Poradniki o minimalizmie, czyli jak nauczyć się czerpać przyjemność z posiadania mniej

Ten temat chodził za mną już od jakiegoś czasu. Od dawna czytam poradniki lub książki filozoficzne, które swoją tematyką skupiają się na minimalizmie. Nie mam tutaj na myśli Marie Kondo i jej „Magię sprzątania” , bo jakoś mnie nie wciągnęła. Serio, nie rozumiem fenomenu tej książki. Może dlatego, że nie lubię sprzątać 🙂 Jednak jakiś czas temu natknęłam się na książkę Leo Babauty pod tytułem (oczywiście) „Minimalizm”. Chociaż nie, najpierw były artykuły w różnych gazetach i opinie zbulwersowanych, że jak to mało rzeczy i w ogóle. Tymczasem książka Baubuty to kwintesencja tego, o czym w minimalizmie chodzi. Ale do rzeczy…

Minimalizm, czyli co?

Słownikowo to nic innego tylko „ograniczenie do minimum potrzeb, dążeń i wymagań (Słownik Języka Polskiego”. Natomiast w różnych źródłach dotyczących tego nurtu można dowiedzieć się, że jest to postawa, która może być obecna niemal w każdej dziedzinie naszego życia i która może dotyczyć na przykład ograniczania posiadanych przez siebie rzeczy, redukcję posiadanych przez siebie rzeczy oraz/lub zwiększenie stopnia swojej samowystarczalności. Chodzi tutaj o to, żeby nie utożsamiać zadowolenia i satysfakcji z życia z posiadanymi przez siebie przedmiotami. Oczywiście minimalista nie musi ograniczać się do posiadania określonej liczby rzeczy (np.jak to było marcowym „Elle” do ograniczenia garderoby do 33 sztuk ubrań), ale takim życiu, aby nasz dobytek stanowiły rzeczy, które naprawdę są nam potrzebne do przeżycia. Czyli na przykład liczba sztućców odpowiadająca rzeczywistym potrzebom zamiast zastawy dla pułku wojska.

To, co jest istotne w minimalizmie to przede wszystkim przeświadczenie o tym, że nadmiar prowadzi nas do nieszczęścia. I to dosłownego, ponieważ posiadając zbyt wiele przedmiotów jesteśmy przytłoczeni ich liczbą. Autorzy często starają się z resztą dowieść, że mając mniej i przebywając w nieprzeładowanych pomieszczeniach będziemy czuć się lepiej. Rezygnacja z pewnego stylu życia, opartego na konsumpcji, nie tylko ma pomóc nam mieć mniej, ale również zadbać o zasobność naszego portfela, ponieważ kupowanie mniej oznacza mniejsze wydatki. Idąc dalej tym tropem, mniejsze potrzeby przekładają się na niższe koszty życia, co bezpośrednio prowadzi do zredukowania czasu, który potrzebujemy spędzić w pracy, żeby zarobić na wszystkie kredyty i naszą niepohamowaną chęć posiadania więcej i więcej. W zamian można poświęcić się pracy dla społeczności, swojej rodziny, a nadwyżkę pieniędzy wydać na niezbędne produkty, które charakteryzują się wysoką jakością, doskonałym wykonaniem lub pozwolą nam na gromadzenie doświadczeń.

Te podręczniki minimalizmu powinieneś przeczytać

20180512_164248

Oto kilka książek na temat minimalizmu, które, jak mi się wydaje, podają najwięcej informacji na temat tego, w jaki sposób zacząć i jak organizować swoje nowe życie. Oczywiście lista jest jak najbardziej subiektywna i może zdarzyć się, że polecane przeze mnie pozycje mogą Wam nie podpasować.

  • Leo Babauta „Minimalizm-żyj zgodnie z filozofią minimalistyczną”

Moja pierwsza książka dotycząca minimalizmu, którą przeczytałam po prostu z ciekawości. Chciałam dowiedzieć się, o co chodzi i dlaczego tyle osób się tym nurtem interesuje. Ta pozycja jest podstawą dla wszystkich, którzy tak jak ja poszukiwali lub poszukują informacji na ten temat. Mimo że liczy sobie niecałe 150 stron, jest skondensowana pod względem treści i przekazuje informacje na temat ograniczania się niemal w każdej dziedzinie życia: zakupów, zmniejszania liczby posiadanych przez siebie przedmiotów, kwestii finansowych, a nawet organizowania ikonek na pulpicie komputera! Babauta jest guru minimalistów, a jego blog odwiedza non stop kilka tysięcy ludzi. Warto uczyć się od najlepszych.

