Profil mordercy Paul Britton

Z pewnością wielu czytelników kryminałów zastanawia się, jak dokładnie wygląda praca śledczych i profilerów. Czy jest tak fascynująca i pełna zagadek jak w książkach? O tym, jak dokładnie wygląda współpraca psychologa-profilera z policją opowiada Paul Britton, jeden z najbardziej znanych profilerów w Wielkiej Brytanii.

Paul Britton to psycholog, który na podstawie dostarczonych mu przez policję dowodów potrafi bardzo dokładnie stworzyć portret psychologiczny mordercy. Dzięki doskonałej znajomości ludzkiej psychiki i zamiłowaniu do poszukiwania szczegółów, jego praca pozwoliła na złapanie wielu morderców i gwałcicieli, którzy polowali na swoje ofiary w różnych częściach Wielkiej Brytanii. Ponadto położył podwaliny pod zawód, etykę pracy oraz możliwości kształcenia przyszłych profilerów w swoim kraju. Jednak przede wszystkim znany jest z tego, że może bardzo trafnie opisać to, co dzieje się w głowach wszystkich tych, którzy decydują się popełnić przestępstwa. Nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o wspomniane już przeze mnie grupy złoczyńców, ponieważ jest w stanie także rozpoznać to, co dzieje się w głowie kobiety porywającej dziecko. To jest naprawdę niesamowite. I fascynujące.

Jak to się wszystko zaczęło?

Od niesamowitej chęci zdobycia wyższego wykształcenia. Paul Britton zaczął studiować psychologię po tym, jak ożenił się i został ojcem. To wymagało od niego zakuwania po nocach i szukania możliwości zapewnienia bytu swojej rodzinie. Krótko po tym, jak został przyjęty na studia, zdał sobie sprawę, że poznawanie tajników ludzkiego umysłu jest niesamowicie ciekawe. No i został psychologiem. To tak w skrócie 🙂

Z pewnością rozwijałby swoją karierę terapeuty, gdyby nie prośba od policji, która próbowała złapać sprawcę brutalnego morderstwa. Udało się, Britton wszedł w buty mordercy i stworzył doskonały profil psychologiczny. Później pojawiały się kolejne prośby, następne sprawy i profile, które profiler wykonywał za darmo, często poświęcając czas wolny, który mógłby podarować chociażby swojej żonie lub dwójce dzieci. Na szczęście dla niego, domownicy byli w tej kwestii wyrozumiali i rozumieli, że mąż i ojciec robi coś naprawdę istotnego.

Zawód profilera 

Już bez czytania tej książki można wyobrazić sobie, że ta praca to nie jest bułka z masłem. Wymaga nie tylko ogromnej wiedzy psychologicznej, poznania wszelkich brudnych sekretów innych ludzi, ale również oglądania ciał ofiar. Jak pisze autor:

„nie jest łatwo zapomnieć o krwawych wspomnieniach i patrzeć w oczy osobie, która popełniła podobne przestępstwo lub którą podnieca sama myśl o nim”*

oraz

„Oglądanie zdjęć bądź samych miejsc zbrodni ma fatalny wpływ na osobowość. Równie poruszające jest słuchanie sprawcy, który przypomina sobie najstraszniejsze czyny i fantazje oraz uświadomienie sobie, jaką niesamowitą przyjemność mu sprawiają”.*

Zawód nie jest prosty, sam Britton pod koniec swojej książki wspomina o tym, że praca dla policji nad tymi najtrudniejszymi sprawami sprawiła, że niekiedy nie potrafi już cieszyć się z najprostszych rzeczy, które normalnie każdemu sprawiają radość, na przykład z powodu pięknej pogody lub wycieczki za miasto. Zawsze w głowie pozostaje myśl, że gdzieś tam jest jakiś człowiek, który realizuje lub planuje urzeczywistnić swoje brudne fantazje.

Oczywiście do tego dochodzi jeszcze ogromna odpowiedzialność. Jeśli profiler pomyli się, będzie miał na sumieniu czyjeś życie i narazi go na utratę wszystkiego, co ważne w życiu: rodziny, dobytku, dobrego imienia itp. To wszystko sprawia, że, jak pisze autor, przygniata go to wszystko ogromnym brzemieniem. Jak dużym, jesteśmy w stanie jedynie się domyślać.

