upalne popołudnie.

Publicystyka

Na ogromne wyróżnienie zasługuje tekst Witolda Vargasa „Legendarz od alkowy”. Autor w humorystyczny, ale przy tym niezwykle ciekawy, sposób opowiada o tak zwanych momentach w legendach słowiańskich. Jeśli interesują Was wodniki, utopce, rusałki oraz inne byty, których zadaniem było uwieść i wykorzystać Bogu ducha winnych śmiertelników, ten artykuł to zdecydowanie coś dla Was. Zresztą muszę w tym miejscu zauważyć, że Vargas trzyma poziom – wszystkie jego teksty są ciekawe i zachęcają do sięgnięcia po dodatkowe lektury. Super, tak trzymać!

Tradycyjnie zachwyciłam się felietonem Łukasza Orbitowskiego, który zrecenzował film pod tytułem „Pumpkinhead”. Już nawet zaczęłam rozglądać się za tym horrorem. Do moich ulubionych muszę dorzucić również tekst Tomasza Kołodziejczaka „Nasi milusińscy kosmici”, w którym stara się udowodnić, że dzieci to kosmici, którzy przybywają na Ziemię i prowadzą na niej badania (i stąd te wszystkie pytania spod znaku po co? i dlaczego?). Ciekawe i naprawdę zabawne.

Opowiadania

W tym numerze pojawiają się lepsze i gorsze historie (w mojej opinii, oczywiście). Zacznijmy od Jacka Komudy i jego „Hordy”. Mimo że słyszałam o tym autorze bardzo pochlebne opinie, to opowiadanie było moim pierwszym zetknięciem z jego twórczością. Wiem, że opisuje historię z elementami fantastyki, nadając wydarzeniom z przeszłości alternatywne zakończenie. Podobnie było zresztą i w tym opowiadaniu. Król Lazar toczy wojnę z obcym plemieniem, miałam wrażenie, że wzorowanym na Turkach, w którym ginie, a jego rycerze zostają albo zabici, albo oddani do niewoli. Ratuje się tylko niewielu, ci, którzy uciekają z pola bitwy lub na nie nawet nie trafiają. Jest to jedno z dwóch najdłuższych opowiadań i muszę przyznać, że nie należy do moich ulubionych.

W sekcji polskiej pojawił się również „Grabieżnik” Piotra Zawady. Jest to tekst o… no właśnie o czym? O stworzeniu, które się przeistacza w coś. I tyle. Krótkie opowiadanie o nie wiadomo czym i jak dla mnie zapchaj dziura (przepraszam, upał był jak czytałam i może nie zrozumiałam jego sensu/drugiego dna).

„Dwoje przy huśtawce” Krzysztofa Adamskiego to najprawdopodobniej odpowiedź na to, co mogłoby się stać, gdybyśmy ludzki mózg umieścili w ciele robota. Czy jest to jeszcze człowiek, czy maszyna bez uczuć. Co jeśli pojawią się jego wspomnienia z poprzedniego życia, tęsknota lub inne emocje? U Adamskiego zakończenie jest ponure.

Sekcja prozy zagranicznej składa się na opowiadania Harlana Ellisona, Paula McAuleya i Genevieve Valentine. 

„Żywy i zdrowy w samotnej podróży” Ellisona opublikowano w NF już po śmierci autora. Jak zauważa redakcja, jest to rodzaj pożegnania z twórcą. Tekst mówi o fragmencie podróży, którą odbywa Ćma – człowiek złamany przez życie, po nieudanym małżeństwie z o wiele młodszą od niego kobietą. O tym, co się stało opowiada przygodnie poznanym osobom, z którymi przesiaduje w barze. Opowiadanie jest nieoczywiste i pozostawia czytelnikowi wolność interpretacji.

Paul McAuley i jego „Elfy z Antarktyki” to opowieść o krainie, w której ludzie badają lady zamieszkiwane przez mamuty, dinozaury i inne stworzenia tak jakby wielkie zderzenie Ziemi z meteorytem nigdy nie miało miejsca. Jest to jedyne opowiadanie, którego nie skończyłam. Zirytowało mnie swoim bezsensem.

„Z Themis każdy pisze listy do domu” Genevieve Valentine opowiada o ludziach, którzy zostali wybrani do testowania nowej gry. Jednak oni myśleli, że fizycznie znajdują się na nowej planecie i ich zadaniem jest ją stworzyć: ukształtować teren, zadbać o pogodę, atmosferę i zadbać o odpowiednią florę i faunę. Cynizm twórców gry i walka oszukanych beta testerów to dodatkowe smaczki. Polecam, warto przeczytać.

Ocena

Podoba się, oj podoba 🙂

pf_1533456622

Profil mordercy Paul Britton

Z pewnością wielu czytelników kryminałów zastanawia się, jak dokładnie wygląda praca śledczych i profilerów. Czy jest tak fascynująca i pełna zagadek jak w książkach? O tym, jak dokładnie wygląda współpraca psychologa-profilera z policją opowiada Paul Britton, jeden z najbardziej znanych profilerów w Wielkiej Brytanii.

