Arcydzieło literatury dziecięcej – Kotolotki

Książeczki dla dzieci to nie jest coś, co czytam na co dzień. Nie mam dzieci, więc odruchowo taką literaturę pomijam. Ale tak się zdarzyło, że wpadła mi w ręce kolejna pozycja autorstwa Ursuli K. Le Guin.

„I co z tego, że dla dzieci”, pomyślałam sobie i przeczytałam od początku do końca w jedną godzinę (pozycja ma jakieś siedemdziesiąt kilka stron). I mimo to, że mnie, dorosłej osobie, opowieści o uroczych kociakach wydają się nieco naiwne to muszę stwierdzić, że na maluchach robią wrażenie (wypróbowane na dzieciakach znajomych!).

Kim są kotolotki?

Kotolotki (po angielsku catwings) to wyjątkowe kociaki. Ich cechą szczególną jest to, że na ich plecach znajdują się skrzydła. Takie normalne skrzydełka jak u ptaków. I to właśnie dzięki nim kotki mogą latać i przeżywać wiele przygód.

Bohaterowie książeczki są rodzeństwem. Z jednego miotu pochodzą: James, Roger, Harriet i Thelma. Z kolejnego „związku” pojawia się malutka, na wpół dzika Jane. Jest oczywiście także ich mama, pani Jane Bura oraz wiele zwierzaków, które można spotkać w tradycyjnych opowiadaniach dla dzieci, np. sowy. W opowiadaniach przedstawieni są także ludzie- zarówno ci dobrzy, którzy chcą zaopiekować się bezpańskimi zwierzętami, ale również źli – pragnący zbić majątek na wyjątkowości kotków.

Kotolotki Ursula K. Le Guin – urocza książeczka dla dzieci

Ta publikacja stanowi zestawienie kompletne czterech opowieści o latających kotach. Znajdujemy w nim:

  • Kotolotki
  • Powrót kotolotków
  • Wspaniały Alexander i kotolotki
  • Jane rozkłada skrzydła

Każda część dzieje się w nieco innych realiach, ale wspólnym mianownikiem dla nich jest własnie obecność cudownych kotów ze skrzydłami oraz ich mamy. Mnie najbardziej spodobała się ostatnia o kotce Jane, która postanawia uciec do wielkiego miasta, aby przeżywać przygody, ale z tego, co widziałam na buziach dzieciaków, które słuchały pozostałych opowieści, wszystkie przyjmowane są z dużym entuzjazmem i zdziwieniem, że jak to kotki mogą latać 🙂

kotolotki

Książeczka, jak przystało na pozycje z literatury dziecięcej, jest bogato ilustrowana. Autorem grafik jest S.D. Schindler bardzo popularny ilustrator książek dla dzieci. Mnie osobiście te obrazki wydawały się nieco oldschoolowe i troszkę dziwne w porównaniu z innymi jego pracami, ale znów dzieciaki nie miały problemu z taką techniką wykonania ilustracji.

Podsumowując, ponownie jestem pod wrażeniem wszechstronności Ursuli K. Le Guin i bardzo się cieszę, że możemy obcować z twórczością tak wybitnej autorki. Zdecydowanie muszę napisać Wam, że jeśli poszukujecie książeczki dla swoich milusińskich innej niż licencjonowane pozycje wielkich wytwórni filmowych to ta właśnie będzie fajną alternatywą.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka za możliwość przeczytania książki. Kotolotki możecie znaleźć pod tym linkiem https://www.empik.com/kotolotki-le-guin-ursula-k,p1241218863,ksiazka-p

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Ursula K. Le Guin
Tytuł: Kotolotki
Ilustracje: S.D. Schindler
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 76
Cena: około 39,99 złote

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Reklamy

KSIĄŻKA TYGODNIA: Pieśni wydmowej trawy Maksymilian Dzikowski

Nie samą fantastyką człowiek żyje. I tak mi się złożyło, że przyszło mi pisać o książce niezwykłej i czarującej. Nie jest to krwawy kryminał, ani nic, co znajdziecie na półce w Empiku wśród bestsellerów.