  • Anna Mularczyk-Meyer „Minimalizm po polsku, czyli jak uczynić życie prostszym”

Jest to odpowiedź na to, w jaki sposób dopasować rady z amerykańskich poradników do polskich realiów. Nie wiem, czy Wy również macie to odczucie, że niektóre z nich totalnie nie dają się zastosować w Polsce – nasze realia niekiedy są bardzo różne. Natomiast tutaj pojawia się książka, która mówi dokładnie o tym, jakie problemy może napotkać na swojej drodze minimalista mieszkający w naszym kraju. I co ważne, rozprawia się ze stereotypami, w tym słynnym posiadaniem jedynie 33 rzeczy. Warta polecenia po tym, jak zdobędziecie już podstawową wiedzę.

  • Anna Mularczyk-Meyer „Minimalizm dla zaawansowanych, czyli jak uczynić życie jeszcze prostszym”

Taak. Wahałam się bardzo, czy umieścić tę książkę w zestawieniu, ponieważ w moim mniemaniu nie wnosi ona zbyt wiele do zagadnienia minimalizmu. Skupia się raczej na przedstawieniu życia osób mieszkających w Polsce, które zdecydowały się świadomie na uproszczenie swojego życia. Jednak jest ona jedną z niewielu pozycji na ten temat, które zostały napisane typowo z myślą o polskich minimalistach. Powiedziałabym jednak, że jest to pozycja dla fanów filozofii, a nie przewodnik/podręcznik.

  • Regina Wong ” Uwolnij przestrzeń”

Niewielkich rozmiarów książka na temat minimalizmu stała się jedną z moich ulubionych lektur ostatnio. Zawiera wszystko to, czego mogłabym spodziewać się o książce, której zadaniem jest odmienić czyjeś życie. Napisana jest w ładny i spokojny sposób (nie wiem, czy mogę w taki sposób to określić, ale autorka naprawdę pisze tak, że człowiek się uspokaja), do wywodu dochodzą cytaty słynnych osób związanych z tym nurtem oraz ćwiczenia do wykonania samodzielnie, np. sprzątania, oraz do przemyślenia. Bardzo ją polecam.

Podejrzewam, że nie są to wszystkie książki o minimalizmie, które zostały napisane i które powinnam przeczytać. Wydaje mi się, że to właśnie z nich będziecie w stanie wyciągnąć najwięcej treści.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Reklamy

„Sekrety urody Koreanek” Charlotte Cho

Od bardzo dawna nie proponowałam Wam żadnej książki, dlatego nadrabiam zaległości. Mój wybór padł właśnie na „Sekrety urody Koreanek” Charlotte Cho, ponieważ jej tematyka jest ściśle związana z tym, moimi zainteresowaniami (oczywiście oprócz książek), czyli podaje przepis na to, w jaki sposób wyglądać i poczuć się lepiej.
Co można w niej znaleźć?
Chciałabym napisać, że wszystko, ponieważ tym zdaniem tak na dobre można podsumować to, co się w niej znajduje. Bardzo dużo informacji o Korei jako państwie oraz o koreańskiej kulturze – dla mnie akurat ta część nie była istotna, dlatego ostatni rozdział pominęłam. Natomiast pozostała część to ogromna skarbnica wiedzy na temat pielęgnacji i zdrowego trybu życia.
Zaczynamy od określenia swojego typu skóry, to bardzo ważne, po to, aby dowiedzieć się o sposobie jej pielęgnacji. Bardzo istotne dla mnie było stwierdzenie, że w rytuale pielęgnacyjnym Koreanki dobierają kosmetyki do faktycznych potrzeb i problemów, z którymi się borykają – a nie do wieku skóry. Biorąc pod uwagę to, co wmawiają nam niektórzy producenci, jest to ważne odkrycie. Aby móc wybrać odpowiednie kosmetyki, dostajemy listę składników oraz sposób ich działania – dla mnie ogromny plus. Do tego mnóstwo informacji na temat zdrowego stylu życia.
Rytuał pielęgnacyjny Koreanek
Najważniejszym elementem tej książki jest oczywiście słynny rytuał pielęgnacyjny Koreanek, dzięki któremu można wyglądać młodziej i lepiej. Podany krok po kroku wraz z instrukcją jak wykonać masaż twarzy – rewelacja. Ja od trzech miesięcy, czyli od czasu, kiedy pierwszy raz sięgnęłam po tę książkę, korzystam z tego rytuału i jestem zachwycona rezultatami. Z pewnością za niedługo podzielę się z Wami moimi obserwacjami w osobnym poście.
Bardzo ciekawy jest opis kosmetyków koreańskich, tych najskuteczniejszych i najpopularniejszych. Osobiście nie miałam wielu okazji do ich wypróbowania, ale tym razem się skuszę 🙂 Podejrzewam, że na pierwszy rzut pójdzie Tony Molly – ich opakowania są bardzo zabawne.
Podsumowując, jest to bardzo dobra książka dla tych, którzy pielęgnację i dbanie o swoje ciało traktują serio. Lista składników i solidna porcja wiedzy jest rzetelna i co najważniejsze podana w interesujący sposób.
Autor: Charlotte Cho
Tytuł: Sekrety urody Koreanek. Elementarz Pielęgnacji
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 225
Cena: 36,90 zł