Paul Britton to psycholog, który na podstawie dostarczonych mu przez policję dowodów potrafi bardzo dokładnie stworzyć portret psychologiczny mordercy. Dzięki doskonałej znajomości ludzkiej psychiki i zamiłowaniu do poszukiwania szczegółów, jego praca pozwoliła na złapanie wielu morderców i gwałcicieli, którzy polowali na swoje ofiary w różnych częściach Wielkiej Brytanii. Ponadto położył podwaliny pod zawód, etykę pracy oraz możliwości kształcenia przyszłych profilerów w swoim kraju. Jednak przede wszystkim znany jest z tego, że może bardzo trafnie opisać to, co dzieje się w głowach wszystkich tych, którzy decydują się popełnić przestępstwa. Nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o wspomniane już przeze mnie grupy złoczyńców, ponieważ jest w stanie także rozpoznać to, co dzieje się w głowie kobiety porywającej dziecko. To jest naprawdę niesamowite. I fascynujące.

Jak to się wszystko zaczęło?

Od niesamowitej chęci zdobycia wyższego wykształcenia. Paul Britton zaczął studiować psychologię po tym, jak ożenił się i został ojcem. To wymagało od niego zakuwania po nocach i szukania możliwości zapewnienia bytu swojej rodzinie. Krótko po tym, jak został przyjęty na studia, zdał sobie sprawę, że poznawanie tajników ludzkiego umysłu jest niesamowicie ciekawe. No i został psychologiem. To tak w skrócie 🙂

Z pewnością rozwijałby swoją karierę terapeuty, gdyby nie prośba od policji, która próbowała złapać sprawcę brutalnego morderstwa. Udało się, Britton wszedł w buty mordercy i stworzył doskonały profil psychologiczny. Później pojawiały się kolejne prośby, następne sprawy i profile, które profiler wykonywał za darmo, często poświęcając czas wolny, który mógłby podarować chociażby swojej żonie lub dwójce dzieci. Na szczęście dla niego, domownicy byli w tej kwestii wyrozumiali i rozumieli, że mąż i ojciec robi coś naprawdę istotnego.

Zawód profilera 

Już bez czytania tej książki można wyobrazić sobie, że ta praca to nie jest bułka z masłem. Wymaga nie tylko ogromnej wiedzy psychologicznej, poznania wszelkich brudnych sekretów innych ludzi, ale również oglądania ciał ofiar. Jak pisze autor:

„nie jest łatwo zapomnieć o krwawych wspomnieniach i patrzeć w oczy osobie, która popełniła podobne przestępstwo lub którą podnieca sama myśl o nim”*

oraz

„Oglądanie zdjęć bądź samych miejsc zbrodni ma fatalny wpływ na osobowość. Równie poruszające jest słuchanie sprawcy, który przypomina sobie najstraszniejsze czyny i fantazje oraz uświadomienie sobie, jaką niesamowitą przyjemność mu sprawiają”.*

Zawód nie jest prosty, sam Britton pod koniec swojej książki wspomina o tym, że praca dla policji nad tymi najtrudniejszymi sprawami sprawiła, że niekiedy nie potrafi już cieszyć się z najprostszych rzeczy, które normalnie każdemu sprawiają radość, na przykład z powodu pięknej pogody lub wycieczki za miasto. Zawsze w głowie pozostaje myśl, że gdzieś tam jest jakiś człowiek, który realizuje lub planuje urzeczywistnić swoje brudne fantazje.

Oczywiście do tego dochodzi jeszcze ogromna odpowiedzialność. Jeśli profiler pomyli się, będzie miał na sumieniu czyjeś życie i narazi go na utratę wszystkiego, co ważne w życiu: rodziny, dobytku, dobrego imienia itp. To wszystko sprawia, że, jak pisze autor, przygniata go to wszystko ogromnym brzemieniem. Jak dużym, jesteśmy w stanie jedynie się domyślać.

„Profil mordercy” 

Książka opisuje kilka wybranych przez Brittona spraw, nad którymi pracował we współpracy z różnymi wydziałami policji brytyjskiej. Większość z nich związana jest z morderstwem lub gwałtem, jednak pojawiają się również takie przypadki jak: zastraszanie i żądanie okupu od dużych przedsiębiorstw oraz, wspomniane już wcześniej, porwanie dziecka. Wszystkie z nich to sprawy trudne, w których potrzeba jest stworzyć profil sprawcy po to, aby móc go zidentyfikować i złapać. Niekiedy trzeba wręcz uciekać się do podstępów po to, aby móc wyciągnąć przyznanie się do winy od podejrzanego. Pomoc psychologa pomaga zrobić wszystko we właściwy sposób i osiągnąć zamierzony cel.

Ogromną zaletą tej książki jest fakt, że autor przedstawia sposób, w jaki pracuje nad stworzeniem profilu psychologicznego i przedstawia wyniki swoich przemyśliwań czytelnikowi. Dzięki temu można dowiedzieć się, na jakich podstawach podejrzewa się konkretną osobę i jak mały, nawet najdrobniejszy szczegół, może posłużyć specjaliście do opisu charakteru, poczynań lub motywacji podejrzanego. To wszystko jest niesamowicie interesujące i pokazuje, że niekiedy nieświadomie pozostawiamy ślady, które można w jednoznaczny sposób zinterpretować i ocenić nasze zachowanie.

Mimo że jest to dosyć gruba pozycja, czyta się ją bardzo szybko ze względu na sposób, w jaki poszczególne historie zostały opisane. W książce nie ma miejsca na mnóstwo skomplikowanej terminologii, jest to beletrystyka, nie podręcznik psychologii, a wybrane przypadki i przytoczone opisy pracy nad nimi przedstawione są w sposób jasny i zrozumiały dla laika. Jedna rzecz, która bardzo mi się podobała to to, że książka napisana jest konkretnym językiem. Autor nie wykorzystuje kwiecistych porównań i zbyt długich opisów z nadmiarem przymiotników. Po prostu konkret i tyle.

