Odrobina klasyki: Pani Bovary Gustaw Flaubert

Advertisements

Pani Bovary to debiutancka powieść francuskiego pisarza Gustawa Flauberta, wydana w 1856 roku. Główna bohaterka żyje ponad stan, aby uciec od banałów i pustki prowincjonalnego życia.

Powieść została po raz pierwszy opublikowana w La Revue de Paris między 1 października a 15 grudnia 1856. Tuż po publikacji prokuratorzy oskarżyli Flauberta o obsceniczność. Proces odbył się w styczniu 1857 r. i sprawił, że ta opowieść stała się znana. Po uniewinnieniu Flauberta 7 lutego 1857 roku Pani Bovary stała się bestsellerem. Książka została opublikowana w dwóch tomach w kwietniu 1857 roku. Obecnie uważana jest za arcydzieło i jedno z najbardziej wpływowych dzieł literackich w historii.

Brytyjski krytyk James Wood pisze: „Flaubert ustalił, na dobre lub na złe, to, co większość czytelników uważa za współczesną narrację realistyczną, a jego wpływ jest prawie zbyt znany, by był widoczny”

To samo pisze o twórczości Flauberta Jan Parandowski w przedmowie do Pani Bovary:

Ani jednego momentu nie puszczał [Flaubert] na swobodę roztargnionego pióra. W każdym szczególe, choćby odrażająco pospolitym i ostatecznie błahym, bytował nieraz dni całe, rzekomo przesiewając słowa, a w istocie wchodząc w jego rdzeń, by odczuć go nagłym błyskiem porozumienie, wyraźnie i nieomylnie.

Fabuła -streszczenie

Akcja Pani Bovary rozgrywa się w prowincjonalnej północnej Francji, niedaleko miasta Rouen w Normandii. Karol Bovary to nieśmiały, dziwnie ubrany nastolatek, który przybywa do nowej szkoły. Jest wyśmiewany przez nowych kolegów z klasy. Karol stara się zdobyć stopień medyczny drugiego stopnia, co pozwala mu na stanie się Officier de Santé w publicznej służbie zdrowia. Poślubia kobietę, którą wybrała dla niego matka – nieprzyjemną, ale rzekomo bogatą wdowę Héloïse Dubuc. Wyrusza, aby otworzyć praktykę w wiosce Tôtes.

Pewnego dnia Karol odwiedza lokalne gospodarstwo, aby złożyć złamaną nogę właściciela, i poznaje córkę swojego pacjenta, Emmę Rouault. Jest to piękna, poetycko ubrana młoda kobieta, która w klasztorze otrzymała „dobre wykształcenie”. Ma silne pragnienie luksusu i romansu, które pojawiają się u niej wraz z czytaniem popularnych powieści. Dziewczyna podoba się Karolowi, który odwiedza swojego pacjenta znacznie częściej niż to konieczne. Robi to do czasu aż zazdrość Héloïse nie przerywa tych wizyt.

Kiedy Héloïse nieoczekiwanie umiera, Karol odczekuje chwilę (co związane jest z moralnością), zanim poważnie zacznie zabiegać o Emmę. Jej ojciec wyraża zgodę na małżeństwo. Emma i Karol pobierają się.

Powieść skupia się na Emmie. Karol ma dobre intencje, ale zazwyczaj jest niezdarny i nieco przyciężki. Po tym, jak on i Emma biorą udział w eleganckim balu wydanym przez markiza d’Andervilliers, kobieta zaczyna twierdzić, że ​​jej życie małżeńskie jest nudne i apatyczne. Karol decyduje, że jego żona potrzebuje zmiany atmosfery i przenosi swoją praktykę do większego miasta targowego, Yonville (tradycyjnie identyfikowanego z miastem Ry). Tam Emma rodzi córkę Bertę, ale macierzyństwo również jest dla niej rozczarowaniem. Zakochuje się w inteligentnym młodym człowieku, którego spotyka w Yonville, młodym studencie prawa, Leonie Dupuisie. Mężczyzna podziela jej uznanie dla literatury i muzyki oraz okazuje jej szacunek. Zaniepokojona utrzymaniem własnego wizerunku jako oddanej żony i matki Emma nie przyznaje się do uczuć do do Leona. Ukrywa też pogardę dla Karola, czerpiąc pociechę z myśli o swoim dobrym postępowaniu. Leon rozpaczliwie chce zdobyć sympatię Emmy, jednak szybko wyjeżdża na studia do Paryża.

Pewnego dnia bogaty i zawadiacki właściciel ziemski, Rudolf Boulanger, przyprowadza rannego służącego do gabinetu lekarskiego. Rzuca okiem na Emmę i wyobraża sobie, że ta da się łatwo uwieść. Zaprasza ją na przejażdżkę, co ma być w trosce o jej zdrowie. Karol, troszcząc się o zdrowie swojej żony i bez jakichkolwiek podejrzeń, zgadza się na to. Emma i Rudolf rozpoczynają romans. Ona, pochłonięta swoją romantyczną fantazją, ryzykuje otrzymywaniem niedyskretnych listów. Składa także wizyty u ukochanego. Po czterech latach nalega, żeby razem uciekli. Rudolf nie podziela jej entuzjazmu i w przeddzień ich planowanego wyjazdu kończy relację listem umieszczonym na dnie kosza z morelami. Szok kobiety jest tak wielki, że podupada ona na zdrowiu i na krótko zwraca się w stronę religii.

Kiedy Emma niemalże dochodzi do pełni zdrowia, wraz z Karolem udają się do opery na przedstawienie Łucja z Lammermoor, oparteym na powieści historycznej Waltera Scotta z 1819 roku The Bride of Lammermoor do pobliskiego Rouen. Opera ponownie budzi pasje Emmy. Do tego ponownie spotyka Leona, który wykształcił się i pracuje teraz w Rouen. Nawiązują romans. Karol wierzy, że Emma bierze lekcje gry na pianinie, jednak ta co tydzień jeździ do miasta, aby spotkać się z kochankiem. Widzą się zawsze w tym samym pokoju, w tym samym hotelu, który zresztą oboje postrzegają jako swój dom. Początkowo romans jest ekstatyczny, ale Leonowi nudzą się emocjonalne ekscesy Emmy. Ta z kolei ma ambiwalentne podejście do Leona. Raczej zaspokaja swoje zamiłowanie do dóbr luksusowych, kupując na kredyt od przebiegłego kupca Lheureux, który nawet pomaga jej zdobyć pełnomocnictwo do majątku Karola. Dług Emmy stale rośnie.

Kiedy Lheureux domaga się spłaty zadłużenia Bovary’ego, Emma błaga kilka osób o pieniądze. Wśród nich są między innymi: Leona i Rudolf. W rozpaczy połyka arszenik i umiera bolesną śmiercią. Karol ze złamanym sercem oddaje się żałobie, traktuje pokój Emmy niczym sanktuarium oraz przyjmuje jej postawy i upodobania, aby zachować pamięć o niej. W ostatnich miesiącach przestaje pracować i żyje, wyprzedając swój dobytek. Jego pozostałe mienie zostało przejęte, by spłacić dług wobec Lheureux. Kiedy znajduje listy miłosne od Rudolfa i Leona, załamuje się na dobre. Umiera, a jego córka Berta zamieszkuje z babcią, która także wkrótce umiera. Następnie Berta mieszka ze zubożałą ciotką, która wysyła ją do pracy w przędzalni bawełny. Książkę kończy informacja o miejscowym farmaceucie Homaisie, który konkurował z praktyką medyczną Karola. Mężczyzna zyskuje rozgłos wśród mieszkańców Yonville i jest nagradzany za osiągnięcia medyczne.