„Szczęśliwa skóra” Adina Grigore

W obecnych czasach bardzo ważny jest dla nas piękny wygląd, zdrowe ciało i przede wszystkim idealna skóra. Z tego powodu staramy się inwestować w siebie: odpowiednie kosmetyki oraz zabiegi, które mają nam w tym wszystkim pomóc. Ale co jeśli to, co robimy ma odwrotny skutek i zamiast gładkiej skóry, kosmetyki powodują jeszcze więcej wyprysków, pieczenie i swędzenie, ponieważ zawierają składniki, które nie są korzystne dla naszego ciała, czyli szkodzą. Taką tezę stawia w swojej książce pt. „Szczęśliwa skóra” Adina Grigore i podaje swój przykład.

Autorka pisze, że od zawsze miała ogromne problemy skórne, na które nie pomagały żadne leki oraz kosmetyki. Było odwrotnie, maść zapobiegająca np. wypryskom drażniła skórę w innym miejscu i powodowała swędzenie, pękanie naskórka oraz inne dolegliwości.  Do czasu aż wymęczona Adina postanowiła odstawić je zupełnie, aby sprawdzić, co dokładnie nam szkodzi i to wyeliminować. W ten sposób można uleczyć się samodzielnie. Prosta sprawa.

Jak rozpoznać, co szkodzi?

Program poprawienia swojej skóry składa się tak na dobrą sprawę z dwóch etapów. Po pierwsze obserwowania tego, co się je i jego wpływu na naszą skórę oraz sprawdzenie, które kosmetyki są dla nas niedobre. Sposób jest prosty. Wystarczy przez kilka dni – minimum 3- zapisywać wszystko, co się je i dodawać uwagi na temat pojawiających się niedoskonałości oraz naszego samopoczucia. W tym czasie powinniśmy zauważyć, co jest nie tak z naszą dietą i wyeliminować składniki, które nie są korzystne. W moim przypadku to była czekolada :/, kawa oraz naturalnie fast foody. Po takiej obserwacji musimy wytrzymać bez tych produktów przetrzymać jakiś miesiąc i zacząć ponownie je wprowadzać, oczywiście stopniowo i pojedynczo. Jeśli po ich zjedzeniu będziemy czuć się źle, znaczy, że tego elementu należny unikać.

Podobna obserwacja jest zalecana w przypadku kosmetyków, Tutaj też zapisujemy wszystkie użyte produkty i eliminujemy coś, co sprawia, że wyglądamy źle. W tym miejscu Grigore podaje tabele składników, których bezwzględnie należy unikać wraz z ich nazwami handlowymi. Okazuje się, że wiele z nich znajduje się w popularnych kosmetykach – kiedy zrobiłam przegląd swojej kosmetyczki momentalnie nawróciłam się na te ekologiczne 🙂 Chociaż, jak pisze Adina Grigore, na słowo „ekologiczne” i „naturalne” należy uważać….

Dlaczego warto przeczytać?