Ocena

Polecam tę książkę wszystkim osobom, które są zainteresowane pracą profilera, żeby mogły dowiedzieć się z pierwszej ręki, jak wygląda ten zawód. Jest to również dobra pozycja dla fanów thrillerów i kryminałów, ponieważ pozwala zobaczyć, jak to jest w rzeczywistości, kiedy człowiek musi stawić czoła okropnej zbrodni. Dodatkowo będzie to także gratka dla wszystkich tych, którzy są zainteresowani psychologią i próbują zrozumieć, skąd bierze się w ludziach skłonność do okrucieństwa.

Naprawdę warto!

* cytaty pochodzą z książki

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Autor: Paul Britton
Tytuł: Profil mordercy
Tytuł oryginalny: The Jigsaw Man
Tłumaczenie: Przemysław Kiliński
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 530
Cena: 44,90 zł 
pf_1532851525

Książkowe propozycje na wakacje

Nie tak dawno publikowałam moje zestawienie pięciu supergrubych książek do przeczytania w wakacje. Zdaję sobie sprawę, że ta lista jest subiektywna (i taki był zamysł). Dlatego poprosiłam o rekomendacje.

Na co dzień czytam fantastykę oraz thillery, dlatego doszłam do wniosku, że nie wszyscy z Was mogli znaleźć w moim zestawieniu coś ciekawego. Mimo iż starałam się przedstawić różnorodną, również klasyczną literaturę. Z tego powodu o rekomendacje naprawdę grubych książek, które nadają się na wakacje, poprosiłam członków grupy „Książkowy Klub Dyskusyjny” na Facebooku. Ilość komentarzy i propozycji bardzo mnie zaskoczyła (pozytywnie).

 

books-1245690_1920

Zestawienie powstało na podstawie założeń, że proponowane książki mają:

  • liczyć sobie minimum 500 stron,
  • być idealną lekturą na wakacje (liczyła się łatwość i szybkość czytania, a także przystępność).

Oczywiście lista powstała na podstawie subiektywnych opinii. Oto ona:

Obyczajowe

  1. Gebaldon, Diana, seria „Obca”, na którą składają się takie książki jak:
  • Obca
  • Uwięziona w bursztynie
  • Podróżniczka
  • Jesienne werble
  • Ognisty krzyż
  • Tchnienie śniegu i popiołu
  • Kość z kości
  • Spisane własną krwią

 

  1. Sana Krasnikov „Patrioci”

 

  1. Kristin Hannah:
  • Słowik
  • Wielka samotność

 

  1. Reyes Monforte „Rosyjska namiętność”
  2. Škvorecky „Przypadki inżyniera ludzkich dusz”
  3. Lars Saabye Christensen „Półbrat”
  4. Carla Montero „Szmaragdowa tablica”
  5. Hanya Yanagihara „Małe życie”

 

  1. Gregory David Roberts:
  • Shantaram
  • Cień góry

 

  1. John Folwes „Mag”
  2. Jaroslav Hasek „Losy dobrego wojaka Szwejka”

 

  1. Ken Follet:
  • Filary ziemi
  • Świat bez końca
  • Słup ognia

 

  1. Charlotte Link „Decyzja”
  2. Olga Tokarczuk „Księgi Jakubowe”
  3. Fiodor Dostojewski „Idiota”

 

Fantastyka/horror

  1. Stephen King:
  • To
  • Bastion
  • Pod kopułą

 

  1. Mark Elsberg:
  • Blackout
  • Zero
  • Helisa

 

  1. Carlos Ruis Zafon:
  • Labirynt duchów
  • Cień wiatru

 

  1. R.R. Tolkien -całość
  2. K. Rowling – seria o Harrym Potterze całość
  3. Magdalena Kozak „Łzy diabła”

 

  1. Anthony Rya:
  • Ogień przebudzenia
  • Legion płomienia

 

  1. Jacek Dukaj „Lód”

 

Thriller/sensacja

  1. Jakub Żulczyk „Wzgórze psów”

 

  1. Stieg Larson, David Lagercrantz – seria „Millenium”:
  • Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
  • Dziewczyna, która igrała z ogniem
  • Zamek z piasku, który runął
  • Co nas nie zabije
  • Mężczyzna, który gonił swój cień

 

 

Pozostałe/ romans/ historyczne

  1. Maria Jane Auel -cykl „Dzieci ziemi”:
  • Klan Niedźwiedzia Jaskiniowego
  • Dolina koni
  • Łowcy Mamutów
  • Rzeka powrotu
  • Wielka wędrówka
  • Kamienne sadyby
  • Kraina jaskiń

 

  1. J. Sansom -wszystko:
  • Alchemik
  • Inwazja
  • Komisarz
  • Księga objawienia
  • Lamentacje
  • Papierowe imperium
  • Rebelia
  • Zima w Madrycie

 

  1. Elżbieta Cherezińska:
  • Harda
  • Odrodzone królestwo

 

  1. Edward Rutherrford
  • Paryż
  • Nowy Jork
  • Rosja
  • Londyn
  1. Elizabeth Gaskell „Północ i południe”
  2. Elvira Baryakina „Miłość w czasie rewolucji”
  3. Iny Lorentz:
  • Nierządnica
  • Kasztelanka
  • Testament nierządnicy
  • Córka nierządnicy
  • Córy grzechu

 

Czytaliście którąś z tych książek? A może macie własne propozycje? Lista jest wciąż otwarta, dlatego zachęcam Was do komentowania i dodawania własnych propozycji. Ja jestem zachwycona ilością książek, które mogłam wpisać na swoją listę must-read.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Czytaj książki w oryginale

Czytaj książki w oryginale, bo możesz

Internet pełen jest pomysłów i gotowych technik uczenia się języków obcych, które polegają na wykorzystaniu różnych technologii: gier, aplikacji mobilnych, a nawet metod zapamiętywania w trakcie snu. Jest jednak jeden sposób, na który może pozwolić sobie każdy.