Bohaterowie

  • Emma Bovary jest tytułową bohaterką powieści (matka Karola i jego była żona również są określane jako pani Bovary, a ich córka pozostaje panną Bovary). Ma wysoce romantyczne spojrzenie na świat, pragnie piękna, bogactwa, pasji, a także dostępu do wyższych sfer. To właśnie rozbieżność między tymi romantycznymi ideałami a realiami jej wiejskiego życia kieruje wydarzeniami opisanymi w znacznej części powieści. Te pragnienia sprawiają, że kobieta nawiązuje dwa romanse i zaciąga niemożliwy do spłacenia dług. Żyje zgodnie z własnymi wyobrażeniami i to właśnie introspekcja i analiza jej wewnętrznych konfliktów wyznacza psychologiczny rozwój Flauberta jako autora.
  • Karol Bovary, mąż Emmy, jest bardzo prostym i pospolitym człowiekiem. Jest otwarty i przyjacielski, ma dar zapamiętywania imion i twarzy. Z zawodu jest wiejskim lekarzem, ale, jak we wszystkim innym, nie jest w swoim zawodzie zbyt dobry. W rzeczywistości nie ma wystarczających kwalifikacji, aby zostać lekarzem, ale zamiast tego pełni funkcję Officier de Santé, czyli „pracownika służby zdrowia”. Mimo to lubi swoją pracę i chętnie odwiedza pacjentów. Najczęściej wzywany jest do udzielania pierwszej pomocy. Robi to wystarczająco kompetentnie, aby zdobyć lojalność i przyjaźń swoich pacjentów w Tôtes. Jednak kiedy przeprowadza się do Yonville, aby tam praktykować medycynę, zdaje się być sabotowany przez farmaceutę Homaisa. Karol uwielbia swoją żonę i uważa ją za idealną, pomimo oczywistych dowodów na to, że jest inaczej. Nigdy nie podejrzewa ją o romanse. Oddaje jej pełną kontrolę nad finansami, przez co sprowadza na siebie biedę.
  • Rudolf Boulanger to zamożny mężczyzna. Uwodzi Emmę,chociaż ta jest dla niego po prostu jedną z wielu kochanek. Czasami bywa nią oczarowany, jednak nie odczuwa wobec niej prawdziwych uczuć. W miarę jak Emma staje się coraz bardziej zdesperowana, Rudolf traci nią zainteresowanie i martwi się jej brakiem ostrożności. Szybko rezygnuje z ucieczki z Emmą rezygnuje i czuje, że nie jest w stanie sobie z nią poradzić. Nie podoba mu się także wizja życia z jej córką, Bertą.
  • Leon Dupuis jest urzędnikiem, który wprowadza Emmę w poezję i zakochuje się w niej. Opuszcza Yonville, żeby się kształcić. Wydaje mi się, że jest zakochany w ​​Emmie, która zresztą odwzajemnia jego uczucia. Do ich romansu dochodzi jednak dopiero, kiedy jej relacja z Rudolfem Boulanger kończy się. Nawiązują romans.
  • Pan Lheureux to chytry kupiec i manipulant, który nieustannie przekonuje ludzi w Yonville, by kupowali towary na kredyt i pożyczali od niego pieniądze. Doprowadziwszy wielu małych przedsiębiorców do finansowej ruiny, aby wesprzeć swoje biznesowe ambicje, Lheureux pożycza pieniądze Karolowi i mistrzowsko rozgrywa sytuację, doprowadzając państwo Bovary do tak wielkiego zadłużenia, że ​​kończy się ono ich finansową ruiną i samobójstwem Emmy.
  • Pan Homais to miejski aptekarz. Jest zaciekle antyklerykalny, praktykuje medycynę bez licencji. Chociaż udaje, że zaprzyjaźnia się z Karolem, nieustannie podważa jego praktykę medyczną, odciągając od niego pacjentów i zmuszając go do podjęcia trudnej operacji, która kończy się niepowodzeniem i niszczy zawodową wiarygodność Karola w Yonville.
  • Justin jest uczniem i kuzynem pana Homais. Został przyjęty do domu z łaski. Jest jednak przydatny jako sługa. Chłopak zakochuje się w Emmie. W pewnym momencie kradnie klucz do pokoju medycznego, a Emma namawia go do otwarcia pojemnika z arszenikiem, aby mogła „zabić kilka szczurów, nie pozwalających jej zasnąć”. Ku jego przerażeniu to ona jednak sama spożywa arszenik. Justin ma po wszystkim wyrzuty sumienia.

Czas i miejsce akcji

Kontekst powieści jest ważny, po pierwsze dlatego, że odnosi się do realistycznego stylu Flauberta i komentarza społecznego, a po drugie ze względu na samą główną bohaterkę.

Francis Steegmuller oszacował, że powieść zaczyna się w październiku 1827, a kończy w sierpniu 1846. Odpowiada to monarchii lipcowej – panowaniu Ludwika Filipa I, który spacerował po Paryżu z własnym parasolem, jakby chciał uczcić rosnącą mieszczańską klasę średnią. Sporo czasu i wysiłku, które Flaubert poświęca na wyszczególnianie zwyczajów wiejskich Francuzów, pokazuje ich naśladowanie miejskiej, wyłaniającej się klasy średniej.

Photo by Suzy Hazelwood on Pexels.com

Flaubert dążył do dokładnego przedstawienia życia codziennego. Pokazuje to chociażby relacja z targów powiatowych w Yonville. Są one ukazane w czasie rzeczywistym z jednoczesną intymnym spotkaniem kochanków za oknem wychodzącym na targi (pierwsza w historii literatury scena symultaniczna, czyli taka, w której wydarzenia dzieją się w tym samym czasie w różnych miejscach!). Flaubert znał miejsce, w którym toczy się powieść. Było to miejsce jego narodzin i młodości (Rouen w Normandii) i położone wokół niego tereny. Jego wierność przyziemnym elementom życia na wsi sprawiła, że książka stała się pierwszym dziełem, w którym pojawił się nowy nurt, czyli realizm literacki.

Ujęcie tego, co codzienne w otoczeniu, kontrastuje z tęsknotami głównego bohatera. Praktyczność wspólnego życia udaremnia romantyczne fantazje Emmy. Flaubert wykorzystuje to połączenie, aby ukazać zarówno samo miejsce akcji, jak i charakter głównej bohaterki. To sprawia, że Emma staje się bardziej kapryśna i żałosna w świetle codziennej rzeczywistości. Jednak jej tęsknoty potęgują zarozumiałą banalność miejscowej ludności. Emma, ​​choć niepraktyczna, a jej prowincjonalne wykształcenie jest niewystarczające i nieuformowane, nadal odzwierciedla nadzieję na piękno i wielkość, której wydaje się brakować klasie burżuazyjnej.