Przede wszystkim, aby nabyć świadomość, że nie wszystko, co kupujemy w sklepach, znajduje się tam dla naszego dobra. Wiele z substancji w kosmetykach nam szkodzi, ponieważ nasze ciało nie ma siły pozbywać się trucizn, które nakładamy na siebie codziennie i z tego powodu wyglądamy źle. To stwierdzenie jest oczywiste, jeśli chodzi o jedzenie, ale nie każdy uświadamia sobie, że tak samo może być z kosmetykami. Dla kogoś, kto ma czas na produkowanie własnych kremów, autorka zamieszcza sprawdzone przepisy.

Ja zapamiętałam z tej książki wiele informacji. Przede wszystkim to, że nie zawsze warto wierzyć reklamie, która oferuje cuda i że czasami naprawdę dobre kosmetyki mogą kosztować grosze (kto przeczyta książkę, będzie wiedział, o co chodzi 🙂

Autor: Adina Grigore

Tytuł: Szczęśliwa skóra

Tłumaczenie: Agnieszka Wróblewska

Wydawnictwo: Galaktyka

Ilość stron: 315

Cena: 36,90 zł

Czy warto czytać książki blogerek? 3 recenzje

Ostatnio coraz więcej na naszym rynku wydawniczym pojawia się książek, których autorkami są blogerki. No, nie da się ukryć, że blogi mają znaczny wpływ na to, w co się ubieramy, jakich używamy kosmetyków i co czytamy. Z tego też powodu, w przypadku niektórych nieco bardziej popularnych twórców, pojawiają się oferty napisania książki z danej tematyki. I tak się właśnie dzieje. Pytanie tylko pozostaje takie, czy to, co dostajemy to jeszcze jest książka, czy raczej swego rodzaju album ze zdjęciami…

 

old-1130731_1920

Moje 3 recenzje 

Swoją przygodę z poradnikami (ponieważ w większości przypadków to są właśnie poradniki) rozpoczęłam z książką „Love Style Life” Garance Dore, która jest popularną blogerką modową. I ku mojemu zdziwieniu otrzymałam grubą pozycję, na pięknym papierze i z ogromną liczbą zdjęć. Treści, czyli tego, co powinno znajdować się w książce, było niewiele. Ot, trochę historii z życia blogerki, głównie o tym, w jaki sposób zaczynała swoją przygodę z blogowaniem, oraz kilka porad (żeby nie było) – o tym, co warto założyć na siebie w danej okoliczności i jak zadbać o skórę. Z racji tego, że byłam przyzwyczajona do powieści, czyli treści z dużą ilością literek, przeczytanie jej pozostawiło niedosyt. Ot, taka literatura, żeby mieć co przeczytać w trakcie (krótkiej) podróży pociągiem i się nie zmęczyć.

Podobne odczucia miałam w przypadku lektury książki Pernille Teisbaek „Dress Scandinavian”. Przeczytałam ją bodajże w 4 godziny. Na szczęście od dawna planowałam zmianę stylu na nieco bardziej minimalistyczny, skandynawski, dlatego kwestia ubierania się jak Skandynawka była dla mnie interesująca. Książka Pernille zawiera wiele wskazówek co do tego, jakie wzory i materiały wybierać, żeby wyglądać minimalistycznie właśnie w stylu Dunek. Do tego dochodzi nieodzowna sekcja związana z urodą. Poradnik zawiera wiele zdjęć, jest zorganizowany w sposób minimalistyczny. nawet jego okładka wygląda jak z książek, które drukowane były w latach 90. ubiegłego wieku (trochę to rozczarowujące). Treści oczywiście niewiele, jednak i tak jest jej więcej i jest też o wiele bardziej interesująco niż w przypadku Garance Dore.

Dla porównania zestawiam tutaj poradnik Make Photography Easier Katarzyny Tusk, również blogerki i… muszę stwierdzić, że jestem pozytywnie zaskoczona. Oczywiście, nie ilością zdjęć, ponieważ również tutaj jest ich bardzo dużo, ale przede wszystkim wiedzą zawartą w tym poradniku. Mimo jego niewielkich rozmiarów (jakieś 150 stron), książka składa się na wiele działów i informacji, które zdają się być przydatne zarówno dla nowicjuszy, jak i osób nieco bardziej zaawansowanych w kwestii robienia bardzo ładnych zdjęć, ale poszukujących inspiracji. W porównaniu do poprzednich dwóch książek, które opisałam w tym poście, jest to pozycja, za którą stoją wiedza i doświadczenie. Oczywiście, nie ujmując nic autorkom, nie kwestionuję tutaj tego, co robią, jednak te poradniki na temat ubrania i urody wydają mi się po prostu powierzchowne i niepoważne.