Chodzi mianowicie o czytanie książek w oryginale. I uwaga! Nie chodzi mi tutaj o wyciąganie opasłych tomiszczy napisanych trudnym językiem, których za nic nie można zrozumieć bez sprawdzania co drugiego słowa w słowniku. Nie! Czytanie, podobnie jak inne sposoby uczenia się języka, ma być oparte za zabawie i zainteresowaniu, ponieważ wtedy można bezwiednie przyswajać nowe słówka i, niekiedy, powtarzać gramatykę.

Co istotne, czytać w oryginale można na każdym poziomie, wystarczy jedynie sięgnąć po książki odpowiadające naszej znajomości języka. W księgarniach pełno jest powieści napisanych prostymi słowami wraz z oznaczeniem poziomu językowego ucznia. Najprostsze zaczynają się już od A2, czyli niemal od początku nauki, i są napisane w czasie teraźniejszym.

Z czego możesz wybrać?

Obecnie na rynku możemy wybierać z wielu pozycji. Niektóre z ich to powieści klasyczne i współczesne napisane uproszczonym językiem, oczywiście dopasowanych do poziomu uczniów. Takie książki dostępne są właściwie od poziomu A2 do zaawansowanego, zawierają słowniczek co trudniejszych słówek (zazwyczaj na końcu książki) i pozwalają zdobyć jakiś poziom kompetencji w czytaniu w języku docelowym (nie mówiąc o ogromnej motywacji do dalszej nauki). Żeby je znaleźć, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę księgarni internetowej „simplified English” lub inne hasło związane z uproszczonym językiem i można wybierać z setek pozycji, wśród których znajdują się chociażby opowiadania Edgara Allana Poe, „Dziennik Bridget Jones” i wiele innych.

Inny rodzaj książek to pozycje, które zostały specjalnie napisane po to, aby umożliwić czytelnikom uczenie się języków i powtarzanie struktur gramatycznych, które na danym poziomie powinny zostać przyswojone. Takie powieści również dają wiele frajdy z czytania – zazwyczaj są to kryminały lub horrory i z tego powodu aż chce się przeczytać kolejny rozdział. Dodatkowo mają słowniczek na końcu książki, co trudniejsze słowa są wytłumaczone na marginesach stron, a po każdym zakończonym rozdziale znajdują się ćwiczenia do tekstu lub gramatyczne. Szczerze mówiąc o wiele bardziej podobają mi się właśnie te książki. Czasami zresztą wykorzystuję je w trakcie zajęć z moimi uczniami, ponieważ pozwalają na powtórzenie niektórych rzeczy niemal w trakcie czytania interesującej historii. Tak wciągającej, że osoby, które nie przepadają za czytaniem tego typu powieści i tak nie mogą doczekać się kolejnego rozdziału 🙂

 

Od czasu do czasu w księgarniach i kioskach pojawiają się książki dwujęzyczne: jedna strona napisana jest prostym językiem obcym, a druga po polsku. Oczywiście zawierają taką samą treść. Niestety, jest ich niewiele i zazwyczaj dostępne tylko w wersji anglojęzycznej, a szkoda, ponieważ nadają się do czytania już od poziomu A2.

Jak dobrać książkę dla siebie?

Na pewno trzeba zdecydować co do tematyki, jednak taki wybór wydaje się jak najbardziej oczywisty i nie ma sensu tutaj się nad nim za bardzo rozpisywać. Ważniejszy wydaje się dobór poziomu językowego, czyli stopnia trudności języka. Tutaj mogę podrzucić Wam kilka wskazówek.

 

  • Ogólnie mówi się, że książka powinna być dobrana w taki sposób, żebyście rozumieli około 80-90% słownictwa. Chodzi o to, żeby nie sprawdzać co drugiego lub trzeciego słowa w słowniku, ponieważ wtedy nie tylko nie skupiacie się na tym, co jest ważne, czyli treści lektury, ale dodatkowo demotywujecie się.

 

  • Jeśli korzystacie z podręcznika do nauki języka obcego, poziom językowy, dla którego jest przeznaczony zazwyczaj oznaczony jest gdzieś w górnym rogu i to może być dla Was wskazówka. Chociaż niekiedy zdarza się, że podręcznik dobierany jest „niżej”, ponieważ pewne obszary językowe wymagają dużej poprawy. Miałam w swojej karierze ucznia, który nie miał problemu z czytaniem skomplikowanych artykułów w języku obcym, ale z punktu widzenia mówienia i gramatyki został zdiagnozowany na tylko B1.

 

  • Wasz nauczyciel pomoże Wam określić poziom, od którego powinniście zacząć.

 

  • Jeśli uczycie się sami, w Internecie można znaleźć wiele testów diagnozujących online. Ich wypełnienie też będzie pomocne.

 

Czytanie jest super, a poznawanie treści książek w oryginale daje wiele radości i zachęca do dalszej nauki. Ja bardzo lubię czytać po angielsku. A Wy? Czytacie w oryginale? W jakich językach?

pf_1532245885.jpg

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

„Słodziutki. Biografia cukru” D. Korytko, J. Watoła

Cukier znamy wszyscy i niemal wszyscy go lubimy. Mimo tego, że coraz więcej wiemy o jego niekorzystnym działaniu na nasz organizm

Książka, o której mam zamiar napisać dzisiaj nie jest kolejnym poradnikiem na temat tego, w jaki sposób pozbyć się uzależnienia od „słodziutkiego”, ale przedstawia dzieje tej substancji w naszej kulturze.

