Stephen King „Laurie”

Nie tak dawno na oficjalnej stronie internetowej pojawiło się najnowsze opowiadanie mistrza grozy, Stephena Kinga, pod tytułem „Laurie”. Można je nadal pobrać w formie PDF, jednak do tej pory nie zostało ono przetłumaczone na polski.

Ci, którzy znają angielski, mogą już w tej chwili wyszukać tam link do opowiadania i delektować się niemal natychmiast nowością od Kinga. Jednak osobom słabo władającym tym językiem pozostaje poszukiwanie streszczeń lub asysta wujka Google. Szczególnie z myślą o tym ostatnich postanowiłam napisać małe streszczonko 🙂

Laurie, czyli kto?

Sześć miesięcy po śmierci swojej żony, sześćdziesięciopięcioletni Lloyd Sunderland przyjmuje w swoim domu wizytę starszej o pięć lat siostry Beth. Facet nie jest w dobrym stanie, przeżywa żałobę, tęskni za żoną i nie przejmuje się zbytnio ani swoim stanem zdrowia, ani tym, że zupełnie stracił apetyt.

Siostra przywozi mu mały podarek, którym okazuje się szczeniak, mieszanka Border Collie i  Mudi. Suczka zostaje nazwana Laurie, ponieważ jest to pierwsze imię, które zaskoczonemu i niechętnemu jej przybyciu mężczyźnie przychodzi do głowy. I oczywiście zostaje w domu na okresie próbnym, co oznacza, że jeśli będzie sikać gdzie popadnie i gryźć wszystko, co dostanie w swoje łapki, zostanie w trybie natychmiastowym eksmitowana do schroniska, strasznego miejsca, w którym psy po prostu zabija się w trzy tygodnie po tym, jak do niego trafiają. Smutne.

Nie da się ukryć, że szczeniak podbija serce swojego pana, chociaż ten początkowo nie przyznaje się do tego, ukrywając przed samym sobą to, jak bardzo jego życie z Laurie zmieniło się. Mimo uciążliwości związanych z wyprowadzaniem jej kilka razy dziennie, jej wyciem w nocy i warczeniem na sąsiada, Dona. Jednak po rutynowych badaniach lekarskich i wizycie u siostry nie da się ukryć, że piesek ma bardzo pozytywny wpływ na Lloyda – jest zdrowszy i ma bardziej pozytywne nastawienie do świata. No i nie czuje się już taki samotny. Co więcej, podjął się nawet pracy dorywczej.

Aż pewnego dnia…

Lloyd i Laurie żyli sobie spokojnie przez kilka miesięcy, skupiając się na wykonywaniu codziennych, rutynowych czynności: spacerów, zakupów, pracy, lunchów w barze ze smażoną rybą i tym podobnych. Do 6 grudnia…

Tego dnia Lloyd zobaczył sąsiada Dona, który zaczynał przystrajanie domu na święta Bożego Narodzenia. W pewnym momencie Don znikł i nikt nie widział, gdzie się podział. W tym samym czasie Lloyd zabrał Laurie na spacer, w ramach którego mieli zamiar pokonać rutynową trasę, czyli przejść przez zmurszały mostek. I pewnie wszystko byłoby w porządku, gdyby od połowy trasy Lloyd nie dostrzegł śladów krwi. Krwi, która należała do jego przyjaciela i sąsiada Dona.

Co się stało? Otóż najprawdopodobniej Don wymachując laską sprowokował do ataku aligatora, pilnującego gniazda pełnego jaj. I zginął. Oszczędzę Wam makabrycznego opisu, musicie wiedzieć, że w momencie, kiedy Lloyd przyszedł w to miejsce, aligator nadal tam był i zamierzał zaatakować również i jego. No i sytuacja zaczęła wyglądać groźnie, ponieważ gad-ludojad mógł pozbawić życia i jego, i Laurie. Mężczyzna jednak przezornie wypuścił psa z rąk i kazał jej biec do domu (nie posłuchała :), ale to chyba Was nie dziwi :).