Dlaczego powinieneś sięgnąć po poradnik napisany przez blogerkę? 

No właśnie, dlaczego? Postarałam się zebrać kilka argumentów za.

  • Nie lubisz czytać regularnych poradników, a wolisz skondensowane treści i przykłady w formie zdjęć,
  • Poszukujesz wiedzy aktualnej i dostosowanej do potrzeb social media,
  • Szukasz krótkiej lektury na temat interesujących Cię treści, która doskonale spełni swoje zadanie w pociągu lub autobusie,
  • Masz swoją ulubioną blogerkę lub blogera i chcesz dowiedzieć się nieco więcej na temat początków jej blogowania oraz po prostu cenisz jej/jego pracę.

 

Nie powinieneś brać się za te książki, jeśli: 

  • Lubisz powieści,
  • Nie podobają Ci się książki z przewagą zdjęć lub obrazków,
  • (niekiedy) poszukujesz głębszej analizy i wiedzy,
  • Szukasz poradnika, który będzie liczył więcej niż 150 stron.

 

Czy Wy czytacie poradniki napisane przez blogerki? Podzielcie się opinią w komentarzach!

Pozdrawiam,

Ania

 

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

„Francuzki nie potrzebują liftingu” Mireille Guiliano

Francuzki nie potrzebują liftingu dowiedziałam się wiosną tego roku i z racji tego, że byłam na etapie poszukiwania odpowiedniego sposobu pielęgnacji skóry w obawie przed pierwszymi zmarszczkami, zdecydowałam się kupić tę książkę i ją przeczytać. I niestety muszę Wam się przyznać, że się rozczarowałam, ponieważ nie otrzymałam przepisu na to, jak dbać o siebie w stylu Francuzek. To, co wyczytałam, to garść wskazówek typu „moja koleżanka, która ma 60 lat opala się co roku” albo „inna koleżanka od 40 lat używa olejku arganowego”… Czyli w sumie nic ciekawego. Dlatego chciałabym Was przestrzec przed sięgnięciem po tę książkę. Może okazać się, że po prostu stracicie na nią czas i pieniądze. Nie warto, serio.

 

ad1a6-soap-1735715_1920

 

Żeby nie było, że tylko się czepiam to w tym miejscu muszę jednak zauważyć, że idea poradnika dla pań starszych niż 30-latki jest super. Ta książka jest kierowana głównie do nich. A z racji tego, że takich podręczników dla naszych mam nie ma wielu, jest to strzał w dziesiątkę. Jednak, co mam zrobić ja, 30-latka, kiedy czytam, że pani lat sześćdziesiąt parę powinna albo się opalać, albo nie i ubierać w to i w to. Nie wiem, a wskazówki na okładce nie było.

Skoro już mowa o ubieraniu się, ta książka zawiera sporo informacji o tym, jak wyglądać dobrze i stosownie do każdej okazji dla osób w wieku 50+. Listy ubrań, które powinny mieć oraz możliwe ich zestawienia – doskonałe! Do tego miniporadnik savoir vivre, też OK.

 

6f2d6-bath-balls-1617472_1920

 

 

Podsumowując, Francuzki nie potrzebują liftingu to ciekawa książka, okraszona wieloma anegdotkami z życia autorki oraz jej przyjaciółek, ale niestety nie podaje gotowych przepisów w żadnym obszarze ważnym dla kobiet, o którym pisze. Czy warto przeczytać tę książkę? Nie wiem, ja odstawię ją na półkę i wrócę do niej za jakieś 20 lat.

Autor: Mirelle Guilliano
Tytuł: Francuzki nie potrzebują liftingu
Tłumaczenie: Dorota Gruszka
Wydawnictwo: Znak Nowa Litera
Ilość stron: 536
Cena: 34,90 zł
P.S. Po więcej informacji na temat książek, zapraszam Was na moje konto na Instagramie (klik). Tam znajdziecie codziennie trochę o info o tym, co obecnie czytam.
Pozdrawiam,
Ania

„Subtelnie mówię f*ck” Marka Mansona, czyli poradnik o zwyczajnych sprawach

Czy kiedykolwiek myśleliście o tym, że nie jesteście wyjątkowi i być może życie, które wiedziecie jest nudne i przewidywalne, ponieważ życie po prostu takie jest i nie zmienią tego żadne przygody? A może przeglądacie z zazdrością profile w mediach społecznościowych swoich znajomych, którzy odwiedzają przepiękne miejsca na ziemi i zżera Was zazdrość? 