I jest to coś, co naprawdę może zaskoczyć. Po pierwsze dlatego, że z pewnością nie zdawaliśmy sobie sprawy, że cukier jest obecny na świecie od setek lat, ale również z tego powodu, iż wielu ludzi przez niego cierpiało lub zginęło (wiedzieliście o tym!?). No, ale zacznijmy od początku.

Początku cukru w Europie

Wraz z wyprawami morskimi, kiedy to wielu podróżników takich jak Krzysztof Kolumb lub Vasco da Gama opływali świat, w życiu europejskich elit pojawiła się pewna brązowa substancja – cukier trzcinowy. Mieszkańcy najechanych ziem w ramach gościnności lub wdzięczności dla przybyszów podarowali im coś naprawdę cennego w ich kulturze – sadzonki trzciny cukrowej. I w sumie tak można byłoby zakończyć całą historię, ponieważ wszyscy pewnie domyślają się, co wydarzyło się dalej. Nowo przybyli postanowili uprawiać trzcinę na plantacjach po to, żeby zarabiać na handlu cukrem – towarem deficytowym i zarezerwowanym jedynie dla możnych ówczesnego świata. Którzy, nie da się ukryć, mieli z nim nie lada problemy… zdrowotne. Ot taki Ludwik XIV albo królowa Elżbieta I to jedne z wielu przykładów władców, którzy uzależnieni od cukru poważnie podupadli na zdrowiu, a konsekwencje jego nadużywania ukrywali pod ubraniami, makijażami, itp.

Nie da się ukryć, że wraz z rozrastaniem się plantacji na podbitych kontynentach potrzeba było nowych rąk do pracy i żeby zapewnić pracowników „wymyślono” niewolnictwo. Jak pokazują autorzy książki, plantacje trzciny cukrowej zebrały bardzo krwawe żniwo – wielu niewolników ginęło lub zostało okaleczonych właśnie z tego powodu, że popyt na cukier ciągle rósł.

Co było potem…

Potężne koszty produkcji i dostarczania cukru z Ameryki Południowej i Północnej sprawiły, że zaczęto szukać alternatywy. Badaczom udało się wyizolować cukier biały z buraka, jednak koszty takiej produkcji były bardzo wysokie, a całe przedsięwzięcie mało opłacalne. Jednak wraz z biegiem czasu sztuka ta udawała się coraz bardziej, a cukier biały stawał się coraz bardziej powszechny – tak bardzo, że książki kucharskie zawierały dziesiątki stron poświęconych słodkościom, a sztuka przygotowywania deserów mocno się rozwinęła.

Jednak wraz z upowszechnieniem się cukru, pojawiły się choroby związane z jego nadużywaniem. Chodzi tutaj głównie o cukrzycę. Podejmując walkę z chorobą, która w początkowych latach była śmiertelna – po prostu wykańczała organizm, ponieważ nikt nie znał sposobów walczenia z nią – ludzie chwytali się różnych metod: diet, głodówek, badań oraz, w końcu, uciążliwych, ale pozwalających na jako takie życie, zastrzyków i pomiarów stężenia cukru we krwi. Ta opowieść to bardzo ważna część tej książki, ponieważ pokazuje, co nadmiar „słodziutkiego” może zrobić z organizmem i w jaki sposób badania naukowe na ten temat zostały zafałszowane lub ukryte przed opinią publiczną.

Ocena

Cóż, autorzy biografii cukru starali się pokazać, jaki wpływ na naszą kulturę miał i ma cukier. Udało im się wskazać na to, jakie zagrożenia dla zdrowia niesie za sobą jego nadużywanie, a przecież w obecnych czasach bardzo łatwo jest przedawkować cukier. W końcu dodawany jest niemal do wszystkiego, a nazw oznaczających jakiś jego rodzaj jest tak dużo, że trudno się w nich wszystkich połapać, a przed zakupem jakiegokolwiek produktu żywnościowego trzeba byłoby dokładnie przeanalizować skład.

Myślę, że dobrze, iż pojawiają się takie książki, jak ta biografia cukru. Pokazują one nie tylko pochodzenie rzeczy (przedmiotów lub substancji), które bardzo dobrze znamy, ponieważ są z nami od samego początku, ale wskazują również na to, że opinie na jego temat zmieniały się wraz z biegiem czasu i, co bardzo ważne, nie zawsze były pochlebne.

Książkę czyta się przyjemnie – jest napisana przystępnym językiem. Jednak niekiedy ma się wrażenie, że ogromna ilość faktów i dat to trochę za dużo. Zdaję sobie sprawę, że to, co otrzymaliśmy w „Słodziutkim” jest tylko wycinkiem historii cukru i gdyby ująć wszystkie wydarzenia, które wydarzyły się w związku z jego obecnością, ta książka nie miałaby tylu stron, ile ma.

Bardzo podoba mi się to, że autorzy zdecydowali się na opisanie konsekwencji przyjmowania zbyt dużych ilości cukru i metod walki z chorobami przez to wywołanymi. Szczególnie opowieść o tym, jak wielu naukowców próbowało metodami prób i błędów walczyć z cukrzycą i w jaki sposób wynaleziono insulinę. Naprawdę super!