Ale to wcale nie znaczy, że nie jest powieść, na którą nie powinniście zwrócić uwagi. Raczej odwrotnie, w zalewie pisanych na kolanie, powielających siebie nawzajem przedstawicieli poszczególnych gatunków literackich, pojawiają się książki tak niesamowite, że aż nie można przejść obok nich obojętnie. Taka jest właśnie ta, o której piszę dziś, czyli Pieśni widmowej trawy Maksymiliana Dzikowskiego.

Jak ją odkryłam?

Prowadząc bloga często dostaję propozycje napisania kilku słów o danej książce. Niekiedy wychodzą one od wydawnictw (nie są to wpisy sponsorowane w żaden sposób) oraz od autorów. Dzięki temu miałam okazję przeczytać naprawdę świetne książki, o których istnieniu nawet nie wiedziałam.

Pieśni wydmowej trawy odkryłam także dzięki temu, że skontaktował się ze mną pan Maksymilian Dzikowski – autor. Oczywiście spytał, czy nie chciałabym przeczytać i opisać. Zgodziłam się. Uwaga, teraz będzie najlepsze! Pół orku wcześniej w moim rodzinnym mieście odbywało się spotkanie literackie w filii biblioteki miejskiej z p. Dzikowskim, na którym miałam być. Nie dotarłam, bo w tak zwanym międzyczasie zmieniły mi się plany zawodowe. Na szczęście autor poratował mnie nagraniem z wydarzenia, które również zamieszczam, żebyście mogli posłuchać o tym, w jaki interesujący sposób opowiada o realiach życia w epoce kamienia, do której nawiązuje opisywana przeze mnie książka.

Nagranie ze spotkania możecie obejrzeć tutaj KLIK

Pieśni widmowej trawy – kilka słów o książce

Jedna z wysp morza północnego jest zamieszkana przez niewielkie plemię. Jego osada to kilka chatek zbudowanych z gałęzi, traw i piasku. Społeczność ta jest bardzo tradycyjna: mężczyźni zajmują się połowami, dzięki którym zapewniają pożywienie swoim rodzinom, a kobiety wyplatają kosze i maty z miękkiej trawy. I wydawałoby się, że takie życie będą wieść zawsze, jednak pewnego dnia ta ich równowaga zostaje zakłócona przez przybycie tajemniczego mężczyzny. Człowieka ozdobionego łuską ryby.

Obcy mężczyzna zostaje powierzony opiece dziewczyny, traktowanej przez pozostałych członków społeczności jak wyrzutek. Jej status nie przeszkadza jej wprowadzać go w obyczaje, tradycje i wierzenia plemienia. To, czy obecność obcego będzie darem, czy przekleństwem dla grupy okaże się w najbliższym czasie…Na pewno ci ludzie będą musieli odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytania. Takie, których nikt jeszcze nie odważył się zadać.

Morze zabiera wiele, lecz w swej hojności dwakroć tyle oddaje.

Z pewnością zastanawiacie się teraz, czy powinniście przeczytać tę książkę. Ja z kolei zapytam się Was: Lubicie baśnie? Jeśli odpowiecie twierdząco na to pytanie to jestem pewna, że jest to pozycja w sam raz dla Was, ponieważ ta powieść swoją konstrukcją i atmosferą bardzo baśnie przypomina. Chociaż nie, powinnam raczej napisać, że jest to swego rodzaju przypowieść/pieśń (w starym znaczeniu tego słowa), która opowiada o ludzie zmagającym się nie tylko z nieuchronnością i brutalnością dzikiej przyrody (na przykład zmiennością pór roku), ale także niebezpieczeństwami związanymi z pojawieniem się obcego. Bo musicie wiedzieć, że plemię to jest tradycyjną społecznością, w której każdy zna swoje miejsce i wie, czego ma się spodziewać od życia oraz innych jej członków.

