Pozdrowienia z kosmosu Mike Dooley, Tracy Farquhar

Advertisements

Dzisiejszy wpis będzie, jak mi się wydaje, dla Was zaskakujący. Dla mnie bowiem mocno nieprzewidziana była tematyka tej książki. Owszem przeczytałam opis wyszukując ją w znanej księgarni internetowej. Ale tego, co przeczytałam w publikacji Pozdrowienia z kosmosu, nie spodziewałam się.

Pewnie od razu spytacie, czego takiego tak bardzo się nie spodziewałam. Już wyjaśniam. Myślałam, że jest to książka o kosmosie jako takim. Wiecie, czymś w rodzaju świetnych pozycji o astrofizyce autorstwa Guya de Grasse Tysona. No ewentualnie coś o kosmitach. Nie tak dawno przecież publikowałam recenzję opracowania o UFO. Ale w Pozdrowieniach z kosmosu trafiłam na..Uwaga! Zapis sesji channelingu z istotami zamieszkującymi odległą planetę Brahoshka. Takiej książki na TaniaKsiazka.pl się nie spodziewałam. Serio!

Czym jest channeling

Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest ten channeling. Zwany inaczej kanalizmem, jest fenomenem parapsychicznym, będącym przedmiotem wiary osób związanych z nową duchowością, czyli po prostu New Age. Polega na tym, że transcendencyjny ośrodek emisyjny (na przykład jakieś bóstwo lub aniołowie, a tutaj te istoty z innej planety) przekazuje treści poprzez kanał osoby znajdującej się w transie lub w stanie podwyższonej świadomości. Oczywiście taki kontakt ma miejsce metodą pozazmysłową, mentalnie i bez użycia języka werbalnego (czyli takiego mówionego).

Osoby, które doświadczyły takiego kontaktu twierdzą, że jest on zazwyczaj trudny do zrozumienia. Dopiero ich podświadomość przekłada je na bardziej zrozumiałe myśli, słowa mówione lub pisane. Tak zresztą twierdziły istoty z książki, kiedy zapytano je o to, w jakim języku komunikują się one ze swoim odbiorcą. Stwierdziły one, że po swojemu, a język „przekładu” zależy od tego, jaka jest ojczysta mowa kontaktu. W trakcie „rozmowy” ciało człowieka znajduje się w transie.

Wyznawcy New Age przyznają, że rodzaj istoty kontaktującej się z „przekaźnikami” zależy od stopnia ich uduchowienia. Im jest wyższy, tym częściej takie osoby kontaktują się z bytami znajdującymi się bliżej bóstw. Jednak bardzo często rozmowy channelingowe odbywa się z aniołami, wysłannikami światła lub obcymi cywilizacjami. Z tymi ostatnimi właśnie mamy do czynienia w Pozdrowieniach z kosmosu.

Frank, czyli kto?

Frank to wspólne imię dla kolektywu ośmiu wysoko rozwiniętych istot przebywających w odległej galaktyce. Rozmawiają oni z medium Tracy Farquhar, odpowiadając na różnego rodzaju pytania dotyczące nie tylko zamieszkanego przez nich świata, ale również kwestii duchowych i przyszłości naszej planety. Wiemy o nich tyle, że ich planeta Brahoshka znajduje się daleko od naszej galaktyki i nie można mieszkać na jej powierzchni. Jest ona bowiem niezdatna do życia z powodu klimatu na niej panującego. Mieszkańcy zamieszkują jej wnętrze po to , aby chronić się od upału i ciągłej jasności.

Gdybyście chcieli wiedzieć, jak wyglądają, to dowiadujemy się jedynie tego, że ich wygląd zewnętrzny raczej by nam się nie spodobał. Żyją przeciętnie jakieś 400 lat i z zawodu są naukowcami lub myślicielami. Poza tym wydają się o wiele bardziej oświeceni od Ziemian.

Moja ocena

Nie jest to moja ulubiona tematyka i muszę stwierdzić, że nie jestem tą książką mocno zachwycona. Jednak bardzo doceniam jej klimat. Jest to dobrze opracowana pozycja dla osób, które są zainteresowane kwestiami parapsychicznymi, duchowością  i dążeniem do doskonalenia. Z pewnością zainteresują się nią także ludzie, którzy pragną poznać odpowiedzi na tak nurtujące pytania, jak odwiedziny kosmitów lub kwestie związane z zatopieniem Atlantydy. Muszę zresztą przyznać, że te ostatnie były dla mnie w sumie najciekawsze.

Ogromnym plusem tej książki jest atmosfera mądrości i spokoju, która przebija się z niemal każdej strony. Widać, że istoty, z którymi rozmawiało medium mają ogromny zasób wiedzy i wiedzą, że konflikty oraz wojny nie prowadzą do niczego. Czytając opisy ich świata można dojść do wniosku, że idealny świat jednak istnieje…

Wiem, że jest to książka, która jest bardzo niecodzienna i zapewne niewielu z Was po nią sięgnie. A może odwrotnie – zaciekawi Was wizja idealnego życia bez negatywnych uczuć i konfliktów. Jeśli jednak stwierdzicie, że to nie dla Was, zachęcam do sprawdzenia innych nowości z księgarni Taniaksiazka.pl . Mają ich sporo!

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Mike Dooley, Tracy Farquhar
Tytuł: Pozdrowienia z kosmosu
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: ok. 280
Cena: około 39,90 złotych
Ocena: 4,5/6
Możesz kupić jako książkę papierową tutaj: https://www.taniaksiazka.pl/pozdrowienia-z-kosmosu-mike-dooley-p-1377356.html lub w dziale z nowościami https://www.taniaksiazka.pl/nowosci

 

Bądź na bieżąco z wpisami na tym blogu! Zapisz się do newslettera, a nie ominie Cię żaden wpis.

Wiara, Nadzieja, Miłość Monika Jagodzińska

Advertisements

Niejednokrotnie na tym blogu pojawiały się wpisy na temat książek debiutujących autorów. Teraz będzie podobnie, ponieważ spróbuję zachęcić Was do przeczytania krótkiej powieści psychologicznej autorstwa Moniki Jagodzińskiej.

Autorka to urodzona w 1998 roku dziewczyna, pochodząca z małej miejscowości. Jak można dowiedzieć się z notki na końcu książki, jest to osoba z dużymi marzeniami oraz chęciami do ich rywalizacji.

Nigdy w życiu nie sądziłam, że spotka mnie to, co spotkało. Myśląc o tym teraz to aż abstrakcja. A jednak.  Życie jest nieprzewidywalne.

Diana to dziewczyna jakich wiele na polskich ulicach. Niewysokiego wzrostu i z nadwagą, co sprawia, że jest ona nieustannym obiektem żartów ze strony swoich rówieśników. Nieprzyjemne sytuacje spotykają ją niemal na każdym kroku, co dzieje się może ze względu na to, że sama ustawia się w roli ofiary, a co za tym idzie, przyciąga do siebie kolejnych żartownisiów. Ci tylko utwierdzają ją w przekonaniu, że nie jest warta czyjejś uwagi lub uczucia. Taki stan trwa, dopóki dziewczyna nie decyduje się na przejście na dietę oraz rozpoczęcie treningów. To oczywiście działa, a zmiany widoczne są niemalże natychmiast. Diana wreszcie zdobywa uznanie rówieśników, co wpędza ją tylko w większe kłopoty.

Moja ocena

Przyznaję wysoką ocenę: pięć w mojej sześciostopniowej skali. Wynika ona przede wszystkim z tego, że Monika Jagodzińska w świetny i wnikliwy sposób potrafiła zagłębić się w umysłowość nastolatki, która uległa zjawisku tzw. body-shaming. Rys psychologiczny postaci oraz jej rodziców, a także wszystkie emocje targające dziewczyną przed, w trakcie oraz po odchudzaniu to naprawdę majstersztyk. Dzięki takim opisom można doskonale zagłębić się w umysłowości Diany i zrozumieć, dlaczego zdecydowała się na radykalną dietę i jak przeżywała jej następstwa.

