Subiektywna lista lektur – podsumowanie czerwca

Tak się złożyło, że w czerwcu udało mi się przeczytać wiele interesujących książek. O tym, co aktualnie czytam możecie dowiedzieć się na bieżąco na moim Instagramie – szukajcie mnie jako subiektywna_lista_lektur – ale nie jestem tam w stanie napisać dokładnie, co mi się podobało, a co nie. Dlatego to zestawienie.

Tak się akurat złożyło, że wszystkie przeczytane przeze mnie książki mam w formie e-booków. Stąd taka sama stylistyka, ramka czytnika i kolorki 🙂

1. „Mali bogowie 2”, Pawła Reszki

pf_1529657035

Ci z was, którzy śledzą wpisy na tym blogu, mogli dowiedzieć się nieco więcej na temat tej książki już w połowie miesiąca. Podobnie, jak w przypadku poprzedniej części, ta druga opowiada o wszystkich niefajnych rzeczach związanych z naszą służbą zdrowia. Tym razem z punktu widzenia pracownika karetki, lekarzy medycyny ratunkowej oraz ratowników medycznych. Wesoło nie jest…

2. „Na skraju załamania” B.A. Paris

pf_1530695716

Druga powieść słynnej autorki „Za zamkniętymi drzwiami”. Tak samo jak w pierwszej swojej książce, bohaterką powieści uczyniła kobietę, która ma męża i która zmaga się z całym światem, żeby pokazać, że to nie z nią jest coś nie tak. Tylko że tym razem jest jeszcze gorzej, główna bohaterka podejrzewa u siebie wczesną podstać demencji, choroby, z powodu której niebezpośrednio zmarła jej matka. A „życzliwi” ludzie nie wyprowadzają jej z błędu. Minusem tej książki jest to, że niestety na to, żeby coś wreszcie zaczęło się dziać, trzeba poczekać jakieś 100 stron. Później łatwo domyślić się, kto jest winowajcą.

3. „A ja żem jej powiedziała” Katarzyny Nosowskiej

pf_1530695595

Słynna wokalistka zespołu Hey napisała książkę – poradnik-zbiór felietonów. Trudno troszkę nazwać tę niewielkich rozmiarów książeczkę. Niemniej jednak poczucie humoru, trafność wniosków z opisywanych sytuacji i garść anegdot z przeszłości sprawiają, że jest to w moim mniemaniu najlepsza pozycja, jaką czytałam w tym półroczu. Ogromne poczucie humoru, zabawa słowem są nie do przecenienia. Bardzo polecam!

4. „Starter” Lissy Price

pf_1530695785

Jest to opowieść o świecie, w którym wszyscy dorośli w wieku od 25-60 umarli z powodu wojny bakteriologicznej, a na świecie pozostały dzieci, nastolatki i seniorzy. Niestety z powodu zajmowanej przez siebie pozycji w społeczeństwie, dzieciaki, które straciły rodziców i niemające dziadków, zostały zepchnięte na margines, zmuszone do bezdomności, zdobywania jedzenia lub, i ile zostały złapane przez policję, przymuszane do robót przymusowych oraz mieszkania w czymś, co przypomina więzienie. Nastolatki mogą zarobić pieniądze, jeśli zwiążą się z firmą wynajmującą ich ciała bogatym seniorom. Wciągająca powieść.

5. „Idealne życie” Minki Kent

W mediach społecznościowych coraz więcej jest zdjęć, na których można obserwować idealne życie osób bogatych, sławnych, wpływowych. A co jeśli ich życie takie nie jest? Co jeśli za pięknymi zdjęciami czają się depresja, załamanie nerwowe, brak cierpliwości próby kontrolowania wszystkiego? Wreszcie, co jeśli jeden z naszych followersów, cierpiący na chorobę psychiczną, zdecyduje się wejść do naszego życia? Kto chce poznać odpowiedzi na te pytania, powinien koniecznie przeczytać tę książkę.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

P. S. Jakie książki Wy przeczytaliście w ubiegłym miesiącu?

Reklamy

Stephen King „Laurie”

Nie tak dawno na oficjalnej stronie internetowej pojawiło się najnowsze opowiadanie mistrza grozy, Stephena Kinga, pod tytułem „Laurie”. Można je nadal pobrać w formie PDF, jednak do tej pory nie zostało ono przetłumaczone na polski.

