Grube wióry Rafał Pacześ

Advertisements

Rafał Pacześ żyje z rozśmieszania ludzi. I wszystko na to wskazuje, że postanowił również zostać pisarzem. Nie jest to zły pomysł na życie. Zobaczmy, czy jego debiut literacki Grube wióry jest tak samo udany, jak jego skecze.

Nie będę ukrywać, że nie jestem jakoś ogromną fanką stand-upu. Rzadko który występ jest w stanie mnie rozbawić na tyle, żebym chciała się śmiać z niekiedy nieśmiesznych żartów o seksie, chłopakach/dziewczynach, teściowych, etc. Zazwyczaj te teksty są dla mnie nieco żenujące, no ale cóż, ja to ja. I jestem w stanie zrozumieć, że taka forma rozrywki innym się podoba.

Po co ten wstęp? Ponieważ chciałam zaznaczyć, że mimo iż nie przepadam za stand-upem, jestem w stanie podejść rzetelnie do książki napisanej przez stand-upowca i ją ocenić w taki sposób, żeby moje preferencje nie przesłoniły mi dobrych i złych stron powieści. Nie uprzedzam się do niej.

Grube wióry Rafał Pacześ

Spójrzmy na to, co o pierwszej książce Paczesia pisze jego wydawca:

„Grube wióry” to opowieść o kasacyjnym piciu, złych kobietach, jeszcze gorszych mężczyznach, tchórzliwych szefach i tragicznym losie przedstawicieli handlowych oraz skundlonych yorków. Ale Pacześ napisał przede wszystkim brawurową, niebezpiecznie zabawną i bezwzględnie szczerą powieść o współczesnych mężczyznach. O tym, jak trudno jest im dojrzeć i przezwyciężyć autodestrukcyjny pęd, ale i o tym, że potrafią głęboko kochać a najlepsze lekcje w życiu dają im prawdziwi przyjaciele.

Dwudziestojednoletni Oskar i niemal dwa razy od niego starszy Wiktor spotykają się przypadkiem. Obydwaj mają powykręcane – zwłaszcza za sprawą własnych ojców – życiorysy, życiowe brudy za paznokciami, nieudane związki i problemy z piciem. Połączy ich nieoczywista przyjaźń oraz szalony i zbrodniczy plan, który zaprowadzi ich nad norweskie fiordy i na krawędź katastrofy. Jego zaskakujące konsekwencje obrócą ich życie do góry nogami.

Powieść jest równie pokręcona jak jej bohaterowie i myślę, że doskonale oddaje to, co dzieje się w życiu ludzi, którzy wiodą życie na krawędzi. Oczywiście, jeśli można tak nazwać niebywale nudną i nie dającą satysfakcji pracę, ciągłą frustrację i picie dla zabicia nudy. I wydaje mi się, że ta beznadziejna rzeczywistość została w tej książce doskonale oddana. Wiecie, praca od rana do nocy za niewielkie pieniądze w otoczeniu dziwaków i z szefem-skąpiradłem. Ot, taka polska rzeczywistość. Fajnie zostało to oddane. Nie dziwi fakt, że młody Oskar aż garnie się, żeby coś tutaj zmienić…

Moja ocena

Trudno jest mi ocenić tę książkę. Jest to przede wszystkim związane z tym, że jest ona momentami ciekawa. Przede wszystkim doceniam kreację bohaterów drugoplanowych: szefa, Łysego i pani Gosi. Och, szczególnie ta ostatnia przypadła mi do gustu. Po prostu takiej agentki dawno nie spotkałam i w sumie najbardziej czekałam na fragmenty z nią. Co do głównych postaci to mogę skwitować je krótko:

  • Oskar – młody chłopak, bez doświadczenia i chyba bez perspektyw do czasu, aż ktoś pokazał mu, jak prawidłowo wykonywać swoją pracę. Nie dziwi mnie, że kiedy zainteresował się nim ktoś od niego starszy, ten od razu decydował mu się pomóc.
  • Wiktor – może imponować wypasionymi ciuchami, samochodem i pokaźnym zasobem gotówki. Jednak sam ma życie pokręcone tak, jak jego o połowę młodszy kolega.
Grube wióry Rafał Pacześ

Z pewnością narzuca Wam się pytanie, czy, skoro jest to powieść napisana przez komika, to jest ona śmieszna. Jest. Miejscami. To nie jest komedia, niestety rzeczywistość bardzo często prześwituje przez, wydawałoby się, zabawne wydarzenia i wtedy nie robi się już tak wesoło. Jednak kilkoro bohaterów i niektóre wydarzenia doskonale podtrzymują nieco niepoważny charakter tej książki.

Czy są jakieś wady? Owszem, są. I o ile do samego tekstu ciężko się przyczepić to akurat do wykonania audiobooka już tak. Bo, wiecie, włączyłam książkę mówioną, ponieważ zawsze doceniam to, że autorzy sami decydują się na jej przeczytanie. I zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy oni są zawodowymi aktorami/lektorami i czasem po prostu może nie wyjść. Ale dosłuchanie Grubych wiór do końca to było doprawdy nie lada wyzwanie. Autor ma dziwny głos, tekst czyta jakby miał do czynienia z instrukcją obsługi drukarki. Do tego dochodzi, miejscami, dziwna interpretacja i to niezrozumiałe zmienianie głosu na…taki sam. No, nie był to dobry pomysł. I wydaje mi się, że na tyle zły, że odbiera przyjemność z zagłębiania się w treść. Gdybym to wiedziała wcześniej to przeczytałabym tę książkę sama.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Rafał Pacześ

Tytuł: Grube wióry

Wydawnictwo: Agora

Liczba stron: 368

Cena: 39,90 złotych

Ocena: 3+/6


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu?

Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!