Co bardzo ważne książka porusza ważny temat społeczny, istotny przede wszystkim z punktu widzenia nastolatków, czyli wygląd i jego znaczenie dla naszych kontaktów z innymi ludźmi oraz w życiu zawodowym. Ludzie, którzy wstydzą się swojego wyglądu nie osiągają sukcesów, starają się przejść przez życie niezauważeni albo odwrotnie – decydują się na szybką i radykalną zmianę, niekiedy rujnując zdrowie. I to jest ważne przesłanie tej książki, które można sparafrazować w bardzo prosty sposób: „jeśli przesadzisz to wpadniesz w jeszcze większe problemy”. Zgadzam się z tym w pełni i dlatego uważam, że takie książki powinny być omawiane z młodzieżą w ramach lekcji wychowawczych lub warsztatów, uświadamiających im, że to zdrowe i silne ciało jest ważne, a nie to, ile kilogramów mniej widzimy na wadze (co nie obowiązuje, oczywiście, w przypadku otyłości, ale to jest już inna kwestia).

Najsłabsze ogniwo

Jeśli miałabym przyczepić się do czegoś, musiałabym wskazać na zakończenie powieści jako na najsłabsze ogniwo. Nie chodzi mi o wydarzenia, wręcz przeciwnie, kibicowałam Dianie w jej dążenia do ustabilizowania sytuacji życiowej. Jednak miałam takie wrażenie, że ostatnia część, tj. Miłość, została potraktowana nieco po macoszemu. Przetykają się w niej dwie płaszczyzny: główny nurt historii oraz przebitki z przyszłości, dzięki czemu można było ze znacznym wyprzedzeniem dowiedzieć się, jak książka się skończy. Dodatkowo autorka poskąpiła nam takich rozbudowanych analiz emocjonalności Diany, jak w poprzednich częściach. Być może nie były one z jej punktu widzenia istotne, może najważniejszą była walka z chorobą…? Nie wiem, jednak pozostawia to nieco niedosytu.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Monika Jagodzińska

Tytuł: Wiara, Nadzieja, Miłość

Wydawnictwo: Psychoskok

Liczba stron: 120

Cena: 24,90 złotych


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Nie zaczynaj rozmowy kwalifikacyjnej online, zanim tego nie przeczytasz!

Advertisements

1. Nie zaczynaj rozmowy kwalifikacyjnej online, zanim tego nie przeczytasz!

8 rad, jak przygotować się do rozmowy o pracę w czasie pandemii COVID-19.

W czasie pandemii wielu z nas musiało przestawić się na pracę zdalną i zamienić spotkania w biurze na telekonferencje. Również w procesach rekrutacyjnych na popularności zyskały rozmowy kwalifikacyjne online. Jeśli szukasz pracy i zostałeś zaproszony na taką rozmowę, koniecznie przeczytaj ten artykuł. Rozmowa rekrutacyjna to spotkanie, na którym powinieneś zrobić dobre wrażenie. Warto więc wiedzieć, co może je zepsuć, a czym możesz je wzmocnić. Po zastosowaniu poniższych rad, na pewno wypadniesz świetnie!

2. Przygotuj i sprawdź sprzęt oraz oprogramowanie

To rada nie do przecenienia. Każdy pracodawca szuka osoby kompetentnej i dobrze zorganizowanej. Jeśli więc okaże się, że nie działa Ci mikrofon albo kamera i rekruter musi czekać, aż się ogarniesz, to od razu masz pod górkę. Teksty w stylu „ojej, zawsze mam z tym problem” nie pomogą – utwierdzą w przekonaniu słuchacza, że jesteś słabo zorganizowany i roztargniony. I że się nie przygotowałeś, czyli nie potraktowałeś rozmowy poważnie.

A więc zainstaluj zawczasu sugerowany przez rekrutera program do rozmowy online i przetestuj wcześniej, czy działa zarówno program, jak i sprzęt. Przygotuj kamerę, nie tylko słuchawki, ponieważ rekruter będzie chciał Cię widzieć podczas rozmowy. Najlepiej rozmawiaj przez laptopa lub komputer stacjonarny (nie przez smartfona) – dają one większy komfort i możliwości, o których piszę niżej.

Zwróć uwagę na swoją nazwę użytkownika w programie do telekonferencji. Najlepiej niech to będzie Twoje imię i nazwisko (a nie na przykład „Kociaczek1985”) 🙂

3. Zadbaj o łącze internetowe dobrej jakości

Jeśli masz takie w domu, to sprawa załatwiona. Czasami jednak trzeba poprosić domowników, aby w tym czasie nie korzystali z sieci. Musisz bowiem przesłać i odebrać dźwięk i obraz, więc warto zadbać o odpowiednią przepustowość. Jeśli nie wiesz, jaka jest wymagana, przeczytaj na stronach dostawcy oprogramowania. Na przykład wymagania przepustowości dla Skype są podane na stronie Pomoc Skype’a. Jeśli nie wiesz, jaka jest szybkość Twojego łącza, możesz ją zbadać korzystając z darmowych narzędzi, na przykład takich jak Speed Test.

Jeśli nie masz wystarczająco szybkiego internetu w domu, musisz poszukać odpowiedniego miejsca lub wykupić dostęp do sieci o wyższej przepustowości. Miej w pogotowiu telefon z odpowiednią aplikacją do ponownego połączenia się z rekruterem w przypadku, gdy Twoje WIFI całkowicie odmówi współpracy i zerwie Ci się połączenie.

4. Zorganizuj ciche i uporządkowane pomieszczenie

Hałas, osoby chodzące za Twoimi plecami, szczekające psy etc. będą rozpraszać zarówno Ciebie, jak i rekrutera. Zadbaj więc o wyciszone pomieszczenie, zamknij okno i poproś, żeby nikt nie wchodził w czasie rozmowy. Wyłącz telefon.

Ponadto sprawdź podczas próbnego połączenia, jak usiąść, żeby przestrzeń za Twoimi plecami była uporządkowana. Może to być biała ściana lub biblioteka. Uważaj, żeby w kadrze nie znalazły się porozrzucane ubrania, brudne naczynia lub inne niepożądane widoki.

5. Ubierz się schludnie

Rozmowa rekrutacyjna – online czy bezpośrednia – wymaga od Ciebie schludnego wyglądu. Ubierz się jak do biura i to nie tylko od pasa w górę, bo może się zdarzyć, że będziesz musiał wstać. Nie chciałbyś, aby rekruter zobaczył Cię w dresie lub szortach! 🙂

6. Przygotuj oświetlenie

Niestety podczas rozmowy online musisz zwrócić większą uwagę na światło. Jeśli skierujesz lampę wprost na siebie, będziesz świecącą plamą. Gdy siądziesz tyłem do źródła światła, będziesz ciemną plamą. Jeśli możesz, zastosuj światło rozproszone, miękkie. Poeksperymentuj, wypróbuj różne ustawienia.

Poza tym warto przypudrować twarz (również mężczyźni), szczególnie, gdy masz cerę tłustą lub mieszaną. Kamera wyolbrzymi świecące czoło i będziesz wyglądał na bardziej zdenerwowanego. Nie bez powodu każdy, kto przychodzi do telewizji, jest zawsze dobrze przypudrowany.

7. Ustawienie kamery

Warto tak ustawić kamerę, abyś mógł patrzeć w monitor na swojego rozmówcę sprawiając wrażenie, że patrzysz mu w oczy. Można to osiągnąć poprzez zamocowanie kamery na monitorze (najlepiej na wysokości oczu) i przeciągnięcie okienka z twarzą rozmówcy jak najbliżej kamery.