Cała sprawa oczywiście kończy się dobrze, ponieważ Lloyd resztką laski Dona odstrasza aligatora, który wpada do wody, ponieważ przegniłe deski mostku załamują się pod ciężarem jego i ciała Dona. LLoyd zwiewa gdzie pieprz rośnie i powiadamia policję. W międzyczasie zdaje sobie sprawę z tego, że Laurie trwała przy nim wiernie i nie opuściła go w momencie zagrożenia.

The end.

pf_1530011707

Moja opinia

Fajnie jest na bieżąco czytać opowiadania Stephena Kinga, jednak nie wydaje mi się, żeby było to jego najlepsze dzieło. Nie da się ukryć, że autor ma skłonność do gadulstwa – jego opisy scen są tak rozwlekłe, że czasami ma się ochotę po prostu przekartkować kilka stron w nadziei na jakieś nieco bardziej straszne momenty.

Czytając to opowiadanie miałam chwilę zwątpienia. Gdzieś w okolicach strony dwudziestej trzeciej odechciało mi się czytać, ponieważ miałam wrażenie, iż nic oprócz opisów przyjaźni emeryta ze szczeniakiem się nie pojawi. Aż tu nagle trzy ostatnie strony przyniosły niespodziankę…

Wiem, że opowiadania Kinga są różne – niektóre mniej straszne i generalnie nie zawsze mu wychodzi. Mimo to polecam „Laurie”, ponieważ przesłanie z tego tekstu płynie takie, że nawet miejsca, które bardzo dobrze znamy mogą kryć dla nas ogromne zagrożenie i zawsze lepiej obejrzeć się za siebie. To jest niestety w dzisiejszym świecie bardzo aktualne.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Projekt Szekspir i Macbeth Jo Nesbo

Nakładem Wydawnictwa Śląskiego ukazują się od jakiegoś czasu powieści współczesnych autorów zainspirowane dziełami Williama Szekspira. Projekt Szekspir powstał dzięki współpracy z British Council.

Projekt Szekspir

Projekt Szekspir to przedsięwzięcie, które zostało powołane do życia z powodu przypadającej w 2016 roku 400-letniej rocznicy śmierci Williama Szekspira. Z tej okazji wydawca Hogarth Press zaprosił najbardziej poczytnych pisarzy na świecie do napisania historii znanych z dramatów słynnego dramaturga na nowo. Obecnie w ramach Projektu Szekspir można przeczytać:

  • Przepaść czasu Jeanette Winterston, na podst. Zimowej powieści
  • Shylock się nazywam Howarda Jacobsona, na podst. Kupca weneckiego
  • Dziewczyna jak ocet Anne Tyler, na podst. Poskromienia złośnicy
  • Czarci pomiot Margaret Atwood, na podst. Burzy
  • Ten nowy Tracy Chevalier, na podst. Otello
  • Macbeth Jo Nesbo

Zapowiadana jest kolejna odsłona Hamlet, powieść napisana przez Gillian Flynn.

Oczywiście, dla fanów kryminałów najbardziej znanym autorem będzie Jo Nesbo, jednak powieści Anne Tyler, czy Margaret Atwood również warto przeczytać.

Macbeth Jo Nesbo

To nic innego jak opisana we współczesnych realiach historia żądzy władzy i uznania. Macbeth w wydaniu Nesbo to początkowo wybitny w swoim fachu policjant, który jest jednym z najbardziej uznanych członków Gwardii, swego rodzaju policji i oddziału od brudnej roboty. Dzięki pomocy Banqa udało mu się wyjść na ludzi po tym, jak uciekł z sierocińca i wdał się w narkotyki. Później staje się komendantem policji, szychą w mieście, który może decydować o naprawdę wielu sprawach. Oczywiście, u boku Macbetha stoi jego Lady, której podszepty skłaniają go do popełnienia pierwszego morderstwa. A może jednak nie sama Lady, ale jego skrywane w głębi ambicje, które ktoś wreszcie wypowiedział głośno…