Styl

Książka była w pewnym sensie inspirowana życiem szkolnego kolegi autora, który został lekarzem. Przyjaciel i mentor Flauberta, Louis Bouilhet, zasugerował mu, że może to być odpowiednio „przyziemny” temat na powieść i że Flaubert powinien spróbować pisać w „naturalny sposób”, bez dygresji. Rzeczywiście styl pisarski miał dla Flauberta ogromne znaczenie. Pisząc powieść stwierdził, że będzie to „książka o niczym, książka zależna od niczego zewnętrznego, co będzie spajane wewnętrzną siłą swojego stylu”, co zdaniem krytyka Jeana Rousseta , uczyniło go „pierwszym w historii niefiguratywnym powieściopisarzem”. Chociaż Flaubert nie wyrażał sympatii do stylu Balzaca, powieść, którą stworzył, stała się prawdopodobnie najlepszym przykładem i wzmocnieniem literackiego realizmu w duchu pisarstwa właśnie tego pisarza. „Realizm” powieści miał okazać się zresztą ważnym elementem w procesie o nieprzyzwoitość: główny prokurator argumentował, że powieść jest nie tylko niemoralna, ale realizm w literaturze jest także obrazą sztuki i przyzwoitości.

Photo by Wendy van Zyl on Pexels.com

Ruch realistyczny był po części reakcją na romantyzm. Można powiedzieć, że Emma jest ucieleśnieniem romantyka: w swoim procesie psychicznym i emocjonalnym nie ma związku z realiami otaczającego ją świata. Chociaż pod pewnymi względami może wydawać się, że autor niejednokrotnie identyfikuje się z Emmą, jednak często kpi z jej romantycznych marzeń i gustu literackiego.

Dokładność rzekomego twierdzenia Flauberta, że ​​”Madame Bovary, c’est moi” („Madame Bovary to ja”) została zakwestionowana. W swoich listach dystansował się od sentymentów powieści. Do Edmy Roger des Genettes napisał „Tout ce que j’aime n’y est pas” („nie ma tam wszystkiego, co kocham”), a do Marie-Sophie Leroyer de Chantepie, „je n’y ai rien mis ni de mes sentiments ni de mon egzystencja ”(„ nie wykorzystałem niczego z moich uczuć ani z mojego życia ”). Mario Vargas Llosa stwierdził: „Gdyby Emma Bovary nie przeczytała wszystkich tych powieści, możliwe, że jej los byłby inny.”

Pani Bovary była postrzegana jako komentarz do kondycji burżuazji, szaleństwa aspiracji, których nigdy nie można zrealizować, lub jako wiara w słuszność zadowolonej z samej siebie, złudnej kultury osobistej, związanej z okresem Flauberta. Zwłaszcza za panowania Ludwika Filipa, kiedy klasa średnia stała się bardziej rozpoznawalna w przeciwieństwie do klasy robotniczej i szlachty. Flaubert gardził burżuazją. W swoim Słowniku idei otrzymanych burżuazję charakteryzuje poprzez powierzchowność intelektualną i duchową, surowe ambicje, płytką kulturę, umiłowanie do rzeczy materialnych, chciwość, a przede wszystkim bezmyślne papugowanie uczuć i przekonań.

Dla Vargasa Llosy „dramat Emmy jest przepaścią między iluzją a rzeczywistością, dystansem między pragnieniem a jego spełnieniem”. To pokazuje „pierwsze oznaki wyobcowania, które wiek później ogarnie mężczyzn i kobiety w społeczeństwach przemysłowych”. Jednak powieść nie dotyczy po prostu marzycielskiego romantyzmu kobiety. Karol nie jest również w stanie pojąć rzeczywistości ani zrozumieć potrzeb ani pragnień Emmy.

Znaczenie i recepcja literacka

Książka od dawna uznawana za jedną z najlepszych powieści, jako „doskonałe” dzieło literackie. Henry James napisał: „Pani Bovary ma doskonałość, która nie tylko ją naznacza, ale także sprawia, że ​​stoi prawie samotnie: utrzymuje się z tak najwyższą, niedostępną pewnością, ponieważ zarówno podnieca, jak i przeciwstawia się osądowi.”

Marcel Proust pochwalił „gramatyczną czystość ”stylu Flauberta, podczas gdy Vladimir Nabokov powiedział, że„ stylistycznie proza ​​robi to, co powinna robić poezja ”. Podobnie Milan Kundera napisał w przedmowie do powieści Żart: „Dopiero w dziele Flauberta proza ​​straciła piętno estetycznej niższości. Od czasów Pani Bovary sztukę powieści uważano za równą sztuce poezji.” Giorgio de Chirico stwierdził, że jego zdaniem„ z narracyjnego punktu widzenia najdoskonalszą książką jest Pani Bovary autorstwa Flauberta ”. Julian Barnes nazwał ją najlepszą powieścią, jaka kiedykolwiek została napisana.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Bądź na bieżąco z wpisami na tym blogu! Zapisz się do newslettera, a nie ominie Cię żaden wpis.

Żar pocałunku Dominika Smoleń

Advertisements

Najnowsza książkę Dominiki Smoleń Żar pocałunku przeczytałam tuż po bardzo ciekawej Candy. Czy tym razem również będę zachwycona? Przeczytacie o tym w najnowszym wpisie, a zarazem recenzji na blogu.

Gdybyście nie pamiętali wpisu o Candy to pozostawiam Wam takie małe przypomnienie TUTAJ.

Przeczytaj także:

Candy Dominika Smoleń

 

Pamiętam, że powieścią byłam zachwycona, mimo iż nie była to jakaś nie wiadomo jak bardzo odkrywcza historia. Niemniej jednak jej prostota sprawiła, że dobrze wspominam spędzony z nią czas.

Żar pocałunku – fabuła

Wojtek to skoczek narciarski. Nie jest może na samym szczycie, ale i tak wydaje się, że w życiu ma wszystko, a przynajmniej więcej niż przeciętni zjadacze chleba. To tak na pierwszy rzut oka, ponieważ zagłębiając się w jego sytuację rodzinną i biorąc pod uwagę oczekiwania ze strony ojca, trenera, ale też jego samego, nie ma za wesoło. Raczej odwrotnie, im bardziej się stara, tym mocniej rośnie presja… Pewnego dnia Wojtek, przekonany o tym, że musi prześcignąć najlepszego skoczka w drużynie, oddaje fatalny w skutkach skok. Doznaje kontuzji i wtedy musi nauczyć się żyć od nowa.

Nie jest to tak nudna historia, jak mogłoby się wydawać z początku, ponieważ w już w pierwszych dniach swojego przymusowego urlopu zgadza się zaopiekować się siostrą swojego kolegi. Daria to istny diabeł: piękna, ale też szalona i przyciągająca kłopoty. On jednak zaczyna rozumieć, że w jego życiu jest miejsce także na coś innego niż skoki, a dziewczyna pakuje się w tarapaty dlatego, że czuje się zagubiona i bezbronna.

Moja ocena

Podejrzewam, że podobnie jak w przypadku innych książek obyczajowych, również tutaj miałam zbyt wysokie oczekiwania. Szczególnie dlatego, że poprzednia powieść Dominik Smoleń bardzo mnie wciągnęła i zainteresowała swoją fabułą. Jakoś tak rozłożyły się w niej akcenty, że nie mogłam się od niej oderwać. Natomiast przy Żarze pocałunku już tak nie było. Stąd moja ocena książki będzie nieco niższa, dam jej bowiem mocną czwórkę z plusem.

To, na co powinniście zwrócić uwagę w trakcie czytania i co, jak mi się wydaje, jest sporym plusem tej historii, to przede wszystkim świetna znajomość realiów związanych z trenowaniem skoków. Nie wiem, na ile jest to wynik researchu, a na ile wyobraźni autorki, ale wszystko wydaje się być bardzo prawdopodobne dla takiego laika w tej materii jak ja.

