Czy warto czytać książki blogerek? 3 recenzje

Ostatnio coraz więcej na naszym rynku wydawniczym pojawia się książek, których autorkami są blogerki. No, nie da się ukryć, że blogi mają znaczny wpływ na to, w co się ubieramy, jakich używamy kosmetyków i co czytamy. Z tego też powodu, w przypadku niektórych nieco bardziej popularnych twórców, pojawiają się oferty napisania książki z danej tematyki. I tak się właśnie dzieje. Pytanie tylko pozostaje takie, czy to, co dostajemy to jeszcze jest książka, czy raczej swego rodzaju album ze zdjęciami…

 

old-1130731_1920

Moje 3 recenzje 

Swoją przygodę z poradnikami (ponieważ w większości przypadków to są właśnie poradniki) rozpoczęłam z książką „Love Style Life” Garance Dore, która jest popularną blogerką modową. I ku mojemu zdziwieniu otrzymałam grubą pozycję, na pięknym papierze i z ogromną liczbą zdjęć. Treści, czyli tego, co powinno znajdować się w książce, było niewiele. Ot, trochę historii z życia blogerki, głównie o tym, w jaki sposób zaczynała swoją przygodę z blogowaniem, oraz kilka porad (żeby nie było) – o tym, co warto założyć na siebie w danej okoliczności i jak zadbać o skórę. Z racji tego, że byłam przyzwyczajona do powieści, czyli treści z dużą ilością literek, przeczytanie jej pozostawiło niedosyt. Ot, taka literatura, żeby mieć co przeczytać w trakcie (krótkiej) podróży pociągiem i się nie zmęczyć.

Podobne odczucia miałam w przypadku lektury książki Pernille Teisbaek „Dress Scandinavian”. Przeczytałam ją bodajże w 4 godziny. Na szczęście od dawna planowałam zmianę stylu na nieco bardziej minimalistyczny, skandynawski, dlatego kwestia ubierania się jak Skandynawka była dla mnie interesująca. Książka Pernille zawiera wiele wskazówek co do tego, jakie wzory i materiały wybierać, żeby wyglądać minimalistycznie właśnie w stylu Dunek. Do tego dochodzi nieodzowna sekcja związana z urodą. Poradnik zawiera wiele zdjęć, jest zorganizowany w sposób minimalistyczny. nawet jego okładka wygląda jak z książek, które drukowane były w latach 90. ubiegłego wieku (trochę to rozczarowujące). Treści oczywiście niewiele, jednak i tak jest jej więcej i jest też o wiele bardziej interesująco niż w przypadku Garance Dore.

Dla porównania zestawiam tutaj poradnik Make Photography Easier Katarzyny Tusk, również blogerki i… muszę stwierdzić, że jestem pozytywnie zaskoczona. Oczywiście, nie ilością zdjęć, ponieważ również tutaj jest ich bardzo dużo, ale przede wszystkim wiedzą zawartą w tym poradniku. Mimo jego niewielkich rozmiarów (jakieś 150 stron), książka składa się na wiele działów i informacji, które zdają się być przydatne zarówno dla nowicjuszy, jak i osób nieco bardziej zaawansowanych w kwestii robienia bardzo ładnych zdjęć, ale poszukujących inspiracji. W porównaniu do poprzednich dwóch książek, które opisałam w tym poście, jest to pozycja, za którą stoją wiedza i doświadczenie. Oczywiście, nie ujmując nic autorkom, nie kwestionuję tutaj tego, co robią, jednak te poradniki na temat ubrania i urody wydają mi się po prostu powierzchowne i niepoważne.

Dlaczego powinieneś sięgnąć po poradnik napisany przez blogerkę? 

No właśnie, dlaczego? Postarałam się zebrać kilka argumentów za.

  • Nie lubisz czytać regularnych poradników, a wolisz skondensowane treści i przykłady w formie zdjęć,
  • Poszukujesz wiedzy aktualnej i dostosowanej do potrzeb social media,
  • Szukasz krótkiej lektury na temat interesujących Cię treści, która doskonale spełni swoje zadanie w pociągu lub autobusie,
  • Masz swoją ulubioną blogerkę lub blogera i chcesz dowiedzieć się nieco więcej na temat początków jej blogowania oraz po prostu cenisz jej/jego pracę.