Mark Manson w książce o nieciekawie przetłumaczonym tytule (przykro mi) „Subtelnie mówię f*ck. Sprzeczna z logiką metoda na szczęśliwe życie” stwierdza, że tak na dobrą sprawę jest jedno rozwiązanie: olać to wszystko i przestać udawać, że jesteśmy wyjątkowi. To ostatnie w świecie, w którym z każdej strony słyszymy, że jesteśmy (albo powinniśmy być) VIP-ami jest wręcz bezczelnością. Zamiast wierzyć w to, trzeba jedynie uznać, że zawsze, ale to zawsze, stoi przed nami jakiś wybór i to my jesteśmy odpowiedzialni za jakość naszego życia. Proste, prawda?

No właśnie. I tak na dobrą sprawę na tym opiera się, jak mi się wydaje, fenomen tej książki. Bo niby wszyscy wiedzą, że nie możemy być wszyscy najwspanialsi i najlepsi na świecie, że to dzięki porażkom i nieunikaniu problemów możemy się uczyć i się rozwijać, ale jednak trzeba było napisać o tym książkę…żeby pewne rzeczy móc ponownie sobie uświadomić.

 

Kim jest Mark Manson i dlaczego to jego poradnik muszę przeczytać?

Mark Manson to autor poradników. Nie psycholog, ani nie socjolog. Nie jest ekspertem z masą dyplomów na ścianie, jedynie psychologiem samoukiem, myślicielem i entuzjastą życia. No i jest blogerem.  Szczególnie to ostatnie jest nieco przerażające, szczególnie dla tych, którzy przywykli polegać na słowach mądrych osób z wieloma skrótami przed lub za nazwiskiem (zależy od kraju). A tutaj przychodzi facet, który nie skończył kierunkowych studiów, klnie jak szewc i opowiada prawdy o życiu. Jednak okazuje się, że jego przemyślenia są niezwykle trafne i doskonale wpisują się w to, co przeżywał lub przeżywa każdy z nas: brak pracy po zakończeniu studiów, niezbyt ciekawe i nie do końca dobrze płatne posady i znajomi, którzy publikują zdjęcia z ciepłych krajów zimą (sama mam taką koleżankę!). I śmie twierdzić, że to właśnie nasza pogoń za idealnym życiem i szczęściem na siłę jest powodem naszych problemów. I że nasze dążenie do osiągnięcia tego wymaganego poziomu zadowolenia jest tym, co nas na dobrą sprawę unieszczęśliwia. A skoro tak jest, należy przestać się starać i po prostu to olać!

 

 

Dlaczego warto przeczytać tę książkę?

  • Przede wszystkim, żeby przestać się zamartwiać, że inni mają lepiej od nas. Może nie mają, ale chcą się podbudować tym, że im zazdrościmy.
  • Przestać twierdzić, że wszyscy jesteśmy wyjątkowi i inni powinni nam ustępować, ponieważ wtedy życie staje się nieznośne.
  • Odpuścić sobie zbyt wiele emocji, bo one też nieźle potrafią namieszać.
  • Skupić się na tym, co tu i teraz i nie marnować czasu na gonienie za złudzeniami (większy dom, jeszcze większy dom, itd.)
  • Skupić się na tym, co dla nas ważne po to, aby na koniec nie żałować, że czegoś nie udało nam się zrobić.

 

Nie powinieneś czytać, jeśli…

  • Rażą Cię przekleństwa, bo jest ich w tej książce baardzo dużo.
  • Wolisz udawać, że jesteś wyjątkowy i planujesz nadal zatruwać innym życie.
  • Nie lubisz czytać o oczywistych sprawach.