Co do głównych bohaterów, myślę, że obydwie kreacje, zarówno Wojtka, jak i Darii, zostały stworzone w oparciu o wiarygodne wzorce. Owszem, nie przepadam za Darią i wielokrotnie zastanawiałam się, dlaczego Wojtek ją wybrał. Na pierwszy rzut oka zupełnie do siebie nie pasują, ale uznałam, że najwyraźniej brakuje mu adrenaliny, odkąd przestał trenować. Podobnie ciekawie przedstawiona jest sylwetka brata Darii.

Skąd zatem niska ocena?

Przede wszystkim dlatego, że znów miałam przed sobą dosyć banalną historię, która zakończyła się happy endem. Jednak w przypadku Candy w opowieści mieliśmy jakiś element zaskoczenia (szczególnie mocno zaskakujące było zakończenie), natomiast tutaj już tego nie było. Nie poruszyło mnie tam zbyt wiele wydarzeń, a główna bohaterka głównie denerwowała.

Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zła książka i komuś, kto czytuje głównie romanse lub literaturę obyczajową, Żar pocałunku z pewnością się spodoba. Szczególnie, że za niedługo rozpocznie się sezon zimowy, więc takie opowieści, które będą pasować do kocyka i kubka z herbatą na pewno będą miały wzięcie. Ja jednak od książki obyczajowej oczekuję czegoś więcej niż i żyli długo i szczęśliwie. Chyba przeczytałam w życiu zbyt wiele kryminałów.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Dominika Smoleń
Tytuł: Żar pocałunku
Wydawnictwo: WasPos
Liczba stron: 330
Cena: ok. 37,90 złotych
Ocena: 4,5/6

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Kobietą być Eliza Żywicka

Advertisements

W społeczeństwie każdy z nas, czy tego chce, czy nie, odgrywa wiele ról. Chodzi o te, które przyjmujemy w naszym życiu zawodowym, ale również w tym prywatnym. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że na to, jak się zachowujemy, wpływa właśnie rola, którą odgrywamy. Książka  Kobietą być ma nam to wytłumaczyć.

Obecnie na rynku mamy do wyboru wiele książek z zakresu szeroko rozumianej psychologii oraz rozwoju osobistego. Ich autorzy starają się opisać i zdiagnozować wiele problemów współczesnego świata, jednocześnie dając swoim czytelnikom najlepsze, w ich mniemaniu, rozwiązanie. Czy to dobrze, czy źle, możecie zdecydować sami poprzez kupienie lub bojkotowanie tego typu literatury. Ja uważam jednak, że nie ma sensu ponownie odkrywać Ameryki w momencie, w którym ktoś dawno temu zrobił to za nas.

Kobietą być – poradnik dla kobiet

Tak się składa, że niedawno miałam możliwość przeczytania ciekawego poradnika skierowanego do kobiet. Jego celem było uświadomienie paniom, jakie role społeczne i uporanie się z emocjami (często również negatywnymi), których doświadczają w ramach pełnienia danej funkcji.

Kobietą być autorstwa Elizy Żywickiej, bo o nim tutaj mowa, to tekst ciekawie napisany z punktu widzenia kobiety. Każda część odpowiada jednej roli społecznej, np. córki, małżonki, przedsiębiorcy, kochanki, itp. ujętej z punktu widzenia autorki oraz opatrzona

 

 

historią/doświadczeniem z jej życia po to, aby można było wyciągnąć z niego lekcję oraz przygotować się do zaplanowanych po nim ćwiczeń. Myślę, że to szczególnie te ostatnie dodają bardzo wiele jakości do poradnika, bowiem skłaniają do refleksji nad swoimi emocjami oraz relacjami w rodzinie oraz poza nią.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Wielka kumulacja Krystyna Śmigielska

Advertisements

Coraz częściej decyduję się na przesłuchanie książki w wersji audio. Tym razem również podjęłam decyzję o tym, że audiobook będzie właśnie tym, czemu poświecę swój czas. I wydaje mi się, że podjęłam dobrą decyzję.

Jak już zapewne wiecie z pozostałych wpisów na tym blogu, jestem wielką fanką książki czytanej. Dlaczego? O tym napisałam w artykule dotyczącym moich porad na temat słuchania audiobooków. Możecie znaleźć go TUTAJ.

 

Przeczytaj także:

Jak zacząć przygodę z audiobookami? 5 przydatnych wskazówek

 

Dlatego, kiedy usłyszałam o możliwości przesłuchania książki Wielka kumulacja Krystyny Śmigielskiej, musiałam koniecznie postarać się o swoją kopię i wysłuchać tej powieści.

Fabuła

Konstanty Szukalski jest odnoszącym sukcesy prawnikiem. Ma swoje zwyczaje, dobrze ułożone życie oraz żonę Lucynę, którą bardzo kocha. Pewnego dnia, po wygranej sprawie, wraca do domu szczęśliwy, że będzie mógł świętować swój sukces z ukochaną kobietą, jednak, zdziwiony, stwierdza, że jej w domu nie ma… W tym samym czasie kontaktuje się z nim obcy mężczyzna, Stan (Stanisław) Łaski, którego żona, Kasia, również niespodziewanie znika. Jak się okazuje, obie panie znały się już od jakiegoś czasu i postanowiły razem uciec od, jak wcześniej się wydawało, najdroższych mężczyzn.

Zdezorientowani panowie decydują się ruszyć ich tropem. Ta pogoń za żonami wkrótce zmienia się w ciekawą przygodę, która rozgrywa się na terenie Polski – kobiety bowiem zdają się bawić się z ukochanymi w kotka i myszkę.

Moja ocena

Ocena jest wysoka. Daję tej książce mocną piątkę w sześciostopniowej skali. I już wyjaśniam, dlaczego właśnie taka nota.

Po pierwsze muszę zwrócić Waszą uwagę na pomysł na fabułę. Wydaje mi się, że koncept, iż to kobieta odchodzi od mężczyzny bez powodu (nie ma przecież żadnych znaków na to, że jest niezadowolona z życia z nim, nie ma również zdrad ani innych wyskoków) nie jest aż tak powszechny w literaturze. W dodatku na takie zagranie decydują się dwie panie, uciekając razem, co jest jeszcze ciekawsze.

Po drugie, panowie w swojej pogoni za żonami pakują się niekiedy w niezłe kłopoty, z których udaje im się wprawdzie wyjść, ale wydarzenia, o których słuchamy, zmieniają się niczym w kalejdoskopie, przez co tworzą swego rodzaju układankę problemów i trosk przemieszanych z dosyć zabawnymi okolicznościami. Opisywanie tego wszystkiego wychodzi autorce bardzo dobrze.

Kolejnym punktem są bohaterowie. Niby zwyczajni ludzie, być może nawet zbyt zwyczajni i troszkę ciapowaci, ale jednak są to postaci, z którymi można się zaprzyjaźnić i z zaciekawieniem słuchać o tym, w jaki sposób doprowadzają do kolejnych kłopotów i jak z nich wychodzą. Do tego dochodzi jeszcze Basia, która dzięki swojej feministycznej postawie naprawdę daje się zapamiętać.

Muszę też wspomnieć o lektorze, panu Tomaszu Bielawcu. Bardzo dobrze dobrany głos i świetny sposób interpretacji tekstu. Wykonanie na wysokim poziomie, przez które chce się tej książki słuchać. Gdybyście jednak woleli przeczytać to książkę w wersji papierowej znajdziecie pod tytułem Gotowe na zmiany.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Krystyna Śmigielska
Tytuł: Wielka kumulacja
Wydawnictwo: Storybox
Liczba stron: 8h 30 min.
Cena: około 29,95 złotych
Ocena: 5/6

Candy Dominika Smoleń

Advertisements

W przypadku książki, o której zamierzam dziś napisać, można byłoby zanucić słynną piosenkę Bajmu „to taka prosta historia/mogłam napisać jej kolejną część”. Jednak niby zwykła, ale przykuwająca uwagę czytelnika na co najmniej kilka godzin.

