Ostatnie zakupy książkowe

Czyli powieści, w które zaopatrzyłam się przy okazji ostatnich zakupów książkowych. Przede wszystkim to nowości.

Wśród nich znajduje się najnowsza powieść Stephena Kinga pt. „Outsider”.

pf_1529827323

 

Następnie dwie opowieści ze świata fantasy: „Ostatni Namsara” Kristen Ciccarelli

pf_1529827411.jpg

 

a także druga część nowej sagi napisanej przez Veronicę Roth „Spętani przeznaczeniem”.

pf_1529827217

Przy okazji, wydawca określa ją „najlepszą książką autorki”, ale pierwsza część pokazała, że jest raczej słaba.

Dodatkowo wśród moich zakupów nie mogło zabraknąć Petera V. Bretta i jego „Otchłani”.

pf_1529827091

Ostatnią pozycją jest „Zaufanie, czyli waluta przyszłości” popularnego blogera finansowego Michała Szafrańskiego.

Już niedługo na blogu pojawią się recenzje tych książek, także stay tuned!

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Reklamy

Nowa Fantastyka czerwiec 2018

Trochę to trwało, ale udało mi się wreszcie przeczytać czerwcowy numer „Nowej Fantastyki”. Podejrzewam, że wielu z Was też ma tę lekturę za sobą, dlatego już na samym wstępie tego wpisu zapraszam Was do komentowania. Być może macie takie same przemyślenia, co ja. Zaczynamy!

Publicystyka w „Nowej Fantastyce” 06 (429) 2018

Jak już pewnie wiecie z poprzedniego postu na temat tego czasopisma, zawsze zaczynam czytanie od tyłu, czyli od publicystyki i felietonów.

Nowa Fantastyka 05/2018

Nie inaczej było tym razem. Tradycyjnie zaczęłam od felietonu Łukasza Orbitowskiego – tym razem opisywał film „Malefique”. Niezmiernie lubię te krótkie teksty, ponieważ są pełne humoru i mimo że nie przepadam za oglądaniem horrorów – należę do osób, które są zbyt przerażone, żeby zasnąć po każdym takim seansie – to czytam. I tutaj się oczywiście nie rozczarowałam.

Bardzo podobały mi się teksty Rafała Kosika (na temat Dubaju – niesamowite miasto, swoją drogą) oraz Petera Wattsa (pisał o Wielkiej Rafie Koralowej i jej zanikaniu). Niezmiernie ciekawe. Ale ze względu na wykonywaną przeze mnie pracę (uczę angielskiego), moją szczególną uwagę przykuł felieton Tomasza Kołodziejczaka pod tytułem „Czego nas uczą? I kto?”. Nie opowiadał akurat o mojej dziedzinie, ale jednak był prawdziwy. O co chodzi? O to, że w szkołach na rożnych etapach edukacji prezentuje się wiedzę wyrywkową, niekompletną, a niekiedy po prostu nieprawdziwą. Prowadzi to do tego, że osoby średnio zainteresowane tematem uczą się dokładnie tego, co przekazuje im nauczyciel i kończą edukację z nieprawdziwymi lub niekompletnymi informacjami. I niestety, wiem to z doświadczenia, w uczeniu języków obcych też tak jest…

Poza tym, niezmiernie bogata i interesująca część związana z recenzjami. Prawdopodobnie wiele z tych książek kupię, przeczytam i zaprezentuję.

Muszę również polecić dwa artykuły, które bardzo przykuły moją uwagę. Pierwszym z nich jest „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” Witolda Vargasa, który stara się wyjaśnić, skąd wzięło się to powiedzenie i jak to się stało, że baba (mężczyzna) stał się babą w takiej wersji, w jakiej znamy ją teraz, czyli żeńskiej 🙂

Drugi artykuł opowiada o tym, skąd wziął się „Park Jurajski” , jakie były losy kolejnych części filmu i czego możemy oczekiwać w przyszłości. Trylogii?

Opowiadania

Dział polski skupił się na przedstawieniu historii, których akcja działa się „gdzieś w Afryce”. Mam zatem „Baobab” Barbary Szeląg  oraz „Korespondenta” Igora Myszkiewicza opowiadają historie, których miejscem akcji jest właśnie ten kontynent. Pierwszy tekst przytacza historię Taota, Neoli oraz Hasi, osób, które ze względu na pewne działania polityczne zostają zabrane z rodzinnej wioski. W tle jest oczywiście dążenie do pozyskania władzy, przewrót w państwie, ale także wykorzystywanie kobiet i niewolnictwo. Z kolei drugi to opowiadanie o podróżniku, korespondencie, utrzymane w steampunkowej stylistyce. Pełno w nim sterowców, kanonierek oraz innych cudów techniki.

Podobne miejsce akcji, czyli Afrykę, wybrał sobie Tadeusz Michrowski w opowiadaniu „Opowiadacz”. Krótkim i nie za bardzo wiem o czym. Nie jest to przytyk do tego autora, takie przeświadczenie miałam również w przypadku innych tekstów, które ukazały się w tym numerze. Niewiele z nich mnie zainteresowało, a jeśli już przeczytałam je do końca, co zrobiłam z czysto reporterskiego obowiązku, pozostawiły one po sobie pytanie w stylu „no i?”.