„Profil mordercy” 

Książka opisuje kilka wybranych przez Brittona spraw, nad którymi pracował we współpracy z różnymi wydziałami policji brytyjskiej. Większość z nich związana jest z morderstwem lub gwałtem, jednak pojawiają się również takie przypadki jak: zastraszanie i żądanie okupu od dużych przedsiębiorstw oraz, wspomniane już wcześniej, porwanie dziecka. Wszystkie z nich to sprawy trudne, w których potrzeba jest stworzyć profil sprawcy po to, aby móc go zidentyfikować i złapać. Niekiedy trzeba wręcz uciekać się do podstępów po to, aby móc wyciągnąć przyznanie się do winy od podejrzanego. Pomoc psychologa pomaga zrobić wszystko we właściwy sposób i osiągnąć zamierzony cel.

Ogromną zaletą tej książki jest fakt, że autor przedstawia sposób, w jaki pracuje nad stworzeniem profilu psychologicznego i przedstawia wyniki swoich przemyśliwań czytelnikowi. Dzięki temu można dowiedzieć się, na jakich podstawach podejrzewa się konkretną osobę i jak mały, nawet najdrobniejszy szczegół, może posłużyć specjaliście do opisu charakteru, poczynań lub motywacji podejrzanego. To wszystko jest niesamowicie interesujące i pokazuje, że niekiedy nieświadomie pozostawiamy ślady, które można w jednoznaczny sposób zinterpretować i ocenić nasze zachowanie.

Mimo że jest to dosyć gruba pozycja, czyta się ją bardzo szybko ze względu na sposób, w jaki poszczególne historie zostały opisane. W książce nie ma miejsca na mnóstwo skomplikowanej terminologii, jest to beletrystyka, nie podręcznik psychologii, a wybrane przypadki i przytoczone opisy pracy nad nimi przedstawione są w sposób jasny i zrozumiały dla laika. Jedna rzecz, która bardzo mi się podobała to to, że książka napisana jest konkretnym językiem. Autor nie wykorzystuje kwiecistych porównań i zbyt długich opisów z nadmiarem przymiotników. Po prostu konkret i tyle.

Ocena

Polecam tę książkę wszystkim osobom, które są zainteresowane pracą profilera, żeby mogły dowiedzieć się z pierwszej ręki, jak wygląda ten zawód. Jest to również dobra pozycja dla fanów thrillerów i kryminałów, ponieważ pozwala zobaczyć, jak to jest w rzeczywistości, kiedy człowiek musi stawić czoła okropnej zbrodni. Dodatkowo będzie to także gratka dla wszystkich tych, którzy są zainteresowani psychologią i próbują zrozumieć, skąd bierze się w ludziach skłonność do okrucieństwa.

Naprawdę warto!

* cytaty pochodzą z książki

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Autor: Paul Britton
Tytuł: Profil mordercy
Tytuł oryginalny: The Jigsaw Man
Tłumaczenie: Przemysław Kiliński
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 530
Cena: 44,90 zł 
pf_1532851525
Reklamy

Książkowe propozycje na wakacje

Nie tak dawno publikowałam moje zestawienie pięciu supergrubych książek do przeczytania w wakacje. Zdaję sobie sprawę, że ta lista jest subiektywna (i taki był zamysł). Dlatego poprosiłam o rekomendacje.

Na co dzień czytam fantastykę oraz thillery, dlatego doszłam do wniosku, że nie wszyscy z Was mogli znaleźć w moim zestawieniu coś ciekawego. Mimo iż starałam się przedstawić różnorodną, również klasyczną literaturę. Z tego powodu o rekomendacje naprawdę grubych książek, które nadają się na wakacje, poprosiłam członków grupy „Książkowy Klub Dyskusyjny” na Facebooku. Ilość komentarzy i propozycji bardzo mnie zaskoczyła (pozytywnie).

 

books-1245690_1920

Zestawienie powstało na podstawie założeń, że proponowane książki mają:

  • liczyć sobie minimum 500 stron,
  • być idealną lekturą na wakacje (liczyła się łatwość i szybkość czytania, a także przystępność).