Łatwiej jest mówić do człowieka, niż do obiektywu, więc warto zadbać, żeby Twój rozmówca widział Cię tak, jakbyś mówił wprost do niego, a nie gdzieś w bok. Jednak osobiście uważam, że po kilku miesiącach pandemii, gdy wiele osób nauczyło się już korzystać z telekonferencji, nie jest to aż tak ważne, żeby mówić wprost do kamery. Każdy rekruter wie, że patrzysz na niego na monitorze.

Zadbaj o to, abyś miał podgląd siebie na ekranie komputera, aby kontrolować jak wyglądasz Ty i Twoje otoczenie. Tu właśnie większy ekran wygrywa z małym ekranem smartfona.

Ponadto ustaw kamerę mniej więcej na wysokości oczu. Jeśli ustawisz ją nisko, na przykład na blacie biurka, Twój rozmówca będzie widział głównie Twoją brodę, szyję i dziurki w nosie 🙂

8. Ściągawka na ekranie

Pozostałe elementy przygotowania do rozmowy kwalifikacyjnej są takie same, jak podczas bezpośredniego spotkania. Warto zatem:

  • Dowiedzieć się jak najwięcej o pracodawcy oraz komórce, która szuka pracownika (czym się zajmuje, jakie ma produkty lub usługi, jak sobie radzi etc.).
  • Poznać rynek, na którym firma działa.
  • Poznać problemy firmy – jeśli będziesz w stanie pomóc w ich rozwiązaniu i powiesz o tym rekruterowi, na pewno błyśniesz w czasie rozmowy.
  • Przećwiczyć sobie mówienie o swoich kompetencjach i doświadczeniach.
  • Przygotować odpowiedzi na możliwe trudne pytania rekruterów (na przykład takie, jak: Dlaczego chce Pan/Pani u nas pracować? albo Gdzie widzi się Pan/Pani za 5-10 lat?). Podpowiedzi, jakie pytania często zadają rekrutujący, znajdziesz łatwo w sieci.
  • Przygotować własne pytania do rekrutera. Warto zapytać o zakres obowiązków, możliwości rozwoju w firmie, szkolenia, zasady zatrudnienia oraz o to, jak będą wyglądały kolejne etapy rekrutacji.
  • Przygotować odpowiedź na pytanie o oczekiwane wynagrodzenie. Jeśli nie wiesz, jakiego wynagrodzenia możesz oczekiwać, zachęcam Cię do przeczytania mojego artykułu na temat darmowych źródeł wiedzy o wynagrodzeniach w Polsce.

Rozmowa online daje Ci fajne możliwości – pozwala Ci przygotować sobie na ekranie coś na kształt ściągawki. Może to być Twoje CV lub informacje o firmie. Oczywiście nie możesz ich cały czas czytać, gdyż rozmówca od razu się zorientuje. Ale zerknięcie od czasu do czasu ułatwi Ci zadanie.

9. Zachowanie podczas rozmowy

Ponieważ chcesz zrobić wrażenie osoby kompetentnej, zachowaj spokój. Wszelkie nerwowe tiki, zbędne ruchy, pocieranie uszu czy twarzy, nie tylko rozpraszają, ale również ujawniają zdenerwowanie. Przygotuj się dobrze, to będzie Ci łatwiej kontrolować mowę ciała. Ukrycie ewentualnych zbędnych ruchów będzie również prostsze, jeśli w kamerze będziesz widoczny od ramion w górę.

Jeśli jednak zdarzy Ci się wpadka (np. łokciem potrącisz szklankę i rozlejesz kawę), postaraj się zachować naturalnie. Przeproś, uśmiechnij się i kontynuuj. Eleganckie i spokojne radzenie sobie z takimi sytuacjami to też atut.

Pamiętaj, aby nigdy nie mówić źle o poprzednich pracodawcach. Rekruter również reprezentuje pracodawcę i identyfikuje się bardziej z nimi, niż z Tobą. Jeśli usłyszy narzekanie i krytykę, pomyśli, że nowego pracodawcę też będziesz „obgadywać”. Takie zachowanie na pewno Ci nie pomoże.

Ważne też, abyś się nie rozgadywał, zwłaszcza na tematy niezwiązane z rekrutacją. Uprzejmie i zwięźle odpowiadaj na pytania. W ten sposób oszczędzasz czas swój i rozmówcy. Twoje zachowanie powinno przekonać rekrutera, że traktujesz rozmowę i jego samego poważnie, że Ci zależy. Wszystkie wyżej omówione zasady będą tego dowodem, więc nie zepsuj dobrego pierwszego wrażenia gadulstwem! 🙂

Zastosowanie powyższych rad i instrukcji pomoże Ci dobrze wypaść na rozmowie. Najwięcej pracy musisz włożyć w przygotowanie przed pierwszą rozmową. Z każdą kolejną będzie Ci coraz łatwiej. Oczywiście życzę Ci, aby już pierwsza rozmowa przyniosła Ci zatrudnienie, ale jeśli nie, to przynajmniej poćwiczysz i nabierzesz wprawy. Te umiejętności przydadzą Ci się w życiu zawodowym – choćby podczas służbowych telekonferencji.

Życzę Ci ciekawych i udanych rozmów o pracę!

Kilka słów o autorce:

Sylwia Waśniewska – autorka tekstów i prowadząca blog tematyczny NaTematPracy.pl.

Na podstawie swojego kilkunastoletniego doświadczenia w zarządzaniu zespołami i projektami oraz w oparciu o dostępne informacje i badania, publikuje artykuły dotyczące rozwoju osobistego, odnajdywania zawodowego powołania i zdobywania odpowiedniej dla siebie pracy. Jej celem jest pomoc wszystkim którzy nie mają, a chcieliby mieć wspaniałe życie zawodowe.

Na co dzień pracuje w instytucie badawczym, w którym kieruje zespołem ekspertów od emisji zanieczyszczeń do powietrza.

Jak praca zdalna wpływa na moją wydajność

Advertisements

Dziś wpis, który na pierwszy rzut oka nie do końca jest związany z książkami. Postanowiłam bowiem podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat pracy zdalnej oraz o tym, w jaki sposób taka metoda pracy wpływa na moją wydajność zawodową, ale też i blogową.

Wydawałoby się, że praca z domu ma same plusy. Nie trzeba się malować, przebierać w eleganckie ciuchy ani, jak to jest w moim przypadku, tracić czas na dojazdy do pracy. U mnie to ostatnie mniej więcej wygląda tak, że połowę czasu spędzam w biurze, a dokładniej w sali, w której prowadzę zajęcia, a drugą połowę w rozjazdach. Jest to związane z tym, że wiele firm życzy sobie, aby lektor dojechał do ich siedziby i tam poprowadził lekcje. Rozumiem to i staram się być na miejscu, jednak nie będę ukrywać, że niekiedy lokacje te położone są na obrzeżach miasta i dojazd w godzinach szczytu jest czasami problematyczny i trwa bardzo długo.

Wszystko to sprawiło, że to, iż mogłam posiedzieć sobie w domu, przyjęłam z ulgą. Wiecie, w głowie miałam coś takiego, że pozostając w domu przygotuję się lepiej do lekcji lub zaproponuję moim kursantom dodatkowe atrakcje (oczywiście, jeśli tak mogę nazwać ćwiczenia i kolejne materiały, które postanowiłam dla nich przygotować).