Dział zagraniczny reprezentują tym razem „Zerosi” Petera Wattsa, „Szczur” Mazarkis Williams. W przypadku pierwszego, mimo szczerego uwielbienia, którym darzę felietony autora, nie byłam w stanie przebrnąć przez to opowiadanie. Nie lubię s-f, szczególnie w wydaniu hard, i przeczytałam pierwszych pięć akapitów. Byłam jednak zachwycona „Szczurem”, mimo iż nie do końca zgadzam się z postawą Babci May, rozumiem jednak, że nie ona była tutaj główną bohaterką i jej czyny sprawiły, że młody Emil mógł przekonać się do używania magii.

Ocena

Pozytywna. Bardzo podobał mi się dział publicystyczny. Wszystkie artykuły były mniej lub bardziej interesujące, a niektóre z nich czytało się z ogromną ciekawością. Były po prostu super. Nie za bardzo jestem przekonana, czy opowiadania wybrane do działu polskiego i zagranicznego były trafione. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to gazeta dla wszystkich i zgromadzić teksty takie, żeby zadowolić każdego czytelnika jest trudno.

To, co tradycyjnie nie podoba mi się w „Nowej Fantastyce” to ogromna ilość literówek. W poprzednim miesiącu pisałam, że było ich znacznie mniej (chyba tylko jedno potknięcie, o ile pamiętam), natomiast tutaj znów jest ich dużo. Biorąc pod uwagę, że pismo jest wydawane przez poważne wydawnictwo, w którego książkach takich rzeczy zazwyczaj się nie widuje, nagminny brak korekty jest trochę nie na miejscu… I niestety zatarciu takiego negatywnego odczucia nie pomoże publikowanie niesamowitych prac Jakuba Różalskiego.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Fotoram.io (2)

 

 

„Wampir z KC” Andrzej Pilipiuk

Kilka miesięcy temu pojawiła się w sprzedaży nowa powieść Andrzeja Pilipiuka pod tytułem „Wampir z KC”, w której można przeczytać kilka opowiadań związanych z żyjącymi w PRL wampirami: Markiem, Igorem i Gosią. Jest śmiesznie, a niekiedy aż za bardzo 🙂

20180518_185450

Tym razem Pilipiuk opisuje życie bohaterów na tle zmieniającej się polskiej gospodarki. Nie ma już komunizmu, jest raczkujący kapitalizm. Jednak osoby, którym doskonale żyło się podczas tego pierwszego okresu nie chcą albo nie mogą przyzwyczaić się do zmieniających się realiów. Nagle okazuje się, że wampiry tracą pracę, ponieważ ich zakład zostaje zlikwidowany, ojciec Gosi, Brona, zostaje prezesem spółki, której nie da się uratować, a major Nefrytow po chorobie trafia do świata, w którym nie ma już SB, a jego wydział zostaje zlikwidowany… pojawiają się oczywiście wszelkiego rodzaju „krwiopijcy”, którzy tylko czekają na okazję, żeby zrobić biznesy lub upuścić trochę krwi z niewinnych lokatorów przejętych przez siebie kamienic.

W książce dzieje się wiele i w trakcie lektury miałam wrażenie, że z każdym opowiadaniem nie może być lepiej. Jednak myliłam się, ponieważ okazało się, że pomysłów na przygody bohaterów Pilipiuk miał bez liku (podejrzewam, że jeszcze ma w zanadrzu kilka świetnych pomysłów). To, co w szczególności zwróciło moją uwagę to spotkanie Marka, Igora i Gosi z Jakubem Wędrowyczem (nie zdradzam szczegółów, ale wierzcie mi, że warto przeczytać) oraz ostatnie opowiadanie pod tytułem „Kostucha”, w której Jakub i Semen odwiedzają śmierć. Swoją drogą muszę przyznać się, że nie sądziłam, że jakikolwiek pomysł związany z tą dwójką kiedykolwiek będzie w stanie mnie zaskoczyć – poziom absurdu w przypadku przygód Jakuba i Semena już dawno osiągnął moje maksimum, ale jednak okazuje się, że można bardziej. I to bardziej niezmiernie mi się podoba.

Tradycyjnie jestem niezmiernie zachwycona językiem i znajomością realiów. Książki Pilipiuka, nie da się ukryć, to pod tym względem to prawdziwy majstersztyk. Zresztą, Ci, którzy znają prozę Pilipiuka, wiedzą, że zawsze należy spodziewać się wysokiego poziomu.

Ocena: Polecam wszystkim tym, którzy chcą się pośmiać i nie przeszkadza im, że akcja opowiadań dzieje się w trakcie końcówki PRL i początku ery kapitalizmu. Ja osobiście nie przepadam za tym okresem, jednak sposób,  w jaki jest opisany sprawia, że rzeczywistość nie wydaje mi się aż tak bardzo ponura.

Autor: Andrzej Pilipiuk
Tytuł: Wampir z KC
Ilustracje: Andrzej Łaski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 412
Cena: 39,90 zł

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)