Oczywiście lista powstała na podstawie subiektywnych opinii. Oto ona:

Obyczajowe

  1. Gebaldon, Diana, seria „Obca”, na którą składają się takie książki jak:
  • Obca
  • Uwięziona w bursztynie
  • Podróżniczka
  • Jesienne werble
  • Ognisty krzyż
  • Tchnienie śniegu i popiołu
  • Kość z kości
  • Spisane własną krwią

 

  1. Sana Krasnikov „Patrioci”

 

  1. Kristin Hannah:
  • Słowik
  • Wielka samotność

 

  1. Reyes Monforte „Rosyjska namiętność”
  2. Škvorecky „Przypadki inżyniera ludzkich dusz”
  3. Lars Saabye Christensen „Półbrat”
  4. Carla Montero „Szmaragdowa tablica”
  5. Hanya Yanagihara „Małe życie”

 

  1. Gregory David Roberts:
  • Shantaram
  • Cień góry

 

  1. John Folwes „Mag”
  2. Jaroslav Hasek „Losy dobrego wojaka Szwejka”

 

  1. Ken Follet:
  • Filary ziemi
  • Świat bez końca
  • Słup ognia

 

  1. Charlotte Link „Decyzja”
  2. Olga Tokarczuk „Księgi Jakubowe”
  3. Fiodor Dostojewski „Idiota”

 

Fantastyka/horror

  1. Stephen King:
  • To
  • Bastion
  • Pod kopułą

 

  1. Mark Elsberg:
  • Blackout
  • Zero
  • Helisa

 

  1. Carlos Ruis Zafon:
  • Labirynt duchów
  • Cień wiatru

 

  1. R.R. Tolkien -całość
  2. K. Rowling – seria o Harrym Potterze całość
  3. Magdalena Kozak „Łzy diabła”

 

  1. Anthony Rya:
  • Ogień przebudzenia
  • Legion płomienia

 

  1. Jacek Dukaj „Lód”

 

Thriller/sensacja

  1. Jakub Żulczyk „Wzgórze psów”

 

  1. Stieg Larson, David Lagercrantz – seria „Millenium”:
  • Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
  • Dziewczyna, która igrała z ogniem
  • Zamek z piasku, który runął
  • Co nas nie zabije
  • Mężczyzna, który gonił swój cień

 

 

Pozostałe/ romans/ historyczne

  1. Maria Jane Auel -cykl „Dzieci ziemi”:
  • Klan Niedźwiedzia Jaskiniowego
  • Dolina koni
  • Łowcy Mamutów
  • Rzeka powrotu
  • Wielka wędrówka
  • Kamienne sadyby
  • Kraina jaskiń

 

  1. J. Sansom -wszystko:
  • Alchemik
  • Inwazja
  • Komisarz
  • Księga objawienia
  • Lamentacje
  • Papierowe imperium
  • Rebelia
  • Zima w Madrycie

 

  1. Elżbieta Cherezińska:
  • Harda
  • Odrodzone królestwo

 

  1. Edward Rutherrford
  • Paryż
  • Nowy Jork
  • Rosja
  • Londyn
  1. Elizabeth Gaskell „Północ i południe”
  2. Elvira Baryakina „Miłość w czasie rewolucji”
  3. Iny Lorentz:
  • Nierządnica
  • Kasztelanka
  • Testament nierządnicy
  • Córka nierządnicy
  • Córy grzechu

 

Czytaliście którąś z tych książek? A może macie własne propozycje? Lista jest wciąż otwarta, dlatego zachęcam Was do komentowania i dodawania własnych propozycji. Ja jestem zachwycona ilością książek, które mogłam wpisać na swoją listę must-read.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

5 naprawdę grubych książek,które powinniście przeczytać w te wakacje

Zawsze wydawało mi się, że wakacje to doskonały czas na to, żeby nadrobić zaległości w czytaniu. Szczególnie w momencie, kiedy na czytanie książek o naprawdę pokaźnych rozmiarach jest czas.