Ci, którzy znają angielski, mogą już w tej chwili wyszukać tam link do opowiadania i delektować się niemal natychmiast nowością od Kinga. Jednak osobom słabo władającym tym językiem pozostaje poszukiwanie streszczeń lub asysta wujka Google. Szczególnie z myślą o tym ostatnich postanowiłam napisać małe streszczonko 🙂

Laurie, czyli kto?

Sześć miesięcy po śmierci swojej żony, sześćdziesięciopięcioletni Lloyd Sunderland przyjmuje w swoim domu wizytę starszej o pięć lat siostry Beth. Facet nie jest w dobrym stanie, przeżywa żałobę, tęskni za żoną i nie przejmuje się zbytnio ani swoim stanem zdrowia, ani tym, że zupełnie stracił apetyt.

Siostra przywozi mu mały podarek, którym okazuje się szczeniak, mieszanka Border Collie i  Mudi. Suczka zostaje nazwana Laurie, ponieważ jest to pierwsze imię, które zaskoczonemu i niechętnemu jej przybyciu mężczyźnie przychodzi do głowy. I oczywiście zostaje w domu na okresie próbnym, co oznacza, że jeśli będzie sikać gdzie popadnie i gryźć wszystko, co dostanie w swoje łapki, zostanie w trybie natychmiastowym eksmitowana do schroniska, strasznego miejsca, w którym psy po prostu zabija się w trzy tygodnie po tym, jak do niego trafiają. Smutne.

Nie da się ukryć, że szczeniak podbija serce swojego pana, chociaż ten początkowo nie przyznaje się do tego, ukrywając przed samym sobą to, jak bardzo jego życie z Laurie zmieniło się. Mimo uciążliwości związanych z wyprowadzaniem jej kilka razy dziennie, jej wyciem w nocy i warczeniem na sąsiada, Dona. Jednak po rutynowych badaniach lekarskich i wizycie u siostry nie da się ukryć, że piesek ma bardzo pozytywny wpływ na Lloyda – jest zdrowszy i ma bardziej pozytywne nastawienie do świata. No i nie czuje się już taki samotny. Co więcej, podjął się nawet pracy dorywczej.

Aż pewnego dnia…

Lloyd i Laurie żyli sobie spokojnie przez kilka miesięcy, skupiając się na wykonywaniu codziennych, rutynowych czynności: spacerów, zakupów, pracy, lunchów w barze ze smażoną rybą i tym podobnych. Do 6 grudnia…

Tego dnia Lloyd zobaczył sąsiada Dona, który zaczynał przystrajanie domu na święta Bożego Narodzenia. W pewnym momencie Don znikł i nikt nie widział, gdzie się podział. W tym samym czasie Lloyd zabrał Laurie na spacer, w ramach którego mieli zamiar pokonać rutynową trasę, czyli przejść przez zmurszały mostek. I pewnie wszystko byłoby w porządku, gdyby od połowy trasy Lloyd nie dostrzegł śladów krwi. Krwi, która należała do jego przyjaciela i sąsiada Dona.

Co się stało? Otóż najprawdopodobniej Don wymachując laską sprowokował do ataku aligatora, pilnującego gniazda pełnego jaj. I zginął. Oszczędzę Wam makabrycznego opisu, musicie wiedzieć, że w momencie, kiedy Lloyd przyszedł w to miejsce, aligator nadal tam był i zamierzał zaatakować również i jego. No i sytuacja zaczęła wyglądać groźnie, ponieważ gad-ludojad mógł pozbawić życia i jego, i Laurie. Mężczyzna jednak przezornie wypuścił psa z rąk i kazał jej biec do domu (nie posłuchała :), ale to chyba Was nie dziwi :).