 

Nie powinieneś brać się za te książki, jeśli: 

  • Lubisz powieści,
  • Nie podobają Ci się książki z przewagą zdjęć lub obrazków,
  • (niekiedy) poszukujesz głębszej analizy i wiedzy,
  • Szukasz poradnika, który będzie liczył więcej niż 150 stron.

 

Czy Wy czytacie poradniki napisane przez blogerki? Podzielcie się opinią w komentarzach!

Pozdrawiam,

Ania

 

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

„Francuzki nie potrzebują liftingu” Mireille Guiliano

Francuzki nie potrzebują liftingu dowiedziałam się wiosną tego roku i z racji tego, że byłam na etapie poszukiwania odpowiedniego sposobu pielęgnacji skóry w obawie przed pierwszymi zmarszczkami, zdecydowałam się kupić tę książkę i ją przeczytać. I niestety muszę Wam się przyznać, że się rozczarowałam, ponieważ nie otrzymałam przepisu na to, jak dbać o siebie w stylu Francuzek. To, co wyczytałam, to garść wskazówek typu „moja koleżanka, która ma 60 lat opala się co roku” albo „inna koleżanka od 40 lat używa olejku arganowego”… Czyli w sumie nic ciekawego. Dlatego chciałabym Was przestrzec przed sięgnięciem po tę książkę. Może okazać się, że po prostu stracicie na nią czas i pieniądze. Nie warto, serio.

 

ad1a6-soap-1735715_1920

 

Żeby nie było, że tylko się czepiam to w tym miejscu muszę jednak zauważyć, że idea poradnika dla pań starszych niż 30-latki jest super. Ta książka jest kierowana głównie do nich. A z racji tego, że takich podręczników dla naszych mam nie ma wielu, jest to strzał w dziesiątkę. Jednak, co mam zrobić ja, 30-latka, kiedy czytam, że pani lat sześćdziesiąt parę powinna albo się opalać, albo nie i ubierać w to i w to. Nie wiem, a wskazówki na okładce nie było.

Skoro już mowa o ubieraniu się, ta książka zawiera sporo informacji o tym, jak wyglądać dobrze i stosownie do każdej okazji dla osób w wieku 50+. Listy ubrań, które powinny mieć oraz możliwe ich zestawienia – doskonałe! Do tego miniporadnik savoir vivre, też OK.

 

6f2d6-bath-balls-1617472_1920

 

 

Podsumowując, Francuzki nie potrzebują liftingu to ciekawa książka, okraszona wieloma anegdotkami z życia autorki oraz jej przyjaciółek, ale niestety nie podaje gotowych przepisów w żadnym obszarze ważnym dla kobiet, o którym pisze. Czy warto przeczytać tę książkę? Nie wiem, ja odstawię ją na półkę i wrócę do niej za jakieś 20 lat.

Autor: Mirelle Guilliano
Tytuł: Francuzki nie potrzebują liftingu
Tłumaczenie: Dorota Gruszka
Wydawnictwo: Znak Nowa Litera
Ilość stron: 536
Cena: 34,90 zł
P.S. Po więcej informacji na temat książek, zapraszam Was na moje konto na Instagramie (klik). Tam znajdziecie codziennie trochę o info o tym, co obecnie czytam.
Pozdrawiam,
Ania

„Subtelnie mówię f*ck” Marka Mansona, czyli poradnik o zwyczajnych sprawach

Czy kiedykolwiek myśleliście o tym, że nie jesteście wyjątkowi i być może życie, które wiedziecie jest nudne i przewidywalne, ponieważ życie po prostu takie jest i nie zmienią tego żadne przygody? A może przeglądacie z zazdrością profile w mediach społecznościowych swoich znajomych, którzy odwiedzają przepiękne miejsca na ziemi i zżera Was zazdrość? 