I właśnie z tego powodu na lato pozostawiam sobie przeczytanie lektur, które mają co najmniej 600 stron. Wierzcie mi, spędzenie wolnego czasu na czytaniu naprawdę ogromnych książek, nieśpieszne poznawanie historii i cieszenie się lub płakanie z bohaterami jest naprawdę super. Z tego powodu zresztą zdecydowałam się na przygotowanie tego rankingu. Tradycyjnie jest subiektywny i może zdarzyć się, że nie zdecydujecie się lub nie zdecydowaliście się na przeczytanie akurat tych powieści, które Wam tutaj polecam.

1. „Nędznicy” Victor Hugo

Mój niezaprzeczalny hit sprzed kilku lat. Nie da się ukryć, że ta klasyczna książka ma spore rozmiary – w edycji, którą czytałam została wydana w dwóch tomach po około 700 stron każdy. No i nie da się ukryć, że czytałam ją jakieś półtora miesiąca 🙂

O tym, że zdecydowanie warto znać historię Jeana Valjeana, byłego więźnia, oraz przygarniętej przez niego Kozety (oraz innych bohaterów tej powieści), świadczy fakt, że na jej podstawie nakręcono miniserial, świetny musical, a teatry na całym świecie wystawiają jej adaptacje nieustannie.

Nie zdradzając fabuły, bardzo zachęcam do przeczytania tej powieści, nie tylko dla samego śledzenia losów głównych bohaterów, ale również dla samego obrazu Francji i francuskiego społeczeństwa z XIX wieku.

2. „Katedra w Barcelonie” Ildefonso Falcones

Gdybym chciała oprzeć ten ranking jedynie na najgrubszych powieściach tego hiszpańskiego autora, miałabym spokojnie wiele książek do wyboru, ponieważ cechą szczególną jego twórczości, jak mi się wydaje, jest fakt, że jego książki zazwyczaj liczą sobie jakieś 1000 stron. Na szczęście są tak wciągające, że nie sposób się z nimi nudzić.

Tutaj proponuję „Katedrę w Barcelonie”, pierwszą powieść Falconesa, którą przeczytałam, niemniej jednak z pewnością znajdziecie sporą przyjemność w przeczytaniu chociażby „Ręki Fatimy”, czy „Bosonogiej królowej”.

„Katedra w Barcelonie” to jedna z najbardziej popularnych książek hiszpańskich, która do tej pory znajduje się na listach bestsellerów. Jej akcja dzieje się w połowie XIV wieku, kiedy miasto rozrasta się za sprawą nowych szlaków handlowych. W tym czasie mieszkańcy ubogiej dzielnicy decydują się na samodzielne zbudowanie katedry…

3. „Sedinum” Leszek Herman

Książka, której akcja dzieje się w moim rodzinnym mieście, oczywiście, musiała znaleźć się w tym rankingu. Opasły tom, który w moim wydaniu, na czytniku e-booków, miał grubo ponad 700 stron, opowiada historię trzech osób: architekta, dziennikarki i bogatego Anglika, których losy są splecione ze Szczecinem. Wszystko napisane zgrabnie i w interesujący sposób. Zdecydowanie dużą gratką jest tutaj połączenie wątku kryminalnego z historią mojego miasta, całego regionu, ale także idealne opisy topografii i architektury Szczecina.

Zdaję sobie sprawę, że Ci z Was, którzy tego miasta nie znają, nie będą mieli takiej frajdy z czytania jak ja. Dużo lokalnego kolorytu (np. to, dlaczego imprezy z okazji Dnia Morza nie są niczym ciekawym) może sprawić, że ta część powieści będzie mało interesująca, jednak wartka akcja i pościgi na pewno przypadną Wam do gustu.

4. „Targowisko próżności” William Makepiece Thackeray

Powieść napisana w XIX wieku pokazuje przekrój angielskiego społeczeństwa z przełomu XVIII i XIX wieku. Targowiskiem próżności autor nazywa tutaj dążenie do gromadzenia tytułów oraz dóbr materialnych. I świat ten z jednej strony może wydawać się nieco odstręczający, ale z drugiej – fascynujący.

Myślę, że warto przeczytać tę książkę ze względu na to, żeby sprawdzić, jak bardzo historia w niej opisana jest w dzisiejszych czasach aktualna. Później dodatkowo można pokusić się o obejrzenie serialu.