Jak to wyglądało na samym początku kwarantanny

No więc tak…Początek był trudny, mimo iż miałam głowę pełną pomysłów na to, w jaki sposób chciałam wypełnić sobie wolny czas. Nie ukrywam, że wiele osób nie wyobraża sobie uczenia się na odległość, przez internet, i ja to doskonale rozumiem. Niestety, z punktu widzenia mojego biznesu nie jest to zbyt dobra wiadomość, ponieważ mam mniej pracy. Jednak moje postanowienie było takie: uczymy jeszcze bardziej jakościowo, z mnóstwem dodatkowych materiałów. Wiele z tych rzeczy, które opracowałam dla kursantów pojawiło się zresztą na stronie facebookowej mojej szkoły językowej i pozostaje tam do dzisiaj. Możecie to sprawdzić klikając TUTAJ.

Dodatkowo postanowiłam bardziej przyłożyć się do prowadzenia bloga i rozszerzyć zakres contentu, który w jego ramach oferuję. Z tego powodu postanowiłam:

  • poszerzyć serie, które ukazują się na blogu o dwie nowe: Odrobina klasyki i Książka tygodnia – obie ukazują się od początku kwarantanny. Obecnie planuję trzecią.
  • zacząć polecać Wam audiobooki.
  • stworzyć trochę treści w innej formie niż wpisy na blogu.
  • rozpocząć serię live`ów na Instagramie. To już się dzieje!

A ponadto, poza prowadzeniem lekcji online i udzielaniem się na blogu i w mediach społecznościowych, uczyłam się (i nadal się uczę) języka hiszpańskiego, fotografii, montażu filmów w warunkach domowych i odbywam regularne treningi co drugi dzień. Szczególnie to ostatnie jest dla mnie trudne, ponieważ co jakiś czas, po wprowadzaniu przez moją trenerkę nowych ćwiczeń, mam zakwasy i mam wrażenie, że od ponad miesiąca ciągle mnie coś boli. Oczywiście wprowadzenie tego wszystkiego było związane z tym, że nagle miałam tak strasznie dużo wolnego czasu, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić. A muszę się Wam przyznać, że nienawidzę marnowania czasu i takie siedzenie w domu i nicnierobienie po prostu mnie wkurza. Dodatkowo po ponad 1,5 miesiąca spędzonego w domu wyrobiłam sobie nawyk robienia wszystkich tych rzeczy i myślę, że ciężko będzie mi wrócić do poprzedniego stanu…

Co do książek to, owszem, dosłownie połykam je w ilościach wręcz zatrważających. To jest dobre z punktu widzenia bloga, ponieważ pierwszy raz od jakiegoś czasu mam listę książek oczekujących na opisanie. Wcześniej tak nie było, czyli jest plus.

Jak jest teraz

Muszę się przyznać, że z mojego punktu widzenia praca zdalna pozwala na umieszczenie w grafiku o wiele więcej rzeczy, które chciałam zrobić od bardzo dawna, ale z wiadomych przyczyn po prostu nie miałam na nie czasu. To jest super, ponieważ szykuję się do realizacji niektórych moich szalonych pomysłów i wiążę z nimi naprawdę poważne plany. Być może nawet będę te zamysły kontynuować lub rozwijać po to, aby móc regularnie zajmować się nimi w momencie, kiedy sytuacja z wirusem wróci do jako takiej normy.

Oczywiście, zdarzają mi się dni kryzysu, kiedy totalnie nic mi się nie chce. Miałam tak wczoraj. Po niby łatwym, ale jednak obciążającym treningu, planowałam poduczyć się hiszpańskiego na lekcję, jednak musiałam zmienić plany, ponieważ te ćwiczenia okazały się tak obciążające, że musiałam po nich nieco odpocząć. Wkuwanie wcale nie wchodziło w grę.

Czasem też jest tak, że moim kursantom zmieniają się plany. I to w ciągu godziny! Ja muszę się do tego dopasować, ponieważ w tej sytuacji każda przeprowadzona lekcja oznacza jakąś tam kwotę do przodu, a mniej pieniędzy wyciągniętych z oszczędności. Jednak konsekwentnie staram się realizować moje plany. Jeśli nie zrobię czegoś dziś to zrobię to jutro albo pojutrze. Ale zrobię!

Jak pracuję i jak się motywuję

Pracuję zdalnie w oparciu o ścisłe listy zadań do wykonania. One się zmieniają, ponieważ, tak jak wspomniałam o tym wcześniej, moje plany mogą się diametralnie zmienić w ciągu godziny. Mimo to staram się realizować po kolei lub na bieżąco nadawać odpowiedni priorytet niewykonanym zadaniom. Na przykład: jeśli w poniedziałek mam do przeprowadzenia 2 lekcje, przygotowanie prezentacji pod nagranie, popłacenie rachunków, obejrzenie zaległego webinaru, napisanie wpisu na bloga oraz trening i coś mi wypadnie, np. zmieni się termin jednej z lekcji to staram się przesunąć to, co mogę na inny termin i zrealizować pozostałe rzeczy wcześniej lub później. Wszystko po to, aby zmiana nie zburzyła mojego harmonogramu. Jeśli czegoś nie zdążę zrobić danego dnia, wpada na listę zadań do wykonania na inny dzień i jeśli nie jest pilne to wykonuję je tego dnia, kiedy mam mniej zaplanowanych rzeczy.

Co do motywacji, nie mam tutaj zbyt dużego pola do popisu. Kwestie finansowe i ograniczenia w nabywaniu pewnych produktów sprawiają, że nagradzanie się jest w obecnej chwili dosyć skomplikowaną sprawą. Mnie jednak cieszy to, że zajmuję się rzeczami znacznie wychodzącymi poza moją strefę komfortu i jeśli ich efekt końcowy jest zadowalający to jest to moja nagroda.

Oto, w jaki sposób starałam się zorganizować sobie życie w ograniczeniu i wyciągnąć z pracy zdalnej jak najwięcej korzyści dla siebie. A Wy? Macie swoje patenty na pracę w domu?

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

 


 

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Możesz zapisać się poniżej.

5 wskazówek dla początkujących pisarzy od Margaret Atwood

5 porad dla tych, którym marzy się kariera pisarza. Radzi Margaret Atwood.

Advertisements

Margaret Atwood znana jest przede wszystkim z tego, że napisała niezwykłą powieść antyutopijną pod tytułem „Opowieść podręcznej”. Ale nie tylko. Autorka ma na koncie wiele innych książek, a w poprzednim roku została uhonorowana nagrodą Bookera. 

W udzielonym w 2018 roku wywiadzie dla National Center for Writing, Margaret Atwood opowiedziała o tym, w jaki sposób powstawał serial na podstawie „Opowieści podręcznej”. Przy okazji, wiecie, że kolory strojów Mart, komendantów oraz ich żon, a także podręcznych były dobierane z mnóstwa (przynajmniej 50) odcieni danego koloru? A wszystkie dzieła wiszące na ścianie Komendanta („właściciela” Fredy) są wystawiane w Boston National Museum? Niesamowite prawda? Myślę, że ja specjalnie obejrzę ten serial jeszcze raz, żeby przyjrzeć się wszystkim szczegółom, ponieważ one mogą dodać dodatkowego smaczku znanym mi już scenom.

No, ale tekst piszę po to, żeby opowiedzieć Wam o tym, co autorka chciałaby przekazać początkującym pisarzom.

Parę słów o pisaniu książek

Jedną z najważniejszych rzeczy na temat powstawania nowej książki, której można dowiedzieć się z wywiadu jest to, że sam proces tworzenia składa się z 10% inspiracji i 90% pracy. Jak się okazuje, na pomysły wpadamy bardzo szybko, natomiast samym procesem tworzenia jest nic innego jak żmudny i niekiedy trudny moment pisania przy biurku. Z tego powodu warto jest stworzyć konspekt. Nie dosyć, że pomoże on uporządkować to, o czym chcemy pisać i nadać mu takie, a nie inne struktury, ale również sprawi, że nie będziemy uciekać od głównego wątku (historii), którą chcemy opisać. Oczywiście takie dodatkowe pomysły są jak najbardziej przydatne, ale Atwood radzi, aby spisać je sobie i wykorzystać wtedy, kiedy będą one rzeczywiście potrzebne.