Piesni_wydmowej_trawy_okl

To, na co powinniście zwrócić uwagę w trakcie czytania to rozbudowane opisy rytuałów odprawianych przez grupę. Mam tutaj na myśli chociażby ten związany z ponownymi narodzinami obcego i nadanie mu imienia. Jest oczywiście wiele innych, ale ten chyba najbardziej utkwił mi w pamięci. Ciekawe są także części dotyczące życia codziennego kobiet i mężczyzn (praca, połowy, tradycyjne sposoby leczenia, itp).

Poza tym jest jeszcze język, którym opisano te wydarzenia. Piękny, kwiecisty – dla mnie czytanie tej książki to była prawdziwa uczta dla umysłu. Bardzo podobało mi się przebijanie się przez kolejne opisy. Do trudnego języka jestem przyzwyczajona, ponieważ lektury dla studentów polonistyki nigdy nie są napisane prosto. Jeśli nie spotykacie się często z takim typem pisania, ta powieść może sprawić Wam nieco kłopotu. Ale gwarantuję również, że jeśli zdecydujecie się na przeczytanie, nie zmarnujecie czasu.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Maksymilian Dzikowski
Tytuł: Pieśni wydmowej trawy
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 328
Cena: około 36,99 złote

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

 

 

I znów fantasy, ale za to epickie!

Dawno, dawno temu w Nowej Fantastyce, którą kocham i uwielbiam po dziś dzień, przeczytałam recenzję książki pod tytułem Ksin. Początek autorstwa Konrada T. Lewandowskiego. I tak się złożyło, że wpisałam ją sobie na listę, a potem o niej zapomniałam. Do czasu aż zobaczyłam, że można przesłuchać audiobooka (znów, wiem monotematyczna jestem ostatnio). 

No i sobie posłuchałam. Wyszło mi, że pierwsza część Sagi o Kotołaku to jedna z fajniejszych powieści fantasy, które słuchałam i/lub czytałam od bardzo dawna. Z tego powodu zdecydowałam się opowiedzieć Wam i o tej książce, i o tym, co mnie tak bardzo w niej zafascynowało.

Kotołak, czyli kto?

Kotołakiem nazwano tutaj kogoś, kto ma w sobie cechy kota i człowieka. Jest to oczywiście stwór magiczny, nadnaturalny, który niczym wilkołak potrafi, a właściwie musi, przemieniać się o określonej porze w dzikie, bardzo niebezpieczne zwierzę. Kotołak ma jednak tę przewagę nad zwierzaczkami, że jako istota nie do końca z tego świata, jest w stanie wyczuć obecność innych, najczęściej zagrażających mu, potworów.

Jak powstał kotołak? Nie jest to do końca pewne. Wiadomo tylko, że jego matka została zapłodniona nasieniem kota. Jednak w jaki sposób doszedł do tego element magiczny? To pozostaje tajemnicą, której jakoś nie chciało mi się jeszcze odkryć. Bynajmniej nie ma tego w pierwszej części serii, a ja za mocno nie mam ochoty w to wnikać. Wiadomo jednak, że niemowlę tuż po urodzeniu zostało zabrane przez piastunkę matki i wychowane na tyle dobrze, aby Ksin, już jako dorosły hmm… kotołak, mógł nieco poskromić swoją dziką naturę i jednocześnie wiedział jak zachować się wśród ludzi.

pf_1589959463

Cała historia zaczyna się, kiedy Stara Kobieta (tak Ksin nazywał swoją opiekunkę) umiera. Teraz mężczyzna musi radzić sobie sam. Postanawia udać się w podróż i w jej trakcie natrafia na dziwną scenę, w której kilku oprychów próbuje przywiązać do ziemi prostytutkę. Hanti, zostaje uwolniona i staje się jego towarzyszką w tej drodze oraz w życiu.

Moja ocena

Pewnie zastanawiacie się, co takiego zainteresowało mnie w tej powieści? Jest nią przede wszystkim sam bohater. Po pierwsze, jeszcze nie miałam przyjemności z książką, w której główną postacią byłoby inne stworzenie niż wampir lub wilkołak, więc już samo pojawienie się kogoś takiego było dla mnie zaskoczeniem. Po drugie, mimo że Ksin jest niebezpiecznym stworzeniem, miejscami jest również uroczy i lekko naiwny. Tym ostatnim zdobył moje serce.