5. „Nie wiedzą, co czynią” Jussi Valtonen

Ci, z Was, którzy śledzą moje konto na Instagramie, mogli już przekonać się, że darzę dozgonną miłością Finlandię (kraj, nie wódkę 🙂 i wszystko, co fińskie. Z również z tego powodu zdecydowałam się umieścić wielostronicową cegłę tego fińskiego autora.

„Nie wiedzą, co czynią” to powieść o małżeństwie Finki i Amerykanina, w którym różnice kulturowe wydają się odciskać coraz większe piętno, jednak to nie ono stanowi powód jego problemów. Życie wydaje się płynąć dobrze, do czasu, aż mężczyzna dowiaduje się, że jego syn ma kłopoty.

O wartości tej książki stanowi fakt, że otrzymała ona prestiżową nagrodę Finlandia Prize.

Uff, to tyle. Albo tylko tyle, ponieważ dużych objętościowo książek w księgarniach jest mnóstwo. Napiszcie w komentarzu, jakie powieści Wy umieścilibyście w tym rankingu.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Subiektywna lista lektur – podsumowanie czerwca

Tak się złożyło, że w czerwcu udało mi się przeczytać wiele interesujących książek. O tym, co aktualnie czytam możecie dowiedzieć się na bieżąco na moim Instagramie – szukajcie mnie jako subiektywna_lista_lektur – ale nie jestem tam w stanie napisać dokładnie, co mi się podobało, a co nie. Dlatego to zestawienie.

Tak się akurat złożyło, że wszystkie przeczytane przeze mnie książki mam w formie e-booków. Stąd taka sama stylistyka, ramka czytnika i kolorki 🙂

1. „Mali bogowie 2”, Pawła Reszki

pf_1529657035

Ci z was, którzy śledzą wpisy na tym blogu, mogli dowiedzieć się nieco więcej na temat tej książki już w połowie miesiąca. Podobnie, jak w przypadku poprzedniej części, ta druga opowiada o wszystkich niefajnych rzeczach związanych z naszą służbą zdrowia. Tym razem z punktu widzenia pracownika karetki, lekarzy medycyny ratunkowej oraz ratowników medycznych. Wesoło nie jest…

2. „Na skraju załamania” B.A. Paris

pf_1530695716

Druga powieść słynnej autorki „Za zamkniętymi drzwiami”. Tak samo jak w pierwszej swojej książce, bohaterką powieści uczyniła kobietę, która ma męża i która zmaga się z całym światem, żeby pokazać, że to nie z nią jest coś nie tak. Tylko że tym razem jest jeszcze gorzej, główna bohaterka podejrzewa u siebie wczesną podstać demencji, choroby, z powodu której niebezpośrednio zmarła jej matka. A „życzliwi” ludzie nie wyprowadzają jej z błędu. Minusem tej książki jest to, że niestety na to, żeby coś wreszcie zaczęło się dziać, trzeba poczekać jakieś 100 stron. Później łatwo domyślić się, kto jest winowajcą.

3. „A ja żem jej powiedziała” Katarzyny Nosowskiej

pf_1530695595

Słynna wokalistka zespołu Hey napisała książkę – poradnik-zbiór felietonów. Trudno troszkę nazwać tę niewielkich rozmiarów książeczkę. Niemniej jednak poczucie humoru, trafność wniosków z opisywanych sytuacji i garść anegdot z przeszłości sprawiają, że jest to w moim mniemaniu najlepsza pozycja, jaką czytałam w tym półroczu. Ogromne poczucie humoru, zabawa słowem są nie do przecenienia. Bardzo polecam!

4. „Starter” Lissy Price

pf_1530695785

Jest to opowieść o świecie, w którym wszyscy dorośli w wieku od 25-60 umarli z powodu wojny bakteriologicznej, a na świecie pozostały dzieci, nastolatki i seniorzy. Niestety z powodu zajmowanej przez siebie pozycji w społeczeństwie, dzieciaki, które straciły rodziców i niemające dziadków, zostały zepchnięte na margines, zmuszone do bezdomności, zdobywania jedzenia lub, i ile zostały złapane przez policję, przymuszane do robót przymusowych oraz mieszkania w czymś, co przypomina więzienie. Nastolatki mogą zarobić pieniądze, jeśli zwiążą się z firmą wynajmującą ich ciała bogatym seniorom. Wciągająca powieść.