Publikacje wydawnictwa Dlaczemu znaj już od jakiegoś czasu, chociażby ze świetnej książki Weroniki Tomali pod tytułem Rabih znaczy wiosna. Jeśli nie czytaliście i książki, i mojej recenzji, możecie to teraz nadrobić poprzez kliknięcie na ten link TUTAJ. Dlatego od razu, kiedy zobaczyłam, że można przeczytać kolejną powieść wydaną właśnie przez nich, postanowiłam nie czekać i zaopatrzyłam się w Candy Dominiki Smoleń.

O czym opowiada ta książka?

Wyobraźcie sobie dziewczynę z małej miejscowości na Śląsku, której udaje się znaleźć pracę w Katowicach. Jest dziennikarką, a szef wysłał ją właśnie na koncert jednego z najbardziej znanych raperów w kraju, Zeta, aby zrobić z nim wywiad do gazety. Jak pewnie możecie sobie wyobrażać, mężczyzna nie jest grzecznym chłopcem, a przynajmniej takie wrażenie lubi sprawiać -tatuaże, przygody na jedną noc z dopiero co poznanymi kobietami, itp. Wydaje mi się, że to taki stereotyp, w który Zet dokładnie się wpisuje.

Wywiad nie był jedynym spotkaniem Mai i Kuby (prawdziwe imię rapera), ale wstępem do niełatwego, pełnego wzlotów i upadków związku, który pozornie kończy się dobrze, ale nie do końca. W życiu bowiem jest tak, że chwile pełne szczęścia i euforii przeplatają się z momentami strachu i niepewności. I tak właśnie jest w tej opowieści – cieszymy się z bohaterami ich szczęściem i przeżywamy niepowodzenia. Nie ukrywam, że to właśnie zaintrygowało mnie w tej powieści najbardziej.

Candy – moja ocena

Zanim zdradzę moją ocenę książki, najpierw kilka słów wyjaśnienia. Pamiętacie na pewno cytat z piosenki z początku tego wpisu? Jest on w tym przypadku naprawdę znaczący. A wszystko to dlatego, że historia opisana w powieści Candy to jedna z wielu opowieści o tym, jak to młoda, ładna, uboga i ambitna dziewczyna poznaje tak zwanego bad boya. Fajnie, że w polskich realiach, ponieważ stanowi to naprawdę ciekawą odmianę po tym, co można przeczytać w innych, zagranicznych książkach tego typu. Jednak nadal jest to książka zbudowana na podobnych założeniach i takim samym schemacie. Czytając, po prostu jesteśmy w stanie mniej lub bardziej odgadnąć kolejność wydarzeń. Tak to już po prostu z takimi książkami jest.

Oczywiście nie twierdzę, że jest to wada.

Nie. Przecież gdyby tak było to repertuar powieści dla kobiet/romantycznych wyczerpałby się po kilku zaledwie publikacjach. Na rynku przecież jest strasznie dużo tego typu powieści i z pewnością pojawią się nowe. Poza tym każdy lubi od czasu poczytać sobie coś takiego, nawet będąc w stanie przewidzieć, co stanie się z głównymi bohaterami. Ja lubię.

No i właśnie z tego powodu ocenienie tej książki jest takie trudne. Z jednej strony mamy tutaj historię jakich wiele. A z drugiej – ciekawie i sprawnie opisane wydarzenia z życia dwóch zupełnie różnych od siebie osób, które w jakiś sposób próbują stworzyć ze sobą związek i, mimo kłopotów, być ze sobą szczęśliwi. Pewnie to ostatnie sprawia, że powieść Dominiki Smoleń jest tak ciekawa. Czytelnik chce się dowiedzieć, w która stronę narracja rozwinie się.

Myślę, że spokojnie mogę ocenić Candy na solidną czwórkę z plusem.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Dominika Smoleń
Tytuł: Candy
Wydawnictwo: Dlaczemu
Liczba stron: 272
Cena: ok. 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

 

Sen o aniele Katarzyna Mak

Advertisements

Doczekałam się! Druga książka opowiadająca historię Bradleya i Angel ujrzała światło dzienne, a ja mogłam wreszcie dowiedzieć się, co wydarzyło się z jedną z najciekawszych par w polskiej literaturze.

Gdybyście nie pamiętali to pierwsza część o państwie Sawyer ukazała się pod tytułem Dotyk anioła. Jej recenzję możecie znaleźć tutaj .

Żeby przybliżyć Wam tematykę powieści, pozwalam sobie na zacytowanie opisu wydawcy:

Angel jest synonimem czystości, idealnym przykładem wrodzonej skromności i uosobieniem anielskiej dobroci – na co już wymownie wskazuje choćby jej imię. Jest też bardzo religijna. Kocha otaczający ją świat, uwielbia ludzi i zwierzęta, z którymi od wczesnego dzieciństwa żyje w naturalnej symbiozie. Brad to przeciwieństwo Angel. Porywczy, pewny siebie, cyniczny. Na co dzień kat, który bez skrupułów zabija ludzi dla pieniędzy. Krótko mówiąc, Bradley to bardzo zły i niebezpieczny mężczyzna, którego lepiej omijać na swojej drodze. Los styka ich w najmniej oczekiwanym momencie. Jedno spotkanie w Las Vegas, jedna noc… Jedna nieprzemyślana decyzja, a życie tych dwojga zostaje wywrócone do góry nogami.
Kiedy po zakrapianej nocy Angel budzi się w łóżku obcego faceta, natychmiast postanawia wszystko naprawić i sprowadzić swe życie na właściwie tory. Niemniej Brad, który już poprzedniego wieczoru uległ pokusie, nie będąc w stanie odmówić pięknej kobiecie, ma na ten temat odmienne zdanie. Postanawia zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Co w efekcie wyniknie ze związku, który początkowo opiera się jedynie na dzikiej namiętności? Czy pomiędzy dwojgiem tak różnych charakterów wybuchnie płomienne uczucie? Czy on zdoła pokochać i stać się człowiekiem, którego ona w nim widzi od samego początku? Czy ona zdoła okiełznać mężczyznę, do którego pała uczuciem tak gorącym, niczym wrota piekieł i ogniste czeluści?

Takie kontrastowe zestawienie dwóch różnych charakterów sprawiło, że Dotyk anioła czytało się niezwykle przyjemnie. Czy tak samo będzie ze Snem o aniele?

Fabuła

Znani nam już wcześniej bohaterowie zostają rozdzieleni. Po zakończeniu pierwszej części wydaje się, że na zawsze. Ona umiera w trakcie cesarskiego cięcia, on pozostaje sam z dwójką dzieci. I wydaje się, że stan jest beznadziejny: mężczyzna nie potrafi pogodzić się z tym, że został sam, nie wie, jak radzić sobie z dziećmi, a do tego kłóci się z Bogiem, obwiniając go o dopuszczenie do śmierci ukochanej kobiety. Jednak sprawy nie mają się tak, jak moglibyśmy sobie to wyobrażać. Angel żyje, a w wyniku sprawnie przeprowadzonej akcji zostaje uprowadzona przez arabskiego następcę tronu, który pragnie zemścić się na Bradleyu za to, że kiedyś zabił jego ciężarną narzeczoną.