Zapytana o to, w jaki sposób pisze się sceny, które zawierają w sobie duży ładunek emocjonalny, zauważyła, że należy opisać je tak, żeby ludzie je zapamiętali. Są one zresztą potrzebne do tego, aby utrzymać przy książce zainteresowanie czytelników. Jeśli tych scen nie będzie, nikt nie zdecyduje się na przeczytanie powieści, ponieważ ta będzie po prostu nudna. A sam konstrukt takich scen jest bardzo prosty: należy zaintrygować czytelnika i opisać coś, co będzie stanowiło dla niego niespodziankę. Na zasadzie: „nie otwieraj tych drzwi!” i ciach!, drzwi się otwierają. Decydując się na fragment tak obciążający emocjonalnie trzeba wyobrazić sobie, jak sam autor (lub czytelnik) zachowałby się w danej sytuacji i tak to opisać.

Ważnym elementem pisania książki jest zapisywanie wszystkich pomysłów. Atwood zauważa, że tak to zazwyczaj odbywa się twórcami (profesjonalnymi pisarzami, jakkolwiek to zabrzmi, ale też z każdym z nas), że decydują się zapisywać to, co będzie przydatne w przyszłości w nadziei na to, że ktoś kiedyś te zapiski przeczyta. Warto też tutaj przypomnieć o tym, że bardzo ważne jest, aby zachęcać młodych pisarzy do dzielenia się swoją twórczością – bez nich nie będzie kolejnych czytelników. A bez pisarzy i osób czytających ich dzieła, cała tradycja pisania nie będzie miała sensu i zakończy się.

Top 5 zasad dla początkujących pisarzy wg Margaret Atwood

Jakie w takim razie wskazówki daje autorka wszystkim tym, którzy chcieliby spróbować swoich sił jako pisarze? Zapewniam Was, że przynajmniej jedna mocno Was zaskoczy.

  1. Zaopatrz się w notatnik – to będzie miejsce, w którym będziesz zapisywać pomysły po to, aby wykorzystać je później.
  2. Czytaj dużo i czytaj krytycznie – ważne jest, aby czytać książki innych autorów. Nie chodzi tutaj jednak tylko i wyłącznie o to, żeby chłonąć treść, ale zwrócić uwagę na warsztat pisarski. Istotne jest zatem analizowanie tego, w jaki sposób stworzona została struktura powieści i w jak poszczególni autorzy operują językiem. W momencie, w którym będziemy mieć swoich kilku ulubionych pisarzy, należy się od nich uczyć, ponieważ w taki sposób nabywa się doświadczenia w pisaniu i pracuje nad własnym warsztatem pisarskim.
  3. Zwróć uwagę na postawę – niby przyziemna sprawa, ale, jak zauważa autorka, jest to rzecz, która zaczyna sprawiać problem po kilku latach pisania w niewygodnej pozycji. Aby zapobiec bólowi pleców i ramion, warto jest zawsze poświęcić trochę czasu na ćwiczenia kręgosłupa.
  4. Walka z blokadą – istnieją dwa sposoby na to, żeby poradzić sobie z blokadą pisarską. Po pierwsze należy iść na spacer, po drugie- iść spać. Na spacerze mamy możliwość przemyślenia powodów, z jakich utknęliśmy w impasie. Sen z kolei pozwala na to, aby to nasza podświadomość znalazła rozwiązanie.
  5. Nie bój się – nie wolno poddawać się w swoich wysiłkach, a przede wszystkim zabronione jest zastanawianie się, co inni ludzie myślą o Twojej twórczości.

 

To tyle. Czy uważacie, że te wskazówki są przydatne? Podzielcie się komentarzem i, jeśli czujecie taką potrzebę, uzupełnijcie powyższą listę porad.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Thomas Erikson, czyli jak kolory opisują nasz charakter

Mój szef jest idiotą” oraz „Otoczeni przez psychopatów” Thomasa Eriksona to poradniki o tym, w jaki sposób żyć z innymi ludźmi w zgodzie.

Advertisements

„Otoczeni przez idiotów” i „Otoczeni przez psychopatów” –  o tych dwóch książkach Thomasa Eriksona opowiadam w tym odcinku. Będzie nieco o kolorach opisujących osobowość, psychopatach i teoriach zarządzania pracownikami w firmie. Zapraszam do słuchania!

Dziś przychodzę do Was z książkami wpisującymi się  w szeroko rozumianą psychologię biznesu. „Mój szef jest idiotą” oraz „Otoczeni przez psychopatów” Thomasa Eriksona to poradniki o tym, w jaki sposób współpracować z innymi ludźmi tak, aby ci jak najmniej przeszkadzali nam w wypełnianiu swoich obowiązków zawodowych i domowych oraz o tym, w jaki sposób nie dać się zmanipulować innym. Jeśli interesuje Was taka tematyka, zapraszam do słuchania dalej.

Ludzie są różni – każdy z nas zna to powiedzenie i wielu utożsamia się z nim w 100%. W przypadku codziennych sytuacji unikanie tych, których sposób na życie nie za bardzo nam odpowiada nie jest takie trudne, o tyle w życiu zawodowym już niekoniecznie. Szczególnie jeśli naszym problemem jest nasz szef.

Kolory osobowości i ich znaczenie dla Ciebie

Analiza osobowości oparta na rozróżnieniu kolorystycznym to modny trend w zarządzaniu ostatnich lat, niemniej jednak istniejący w psychologii od dłuższego czasu. Już Carl Gustaw Jung pisał o energii kolorów i jej oddziaływaniu na osobowość ludzką. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ po rozpoznaniu zachowań typowych dla Twojego szefa (i współpracowników też), będziesz wiedzieć jakim są kolorem, a to już pozwoli Ci zrozumieć ich postępowanie i jakoś próbować z nimi żyć. I przyda się do zrozumienia sensu książki Thomasa Eriksona.

Kolorystyczna teoria zachowań każe nam wyróżnić cztery typy:  czerwony, zielony, żółty i niebieski.

Typ czerwony to urodzony lider: stanowczy, ambitny, obdarzony silną wolą oraz ceniący sobie swój czas. Z drugiej strony może być uznany za natarczywego i wręcz agresywnego, łatwo wygarniającego błędy innym, cholerycznego i wybuchającego. Uważa się, że ze względu na swój charakter to właśnie „czerwoni” sprawują najwięcej funkcji przywódczych w organizacjach.

Typ żółty jest entuzjastyczny, nastawiony na ludzi oraz spontaniczny i twórczy. Ale osoba, która będzie zupełnym przeciwieństwem „żółtego” będzie odnosić wrażenie, że są oni raczej egoistyczni, nieproduktywni oraz niezdyscyplinowani, ponieważ wolą oni mówić o sobie zamiast pracować. Tacy ludzie często pracują w tych działach, które wymagają kreatywności.

Typ niebieski to osoby dociekliwe, dokładne, logiczne oraz dbające o jakość oraz szczegóły. Ich słowa są zawsze wyważone i przemyślane, a „niebiescy” skromni i systematyczni oraz uporządkowani. Mogą być jednak uważani za moralizatorów, osoby o niewielkich horyzontach umysłowych, które są zbyt skupione na detalach.

Typ zielony z kolei uważa się za ludzi godnych zaufania, spokojnych oraz przyjacielskich. Są cierpliwi, umieją słuchać i liczą się z innymi. Mogą być jednak uważani za upartych konserwatystów, niesamodzielnych i unikających jakiegokolwiek zaangażowania. Ich niechęć do konfliktów sprawia, że boją się wyrazić własne zdanie, mimo iż często mają rację.