5. „Idealne życie” Minki Kent

W mediach społecznościowych coraz więcej jest zdjęć, na których można obserwować idealne życie osób bogatych, sławnych, wpływowych. A co jeśli ich życie takie nie jest? Co jeśli za pięknymi zdjęciami czają się depresja, załamanie nerwowe, brak cierpliwości próby kontrolowania wszystkiego? Wreszcie, co jeśli jeden z naszych followersów, cierpiący na chorobę psychiczną, zdecyduje się wejść do naszego życia? Kto chce poznać odpowiedzi na te pytania, powinien koniecznie przeczytać tę książkę.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

P. S. Jakie książki Wy przeczytaliście w ubiegłym miesiącu?

Stephen King „Laurie”

Nie tak dawno na oficjalnej stronie internetowej pojawiło się najnowsze opowiadanie mistrza grozy, Stephena Kinga, pod tytułem „Laurie”. Można je nadal pobrać w formie PDF, jednak do tej pory nie zostało ono przetłumaczone na polski.

Ci, którzy znają angielski, mogą już w tej chwili wyszukać tam link do opowiadania i delektować się niemal natychmiast nowością od Kinga. Jednak osobom słabo władającym tym językiem pozostaje poszukiwanie streszczeń lub asysta wujka Google. Szczególnie z myślą o tym ostatnich postanowiłam napisać małe streszczonko 🙂

Laurie, czyli kto?

Sześć miesięcy po śmierci swojej żony, sześćdziesięciopięcioletni Lloyd Sunderland przyjmuje w swoim domu wizytę starszej o pięć lat siostry Beth. Facet nie jest w dobrym stanie, przeżywa żałobę, tęskni za żoną i nie przejmuje się zbytnio ani swoim stanem zdrowia, ani tym, że zupełnie stracił apetyt.

Siostra przywozi mu mały podarek, którym okazuje się szczeniak, mieszanka Border Collie i  Mudi. Suczka zostaje nazwana Laurie, ponieważ jest to pierwsze imię, które zaskoczonemu i niechętnemu jej przybyciu mężczyźnie przychodzi do głowy. I oczywiście zostaje w domu na okresie próbnym, co oznacza, że jeśli będzie sikać gdzie popadnie i gryźć wszystko, co dostanie w swoje łapki, zostanie w trybie natychmiastowym eksmitowana do schroniska, strasznego miejsca, w którym psy po prostu zabija się w trzy tygodnie po tym, jak do niego trafiają. Smutne.

Nie da się ukryć, że szczeniak podbija serce swojego pana, chociaż ten początkowo nie przyznaje się do tego, ukrywając przed samym sobą to, jak bardzo jego życie z Laurie zmieniło się. Mimo uciążliwości związanych z wyprowadzaniem jej kilka razy dziennie, jej wyciem w nocy i warczeniem na sąsiada, Dona. Jednak po rutynowych badaniach lekarskich i wizycie u siostry nie da się ukryć, że piesek ma bardzo pozytywny wpływ na Lloyda – jest zdrowszy i ma bardziej pozytywne nastawienie do świata. No i nie czuje się już taki samotny. Co więcej, podjął się nawet pracy dorywczej.

Aż pewnego dnia…

Lloyd i Laurie żyli sobie spokojnie przez kilka miesięcy, skupiając się na wykonywaniu codziennych, rutynowych czynności: spacerów, zakupów, pracy, lunchów w barze ze smażoną rybą i tym podobnych. Do 6 grudnia…

Tego dnia Lloyd zobaczył sąsiada Dona, który zaczynał przystrajanie domu na święta Bożego Narodzenia. W pewnym momencie Don znikł i nikt nie widział, gdzie się podział. W tym samym czasie Lloyd zabrał Laurie na spacer, w ramach którego mieli zamiar pokonać rutynową trasę, czyli przejść przez zmurszały mostek. I pewnie wszystko byłoby w porządku, gdyby od połowy trasy Lloyd nie dostrzegł śladów krwi. Krwi, która należała do jego przyjaciela i sąsiada Dona.