Fani wszelkiego rodzaju magicznych stworzeń i potworów będą naprawdę zadowoleni, ponieważ w tej książce jest ich naprawdę dużo. Różnego rodzaju -łaki, stwory powstające z magii, demony, wampiry, wilkołaki, itp. pojawiają się niemal w każdej scenie. Do tego jest także swego rodzaju bestiariusz, w którym autor stara się wyjaśnić pochodzenie i wygląd każdego potwora pojawiającego się w powieści. To jest naprawdę ogromna porcja wiedzy.

Co do samej narracji to wydarzenia dzieją się jedno po drugim, nie ma niepotrzebnych dłużyzn i nadmiernego przyśpieszenia. Nie pojawiły się również fragmenty, które w jakikolwiek sposób wzbudziłyby moje wątpliwości co do ich logiczności lub sensu ich umieszczenia w tekście. Obecnie słucham już drugiej części i mogę Wam zdradzić, że również w niej nie dostrzegłam niczego, do czego mogłabym się w jakikolwiek sposób przyczepić.

Podsumowując, bardzo ciekawa seria. I bardzo cieszy mnie, że jest polskiego autorstwa. Czeka na mnie jeszcze pięć części i jestem niezmiernie zadowolona, że ta znajomość nie skończy się szybko.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Konrad T. Lewandowski
Tytuł: Ksin. Początek
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 368
Cena: około 24,99 złote

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

 

Grzech Max Czornyj

Moja trzecia książka Maxa Czornyja również była audiobookiem. Powoli zaczynam się przyzwyczajać do tego, że pewnych autorów trzeba wysłuchać, a nie przeczytać. Jak było tym razem? Czytajcie poniżej.

Od jakiegoś czasu przekonuję się, że to nazwisko to klasa sama w sobie. Wszystkie poprzednie kryminały to był majstersztyk, a poziom grozy, brutalności i wymyślności opisywanych przestępstw aż mnie zadziwiał. Podejrzewam, że gdyby Czornyj kiedyś zdecydował się na pisanie horrorów to swoją pomysłowością przeskoczyłby mistrza, Stephena Kinga.

O czym jest ta książka

W mieście giną kobiety. Nie wiadomo, dlaczego ani w jakich okolicznościach. Szybko potem policja otrzymuje zawiadomienia o odnalezieniu zwłok. Okrutnie okaleczonych i upozowanych w jakiś chory i zrozumiały jedynie dla zabójcy sposób. Zaczyna się śledztwo – policjanci starają się wpaść na trop zwyrodnialca, w czym mają pomóc badania policyjnych ekspertów. Niestety, mimo iż rodziny porwanych kobiet otrzymują tajemnicze listy, a śledczy dwoją się i troją, tropy plączą się i uniemożliwiają zidentyfikowanie osoby, która stoi za tymi strasznymi zbrodniami.

pf_1589356659

Grzech to pierwszy tom z serii, w  której śledztwa prowadzi komisarz Eryk Deryło. Z powodu bezwzględności sprawcy i skomplikowania sprawy jest on wspomagany przez profilera Miłosza Tracza, którego zadaniem jest sporządzić profil psychologiczny mordercy, uwzględniając w nim tajemnicze nawiązania do religii i jej symboliki.

Moja ocena

Ocena może być tylko jedna: szóstka z plusem. Daję ją przede wszystkim za to, że kolejny raz autorowi udało się mnie zaskoczyć i sprawić, że opisy dokonywanych przestępstw mnie poruszyły. O tym, że jest to nie lada sztuka już wiecie. Jakoś tak mam, że po przeczytaniu ogromnej ilości kryminałów i horrorów rzadko która książka jest w stanie zaintrygować mnie tak bardzo, że nie jestem w stanie się od niej oderwać. A nie da się ukryć, że dobrze poprowadzona intryga to jest coś, co jest tutaj kluczowym elementem.