Cała sprawa oczywiście kończy się dobrze, ponieważ Lloyd resztką laski Dona odstrasza aligatora, który wpada do wody, ponieważ przegniłe deski mostku załamują się pod ciężarem jego i ciała Dona. LLoyd zwiewa gdzie pieprz rośnie i powiadamia policję. W międzyczasie zdaje sobie sprawę z tego, że Laurie trwała przy nim wiernie i nie opuściła go w momencie zagrożenia.

The end.

pf_1530011707

Moja opinia

Fajnie jest na bieżąco czytać opowiadania Stephena Kinga, jednak nie wydaje mi się, żeby było to jego najlepsze dzieło. Nie da się ukryć, że autor ma skłonność do gadulstwa – jego opisy scen są tak rozwlekłe, że czasami ma się ochotę po prostu przekartkować kilka stron w nadziei na jakieś nieco bardziej straszne momenty.

Czytając to opowiadanie miałam chwilę zwątpienia. Gdzieś w okolicach strony dwudziestej trzeciej odechciało mi się czytać, ponieważ miałam wrażenie, iż nic oprócz opisów przyjaźni emeryta ze szczeniakiem się nie pojawi. Aż tu nagle trzy ostatnie strony przyniosły niespodziankę…

Wiem, że opowiadania Kinga są różne – niektóre mniej straszne i generalnie nie zawsze mu wychodzi. Mimo to polecam „Laurie”, ponieważ przesłanie z tego tekstu płynie takie, że nawet miejsca, które bardzo dobrze znamy mogą kryć dla nas ogromne zagrożenie i zawsze lepiej obejrzeć się za siebie. To jest niestety w dzisiejszym świecie bardzo aktualne.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Ostatnie zakupy książkowe

Czyli powieści, w które zaopatrzyłam się przy okazji ostatnich zakupów książkowych. Przede wszystkim to nowości.

Wśród nich znajduje się najnowsza powieść Stephena Kinga pt. „Outsider”.

pf_1529827323

 

Następnie dwie opowieści ze świata fantasy: „Ostatni Namsara” Kristen Ciccarelli

pf_1529827411.jpg

 

a także druga część nowej sagi napisanej przez Veronicę Roth „Spętani przeznaczeniem”.

pf_1529827217

Przy okazji, wydawca określa ją „najlepszą książką autorki”, ale pierwsza część pokazała, że jest raczej słaba.

Dodatkowo wśród moich zakupów nie mogło zabraknąć Petera V. Bretta i jego „Otchłani”.

pf_1529827091

Ostatnią pozycją jest „Zaufanie, czyli waluta przyszłości” popularnego blogera finansowego Michała Szafrańskiego.

Już niedługo na blogu pojawią się recenzje tych książek, także stay tuned!

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Nowa Fantastyka czerwiec 2018

Trochę to trwało, ale udało mi się wreszcie przeczytać czerwcowy numer „Nowej Fantastyki”. Podejrzewam, że wielu z Was też ma tę lekturę za sobą, dlatego już na samym wstępie tego wpisu zapraszam Was do komentowania. Być może macie takie same przemyślenia, co ja. Zaczynamy!

Publicystyka w „Nowej Fantastyce” 06 (429) 2018

Jak już pewnie wiecie z poprzedniego postu na temat tego czasopisma, zawsze zaczynam czytanie od tyłu, czyli od publicystyki i felietonów.

Nowa Fantastyka 05/2018

Nie inaczej było tym razem. Tradycyjnie zaczęłam od felietonu Łukasza Orbitowskiego – tym razem opisywał film „Malefique”. Niezmiernie lubię te krótkie teksty, ponieważ są pełne humoru i mimo że nie przepadam za oglądaniem horrorów – należę do osób, które są zbyt przerażone, żeby zasnąć po każdym takim seansie – to czytam. I tutaj się oczywiście nie rozczarowałam.