Oczywiście nikt nie jest tylko i wyłącznie jednym kolorem. Ludzie istnieją jako kombinacja dwóch lub trzech odcieni, przy czym jeden z nich jest dominujący i to on wskazuje na główne rodzaje zachowań, które warto znać i rozpoznać. W tym zresztą pomoże pierwsza książka Eriksona „Otoczeni przez idiotów”.

Z drugiej strony barykady, czyli Teoria X i Teoria Y w „Otoczonych przez idiotów”

Mała dygresja: podoba mi się w tej książce to, że została opisana dla dwóch stron-pracowników oraz pracodawców. I to właśnie do nich adresowane są powyższe teorie.

Pierwsza z nich, Teoria X, zakłada, że pracownicy nie chcą pracować, są niechętni jakimkolwiek zmianom, a ich pracodawca/menadżer musi zarządzać nimi dosłownie niczym poganiacz niewolników, przymuszając ich do pracy i pilnując na każdym kroku. Motywowani są głównie za pomocą kar.

Teoria Y z kolei to zupełna odwrotność powyższego założenia. Pracownicy łatwo i szybko adaptują się do zmian, sami zgłaszają ich chęć i, co bardzo ważne, nie zależy im tylko i wyłącznie na zarobkach, ale również na prestiżu i awansie. Motywowanie odbywa się za pomocą nagród, a nie kar.

Wiedząc, z jaką grupą pracowników (i z jakimi kolorami) menadżer ma do czynienia, może on w taki sposób kierować zespołem, aby jego praca była jak najbardziej efektywna. Może również wygrzebać się z poważnych kłopotów: braku efektów sprzedażowych, przepracowania, itd., czyli wszystkich tych rzeczy, które nie pozwalają mu na sprawne kierowanie swoim zespołem. Bardzo pomocne są tutaj wszelkiego rodzaju przykłady. Jest ich naprawdę wiele, a ich omówienie szczegółowe i logiczne.

Bardzo rzadko mam okazję czytać książki biznesowe, ponieważ nie przepadam za przedrukami (najczęściej amerykańskich) poradników na temat zarządzania. Ich treści zazwyczaj nie mogą być stosowane w Europie, ponieważ wiele rzeczy tutaj po prostu się nie sprawdza. Dlatego, jeśli już decyduję się na tego typu podręczniki, staram się wybierać te europejskie. Takie właśnie jak książki, o których dzisiaj opowiadam.

W tej książce urzekł mnie przede wszystkim sposób przedstawienia, nie ukrywajmy, tak skomplikowanych kwestii, jak zarządzanie pracownikami. W zwięzły sposób podawane są kwestie teoretyczne – Erikson opisał je zresztą tak, żeby były zrozumiałe dla laika – skupiając się na przykładach ich zastosowania. Wiem, że wiele z przypadków to prawdziwe historie ludzi, którzy starali się wprowadzić (lub nie) zmiany po to, aby ich życie zawodowe nie przypominało chaosu.

Bycie dyrektorem to trudna praca. Trzeba nie tylko motywować swoich pracowników, ale również próbować dopasowywać do nich zadania w taki sposób, aby zostały one odpowiednio wykonane. I muszę Wam przyznać, że jest to prawda, którą Erikson stara się pokazać nam, że bycie liderem to nie bieganie ze spotkania na spotkanie, ale przede wszystkim dostrzeganie potencjału tkwiącego w każdym człowieku. I to jest chyba najfajniejsze w tej książce.

Otoczeni przez psychopatów

Niemal każdy z nas miał lub będzie miał do czynienia z osobą o zapędach psychopatycznych. Jak podaje autor niemal 10% populacji to tak zwani psychopaci, a więc ludzie wyzbyci z jakichkolwiek cieplejszych uczuć do innych, nakierowani na spełnienie własnych potrzeb i manipulujący innymi w celu osiągniecia korzyści.

Jak ich rozpoznać? Psychiatrzy na całym świecie zauważają wspólnie, że nie jest łatwo. Psychopaci potrafią się bardzo dobrze maskować (do tego stopnia, że wydają się osobami niezwykle czarującymi). Po czym można poznać psychopatę? Oto kilka cech wyróżniających ich:

  1. Nieuwzględnianie uczuć i potrzeb innych,
  2. Lekceważenie autorytetów i przyjętych norm oraz zwyczajów,
  3. Tendencja do kłamania,
  4. Wyjątkowa umiejętność manipulowania innymi ludźmi,
  5. Znaczne zmniejszenie lub całkowity brak odczuwania strachu,
  6. Brak odczuwania odpowiedzialności we wszystkich życiowych sytuacjach,
  7. Przekonanie o swojej wyjątkowości i związana z tym tendencja do obwiniania innych za własne niepowodzenia,
  8. Łatwość popadania w gniew i przejawiania zachowań agresywnych,
  9. Umiejętność usprawiedliwiania swoich zachowań – nawet tych najgorszych.

Erikson podaje bardzo dużo przykładów sytuacji, tak zwanych przykładów z życia, różnego rodzaju zachowań psychopatycznych. Opisuje je po to, aby każdy czytelnik mógł rozpoznać psychopatę w momencie, kiedy na niego trafi. Dlaczego to takie ważne? Ze względu na to, że tam gdzie pojawia się taka jednostka, pozostaje bałagan, konflikt i brak zaufania. Możemy zatem posłuchać historii związku kobiety manipulowanej przez leniwego partnera, który wpędza ją w długi i zostawia z kłopotami. Jest również przypadek kłótliwego mężczyzny, który manipuluje i skłóca ze sobą poszczególnych członków zespołu…Bardzo to ciekawe i pouczające, jednak przede wszystkim pokazuje, w jaki sposób jedna osoba potrafi zniszczyć albo innego człowieka, albo świetnie prosperującą organizację.

Jak rozpoznać psychopatę? Erikson doskonale opisuje cechy zachowania psychopaty i, na podstawie wspomnianej już wcześniej teorii kolorów, wskazuje na to, co może wydawać się zachowaniem psychopatycznym, a jest jednak działaniem typowym dla osoby określonego koloru. Żeby dowiedzieć się więcej, zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę. Po pierwszą omawianą przeze mnie też!

Dziękuję za wysłuchanie kolejnego odcinka podcastu Subiektywnej Listy Lektur do Słuchania. I do usłyszenia następnym razem!

Pozdrawiam,

Ania.

O sile jogi, zmaganiu się z przeciwnościami i trudnym resecie

Niezwykła książka, mądra, ciepła, zabawna. I wyjaśnia, dlaczego joga jest lekiem na całe zło.

Advertisements

Nie chodzi o to, jak wielki i okazały jest pałac, w którym żyjesz. Chodzi o to, że masz żyć jak królowa. Ani przez chwilę nie wątpić, że masz prawo do swojego życia i terytorium. Jeśli to konieczne, wypowiadać wojny w jego obronie, ale też zgłębiać i stosować sztukę dyplomacji. Stanowić własne prawo. Mianować i słuchać doradców, jednak ostatecznie zawsze podejmować decyzje we własnym sercu. Być wielkoduszną i sprawiedliwą, ale też nie spoufalać się z byle kim. Do swojego stołu i łóżka zapraszać tylko przedstawicieli i przedstawicielki arystokracji serc. Nieważne, jak okazałe są ich pałace. Ważne, jak żyją.

Paulina Młynarska „Jesteś spokojem”

Dziś przychodzę do Was z książką inną niż wszystkie. Nie z soczystym kryminałem, spektakularnym fantasy, ani nie ze świetnym czytadłem. Dzisiaj będzie o odpoczynku, wyciszeniu oraz jodze jako leku na niemal wszystkie bolączki świata (nie żartuję).