 

 

pf_1522753956

Tytuł: Subtelnie mówię f*ck. Sprzeczna z logika metoda na szczęśliwe życie

Tytuł oryginalny: The Subtle Art of Not Giving a F*ck: A Counterintuitive Approach to Living a Good Life

Autor: Mark Manson

Tłumaczenie: Leszek Sielicki

Wydawnictwo: Sensus

Liczba stron: 194

Cena: 37 zł

„Skin Coach” Bożena Społowicz

Kilka miesięcy temu na rynku pojawiła się nieco kontrowersyjna książka dotycząca pielęgnacji skóry. Mam tutaj na myśli „Skin Coach” Bożeny Społowicz. Wiele osób, w tym także blogerki i instgramerki, były zachwycone takim kompendium wiedzy na temat właściwego pielęgnowania skóry. Inne zdanie miały osoby, które posiadały doświadczenie jako kosmetyczki i kosmetolodzy. Opinie na temat tej książki były podzielone i pewnie każda osoba, która teraz po nią sięga (o ile to robi) dwa razy zastanowi się nad zastosowaniem rad w niej zawartych. Ja również miałam takie podejście, jednak chciałam wyrobić sobie swoje zdanie na jej temat.
Od razu zaznaczam, że szanuję opinie autorki i, o ile nie są niezgodne z obecnym stanem wiedzy, nie mam nic przeciwko ich wygłaszaniu. Niemniej jednak znalazłam kilka kwestii, które dały mi do myślenia i sprawiły, że muszę podchodzić do nich z rezerwą. Jednak, żeby nie skupiać się tylko i wyłącznie na negatywach, zdecydowałam się podzielić tę recenzję na elementy, które w tym podręczniku pielęgnacji bardzo mi się podobały i na takie, które wzbudziły moje podejrzenia.
Podobało mi się, że:
  • autorka wspomina, że urodę i dobry wygląd skóry nie zawdzięczamy jedynie dobrze dobranym kosmetykom, ale także diecie. Bożena Społowicz zachęca do porzucenia fast foodów, przetworzonego jedzenia na rzecz ciepłych, domowych posiłków i ich powolnego spożywania.
  • zakłada, iż dla dobrego samopoczucia ważne jest dbanie o ogólny dobry stan organizmu i z tego powodu nakazuje robienie badań u lekarza.
  • wskazuje, że poprawa stanu skóry, nawet takiej ze zmarszczkami, jest możliwa i podaje wskazówki opisujące to, w jaki sposób możemy rozpocząć drogę ku lepszemu.
  • pokazuje, że poprawa stanu skóry to proces, który nie zadzieje się natychmiast. Każe czekać i obserwować pozytywne zmiany, przekonując, że potrzeba na nie czasu.
  • we współpracy z coachem stworzyła podręcznik zmian przyzwyczajeń pielęgnacyjnych i dietetycznych.
Nie podoba mi się, że:
  • podaje (w moim mniemaniu) własne klasyfikacje typów cery. Wskazuję tutaj przede wszystkim na cerę interaktywną. Pierwszy raz o niej słyszę…
  • przekonuje do suplementacji i jednocześnie nie podaje źródeł dobrych suplementów diety. Wiemy, że suplement suplementowi nie różny i tak na dobrą sprawę takie środki nie podlegają takiej kontroli jak na przykład leki, co oznacza, że wybranie odpowiedniego „wspomagania” jest trudne. Natomiast rozdział (podrozdział?) poświęcony suplementom to zaledwie jedna kolumna tekstu.
  • nieustannie atakuje blogerki i inne osoby publikujące w internecie o to, że publikują niesprawdzone informacje i tym samym powodują zamęt w głowach osób, które nie mają doświadczenia w poszukiwaniu właściwych informacji. Cóż, autorka również prowadzi swojego bloga, który, jak rozumiem, prowadzony jest z niezwykłą dbałością o wyszukiwanie najmniejszych błędów.
  • przekonuje, iż wydawanie ogromnych sum pieniędzy na polecane przez nią kosmetyki są najlepszym wyjściem. Nie przemawia do mnie argument, że z pewnością wydam na tańsze kosmetyki podobną sumę. Wiem, że nie wydam, więc argumentowanie, że polecane (nieznane mi) marki są dobre tylko dlatego, że ktoś o nich pisze dobrze w swojej książce, mnie nie przekonuje. Biorąc pod uwagę to, że autorka nie zezwala na stosowanie testerów i próbek…Nie kupuję w ciemno produktów o wartości 200 złotych w górę.
  • twierdzi, iż skóra w nocy zregeneruje się sama bez potrzeby nakładania na nią kremu. Próbowałam. Moja była szorstka i pokryta warstewką sebum (mam tłustą). Nic przyjemnego, także dziękuję.