Bardzo podobały mi się teksty Rafała Kosika (na temat Dubaju – niesamowite miasto, swoją drogą) oraz Petera Wattsa (pisał o Wielkiej Rafie Koralowej i jej zanikaniu). Niezmiernie ciekawe. Ale ze względu na wykonywaną przeze mnie pracę (uczę angielskiego), moją szczególną uwagę przykuł felieton Tomasza Kołodziejczaka pod tytułem „Czego nas uczą? I kto?”. Nie opowiadał akurat o mojej dziedzinie, ale jednak był prawdziwy. O co chodzi? O to, że w szkołach na rożnych etapach edukacji prezentuje się wiedzę wyrywkową, niekompletną, a niekiedy po prostu nieprawdziwą. Prowadzi to do tego, że osoby średnio zainteresowane tematem uczą się dokładnie tego, co przekazuje im nauczyciel i kończą edukację z nieprawdziwymi lub niekompletnymi informacjami. I niestety, wiem to z doświadczenia, w uczeniu języków obcych też tak jest…

Poza tym, niezmiernie bogata i interesująca część związana z recenzjami. Prawdopodobnie wiele z tych książek kupię, przeczytam i zaprezentuję.

Muszę również polecić dwa artykuły, które bardzo przykuły moją uwagę. Pierwszym z nich jest „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” Witolda Vargasa, który stara się wyjaśnić, skąd wzięło się to powiedzenie i jak to się stało, że baba (mężczyzna) stał się babą w takiej wersji, w jakiej znamy ją teraz, czyli żeńskiej 🙂

Drugi artykuł opowiada o tym, skąd wziął się „Park Jurajski” , jakie były losy kolejnych części filmu i czego możemy oczekiwać w przyszłości. Trylogii?

Opowiadania

Dział polski skupił się na przedstawieniu historii, których akcja działa się „gdzieś w Afryce”. Mam zatem „Baobab” Barbary Szeląg  oraz „Korespondenta” Igora Myszkiewicza opowiadają historie, których miejscem akcji jest właśnie ten kontynent. Pierwszy tekst przytacza historię Taota, Neoli oraz Hasi, osób, które ze względu na pewne działania polityczne zostają zabrane z rodzinnej wioski. W tle jest oczywiście dążenie do pozyskania władzy, przewrót w państwie, ale także wykorzystywanie kobiet i niewolnictwo. Z kolei drugi to opowiadanie o podróżniku, korespondencie, utrzymane w steampunkowej stylistyce. Pełno w nim sterowców, kanonierek oraz innych cudów techniki.

Podobne miejsce akcji, czyli Afrykę, wybrał sobie Tadeusz Michrowski w opowiadaniu „Opowiadacz”. Krótkim i nie za bardzo wiem o czym. Nie jest to przytyk do tego autora, takie przeświadczenie miałam również w przypadku innych tekstów, które ukazały się w tym numerze. Niewiele z nich mnie zainteresowało, a jeśli już przeczytałam je do końca, co zrobiłam z czysto reporterskiego obowiązku, pozostawiły one po sobie pytanie w stylu „no i?”.

Dział zagraniczny reprezentują tym razem „Zerosi” Petera Wattsa, „Szczur” Mazarkis Williams. W przypadku pierwszego, mimo szczerego uwielbienia, którym darzę felietony autora, nie byłam w stanie przebrnąć przez to opowiadanie. Nie lubię s-f, szczególnie w wydaniu hard, i przeczytałam pierwszych pięć akapitów. Byłam jednak zachwycona „Szczurem”, mimo iż nie do końca zgadzam się z postawą Babci May, rozumiem jednak, że nie ona była tutaj główną bohaterką i jej czyny sprawiły, że młody Emil mógł przekonać się do używania magii.

Ocena

Pozytywna. Bardzo podobał mi się dział publicystyczny. Wszystkie artykuły były mniej lub bardziej interesujące, a niektóre z nich czytało się z ogromną ciekawością. Były po prostu super. Nie za bardzo jestem przekonana, czy opowiadania wybrane do działu polskiego i zagranicznego były trafione. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to gazeta dla wszystkich i zgromadzić teksty takie, żeby zadowolić każdego czytelnika jest trudno.