W walce o codzienny spokój

Jesień to chyba taki moment, w którym zmieniająca się pogoda i skracające się dni zmuszają nas do zatrzymania się w miejscu i zastanowienia się nad tym, co jest dla nas ważniejsze w życiu: codzienna gonitwa za pieniędzmi, sławą, poklaskiem…(tutaj możecie wpisać cokolwiek), czy może dobre, spokojne, choć może nie do końca tak dostatnie jak byśmy chcieli życie. I myślę, że jest to idealny czas na to, aby pochylić się nad książką Pauliny Młynarskiej pod tytułem „Jesteś spokojem” – tekstem, który sama autorka opisuje jako napisany

ponieważ w natłoku informacji, w hałasie i całym tym przebodźcowaniu, jakie funduje nam współczesna rzeczywistość, trochę nie mamy wyjścia – musimy same, i sami, stać się dla siebie źródłem spokoju i wyciszenia. Przynajmniej jeśli nie chcemy oszaleć z nadmiaru wrażeń.

Podejrzewam, że wielu z Was miało wrażenie, że w szalonym pędzie, jakim jest życie w mieście pewnego dnia już po prostu nie dacie rady, dostaniecie zawału lub zwariujecie. Jeśli tak jest to z pewnością powinniście sięgnąć po tę mądrą książkę. Będzie to doskonała lektura również dla tych, którzy boją się zacząć od nowa lub wprowadzić w życie swoje nieco szalone pomysły. Poza tym, jest to jedna z ciekawszych pozycji o jodze, w której poczytać można nieco o samej filozofii tej starożytnej sztuki, a nie jedynie o nowych kombinacjach asan.

„Jesteś spokojem” – Paulina Młynarska

Nie do końca przepadam za książkami o rozwoju autorstwa ludzi znanych. Doświadczenie nauczyło mnie, że twarz celebryty na okładce wróży miałką treść, zero konkretów i faktycznych rad, które mogłabym wykorzystać w swoim życiu. I troszkę sceptycznie podchodziłam do tego poradnika. Ale zmieniłam zdanie po przeczytaniu połowy strony, ponieważ:

1. jest o jodze :),

2. opisuje traumatyczne wydarzenia z przeszłości autorki i to, w jaki sposób sobie z nimi poradziła,

3. radzi i wskazuje drogę do tego, aby wieść prawdziwie szczęśliwe życie zgodne z naszymi marzeniami.

Do tego uczy szanować nasze ciało po to, aby służyło nam ono na długi czas. Bardzo to odważne w dobie wszechstronnego perfekcjonizmu, dążenia do ideału nadkobiety, kobiety HD, (przeczytajcie fragment o przygotowywaniu Młynarskiej do nagrania programu telewizyjnego, a będziecie wiedzieć, o czym piszę), nakierowania na zadaniowość, multitasking, niemal każdy -holizm i wiele innych szkodliwych dla ciała i umysłu spraw.

W „Jesteś spokojem” jest także miejsce na zjawisko, które Młynarska nazywa Wielkim Zmęczeniem. Chodzi tutaj o nic innego jak stan tak ogromnego znużenia, że człowiek nie jest w stanie zrobić nic: poruszyć się, myśleć, podjąć jakiekolwiek działania właśnie ze względu na dojmujące wyczerpanie fizyczne (i towarzyszący mu ból) oraz umysłowe. WZ nie powinno być mylone z depresją, mimo iż objawy na pierwszy rzut oka mogą wydawać się podobne.

 

Jesteś spokojem, aut. Paulina Młynarska

Joga na problemy duszy i  ciała

Wbrew temu, co sądzimy rozwiązanie problemów zdrowotnych oraz tych powiązanych ze zmęczeniem umysłowym lub traumami jest bardzo proste. Jest to joga i medytacja. Jednak musicie pamiętać, że to, przed czym przestrzega autorka, to traktowanie jogi jako kolejnego sportu, do uprawiania którego potrzebujemy wypasionego sprzętu i który ma zapewnić nam zapewnić sylwetkę niczym ze zdjęć instagirls. Jest raczej odwrotnie: prawdziwa joga to ta nudna, podczas której zabiegani i zmęczeni ludzie odpływają tak bardzo, że zasypiają. To pozostawanie w zgodzie z samym sobą, nie działanie na przekór swojemu ciału, i rozpoznawanie emocji. To praktyka, do której nie potrzeba wałka, paska, klocka (chociaż pomagają) i najnowszego modelu legginsów (tak szczerze to bawełniane dresy są lepsze, ponieważ w trakcie pozycji drzewa nie ślizga się noga 🙂 Taka joga, jak pisze Młynarska, pozwala na przepracowanie traum, dojście do ładu z pogmatwanym życiem, relaks i, przy okazji, zapewnia silne i mocne ciało. Nie trzeba uczęszczać do najlepszej szkoły jogi w mieście, a praktykę możecie odbywać tuż po wstaniu z łóżka, we własnym mieszkaniu i do tego w piżamie! I działa tak samo jak w super ciuchach!

Przy okazji pochwalę Wam się czymś. Chodzę na jogę od wielu lat i od co najmniej kilku obserwuję to, o czym pisze Paulina Młynarska. Mogę być zmęczona, z bólem pleców lub szyi po przeciążeniu ślęczeniem przy komputerze, ale po sesji wychodzę jak nowo narodzona. Zero napięcia, stresu, tylko spokój, relaks i wizja fajnie spędzonej reszty wieczoru. To działa!

Ocena

Podejrzewam, że wiecie już jaka będzie ocena tej książki. Jestem nią zachwycona i to nie tylko dlatego, że dużo tutaj jogi. Jest to szczera i przejmująca opowieść o wychodzeniu z traumy i radzeniu sobie z przeciwnościami losu, buntującym się orgazmem, dążeniu do spełnienia własnych marzeń oraz o życiu na własnych zasadach. Wszystko okraszone niezwykłym poczuciem humoru, również w momentach, w których autorka pisze o najtrudniejszych chwilach swojego życia. Dzięki temu daje przykład i przekonuje, że każdy z nas może wyjść z niezłych kłopotów niekoniecznie przy użyciu różnego rodzaju medykamentów. Wystarczy zachować spokój i harmonię pomiędzy ciałem a umysłem.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i Spółka za możliwość zrecenzowania tej książki. Możecie ją znaleźć pod tym linkiem https://www.empik.com/jestes-spokojem-mlynarska-paulina,p1233920796,ksiazka-p

Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Jesteś spokojem” Pauliny Młynarskiej.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Paulina Młynarska
Tytuł: Jesteś spokojem
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 162
Cena: 39,90 złotych

Jakie cele powinieneś sobie stawiać, żeby osiągnąć sukces

Planowanie to połowa sukcesu. Jak planować, żeby wyszło? Przeczytaj o tym w tym wpisie.

Advertisements

Tak, wiem. Wrzesień nie jest zbyt dobrym momentem, żeby rozmawiać o celach, ponieważ to styczeń i początek nowego roku tradycyjne jest tym czasem, w którym opracowujemy postanowienia i modlimy się, żeby w nich wytrwać przez co najmniej kilka dni. Jednak mądrzy ludzie twierdzą, że każda chwila jest dobra, aby zrobić dla siebie coś dobrego.

Dziś nie będzie o książkach, dlatego, że jak chyba większość zapracowanych osób, również mnie dopadła choroba odkładania wszystkiego na potem. Fajnie mi się oglądało filmiki na YouTube o makijażu, udając, że jest tak gorąco, że jestem w stanie jedynie niemrawo podążać wzrokiem za pędzlem (tym na ekranie). Potem przyszedł wrzesień, zimny prysznic i nagle okazało się, że trzeba wrócić do pracy na pełne obroty, a to, co było planowane na wakacje, leży i pachnie gdzieś tam na półce. I zrobił się problem, ponieważ w oczy zaczęły zaglądać deadliny, a blog przez jakiś czas leżał odłogiem. Nie mówiąc zresztą o podcaście, z którym zalegam już chyba drugi odcinek. Staram się wydobyć z zaległości, prowadzić zajęcia na bieżąco, bloga także (przynajmniej w wersji pisemnej), ogarniam papiery i nieśmiało planuję coś na przyszłość. Chociaż „nieśmiało” to nie jest dobre słowo – plany mam jak Mount Everest i tylko 24 godziny każdego dnia jak każdy z nas.