 

Ocena: Cóż, mogę stwierdzić, że w tym przypadku czytacie na własną odpowiedzialność. I o ile z niektórymi kwestiami mogę się zgodzić, chociażby z tym, że cerze tłustej olejowanie jak najbardziej nie służy, wiele rzeczy w tym podręczniku jest kontrowersyjnych i dla mnie nie do przyjęcia. Obawiam się też, że autorka, która chciała sprawić, że wreszcie nie będziemy przerzucać stron internetowych w poszukiwaniu sprawdzonych i wiarygodnych informacji, sama wprowadziła chaos. Szkoda, bo bardzo dużo obiecywałam sobie po tej książce.
Autor: Bożena Społowicz
Tytuł: Skin Coach
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 290
Cena: 44,90 zł

Bobbi Brown „Magia spojrzenia”

Tę książkę kupiłam sobie w tamtym roku, jednak, muszę szczerze to przyznać, nie miałam okazji do niej zasiąść. A szkoda, ponieważ ta niewielka pozycja zawiera bardzo dużo porad na temat tego, w jaki sposób podkreślać oczy, brwi tak, żeby wydobyć z nich to, co najlepsze.

Dlaczego warto?
Jest kilka powodów, dla których bardzo polecam tę książkę. Przedstawiam je pokrótce poniżej.
bobbi
Bobbi Brown „Magia spojrzenia”
  • Bobbi Brown jest jedną z najlepszych na świecie makijażystek, której kunszt podziwiany jest nie tylko przez celebrytki (jej klientki), ale także innych profesjonalistów z tej branży.
  • Każdy dział, czyli: przygotowanie oka, nakładanie cieni, robienie kresek i aplikowanie sztucznych rzęs opatrzony jest komentarzem. W tej książce znajduje się wiele rad na temat tego, co robić, a czego nie, żeby makijaż wydobył najlepsze cechy i trzymał się długo.
  • Baaardzo dużo zdjęć. Niektóre z nich to gotowe tutoriale, w których krok po kroku można wykonać niesamowite makijaże.
  • Porady dotyczące tego, jak sprawić, żeby make-up był jeszcze bardziej spektakularny.
  • Na pierwszych stronach książki dowiadujemy się, jakie pędzle są niezbędne dla nakładania cieni, aplikowania korektora, pudru i wielu innych kosmetyków. Zostały sfotografowane i opisane tak, że dokładnie wiadomo, który z nich kupić i jak ich używać.
  • Porady dotyczące pielęgnacji skóry wokół oczu to prawdziwa perełka. Bobbi Brown nie skupia się tylko i wyłącznie na pokazaniu makijażu, ale też na przygotowaniu okolic oczu. Dlatego w książce można poczytać o naturalnych zabiegach, na przykład tych zapobiegających powstawaniu opuchlizny wokół oczu (woreczki po herbacie, aspiryna, itp), ale także porady lekarzy. Dodatkowo porady, jak dobrać odpowiedni krem pod oczy i jakie ten kosmetyk powinien zawierać składniki.
  • Krótki opis pielęgnacji pędzli.
  • Poradnik dobierania oprawek okularów do swojego typu urody i rysów twarzy.
Ocena: Książka ma 120 stron, wydana jest na pięknym, woskowanym papierze. Sprawia wrażenie większej niż jest. Ale nie wolno oceniać jej zawartości po rozmiarze. Poradnik zawiera tak ogromną porcję wiedzy, że nie sposób z niej nie skorzystać. Biorąc pod uwagę to, że wszystko opatrzone jest prostymi do wykonania instrukcjami i zdjęciami, makijaż oczy powinien robić się sam. Bardzo przydatna książka dla tych, którzy chcą rozpocząć przygodę z make-upem.

Autor: Bobbi Brown, Sara Bliss
Tytuł: Magia spojrzenia. Profesjonalne techniki, niezbędne narzędzia, zachwycające stylizacje
Tłumaczenie: Agnieszka Wróblewska
Wydawnictwo: Galaktyka
Ilość stron: 120
Cena: 39,90 zł