Nie zdradzając Wam więcej szczegółów, chciałabym napisać, że małżonkowie wracają do siebie, ale znów będą musieli włożyć wiele trudu w to, żeby poukładać swoje wspólne życie. Co będzie tym trudniejsze, że rozwód nie będzie już tak prostą sprawą, jak w pierwszej części. Mają w końcu dzieci, którymi muszą się opiekować. Czy uda im się posklejać związek na nowo? Przeczytajcie w książce.

Moja ocena

Być może zdziwcie się, ale nota, którą przyznaję tej powieści to cztery i pół. Dlaczego nie sześć, tak jak poprzednim razem? Już wyjaśniam.

Po pierwsze muszę zauważyć, że historia opisana w tej książce nadal zachwyca i przyciąga do siebie czytelnika. Bradley i Angel jednak nie są już takimi beztroskimi ludźmi, których znamy z poprzedniej części. Tym razem są doświadczeni przez życie i nieprzyjemne wydarzenia, mają dzieci i, mimo swoich wybuchowych charakterów, muszą postarać się uporządkować sytuację na tyle, na ile się to daje. Biorąc pod uwagę to, że każde z nich mierzy się z własnymi demonami, nadmiarem emocji i zawiedzionymi oczekiwaniami, nie jest łatwo. Ledwo tlące się zaufanie, którym obdarzają się po odbiciu kobiety z rąk księcia, jest nadwyrężane co rusz nowymi zdarzeniami, pojawieniem się bohaterów z przeszłości, itp. Autorka mocno doświadcza głównych bohaterów, a co za tym idzie, również czytelników. Oczywiście nie mam jej tego za złe, ponieważ, jak to jest w prawdziwym życiu, czasem jest dobrze, a czasem nie. I jeśli czytalibyśmy tylko o pozytywnych rzeczach, książka byłaby po prostu nudna.

Jest jednak kilka rzeczy, które muszę, niestety, odnotować na minus. Pierwszą z nich są retrospekcje, które zajmują znaczną część tekstu na jakichś stu pięćdziesięciu stronach. Czyli niemal w połowie powieści. Rozumiem zamysł autorki, ponieważ poprzez cofanie się do Dotyku anioła chciała ukazać czytelnikom stan umysłu małżonków, osób umierających z tęsknoty za partnerem. Jednak takie ich nagromadzenie sprawiło, że akcja powieści zdawała się wyhamowywać. I byłabym w stanie zrozumieć, gdyby taki zabieg został zastosowany raz albo dwa, natomiast nie za bardzo wiem, po co fragmenty z przeszłości umieszczane były co kilka stron. W dodatku w trakcie czytania miałam przemożne wrażenie, że zostały one żywcem wycięte z poprzedniej książki, na zasadzie kopiuj-wklej. To było strasznie rozczarowujące. I stąd (znacznie) obniżona ocena.

Dodatkowo muszę nieco przyczepić się do zakończenia. Scena na plaży z fortepianem wyszła strasznie łzawo. Szkoda, ponieważ liczyłam na coś innego. Może już nie na jakiś straszny zwrot akcji, ale jednak coś lepszego niż to.

Podsumowując, przy pierwszej części poprzeczka postawiona została bardzo wysoko. I być może padłam ofiarą własnych oczekiwań co do drugiej powieści. Sen o aniele nie jest jednak złą książką. Nadal czyta się ją przyjemnie i z zaciekawieniem. Polecam na letnie miesiące.

Bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej książki wydawnictwu Videograf. Dziękuję również za przepięknie opakowaną przesyłkę!

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor:Katarzyna Mak
Tytuł: Sen o aniele
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 355
Cena: około 34,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

53.433713614.5324756

Komedia kryminalna- czy to może się udać?

Advertisements

Przyjęło się uważać, że komedia kryminalna jest trudnym gatunkiem literackim. Nie dosyć, że trzeba wymyślić przyciągającą uwagę intrygę to jednocześnie postawić na humor. Dosyć skomplikowane i w dodatku z dużą dozą prawdopodobieństwa, że się nie uda. 

Przyznaję się bez bicia, że do tej pory nie czytałam komedii kryminalnych. W wersji prześmiewczej i nieco bardziej rozrywkowej znałam jedynie fantasy i to nie tylko w wydaniu Terry`ego Pratchetta, ale również jego naśladowcy Toma Holta (przeczytajcie Ziemia, powietrze, ogień i …budyń, a będziecie wiedzieć już wszystko!). Z tego powodu, kiedy nadarzyła się okazja do zapoznania się z Głodnemu trup na myśli Iwony Banach, postanowiłam skorzystać z okazji. Poza tym podobała mi się gra słów w tytule i pomyślałam, że może fajnie byłoby zostawić ciężkie thrillery na jesień i zimę.

Niedaleko pada trup od denata cz. 2

Zapoznając się z informacjami na temat książki zauważyłam, że jest to kontynuacja bestsellerowej Niedaleko pada trup od denata. Ci, którzy mają jej lekturę za sobą z pewnością ucieszą się, że powraca ulubiona bohaterka Magda. Tym, którzy nie czytali, pozostawiam opis od wydawcy:

W bibliotece w małym miasteczku dochodzi do incydentu. Pewien mężczyzna, wściekły na żonę za to, że zamiast podać mu obiad, czyta romanse, próbuje udusić twórcę powieści zagrażających małżeńskiemu szczęściu. Kilka dni później w domu Emilii, czekającej na koniec świata prepperki, zostają odnalezione zwłoki kolejnego pisarza, który – tak się składa – był też kiedyś jej mężem. Następna autorka ginie w miejscowym pensjonacie tuż przed spotkaniem z czytelnikami.
Prywatne śledztwo w sprawie rozpoczynają Magda, żywo zainteresowana pewnym młodym policjantem, jej były chłopak Paweł, początkujący dziennikarz, a także grupa starszych pań, które pod wpływem filmików z YouTube’a zaczynają wierzyć w demona mordującego pisarzy..

Tymczasem w Głodnemu trup na myśli możemy przeczytać o tym, że Magda decyduje się założyć agencję detektywistyczną. Początkowo liczy na pomoc wspomnianego już wcześniej policjanta, Mikołaja, jednak ten nie jest przychylny temu pomysłowi i nie wspiera jej. Dziewczyna decyduje się działać sama. Zresztą okazja do zdobycia pierwszego doświadczenia nadarza się sama – do drogiego ośrodka leczenia uzależnienia od jedzenia stawiają się dwie polskie Amerykanki. Zwłoki jednej z nich odnajdują się na klatce schodowej pobliskiego bloku. Kiedy okazuje się, że zmarła była milionerką, sprawy znacznie przyśpieszają, a wyjaśnienie jej śmierci staje się dla Magdy priorytetem.

Moja ocena

Niestety nie jest za wysoka. Daję trzy i pół na sześć. Dlaczego tak mało? Przede wszystkim dlatego, że mocno rozczarowałam komedią, która w ogóle nie jest śmieszna. Oczywiście w książce znajdują się momenty (dwa), w których parsknęłam śmiechem, ale chyba zgodzicie się ze mną, że jak na ponad 350 stron dwie sytuacje to jednak za mało. Gdzieś przeczytałam, że książka ta jest mniej śmieszna niż poprzednia część, za to więcej w niej miejsca na przemyślenia i refleksję. Fajnie, ale może wtedy lepiej nie nazywać jej komedią.

Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię polskich komedii, ponieważ one nie potrafią być po prostu śmieszne od początku do końca tylko zawsze gdzieś tam w trakcie znajduje się ta łyżka dziegciu, która psuje wesoły nastrój. Zawsze musi być czas na gorzką refleksję, nawet w Świecie według Kiepskich. Dlatego ja nie kupuję nieśmiesznych komedii, nie interesują mnie. Komedia ma bawić, a to oznacza, że ma być śmiesznie. Z tego powodu obniżyłam znacznie ocenę tej książce.

Kolejną rzeczą, która mi się nie podoba, chociaż nie jest to wina pisarki i nie jest to wada samej narracji, ale raczej doboru osoby czytającej audiobooka, jest lektorka. Z jednej strony bardzo przyjemny głos, ale z drugiej…niewłaściwa lub nieumiejętna interpretacja tekstu doprowadzała mnie do szału. Po prostu szlag mnie niekiedy trafiał, ponieważ interpretatorka robiła pauzy w miejscach, w których one naturalnie nie powinny się znaleźć. Owszem, po jakimś czasie się przyzwyczaiłam, ale początkowe godziny to była droga przez mękę.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Iwona Banach
Tytuł: Głodnemu trup na myśli
Wydawnictwo: Dragon
Liczba stron: 352/ok. 6 h
Cena: około 34,95 złotych


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

53.433811514.532297

Corrupt Penelope Douglas

Advertisements

Jak to zawsze w literaturze erotycznej on jest nieziemsko przystojny i niebezpieczny, a ona piękna i mało doświadczona. I wydaje się, że taki schemat obecnie przyjmuje niemal każdy autor, który tworzy tego typu literaturę. 

Również opisy tak zwanych momentów pozostają wiele do życzenia. Powtarzalne, opierające się o takie same założenia. I nawet jeśli pojawia się jakiś rodzaj nowatorstwa to jednak czytelnik ma wrażenie, że jednak gdzieś wcześniej już to czytał. No i z tego powodu bardzo dziwi mnie wysyp tego rodzaju książek na rynku. Chociaż rozumiem, że jeśli jest zapotrzebowanie to pisze się i pisze, nie ważne, że niemal identyczne kopie tych samych opowieści.

On i ona

Chociaż może nie powinnam narzekać. W końcu każdy z nas chce jako takiej odskoczni od ponurej rzeczywistości. A tę jak najbardziej mogą zapewnić nam bohaterowie, którzy są od nas różni tak bardzo jak tylko można.

No i takich właśnie ludzi mamy w książce pod tytułem Corrupt. Michael to bogaty mężczyzna. Jest synem jednego z bardziej zamożnych biznesmenów w mieście. Jednak on zamiast zajmować się zarządzaniem firmą wraz z ojcem, decyduje się na granie w koszykówkę. Uprawianie sportu sprawia, że jest także niezwykle przystojny. Dziewczyny oglądają się za nim, a on nie ma skrupułów, żeby korzystać z tego, co one bardzo chcą mu dać. Jest też niebezpieczny, szczególnie wtedy, kiedy w noc Halloween wraz z grupką swoich przyjaciół robi „psikusy”. Sęk w tym, że te żarty nie są dla nikogo przyjemne, szczególnie dla osób, które dotykają, a stanowią raczej poważne naruszenie lub nawet złamanie prawa. Jednak przyjaciele pochodzą z bogatych domów, a wiadomo, kto bogatemu zabroni… Na pewno nie miejscowa policja.

Z kolei Erika to córka przyjaciół rodziców Michaela i, przez jakiś czas, dziewczyna jego młodszego brata. Jest śliczna, blondynka o idealnej figurze, która od momentu, w którym pojawiła się w życiu rodziny Cristów nie może oderwać oczu od Michaela. Czy on też jest nią zauroczony? Jeśli tak to nie daje tego po sobie poznać. A wszelkie przejawy głębszych uczuć do niej maskuje arogancją i niekiedy brutalnością. Ona z kolei łasi się do niego niczym szczeniak.

Moja ocena

Książka jest interesująca, ale nie dlatego, że parą bohaterów są ludzie żywcem wyjęci z kolorowych czasopism. Jest to wynik ciekawego opisania stosunków pomiędzy nimi i gierek w stylu „nie znam cię, nie zauważam cię, jesteś dla mnie za młody/a”, itp. To raczej przeładowana atmosfera między Michaelem i Eriką sprawia, że ten erotyk wyróżnia się na tle innych.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Penelope Douglas
Tytuł: Corrupt
Wydawnictwo: Niezwykłe
Liczba stron: ok. 300
Cena: około 33,99 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Maria Magdalena Ewa Kassala

Advertisements

Drugie zetknięcie z twórczością Ewy Kassali. Zastanawiacie się, jak wyszło tym razem? W takim razie zachęcam do przeczytania recenzji książki pod tytułem Maria Magdalena.

Ci z Was, którym od razu skojarzyło się ze znaną z biblii cudzołożnicą, mają rację. Powieść ta opowiada o losach kobiety, która w naszej kulturze zajmuje ważne miejsce. Szkoda tylko, że w Biblii przedstawiona została niepochlebnie, bo od tak silnej i zdolnej osoby można się tylko uczyć wytrwałości i dążenia do celu. No, ale o tym wypowiem się za chwilę. Pora na przedstawienie fabuły.

O czym jest ta książka?

Odpowiedź na to pytanie jest z pozoru prosta. W końcu główną bohaterką jest Maria Magdalena. Jednak sprawa nie jest tutaj taka oczywista. Dlaczego? Otóż dlatego, że wraz z lekturą powieści dowiadujemy się tego, czego z pewnością nie wyczytamy z kart Biblii. Oczywiście, nie mam tutaj tego za złe – w Piśmie Świętym spotykamy się z nią jako z dorosłą kobietą, która doświadczona przez los znajduje się w dość opłakanym stanie. Natomiast książka Ewy Kassali pokazuje nam z kolei, dlaczego właśnie taki los był jej pisany.

Historia rozpoczyna się wraz z narodzinami dziewczynki, której, mimo iż urodzona w Izraelu, nadano imię Maria. Później towarzyszymy jej w trakcie procesu dorastania, nauki w egipskiej świątyni Izydy oraz przypatrujemy się jej życiu po powrocie do Izraela. Do tego widzimy, jak osoba wychowana w dwóch różnych kulturach, pozornie zgadza się na obcowanie z nieprzychylną kobietom kulturą Izraelitów, jednak w duszy pozostaje dumną Egipcjanką. To ostatnie sprowadza na nią kłopoty, co nie może dziwić, gdyż Izraelici opisani zostali tutaj jako naród konserwatywny i nietolerancyjny w stosunku do kobiet. Czy tak jest w rzeczywistości, nie wiem, ale wiem, że właśnie takie zacietrzewienie sprawiło, że Marię Magdalenę znamy obecnie jako kobietę grzeszną, a nie inteligentną i niezwykle uzdolnioną.

Nie da się ukryć, że ostatni rozdział (swoją drogą, strasznie długie te rozdziały i ja raczej skłaniałabym się do nazwania ich częściami), odnosi się do obecności Marii w grupie apostołów podążających za Jezusem. Autorka odnosi się tutaj do teorii głoszących, że była ona jego kochanką i, obok Maryi, była najważniejszą kobietą w jego życiu.