Mark Manson w książce o nieciekawie przetłumaczonym tytule (przykro mi) „Subtelnie mówię f*ck. Sprzeczna z logiką metoda na szczęśliwe życie” stwierdza, że tak na dobrą sprawę jest jedno rozwiązanie: olać to wszystko i przestać udawać, że jesteśmy wyjątkowi. To ostatnie w świecie, w którym z każdej strony słyszymy, że jesteśmy (albo powinniśmy być) VIP-ami jest wręcz bezczelnością. Zamiast wierzyć w to, trzeba jedynie uznać, że zawsze, ale to zawsze, stoi przed nami jakiś wybór i to my jesteśmy odpowiedzialni za jakość naszego życia. Proste, prawda?

No właśnie. I tak na dobrą sprawę na tym opiera się, jak mi się wydaje, fenomen tej książki. Bo niby wszyscy wiedzą, że nie możemy być wszyscy najwspanialsi i najlepsi na świecie, że to dzięki porażkom i nieunikaniu problemów możemy się uczyć i się rozwijać, ale jednak trzeba było napisać o tym książkę…żeby pewne rzeczy móc ponownie sobie uświadomić.

 

Kim jest Mark Manson i dlaczego to jego poradnik muszę przeczytać?

Mark Manson to autor poradników. Nie psycholog, ani nie socjolog. Nie jest ekspertem z masą dyplomów na ścianie, jedynie psychologiem samoukiem, myślicielem i entuzjastą życia. No i jest blogerem.  Szczególnie to ostatnie jest nieco przerażające, szczególnie dla tych, którzy przywykli polegać na słowach mądrych osób z wieloma skrótami przed lub za nazwiskiem (zależy od kraju). A tutaj przychodzi facet, który nie skończył kierunkowych studiów, klnie jak szewc i opowiada prawdy o życiu. Jednak okazuje się, że jego przemyślenia są niezwykle trafne i doskonale wpisują się w to, co przeżywał lub przeżywa każdy z nas: brak pracy po zakończeniu studiów, niezbyt ciekawe i nie do końca dobrze płatne posady i znajomi, którzy publikują zdjęcia z ciepłych krajów zimą (sama mam taką koleżankę!). I śmie twierdzić, że to właśnie nasza pogoń za idealnym życiem i szczęściem na siłę jest powodem naszych problemów. I że nasze dążenie do osiągnięcia tego wymaganego poziomu zadowolenia jest tym, co nas na dobrą sprawę unieszczęśliwia. A skoro tak jest, należy przestać się starać i po prostu to olać!

 

 

Dlaczego warto przeczytać tę książkę?

  • Przede wszystkim, żeby przestać się zamartwiać, że inni mają lepiej od nas. Może nie mają, ale chcą się podbudować tym, że im zazdrościmy.
  • Przestać twierdzić, że wszyscy jesteśmy wyjątkowi i inni powinni nam ustępować, ponieważ wtedy życie staje się nieznośne.
  • Odpuścić sobie zbyt wiele emocji, bo one też nieźle potrafią namieszać.
  • Skupić się na tym, co tu i teraz i nie marnować czasu na gonienie za złudzeniami (większy dom, jeszcze większy dom, itd.)
  • Skupić się na tym, co dla nas ważne po to, aby na koniec nie żałować, że czegoś nie udało nam się zrobić.

 

Nie powinieneś czytać, jeśli…

  • Rażą Cię przekleństwa, bo jest ich w tej książce baardzo dużo.
  • Wolisz udawać, że jesteś wyjątkowy i planujesz nadal zatruwać innym życie.
  • Nie lubisz czytać o oczywistych sprawach.