To, co tradycyjnie nie podoba mi się w „Nowej Fantastyce” to ogromna ilość literówek. W poprzednim miesiącu pisałam, że było ich znacznie mniej (chyba tylko jedno potknięcie, o ile pamiętam), natomiast tutaj znów jest ich dużo. Biorąc pod uwagę, że pismo jest wydawane przez poważne wydawnictwo, w którego książkach takich rzeczy zazwyczaj się nie widuje, nagminny brak korekty jest trochę nie na miejscu… I niestety zatarciu takiego negatywnego odczucia nie pomoże publikowanie niesamowitych prac Jakuba Różalskiego.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Fotoram.io (2)

 

 

„Wampir z KC” Andrzej Pilipiuk

Kilka miesięcy temu pojawiła się w sprzedaży nowa powieść Andrzeja Pilipiuka pod tytułem „Wampir z KC”, w której można przeczytać kilka opowiadań związanych z żyjącymi w PRL wampirami: Markiem, Igorem i Gosią. Jest śmiesznie, a niekiedy aż za bardzo 🙂

20180518_185450

Tym razem Pilipiuk opisuje życie bohaterów na tle zmieniającej się polskiej gospodarki. Nie ma już komunizmu, jest raczkujący kapitalizm. Jednak osoby, którym doskonale żyło się podczas tego pierwszego okresu nie chcą albo nie mogą przyzwyczaić się do zmieniających się realiów. Nagle okazuje się, że wampiry tracą pracę, ponieważ ich zakład zostaje zlikwidowany, ojciec Gosi, Brona, zostaje prezesem spółki, której nie da się uratować, a major Nefrytow po chorobie trafia do świata, w którym nie ma już SB, a jego wydział zostaje zlikwidowany… pojawiają się oczywiście wszelkiego rodzaju „krwiopijcy”, którzy tylko czekają na okazję, żeby zrobić biznesy lub upuścić trochę krwi z niewinnych lokatorów przejętych przez siebie kamienic.

W książce dzieje się wiele i w trakcie lektury miałam wrażenie, że z każdym opowiadaniem nie może być lepiej. Jednak myliłam się, ponieważ okazało się, że pomysłów na przygody bohaterów Pilipiuk miał bez liku (podejrzewam, że jeszcze ma w zanadrzu kilka świetnych pomysłów). To, co w szczególności zwróciło moją uwagę to spotkanie Marka, Igora i Gosi z Jakubem Wędrowyczem (nie zdradzam szczegółów, ale wierzcie mi, że warto przeczytać) oraz ostatnie opowiadanie pod tytułem „Kostucha”, w której Jakub i Semen odwiedzają śmierć. Swoją drogą muszę przyznać się, że nie sądziłam, że jakikolwiek pomysł związany z tą dwójką kiedykolwiek będzie w stanie mnie zaskoczyć – poziom absurdu w przypadku przygód Jakuba i Semena już dawno osiągnął moje maksimum, ale jednak okazuje się, że można bardziej. I to bardziej niezmiernie mi się podoba.

Tradycyjnie jestem niezmiernie zachwycona językiem i znajomością realiów. Książki Pilipiuka, nie da się ukryć, to pod tym względem to prawdziwy majstersztyk. Zresztą, Ci, którzy znają prozę Pilipiuka, wiedzą, że zawsze należy spodziewać się wysokiego poziomu.

Ocena: Polecam wszystkim tym, którzy chcą się pośmiać i nie przeszkadza im, że akcja opowiadań dzieje się w trakcie końcówki PRL i początku ery kapitalizmu. Ja osobiście nie przepadam za tym okresem, jednak sposób,  w jaki jest opisany sprawia, że rzeczywistość nie wydaje mi się aż tak bardzo ponura.

Autor: Andrzej Pilipiuk
Tytuł: Wampir z KC
Ilustracje: Andrzej Łaski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 412
Cena: 39,90 zł

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)