Moja ocena 

Cóż, podobała mi się ta książka i to mimo tego, iż zdaję sobie sprawę, że spora część narracji może stanowić fikcję literacką. Piszę to tutaj świadomie, ponieważ zdaję sobie sprawę, że wiele zabiegów dokonywanych w obrębie Biblii (skracanie i przerabianie pewnych fragmentów na zlecenie jednego z papieży to fakt historyczny) sprawiło, że nie możemy być do końca pewni ich wiarygodności. Na szczęście w trakcie pisania autorka zadbała o konsultacje historyczne, dlatego jestem w stanie uznać, że w jakiejś części powieść oparta jest na źródłach.

Jednak nie to jest najważniejsze. Bardzo cieszy mnie, że Ewa Kassala w swoich powieściach o silnych kobietach w historii stara się przywrócić im należne miejsce. Nie są to opowieści zniekształcane przez wieki przez mniej lub bardziej mizoginistyczne grupy, ale historie, które pokazują, że nawet w męskim świecie znajdowały się panie, które potrafiły wywalczyć dla siebie szacunek i zdobyć władzę oraz bogactwo. Myślę również, że jest to dobry moment na takie publikacje, ponieważ zaczynamy wreszcie otwierać się na to, że nie tylko faceci wywierali wpływ na kształtowanie się świata takim, jakim go znamy.

Czytelnikom, którzy lubią wartką akcję, ta książka powinna przypaść do gustu. Nie ma tutaj miejsca na zbędne dialogi i opisy rodem z Nad Niemnem. Wszystko dzieje się szybko, a zabiegi językowe stosowane przez autorkę sprawiają, że całość czyta się dobrze, płynnie.

Gdybyście spytali mnie o wadę tej książki to musiałabym przyznać, że troszkę nie podoba mi się takie hagiograficzne przedstawienie sylwetki Marii Magdaleny. Dla niewtajemniczonych, hagiografią nazywa się dział piśmiennictwa religijnego, który obejmuje między innymi żywoty świętych, związane z nimi legendy oraz opisy dokonanych przez nich cudów. Jest to specyficzny rodzaj tekstów o bardzo podobnej strukturze, w której chodzi o to, że opisywany święty już jako dziecko jest niezwykłą osobistością, dokonywał cudów (np. ożywiał ptaszki i inne zwierzaczki), potem stał się mistykiem i najczęściej ginął tragicznie za swoją wiarę. Taką strukturę miejscami ma także książka o Marii Magdalenie. I podejrzewam, że tym z Was, którzy nie musieli przeczytać setek żywotów świętych na studiach, tak jak ja, to w zupełności nie przeszkadza, jednak mnie już tak. No, ale jest to specyficzna książka i jestem w stanie coś takiego wybaczyć autorce.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Ewa Kassala
Tytuł: Maria Magdalena
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 527
Cena: około 39,90 złote (złotówka z każdego egzemplarza przekazywana jest na cele statutowe fundacji „A kogo?” Ewy Błaszczyk)

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Dotyk anioła Katarzyna Mak

Cóż to jest za książka!

Advertisements

Mieliście kiedykolwiek takie odczucie pustki po przeczytaniu książki, że nie wiedzieliście co ze sobą zrobić tak, jak ten pan z memów czekający na kuriera z przesyłką? Doświadczyłam tego pierwszy i jak na razie jedyny raz z powieścią, o której zamierzam Wam dzisiaj opowiedzieć.

Od razu zaznaczam, że nie jestem ogromną fanką literatury kobiecej, romansów czy erotyków. Czytam z ciekawości bardziej poczytne tytuły z czystej ciekawości, ponieważ chcę dowiedzieć się, co takiego zainteresowało w tych pozycjach tylu ludzi, że na przykład stały się bestsellerami. Ale uważam również, że nie należy odżegnywać się od powieści, które należą do gatunku, który nie do końca nam leży. W końcu każdy z nas kiedyś trafi na książkę, która sprawi, że spojrzymy na taki typ literatury innym okiem.

Moją powieścią przejścia (chyba tak mogę ją nazwać) jest właśnie Dotyk anioła Katarzyny Mak. I czy zdziwi Was, kiedy napiszę, że to moje pierwsze zetkniecie z twórczością autorki? Z pewnością nie, ponieważ w ramach tego bloga co rusz odkrywam nowych twórców i jest mi z tym bardzo dobrze.

Kilka słów o fabule

Mogłoby się wydawać, że to historia jakich wiele. Ona to naiwna, młoda dziewczyna, która wyjeżdża z polskiej wsi w daleki i nowoczesny świat. Jest piękna, delikatna i wrażliwa. Decyduje się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych w odwiedziny do przyjaciółki i także po to, aby odnaleźć swoją matkę. On – diabeł wcielony. Nie dosyć, że gwałtowny i porywczy to do tego płatny zabójca. A poza tym jest zabójczo przystojny.

Tak się jednak składa, że to właśnie te dwie skrajności zostają połączone węzłem małżeńskim w dosyć niejasnych okolicznościach. Jak to w Las Vegas, dwójka pijanych ludzi zbyt pochopnie decyduje się na poważny krok i następnego dnia, po wytrzeźwieniu i przemyśleniu sprawy, chcą małżeństwo unieważnić. I pewnie byliby jak wiele innych takich par – jednodniowymi małżonkami –  gdyby nie to, że jedyny świadek zawarcia związku akurat tego dnia rozpoczął urlop, mający trwać 369 dni wypoczynek.

 

To, że Angel i Brad nie mogli wziąć rozwodu stanowi początek ciekawej i niebanalnej historii miłosnej z wieloma tajemnicami i zrywami akcji w tle. A szczególnie te ostatnie, wierzcie mi, są na tyle interesujące, że przykuwają czytelnika do książki na długie godziny.

Moja ocena

Nie może być inna niż szóstka z plusem. Ten plus daję za zakończenie, które sprawiło, że dosłownie nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić po przeczytaniu ostatniego słowa w powieści. A wiecie dlaczego mnie tak ruszyło? Ponieważ zaprzyjaźniłam się z bohaterami i ich po prostu polubiłam. Razem jako para Brad i Angel tworzą mieszankę wybuchową nie tylko w kwestii uczuć, seksu, ale również jeśli chodzi o podejście do tak fundamentalnych rzeczy, jak miłość, wierność, wiara w Boga i wychowywanie dzieci. I myślę, że to te różnice i sposób,w który bohaterowie próbują sobie z nimi poradzić sprawia, że ta książka jest tak interesująca.

Chyba mogę spokojnie stwierdzić, że to jest fenomen tej powieści. Ci ludzie mogliby mieszkać, gdzieś w moim sąsiedztwie i byliby równie autentyczni jak osoby, które mijam codziennie w drodze do pracy. Oczywiście, mogłabym narzekać, że to kolejny erotyk, że on jest przystojny i niebezpieczny, a ona piękna i nieco zbyt naiwna, ale jakoś w przypadku tej dwójki zupełnie mi to nie przeszkadza. Może dlatego, że mimo tego niedopasowania obydwoje wydają się tacy uroczy i nieporadni w dążeniu do tego, aby stworzyć związek.

Czy im się udaje? Musicie przekonać się sami. Ja zdradzę Wam tylko tyle, że jest jeszcze druga część pod tytułem „Sen o aniele”. Ta wiadomość bardzo mnie ucieszyła, ponieważ pozwoliła mi usnąć w nocy bez żalu, że ta historia już się skończyła w taki sposób, w jaki tego nie chciałam.

Przy okazji chciałam podziękować wydawnictwu Videograf za przepięknie opakowaną przesyłkę. W życiu nie dostałam tak ślicznej paczki.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Katarzyna Mak
Tytuł: Dotyk anioła
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 380
Cena: 34, 90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Możesz zapisać się poniżej.

53.424947214.5195008