 

 

pf_1522753956

Tytuł: Subtelnie mówię f*ck. Sprzeczna z logika metoda na szczęśliwe życie

Tytuł oryginalny: The Subtle Art of Not Giving a F*ck: A Counterintuitive Approach to Living a Good Life

Autor: Mark Manson

Tłumaczenie: Leszek Sielicki

Wydawnictwo: Sensus

Liczba stron: 194

Cena: 37 zł

„Skin Coach” Bożena Społowicz

Kilka miesięcy temu na rynku pojawiła się nieco kontrowersyjna książka dotycząca pielęgnacji skóry. Mam tutaj na myśli „Skin Coach” Bożeny Społowicz. Wiele osób, w tym także blogerki i instgramerki, były zachwycone takim kompendium wiedzy na temat właściwego pielęgnowania skóry. Inne zdanie miały osoby, które posiadały doświadczenie jako kosmetyczki i kosmetolodzy. Opinie na temat tej książki były podzielone i pewnie każda osoba, która teraz po nią sięga (o ile to robi) dwa razy zastanowi się nad zastosowaniem rad w niej zawartych. Ja również miałam takie podejście, jednak chciałam wyrobić sobie swoje zdanie na jej temat.
Od razu zaznaczam, że szanuję opinie autorki i, o ile nie są niezgodne z obecnym stanem wiedzy, nie mam nic przeciwko ich wygłaszaniu. Niemniej jednak znalazłam kilka kwestii, które dały mi do myślenia i sprawiły, że muszę podchodzić do nich z rezerwą. Jednak, żeby nie skupiać się tylko i wyłącznie na negatywach, zdecydowałam się podzielić tę recenzję na elementy, które w tym podręczniku pielęgnacji bardzo mi się podobały i na takie, które wzbudziły moje podejrzenia.
Podobało mi się, że:
  • autorka wspomina, że urodę i dobry wygląd skóry nie zawdzięczamy jedynie dobrze dobranym kosmetykom, ale także diecie. Bożena Społowicz zachęca do porzucenia fast foodów, przetworzonego jedzenia na rzecz ciepłych, domowych posiłków i ich powolnego spożywania.
  • zakłada, iż dla dobrego samopoczucia ważne jest dbanie o ogólny dobry stan organizmu i z tego powodu nakazuje robienie badań u lekarza.
  • wskazuje, że poprawa stanu skóry, nawet takiej ze zmarszczkami, jest możliwa i podaje wskazówki opisujące to, w jaki sposób możemy rozpocząć drogę ku lepszemu.
  • pokazuje, że poprawa stanu skóry to proces, który nie zadzieje się natychmiast. Każe czekać i obserwować pozytywne zmiany, przekonując, że potrzeba na nie czasu.
  • we współpracy z coachem stworzyła podręcznik zmian przyzwyczajeń pielęgnacyjnych i dietetycznych.
Nie podoba mi się, że:
  • podaje (w moim mniemaniu) własne klasyfikacje typów cery. Wskazuję tutaj przede wszystkim na cerę interaktywną. Pierwszy raz o niej słyszę…
  • przekonuje do suplementacji i jednocześnie nie podaje źródeł dobrych suplementów diety. Wiemy, że suplement suplementowi nie różny i tak na dobrą sprawę takie środki nie podlegają takiej kontroli jak na przykład leki, co oznacza, że wybranie odpowiedniego „wspomagania” jest trudne. Natomiast rozdział (podrozdział?) poświęcony suplementom to zaledwie jedna kolumna tekstu.
  • nieustannie atakuje blogerki i inne osoby publikujące w internecie o to, że publikują niesprawdzone informacje i tym samym powodują zamęt w głowach osób, które nie mają doświadczenia w poszukiwaniu właściwych informacji. Cóż, autorka również prowadzi swojego bloga, który, jak rozumiem, prowadzony jest z niezwykłą dbałością o wyszukiwanie najmniejszych błędów.
  • przekonuje, iż wydawanie ogromnych sum pieniędzy na polecane przez nią kosmetyki są najlepszym wyjściem. Nie przemawia do mnie argument, że z pewnością wydam na tańsze kosmetyki podobną sumę. Wiem, że nie wydam, więc argumentowanie, że polecane (nieznane mi) marki są dobre tylko dlatego, że ktoś o nich pisze dobrze w swojej książce, mnie nie przekonuje. Biorąc pod uwagę to, że autorka nie zezwala na stosowanie testerów i próbek…Nie kupuję w ciemno produktów o wartości 200 złotych w górę.
  • twierdzi, iż skóra w nocy zregeneruje się sama bez potrzeby nakładania na nią kremu. Próbowałam. Moja była szorstka i pokryta warstewką sebum (mam tłustą). Nic przyjemnego, także dziękuję.