Podsumowując, „Słodziutki. Biografia cukru” to bardzo interesująca książka, która opowiada o sporym wycinku historii naszej kultury. I mam nadzieję, że po jej lekturze niektórzy z Was zdecydują się na wyeliminowanie cukru z diety 🙂

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

pf_1531900065

Autor: Dariusz Korytko, Justyna Watoła
Tytuł: Słodziutki. Biografia cukru
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 360
Cena: 39,90 zł 

Moje sposoby na tanie książki

Książki mogą kosztować sporo. Dlatego warto szukać sposobów na tanie czytanie. Oto kilka z nich.

Patrząc na obecne ceny książek w księgarniach stacjonarnych i internetowych można dosłownie złapać się za głowę. Kiedy nie kupuje się w promocji lub w ramach jakichś zorganizowanych akcji typu „darmowa przesyłka”, cena za bycie na bieżąco z książkami jest niekiedy bardzo wysoka.

Przykład? Koszt zamówienia nowości z pewnej dobrze znanej księgarni internetowej, o zawartości tej przesyłki zresztą pisałam Wam tutaj  to około 190 złotych. Sporo jak na pięć książek i to kupionych w promocji w przedsprzedaży (nie licząc tutaj oczywiście czasu, który trzeba było odczekać na przesyłkę).

 

pf_1529827411

Książki można kupować taniej, trzeba jednak wiedzieć, w jaki sposób to zrobić. I w sumie to jest inspiracja do tego wpisu. Postanowiłam pokazać Wam, jak zaopatrywać się w literaturę i jednocześnie ograniczyć koszty swojego hobby. Zacznijmy zatem!

1. Biblioteka miejska

W moim mieście znajdują się dwa miejsca, w którym za darmo można mieć książki. To Biblioteka Miejska oraz Książnica Pomorska. W przypadku tej drugiej, jedyny koszt, jaki trzeba ponieść, to jakieś 5 złotych za wyrobienie sobie karty bibliotecznej. I tyle. Potem można wypożyczać i wypożyczać. Oczywiście, znacznym minusem jest to, że niekiedy trzeba czekać na swoje upatrzone książki przez kilka dni lub tygodni, jednak jeśli należy się do w miarę dobrej zaopatrzonej biblioteki i ma chody u bibliotekarza, wiele rzeczy można sobie załatwić. Biblioteka to najtańszy i chyba najmniej skomplikowany sposób, w jaki można załatwić sobie lekturę – zakładając, że nie przekroczymy czasu wypożyczenia. Dodatkowo upatrzone powieści można teraz w większości filii rezerwować przez internet.

2. Wyprzedaże w księgarniach

Moje ulubione. Ogólnie lubię wyprzedaże, ponieważ można na nich wyhaczyć wiele interesujących rzeczy za niewielką kwotę, a w przypadku książek obniżka może być naprawdę spektakularna. Z tego powodu dwa razy do roku bardzo wnikliwie przeglądam strony internetowe tych księgarni, które, jak dla mnie, mają najlepsze oferty. W taki sposób na początku lipca zdołałam kupić książki o wartości ponad stu złotych za 42.

Do tego oczywiście dochodzą wszelkiego rodzaju promocje w stylu „dwa za jeden” albo darmowa przesyłka powyżej iluś tam złotych. Obowiązkowo wykorzystuję możliwość obkupienia się w przeogromne ilości książek z okazji Międzynarodowego Dnia Książki, ponieważ każda księgarnia organizuje swoje własne promocje i oferty tego dnia są naprawdę atrakcyjne.

Odwiedzam zresztą nie tylko strony internetowe, ale również hipermarkety, biedronki, a także wszystkie miejsca, o których wiem, że można znaleźć książki taniej. Kiedyś zdarzyło mi się kupować powieści anglojęzyczne w second handach.

3. Przedsprzedaże

Druga moja ulubiona podstrona w księgarniach internetowych. Już na początku nowości można kupić z rabatem, zazwyczaj kwoty nie są oszałamiające. Ot, różnica 4-5 złotych, jednak przy większych zamówieniach okazuje się, że razem ta różnica składa się zazwyczaj na jedną książkę. Również tutaj porównuję ceny przedsprzedażowe na kilku stronach i możecie mi wierzyć, one nie są zawsze takie same. Zazwyczaj taka różnica wynosi parę groszy, niekiedy złotówkę w jedną lub drugą stronę i wtedy wygrywa ta, która szybciej lub w bardziej wygodny sposób dowiezie mi moje zamówienie.

4. E-booki w subskrypcjach typu Legimi lub Voblink

Wiele mówi się o tym, że taka oferta jest bardzo niekorzystna dla wydawców. Chodzi oczywiście o koszty związane z wydaniem i promowaniem książki. Nie da się ukryć, że miesięczny abonament w wysokości około 50 złotych (w promocji z czytnikiem e-booków) to gratka, ponieważ za te pieniądze daje dostęp do niezliczonej liczby książek. Ilości, którą normalnie trzeba byłoby zakupić w księgarni w formie papierowej i wydać na nią kupę kasy. Cóż, w kraju, w którym niektórzy na powieść w średniej cenie muszą pracować około 4 godzin, takie subskrypcje są bardzo dobrym rozwiązaniem, kiedy chce się, żeby ludzie czytali coś więcej niż gazetki promocyjne…

Osoby, które mają własny czytnik e-booków, mogą skierować się do bibliotek miejskich, ponieważ wiele z nich oferuje darmowy miesięczny dostęp do zasobów Legimi. W moim mieście po taki kod idzie się do najbliższej filii i zyskuje nielimitowany dostęp do ogromnej ilości książek. Z kolei Książnica Pomorska, za niewielką opłatą, daje dostęp do IBUK-a, książek online od PWN.