Spodobał mi się Eryk Deryło jako bohater serii kryminałów. I  z tego powodu na pewno przeczytam lub przesłucham kolejne części. Was również do tego zachęcam.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Max Czornyj
Tytuł: Grzech
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Cena: około 36,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Książka tygodnia: Wrzask Izabela Janiszewska

Kolejny tydzień i następny kryminał dopisałam do mojej listy przeczytanych książek. Tym razem zabrałam się za Wrzask Izabeli Janiszewskiej, książkę, którą od jakiegoś czasu możecie oglądać w postach w social media. Czy warto poświęcić jej czas? Czy lepszy znów okaże się audiobook? Odpowiadam poniżej.

Charakterystyczna czerwona okładka z twarzą w kawałkach przyciągnęła moją uwagę. Nie da się ukryć, że pierwsza strona tej książki naprawdę jest unikatowa i co tu dużo mówić, ciekawa. Z tego powodu zdecydowałam się na sięgnięcie własnie po tę powieść, a właściwie po audiobooka czytanego przez Filipa Kosiora.

Seryjny zabójca i śledczy polskiej policji

Larysa Luboń to niezależna reporterka, która trafia na ślad sadystycznego sponsora. Ten z kolei wykorzystuje studentki i płaci im za brutalny seks. Tak się składa, że w tym samym czasie polska policja dostaje informację o śmierci młodej dziewczyny, która, jak wszystko na to wskazuje, popełniła samobójstwo w dość nowatorski sposób. Otóż wiedząc, iż ma alergię na fistaszki postanowiła się ich najeść i umrzeć w wyniku wstrząsu anafilaktycznego. Ta sprawa jednemu ze śledczych (Bruno Wilk) przypomina podobne wydarzenie z ubiegłych lat.

wrzask

Zarówno Luboń, jak i Wilk robią wszystko, żeby dojść do prawdy. Mają ku temu zresztą świetne predyspozycje, ponieważ obydwoje są oddani pracy i zapłacą każdą cenę za to, żeby sprawę rozwikłać. Połączy ich zresztą sprawa trzeciego, ukrytego, bohatera powieści, czyli mężczyzny pozbawionego sumienia, więźnia własnych obsesji, kogoś, kto oficjalnie nie istnieje.

Moja ocena

Debiut literacki Izabeli Janiszewskiej uznaję za udany. Tak na piątkę z minimalnym minusem. Dlaczego? O tym napiszę za chwilę.

Przede wszystkim bardzo podoba mi się koncept, w którym ktoś próbuje popełnić samobójstwo pochłaniając substancję, na którą jest uczulony. Naprawdę, czegoś takiego jeszcze nie przeczytałam i bardzo mi się podoba to, że ktoś wpadł na taki nowatorski pomysł.

Całość słucha się bardzo przyjemnie, może dlatego, że akcja jest wartka, nie ma w niej potknięć, a bohaterowie to silne charaktery z tych, co to wiedzą, co mają zrobić, żeby rozwikłać zagadkę. Zresztą skoro mowa tutaj o bohaterach to muszę troszkę przyczepić się do kreacji Larysy, która moim zdaniem za bardzo przypomina Lisbeth Salander z sagi Millenium. Obydwie panie mają ze sobą bardzo dużo wspólnego, począwszy od wyglądu, skończywszy na typie osobowości. Jedna i druga były w przeszłości krzywdzone przez mężczyzn, mają skomplikowane relacje z pozostałymi członkami rodzin, wyglądają podobnie (punkówki), są niezależne i poszukują prawdy. Poza tym ich imiona są podobne. Jak dla mnie to troszkę zbyt dużo tutaj podobieństw, ale jestem w stanie zrozumieć, jak genialną bohaterką jest Lisbeth.