 

Ocena: Cóż, mogę stwierdzić, że w tym przypadku czytacie na własną odpowiedzialność. I o ile z niektórymi kwestiami mogę się zgodzić, chociażby z tym, że cerze tłustej olejowanie jak najbardziej nie służy, wiele rzeczy w tym podręczniku jest kontrowersyjnych i dla mnie nie do przyjęcia. Obawiam się też, że autorka, która chciała sprawić, że wreszcie nie będziemy przerzucać stron internetowych w poszukiwaniu sprawdzonych i wiarygodnych informacji, sama wprowadziła chaos. Szkoda, bo bardzo dużo obiecywałam sobie po tej książce.
Autor: Bożena Społowicz
Tytuł: Skin Coach
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 290
Cena: 44,90 zł

Bobbi Brown „Magia spojrzenia”

Tę książkę kupiłam sobie w tamtym roku, jednak, muszę szczerze to przyznać, nie miałam okazji do niej zasiąść. A szkoda, ponieważ ta niewielka pozycja zawiera bardzo dużo porad na temat tego, w jaki sposób podkreślać oczy, brwi tak, żeby wydobyć z nich to, co najlepsze.

Dlaczego warto?
Jest kilka powodów, dla których bardzo polecam tę książkę. Przedstawiam je pokrótce poniżej.
bobbi
Bobbi Brown „Magia spojrzenia”
  • Bobbi Brown jest jedną z najlepszych na świecie makijażystek, której kunszt podziwiany jest nie tylko przez celebrytki (jej klientki), ale także innych profesjonalistów z tej branży.
  • Każdy dział, czyli: przygotowanie oka, nakładanie cieni, robienie kresek i aplikowanie sztucznych rzęs opatrzony jest komentarzem. W tej książce znajduje się wiele rad na temat tego, co robić, a czego nie, żeby makijaż wydobył najlepsze cechy i trzymał się długo.
  • Baaardzo dużo zdjęć. Niektóre z nich to gotowe tutoriale, w których krok po kroku można wykonać niesamowite makijaże.
  • Porady dotyczące tego, jak sprawić, żeby make-up był jeszcze bardziej spektakularny.
  • Na pierwszych stronach książki dowiadujemy się, jakie pędzle są niezbędne dla nakładania cieni, aplikowania korektora, pudru i wielu innych kosmetyków. Zostały sfotografowane i opisane tak, że dokładnie wiadomo, który z nich kupić i jak ich używać.
  • Porady dotyczące pielęgnacji skóry wokół oczu to prawdziwa perełka. Bobbi Brown nie skupia się tylko i wyłącznie na pokazaniu makijażu, ale też na przygotowaniu okolic oczu. Dlatego w książce można poczytać o naturalnych zabiegach, na przykład tych zapobiegających powstawaniu opuchlizny wokół oczu (woreczki po herbacie, aspiryna, itp), ale także porady lekarzy. Dodatkowo porady, jak dobrać odpowiedni krem pod oczy i jakie ten kosmetyk powinien zawierać składniki.
  • Krótki opis pielęgnacji pędzli.
  • Poradnik dobierania oprawek okularów do swojego typu urody i rysów twarzy.
Ocena: Książka ma 120 stron, wydana jest na pięknym, woskowanym papierze. Sprawia wrażenie większej niż jest. Ale nie wolno oceniać jej zawartości po rozmiarze. Poradnik zawiera tak ogromną porcję wiedzy, że nie sposób z niej nie skorzystać. Biorąc pod uwagę to, że wszystko opatrzone jest prostymi do wykonania instrukcjami i zdjęciami, makijaż oczy powinien robić się sam. Bardzo przydatna książka dla tych, którzy chcą rozpocząć przygodę z make-upem.

Autor: Bobbi Brown, Sara Bliss
Tytuł: Magia spojrzenia. Profesjonalne techniki, niezbędne narzędzia, zachwycające stylizacje
Tłumaczenie: Agnieszka Wróblewska
Wydawnictwo: Galaktyka
Ilość stron: 120
Cena: 39,90 zł