5. Akcje wymiany książek, swapy, book crossing, konkursy

Wszystkie akcje, w których można zakupić książki za przysłowiową złotówkę w moim mieście organizowane są regularnie przez Bibliotekę Miejską oraz Książnicę Pomorską, wystarczy jedynie regularnie śledzić ich profile na Facebooku, ponieważ to tam z wyprzedzeniem informuje się o kiermaszach. Dodatkowo, od czasu do czasu, organizuje się dodatkowe akcje, gdzie można wystawić książki na sprzedaż i zaopatrzyć się w nowe. Podobnie zresztą bookcrossing i inne atrakcje…

Innym sposobem jest branie udziału w konkursach, zarówno tych organizowanych przez wydawnictwa, jak i blogerów i instagramerów. Tutaj wybór jest naprawdę nieograniczony. Nie wspominając także o wszelkiego rodzaju akcjach promocyjnych, gdzie odpowiadając na pytania w ankietach można otrzymać za darmo książki do zrecenzowania.

W taki sposób staram się kupować taniej. A Wy? Jakie macie sposoby?

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Nowa Fantastyka nr 7 (430) 2018

Zamiast pisać obszerną recenzję, powinnam po prostu pozostawić tutaj taki komentarz: „Jest super, lećcie do kiosków!”.

Z niemałym poślizgiem, ale wreszcie udało mi się przeczytać najnowszy numer „Nowej Fantastyki”. I myślę, że zamiast pisać obszerną recenzję, powinnam po prostu pozostawić tutaj taki komentarz: „Jest super, lećcie do kiosków!”.

Tak, powinnam tak zrobić. Chociaż wydaje mi się, że jednak tak fajny numer zasługuje na coś więcej niż lakoniczny wpis. Zacznijmy zatem od publicystki, która tradycyjnie trzyma bardzo wysoki poziom.

Publicystyka w „Nowej Fantastyce” nr 7 (430) 2018

Tradycyjnie polecam felietony mojego ulubionego autora Łukasza Orbitowskiego, który tym razem wraca do swoich wspomnień i opisuje pierwszy horror, który obejrzał w życiu. Interesująco jest również u Tomasza Kołodziejczaka oraz Rafała Kosika. Szczególnie ten ostatni, tekstem na temat pochodzenia złych książek, nieco mnie rozbawił, zasmucił i trochę zaintrygował. Przy okazji jest to temat na czasie – na kilku blogach pojawiły się już podobne wpisy. Smuci mnie nieobecność Petera Wattsa, jego katastroficzna wizja świata bardzo mnie ostatnio zainteresowała. Niezmiennie bardzo ciekawie jest w dziale z recenzjami, dzięki czemu moja kolekcja powieści do przeczytania znów powiększyła się o jakiś milion książek 🙂

Dodatkowo artykuły. Mimo iż zazwyczaj omijam teksty Marka Starosty, przepraszam!, tym razem zaintrygował mnie lead. Felieton o nowo odkrytym narządzie w naszym ciele, interstitium, podobał mi się bardzo i przewiduję, że p. Markowi przybędzie jeszcze jeden czytelnik na stronie 🙂 Wysoka ocena należy się także Joannie Wołyńskiej za tekst o wróżkach i kulturze irlandzkiej oraz Witoldowi Vargasowi za „Siedem grzechów głównych według Bestiariusza”. Nie rozumiem za to pomysłu na „Bekzorcyzmy”. Nie wiem, może taki zwyczaj panuje w Meksyku i sam opis wykorzystania coca-coli jako pomocy w egzorcyzmach rzeczywiście może być intrygujący, ale część o słowiańskim rytuale jest nieco przekombinowana i, jak mi się wydaje, niepotrzebna.

 Opowiadania

Muszę przyznać, że w tym miesiącu redakcji udała się rzecz niebywała – skłonili mnie do przeczytania wszystkich opowiadań z aktualnego numeru – od deski do deski. Oczywiście mam swoje mniej lub bardziej ulubione teksty, jednak wszystkie, od początku do końca, są rewelacyjne i bardzo różnorodne.

Gdybym miała wybrać moje ulubione opowiadanie z tego numeru, zdecydowanie wskazałabym na „Klucz Arkynesa” Bartłomieja Dzika. Dlaczego? Po pierwsze, jest to fantasy w najlepszym wydaniu, czyli: magia, czarodzieje i gildie. W dodatku jest dosyć obszerne i napisane językiem, który sprawia, że czytelnik może poczuć zew przygody 🙂

Drugim ulubionym tekstem, chociaż nie – teraz jak o nim myślę, wydaje mi się, że najlepszym ex aequo – jest „Kiedy, jeśli nie teraz” Carol Emshwiller. Opowiada o miejscowości, w której pojawiają się nowi – wysocy, jasnoocy i nieprzytomnie bogaci- mieszkańcy. To oczywiście budzi niepokój w mieszkańcach. Gorzej dzieje się, kiedy przybysze zdają się przejmować władzę nad miasteczkiem i decydować o najważniejszych dla niego kwestiach, a na koniec znikają.

Ocena

Powinnam podsumować całość jednym słowem: Mega! Tylko, kurczę, dobrej korekty nadal brak.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

pf_1531292236

5 naprawdę grubych książek,które powinniście przeczytać w te wakacje

Zawsze wydawało mi się, że wakacje to doskonały czas na to, żeby nadrobić zaległości w czytaniu. Szczególnie w momencie, kiedy na czytanie książek o naprawdę pokaźnych rozmiarach jest czas.