Podsumowując, mogę stwierdzić, że jest to bardzo interesujący kryminał, który uprzyjemni Wam czas. Pamiętajcie tylko, żeby wybrać wersję papierową, a nie audiobooka, chyba że będziecie przebywać w cichym pomieszczeniu. Ja słuchałam go na powietrzu, spacerując po mieście i niestety z powodu realizacji (raz cicho, raz głośniej), nie słyszałam fragmentów tekstu. To jest oczywiście przytyk do ludzi, którzy nagrywali audiobook, a nie do samej autorki. Książka jest ciekawa i czekam na kolejne kryminały autorstwa Izabeli Janiszewskiej.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Izabela Janiszewska
Tytuł: Wrzask
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 398
Cena: około 36,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Corrupt Penelope Douglas

Jak to zawsze w literaturze erotycznej on jest nieziemsko przystojny i niebezpieczny, a ona piękna i mało doświadczona. I wydaje się, że taki schemat obecnie przyjmuje niemal każdy autor, który tworzy tego typu literaturę. 

Również opisy tak zwanych momentów pozostają wiele do życzenia. Powtarzalne, opierające się o takie same założenia. I nawet jeśli pojawia się jakiś rodzaj nowatorstwa to jednak czytelnik ma wrażenie, że jednak gdzieś wcześniej już to czytał. No i z tego powodu bardzo dziwi mnie wysyp tego rodzaju książek na rynku. Chociaż rozumiem, że jeśli jest zapotrzebowanie to pisze się i pisze, nie ważne, że niemal identyczne kopie tych samych opowieści.

On i ona

Chociaż może nie powinnam narzekać. W końcu każdy z nas chce jako takiej odskoczni od ponurej rzeczywistości. A tę jak najbardziej mogą zapewnić nam bohaterowie, którzy są od nas różni tak bardzo jak tylko można.

corrupt

No i takich właśnie ludzi mamy w książce pod tytułem Corrupt. Michael to bogaty mężczyzna. Jest synem jednego z bardziej zamożnych biznesmenów w mieście. Jednak on zamiast zajmować się zarządzaniem firmą wraz z ojcem, decyduje się na granie w koszykówkę. Uprawianie sportu sprawia, że jest także niezwykle przystojny. Dziewczyny oglądają się za nim, a on nie ma skrupułów, żeby korzystać z tego, co one bardzo chcą mu dać. Jest też niebezpieczny, szczególnie wtedy, kiedy w noc Halloween wraz z grupką swoich przyjaciół robi „psikusy”. Sęk w tym, że te żarty nie są dla nikogo przyjemne, szczególnie dla osób, które dotykają, a stanowią raczej poważne naruszenie lub nawet złamanie prawa. Jednak przyjaciele pochodzą z bogatych domów, a wiadomo, kto bogatemu zabroni… Na pewno nie miejscowa policja.

Z kolei Erika to córka przyjaciół rodziców Michaela i, przez jakiś czas, dziewczyna jego młodszego brata. Jest śliczna, blondynka o idealnej figurze, która od momentu, w którym pojawiła się w życiu rodziny Cristów nie może oderwać oczu od Michaela. Czy on też jest nią zauroczony? Jeśli tak to nie daje tego po sobie poznać. A wszelkie przejawy głębszych uczuć do niej maskuje arogancją i niekiedy brutalnością. Ona z kolei łasi się do niego niczym szczeniak.

Moja ocena

Książka jest interesująca, ale nie dlatego, że parą bohaterów są ludzie żywcem wyjęci z kolorowych czasopism. Jest to wynik ciekawego opisania stosunków pomiędzy nimi i gierek w stylu „nie znam cię, nie zauważam cię, jesteś dla mnie za młody/a”, itp. To raczej przeładowana atmosfera między Michaelem i Eriką sprawia, że ten erotyk wyróżnia się na tle innych.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Penelope Douglas
Tytuł: Corrupt
Wydawnictwo: Niezwykłe
Liczba stron: ok. 300
Cena: około 33,99 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Maria Magdalena Ewa Kassala

Drugie zetknięcie z twórczością Ewy Kassali. Zastanawiacie się, jak wyszło tym razem? W takim razie zachęcam do przeczytania recenzji książki pod tytułem Maria Magdalena.

Ci z Was, którym od razu skojarzyło się ze znaną z biblii cudzołożnicą, mają rację. Powieść ta opowiada o losach kobiety, która w naszej kulturze zajmuje ważne miejsce. Szkoda tylko, że w Biblii przedstawiona została niepochlebnie, bo od tak silnej i zdolnej osoby można się tylko uczyć wytrwałości i dążenia do celu. No, ale o tym wypowiem się za chwilę. Pora na przedstawienie fabuły.