 

pf_1528198725

Jak to miało miejsce w dramacie, jedna zbrodnia pociąga za sobą kolejną, a wraz z pojawiającymi się złymi uczynkami na koncie Macbetha i jego Lady (która nota bene w połowie powieści zostaje oficjalnie nazwana jego żoną), pojawia się szaleństwo. Ale nie tylko z powodu kolejnych morderstw… Wszyscy bohaterowie mają za sobą trudną przeszłość: utratę dziecka, molestowanie seksualne, brak rodziców, itp. i to po części z jej powodu przestają panować nad sobą. Szaleństwem są również narkotyki, wywar oraz power, które pchają kolejnych ludzi do podejmowania czynów, które de facto rujnują im życie.

Ocena

Czy warto przeczytać Macbetha w wydaniu Jo Nesbo? To pytanie, na które każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Być może niektórych skusi próba opowiedzenia klasycznego dramatu Szekspira w realiach dzisiejszego świata, a inni sięgną po tę powieść jako po kolejne dzieło Nesbo. Mnie zajęło jakieś 150 stron, żeby odnaleźć się w rzeczywistości nienazwanego miasta, w którym toczy się akcja. Wątki są urywane po to, aby podjąć je 10 stron dalej i to troszkę wprawia w dezorientację. W dodatku opis miejsc akcji każe sugerować, że jest to miasto, gdzieś w Ameryce, a nie w Norwegii (a tutaj niespodzianka, bo pojawiają się fiordy 🙂 Myślę jednak, że wszystkie realia oddane są wiernie, dokładnie tak, jak to powinno wyglądać. I okazuje się, że historia Macbetha może wydarzyć się również współcześnie i to wszystko, o czym pisze Nesbo, wcale nie jest takie nieprawdopodobne, jeśli tylko dokładnie obejrzymy się za siebie lub obejrzymy telewizję.

Autor: Jo Nesbo
Tytuł: Macbeth
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 462
Cena: 39,90 zł

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

„Pogromca lwów” Camilla Lackberg

Kolejna powieść autorki poczytnych szwedzkich kryminałów.

 

Pomimo że ta książka została opublikowana jakiś czas temu, ale nie miałam wcześniej czasu, żeby ją przeczytać. Nawet po tym, jak zarekomendowali mi ją wszyscy znajomi, nie miałam na nią ochoty. To był błąd, ponieważ to dobra książka.
sunset-3132179_1920
Akcja rozgrywa się tradycyjnie we Fjallbackce, miasteczku w Szwecji, Tym razem Erika Falck opisuje morderstwo w tzw. Strasznym Domu, mieszczącym się niedaleko jej miejsca zamieszkania. Sprawa jednak jest dziwnie powiązana ze śledztwem, które prowadzi policja, a dotyczącym zaginięcia dziewczynek.
Muszę przyznać, że bardzo wciągnęła mnie ta powieść. Lubię szwedzkie kryminały, a ten szczególnie przypadł mi do gustu. Akcja toczy się wartko, właściwie nie miałam ochoty odkładać książki na miejsce, byleby tylko dowiedzieć się, co stanie się dalej. Pewnie z tego powodu przeczytałam ją w cztery dni 🙂
Bardzo cieszę się, że oprócz ciekawych wydarzeń, jest jeszcze dobrze napisana. Nie wiem tylko, czy jest to kwestia dobrego tłumaczenia, czy książki te w oryginale też charakteryzują się dobrym językiem. Nie mogę przyczepić się także do redakcji i korekty.
Zachęcam Was do sięgnięcia po tę powieść.
Tytuł: Pogromca lwów
Autor: Camilla Lackberg
Tytuł oryginalny: Lejontamjaren
Tłumaczenie: Inga Sawicka
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 428
Cena: 34,99 zł