I właśnie z tego powodu na lato pozostawiam sobie przeczytanie lektur, które mają co najmniej 600 stron. Wierzcie mi, spędzenie wolnego czasu na czytaniu naprawdę ogromnych książek, nieśpieszne poznawanie historii i cieszenie się lub płakanie z bohaterami jest naprawdę super. Z tego powodu zresztą zdecydowałam się na przygotowanie tego rankingu. Tradycyjnie jest subiektywny i może zdarzyć się, że nie zdecydujecie się lub nie zdecydowaliście się na przeczytanie akurat tych powieści, które Wam tutaj polecam.

1. „Nędznicy” Victor Hugo

Mój niezaprzeczalny hit sprzed kilku lat. Nie da się ukryć, że ta klasyczna książka ma spore rozmiary – w edycji, którą czytałam została wydana w dwóch tomach po około 700 stron każdy. No i nie da się ukryć, że czytałam ją jakieś półtora miesiąca 🙂

O tym, że zdecydowanie warto znać historię Jeana Valjeana, byłego więźnia, oraz przygarniętej przez niego Kozety (oraz innych bohaterów tej powieści), świadczy fakt, że na jej podstawie nakręcono miniserial, świetny musical, a teatry na całym świecie wystawiają jej adaptacje nieustannie.

Nie zdradzając fabuły, bardzo zachęcam do przeczytania tej powieści, nie tylko dla samego śledzenia losów głównych bohaterów, ale również dla samego obrazu Francji i francuskiego społeczeństwa z XIX wieku.

2. „Katedra w Barcelonie” Ildefonso Falcones

Gdybym chciała oprzeć ten ranking jedynie na najgrubszych powieściach tego hiszpańskiego autora, miałabym spokojnie wiele książek do wyboru, ponieważ cechą szczególną jego twórczości, jak mi się wydaje, jest fakt, że jego książki zazwyczaj liczą sobie jakieś 1000 stron. Na szczęście są tak wciągające, że nie sposób się z nimi nudzić.

Tutaj proponuję „Katedrę w Barcelonie”, pierwszą powieść Falconesa, którą przeczytałam, niemniej jednak z pewnością znajdziecie sporą przyjemność w przeczytaniu chociażby „Ręki Fatimy”, czy „Bosonogiej królowej”.

„Katedra w Barcelonie” to jedna z najbardziej popularnych książek hiszpańskich, która do tej pory znajduje się na listach bestsellerów. Jej akcja dzieje się w połowie XIV wieku, kiedy miasto rozrasta się za sprawą nowych szlaków handlowych. W tym czasie mieszkańcy ubogiej dzielnicy decydują się na samodzielne zbudowanie katedry…

3. „Sedinum” Leszek Herman

Książka, której akcja dzieje się w moim rodzinnym mieście, oczywiście, musiała znaleźć się w tym rankingu. Opasły tom, który w moim wydaniu, na czytniku e-booków, miał grubo ponad 700 stron, opowiada historię trzech osób: architekta, dziennikarki i bogatego Anglika, których losy są splecione ze Szczecinem. Wszystko napisane zgrabnie i w interesujący sposób. Zdecydowanie dużą gratką jest tutaj połączenie wątku kryminalnego z historią mojego miasta, całego regionu, ale także idealne opisy topografii i architektury Szczecina.

Zdaję sobie sprawę, że Ci z Was, którzy tego miasta nie znają, nie będą mieli takiej frajdy z czytania jak ja. Dużo lokalnego kolorytu (np. to, dlaczego imprezy z okazji Dnia Morza nie są niczym ciekawym) może sprawić, że ta część powieści będzie mało interesująca, jednak wartka akcja i pościgi na pewno przypadną Wam do gustu.

4. „Targowisko próżności” William Makepiece Thackeray

Powieść napisana w XIX wieku pokazuje przekrój angielskiego społeczeństwa z przełomu XVIII i XIX wieku. Targowiskiem próżności autor nazywa tutaj dążenie do gromadzenia tytułów oraz dóbr materialnych. I świat ten z jednej strony może wydawać się nieco odstręczający, ale z drugiej – fascynujący.

Myślę, że warto przeczytać tę książkę ze względu na to, żeby sprawdzić, jak bardzo historia w niej opisana jest w dzisiejszych czasach aktualna. Później dodatkowo można pokusić się o obejrzenie serialu.

5. „Nie wiedzą, co czynią” Jussi Valtonen

Ci, z Was, którzy śledzą moje konto na Instagramie, mogli już przekonać się, że darzę dozgonną miłością Finlandię (kraj, nie wódkę 🙂 i wszystko, co fińskie. Z również z tego powodu zdecydowałam się umieścić wielostronicową cegłę tego fińskiego autora.

„Nie wiedzą, co czynią” to powieść o małżeństwie Finki i Amerykanina, w którym różnice kulturowe wydają się odciskać coraz większe piętno, jednak to nie ono stanowi powód jego problemów. Życie wydaje się płynąć dobrze, do czasu, aż mężczyzna dowiaduje się, że jego syn ma kłopoty.

O wartości tej książki stanowi fakt, że otrzymała ona prestiżową nagrodę Finlandia Prize.

Uff, to tyle. Albo tylko tyle, ponieważ dużych objętościowo książek w księgarniach jest mnóstwo. Napiszcie w komentarzu, jakie powieści Wy umieścilibyście w tym rankingu.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)