Dlatego tym razem postanowiłam wziąć byka za rogi i poplanować te sprawy, na które mam wpływ. A nie na wszystkie mam, ponieważ zawsze wydarzy się coś, co może zburzyć mój cudownie ułożony harmonogram: jakaś firma będzie chciała przełożyć zajęcia, bo spotkanie, prezes, itp., któryś z kursantów zachoruje i trzeba będzie przekładać albo zrobi się nagle dziura w grafiku, księgowa poprosi o jakieś dokumenty, coś się zepsuje…Sami wiecie, o co mi chodzi. Samo życie. I właśnie to życie jest inspiracją do dzisiejszego wpisu, bo fajnie jest widzieć progres i jak najbardziej materialne owoce swoich wysiłków.

Tak więc temat na dziś: jak planować, żeby zrealizować 🙂

Czym jest cel i dlaczego musisz to wiedzieć?

Zajrzyjmy najpierw do mądrych książek, żeby dowiedzieć się, czym jest cel. W psychologii jest to nic innego, jak efekt lub stan rzeczy, który jest wynikiem jakiejś czynności lub stanu rzeczy. W filozofii to nic innego jak przyszłe działanie, do którego dąży człowiek. Sam cel może być pozytywny lub negatywny, główny lub uboczny. Być może zainteresują Was te ostatnie, które mogą być niezamierzone i powstawać w wyniku usiłowania zrealizowania przez człowieka swojego pierwotnego założenia. Czyli tak bardziej po polsku: jeśli będziemy coś robić, to może wydarzyć się coś, czego nie planowaliśmy i to coś może być dla nas dobre lub nie.

Dlaczego musisz o tym wiedzieć? Ponieważ nie wiedząc, czym jest cel i jak go sobie dobrze wyznaczyć, nie będziesz w stanie planować, a to oznacza, że nie zrobić dokładnie tych rzeczy, które byś chciał. Proste.

Bierzemy się do opracowywania celów.

Cel według metody SMART

Obecnie jest to chyba jedna z najbardziej rozpowszechnionych metod wyznaczania celów. Co oznacza? Nazwa to akronim, który bierze się od angielskich słów:

  • Specific (Skonkretyzowany),
  • Measurable (Mierzalny),
  • Achievable (Osiągalny),
  • Relevant (Istotny),
  • Time-bound (Określony w czasie).

Czyli nasze pragnienie powinno być dla nas przede wszystkim konkretne, a jego sformułowanie proste i nie pozostawiające luki na nadinterpretację, błędne rozumienie, itp. Dodatkowo ma być tak określony, aby jego wypełnienie mogło być w jakiś sposób zmierzone (wyrażony liczbowo na przykład). Musimy też pamiętać o tym, że cel musi być dla nas osiągalny, ponieważ ten zbyt ambitny nie tylko nas zdemotywuje, ale również sprawi, że nie będziemy chcieli podejmować żadnych wysiłków w jakąkolwiek stronę. Oczywiście, cel powinien stanowić jakąś wartość dla planującego i być dla niego krokiem w przód. No i na koniec, powinien mieć określony zakres czasowy, w którym będziemy chcieć go osiągnąć.

Przykład takiego celu:

Chciałabym nauczyć się języka hiszpańskiego w stopniu C2. Biorąc pod uwagę to, że mój obecny poziom to A2/B1, właściwym dla mnie celem będzie dociągniecie do B1 do końca roku. Mój cel jest konkretny, ponieważ zaznaczyłam, że uczę się tylko jednego języka, jest dla mnie ważny, ponieważ hiszpański jest mi niezbędny do pracy, osiągalny – uczę się szybko i do końca roku zostało mi 3 miesiące (i przy okazji określony w czasie). Jest też mierzalny, ponieważ wystarczy, że mój nauczyciel zrobi mi test na dany poziom i wszystko będzie jasne. I już sobie wyznaczyłam ten cel, to chyba będzie lepiej, jeśli go zrealizuję 🙂

Co na to wszystko Brain Tracy?

Nieco inne podejście można zaobserwować u Briana Tracy`ego – jednego z najbardziej znanych mówców motywacyjnych i guru wszystkich sprzedawców. Podaje on wiele zasad mówiących o tym, w jaki sposób zabrać się za realizację swoich celów. Należą do nich przede wszystkim:

  1. Stop dla słowa „kiedyś” – brak wymówki to po prostu dobry sposób na realizację celów. Tak robią najlepsi, więc chyba działa 🙂

 

  • Uczenie się od ekspertów -czyli obserwacja innych osób, które odniosły sukces w swojej dziedzinie, zdobywanie nowych informacji i uczenie się z doświadczeń innych.

 

  • Znalezienie swojego życiowego celu – to można osiągnąć poprzez tak zwane obrazowanie. Wygląda to tak, że siadamy sobie z kartką i długopisem i przyglądamy się swojemu życiu z boku. Patrzymy na siebie oczekując idealnego rezultatu i zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób możemy to zrobić. Następnie przychodzi pora na spisanie 10 celów, których wypełnienie powinno pomóc nam osiągnąć taki stan. I…wybieramy jeden, ten, który najbardziej przyczyniłby się do tego, że nasze życie byłoby najlepsze z możliwych.

 

  • Zarządzanie czasem – pamiętajmy, że pewnie nie uda nam się zrobić wszystkiego, co zaplanowaliśmy, ale musimy pamiętać, żeby zrobione zostały rzeczy najważniejsze.

 

  • Cel w formie pytania –  najlepiej otwartego, w stylu: „Co mogę zrobić, żeby mieć czas na 3 sesje jogi w tygodniu?”. Do tego spisujemy około 20 odpowiedzi. Dosłownie wszystko, co przychodzi do głowy, jak w burzy mózgu. To powinno wymusić na nas myślenie o rozwiązaniu naszego problemu.

 

  • Myślenie o bogaceniu się – jeśli marzy Ci się zostać milionerem, musisz wyrobić sobie nawyk myślenia i działania jak ludzie bogaci. I tutaj odsyłam Cię do książek Briana Tracy.

 

  • Nie wolno rezygnować – nie zawsze wszystko zadziała od razu. Trzeba próbować, nawet kilka razy po to, aby przekonać się, czy dane rozwiązanie na pewno dla nas działa lub nie. Nawet jeśli się nie uda, zyskamy wiedzę, a ta pomoże nam uniknąć takiego samego wyniku w przyszłości.

 

  • Bądź przykładem dla innych –  świetny motywator dla tych, którzy boją się przede wszystkim opinii innych osób. Nie przestawaj w dążeniu do stania się lepszym, aż ludzie zaczną przychodzić do Ciebie po poradę.

 

  • Wyrób dobre nawyki –  ponad 90% naszych działań to nawyki, dlatego dobrze jest wyrobić sobie te właściwe. Trzeba pamiętać, że pozytywne przyzwyczajenia formują się długo, ale łatwo z nimi żyć. Te złe zapadają w pamięć szybko, ale ciężko z nimi egzystować.

 

  • Nie rezygnuj ze swoich marzeń. Nigdy.

Jak uważacie? Pomocne? Którą metodę pracy nad sobą wykorzystalibyście do ustalania swoich celów? Dajcie znać w komentarzu.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)