Co się stało? Otóż najprawdopodobniej Don wymachując laską sprowokował do ataku aligatora, pilnującego gniazda pełnego jaj. I zginął. Oszczędzę Wam makabrycznego opisu, musicie wiedzieć, że w momencie, kiedy Lloyd przyszedł w to miejsce, aligator nadal tam był i zamierzał zaatakować również i jego. No i sytuacja zaczęła wyglądać groźnie, ponieważ gad-ludojad mógł pozbawić życia i jego, i Laurie. Mężczyzna jednak przezornie wypuścił psa z rąk i kazał jej biec do domu (nie posłuchała :), ale to chyba Was nie dziwi :).

Cała sprawa oczywiście kończy się dobrze, ponieważ Lloyd resztką laski Dona odstrasza aligatora, który wpada do wody, ponieważ przegniłe deski mostku załamują się pod ciężarem jego i ciała Dona. LLoyd zwiewa gdzie pieprz rośnie i powiadamia policję. W międzyczasie zdaje sobie sprawę z tego, że Laurie trwała przy nim wiernie i nie opuściła go w momencie zagrożenia.

The end.

pf_1530011707

Moja opinia

Fajnie jest na bieżąco czytać opowiadania Stephena Kinga, jednak nie wydaje mi się, żeby było to jego najlepsze dzieło. Nie da się ukryć, że autor ma skłonność do gadulstwa – jego opisy scen są tak rozwlekłe, że czasami ma się ochotę po prostu przekartkować kilka stron w nadziei na jakieś nieco bardziej straszne momenty.

Czytając to opowiadanie miałam chwilę zwątpienia. Gdzieś w okolicach strony dwudziestej trzeciej odechciało mi się czytać, ponieważ miałam wrażenie, iż nic oprócz opisów przyjaźni emeryta ze szczeniakiem się nie pojawi. Aż tu nagle trzy ostatnie strony przyniosły niespodziankę…

Wiem, że opowiadania Kinga są różne – niektóre mniej straszne i generalnie nie zawsze mu wychodzi. Mimo to polecam „Laurie”, ponieważ przesłanie z tego tekstu płynie takie, że nawet miejsca, które bardzo dobrze znamy mogą kryć dla nas ogromne zagrożenie i zawsze lepiej obejrzeć się za siebie. To jest niestety w dzisiejszym świecie bardzo aktualne.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Projekt Szekspir i Macbeth Jo Nesbo

Nakładem Wydawnictwa Śląskiego ukazują się od jakiegoś czasu powieści współczesnych autorów zainspirowane dziełami Williama Szekspira. Projekt Szekspir powstał dzięki współpracy z British Council.

Projekt Szekspir

Projekt Szekspir to przedsięwzięcie, które zostało powołane do życia z powodu przypadającej w 2016 roku 400-letniej rocznicy śmierci Williama Szekspira. Z tej okazji wydawca Hogarth Press zaprosił najbardziej poczytnych pisarzy na świecie do napisania historii znanych z dramatów słynnego dramaturga na nowo. Obecnie w ramach Projektu Szekspir można przeczytać:

  • Przepaść czasu Jeanette Winterston, na podst. Zimowej powieści
  • Shylock się nazywam Howarda Jacobsona, na podst. Kupca weneckiego
  • Dziewczyna jak ocet Anne Tyler, na podst. Poskromienia złośnicy
  • Czarci pomiot Margaret Atwood, na podst. Burzy
  • Ten nowy Tracy Chevalier, na podst. Otello
  • Macbeth Jo Nesbo

Zapowiadana jest kolejna odsłona Hamlet, powieść napisana przez Gillian Flynn.

Oczywiście, dla fanów kryminałów najbardziej znanym autorem będzie Jo Nesbo, jednak powieści Anne Tyler, czy Margaret Atwood również warto przeczytać.

Macbeth Jo Nesbo

To nic innego jak opisana we współczesnych realiach historia żądzy władzy i uznania. Macbeth w wydaniu Nesbo to początkowo wybitny w swoim fachu policjant, który jest jednym z najbardziej uznanych członków Gwardii, swego rodzaju policji i oddziału od brudnej roboty. Dzięki pomocy Banqa udało mu się wyjść na ludzi po tym, jak uciekł z sierocińca i wdał się w narkotyki. Później staje się komendantem policji, szychą w mieście, który może decydować o naprawdę wielu sprawach. Oczywiście, u boku Macbetha stoi jego Lady, której podszepty skłaniają go do popełnienia pierwszego morderstwa. A może jednak nie sama Lady, ale jego skrywane w głębi ambicje, które ktoś wreszcie wypowiedział głośno…

 

pf_1528198725

Jak to miało miejsce w dramacie, jedna zbrodnia pociąga za sobą kolejną, a wraz z pojawiającymi się złymi uczynkami na koncie Macbetha i jego Lady (która nota bene w połowie powieści zostaje oficjalnie nazwana jego żoną), pojawia się szaleństwo. Ale nie tylko z powodu kolejnych morderstw… Wszyscy bohaterowie mają za sobą trudną przeszłość: utratę dziecka, molestowanie seksualne, brak rodziców, itp. i to po części z jej powodu przestają panować nad sobą. Szaleństwem są również narkotyki, wywar oraz power, które pchają kolejnych ludzi do podejmowania czynów, które de facto rujnują im życie.

Ocena

Czy warto przeczytać Macbetha w wydaniu Jo Nesbo? To pytanie, na które każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Być może niektórych skusi próba opowiedzenia klasycznego dramatu Szekspira w realiach dzisiejszego świata, a inni sięgną po tę powieść jako po kolejne dzieło Nesbo. Mnie zajęło jakieś 150 stron, żeby odnaleźć się w rzeczywistości nienazwanego miasta, w którym toczy się akcja. Wątki są urywane po to, aby podjąć je 10 stron dalej i to troszkę wprawia w dezorientację. W dodatku opis miejsc akcji każe sugerować, że jest to miasto, gdzieś w Ameryce, a nie w Norwegii (a tutaj niespodzianka, bo pojawiają się fiordy 🙂 Myślę jednak, że wszystkie realia oddane są wiernie, dokładnie tak, jak to powinno wyglądać. I okazuje się, że historia Macbetha może wydarzyć się również współcześnie i to wszystko, o czym pisze Nesbo, wcale nie jest takie nieprawdopodobne, jeśli tylko dokładnie obejrzymy się za siebie lub obejrzymy telewizję.

Autor: Jo Nesbo
Tytuł: Macbeth
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 462
Cena: 39,90 zł

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

„Pogromca lwów” Camilla Lackberg

Kolejna powieść autorki poczytnych szwedzkich kryminałów.

 

Pomimo że ta książka została opublikowana jakiś czas temu, ale nie miałam wcześniej czasu, żeby ją przeczytać. Nawet po tym, jak zarekomendowali mi ją wszyscy znajomi, nie miałam na nią ochoty. To był błąd, ponieważ to dobra książka.
sunset-3132179_1920
Akcja rozgrywa się tradycyjnie we Fjallbackce, miasteczku w Szwecji, Tym razem Erika Falck opisuje morderstwo w tzw. Strasznym Domu, mieszczącym się niedaleko jej miejsca zamieszkania. Sprawa jednak jest dziwnie powiązana ze śledztwem, które prowadzi policja, a dotyczącym zaginięcia dziewczynek.
Muszę przyznać, że bardzo wciągnęła mnie ta powieść. Lubię szwedzkie kryminały, a ten szczególnie przypadł mi do gustu. Akcja toczy się wartko, właściwie nie miałam ochoty odkładać książki na miejsce, byleby tylko dowiedzieć się, co stanie się dalej. Pewnie z tego powodu przeczytałam ją w cztery dni 🙂
Bardzo cieszę się, że oprócz ciekawych wydarzeń, jest jeszcze dobrze napisana. Nie wiem tylko, czy jest to kwestia dobrego tłumaczenia, czy książki te w oryginale też charakteryzują się dobrym językiem. Nie mogę przyczepić się także do redakcji i korekty.
Zachęcam Was do sięgnięcia po tę powieść.
Tytuł: Pogromca lwów
Autor: Camilla Lackberg
Tytuł oryginalny: Lejontamjaren
Tłumaczenie: Inga Sawicka
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 428
Cena: 34,99 zł