O czym jest ta książka?

Odpowiedź na to pytanie jest z pozoru prosta. W końcu główną bohaterką jest Maria Magdalena. Jednak sprawa nie jest tutaj taka oczywista. Dlaczego? Otóż dlatego, że wraz z lekturą powieści dowiadujemy się tego, czego z pewnością nie wyczytamy z kart Biblii. Oczywiście, nie mam tutaj tego za złe – w Piśmie Świętym spotykamy się z nią jako z dorosłą kobietą, która doświadczona przez los znajduje się w dość opłakanym stanie. Natomiast książka Ewy Kassali pokazuje nam z kolei, dlaczego właśnie taki los był jej pisany.

Historia rozpoczyna się wraz z narodzinami dziewczynki, której, mimo iż urodzona w Izraelu, nadano imię Maria. Później towarzyszymy jej w trakcie procesu dorastania, nauki w egipskiej świątyni Izydy oraz przypatrujemy się jej życiu po powrocie do Izraela. Do tego widzimy, jak osoba wychowana w dwóch różnych kulturach, pozornie zgadza się na obcowanie z nieprzychylną kobietom kulturą Izraelitów, jednak w duszy pozostaje dumną Egipcjanką. To ostatnie sprowadza na nią kłopoty, co nie może dziwić, gdyż Izraelici opisani zostali tutaj jako naród konserwatywny i nietolerancyjny w stosunku do kobiet. Czy tak jest w rzeczywistości, nie wiem, ale wiem, że właśnie takie zacietrzewienie sprawiło, że Marię Magdalenę znamy obecnie jako kobietę grzeszną, a nie inteligentną i niezwykle uzdolnioną.

Nie da się ukryć, że ostatni rozdział (swoją drogą, strasznie długie te rozdziały i ja raczej skłaniałabym się do nazwania ich częściami), odnosi się do obecności Marii w grupie apostołów podążających za Jezusem. Autorka odnosi się tutaj do teorii głoszących, że była ona jego kochanką i, obok Maryi, była najważniejszą kobietą w jego życiu.

Moja ocena 

Cóż, podobała mi się ta książka i to mimo tego, iż zdaję sobie sprawę, że spora część narracji może stanowić fikcję literacką. Piszę to tutaj świadomie, ponieważ zdaję sobie sprawę, że wiele zabiegów dokonywanych w obrębie Biblii (skracanie i przerabianie pewnych fragmentów na zlecenie jednego z papieży to fakt historyczny) sprawiło, że nie możemy być do końca pewni ich wiarygodności. Na szczęście w trakcie pisania autorka zadbała o konsultacje historyczne, dlatego jestem w stanie uznać, że w jakiejś części powieść oparta jest na źródłach.

pf_1588749801

Jednak nie to jest najważniejsze. Bardzo cieszy mnie, że Ewa Kassala w swoich powieściach o silnych kobietach w historii stara się przywrócić im należne miejsce. Nie są to opowieści zniekształcane przez wieki przez mniej lub bardziej mizoginistyczne grupy, ale historie, które pokazują, że nawet w męskim świecie znajdowały się panie, które potrafiły wywalczyć dla siebie szacunek i zdobyć władzę oraz bogactwo. Myślę również, że jest to dobry moment na takie publikacje, ponieważ zaczynamy wreszcie otwierać się na to, że nie tylko faceci wywierali wpływ na kształtowanie się świata takim, jakim go znamy.

Czytelnikom, którzy lubią wartką akcję, ta książka powinna przypaść do gustu. Nie ma tutaj miejsca na zbędne dialogi i opisy rodem z Nad Niemnem. Wszystko dzieje się szybko, a zabiegi językowe stosowane przez autorkę sprawiają, że całość czyta się dobrze, płynnie.

Gdybyście spytali mnie o wadę tej książki to musiałabym przyznać, że troszkę nie podoba mi się takie hagiograficzne przedstawienie sylwetki Marii Magdaleny. Dla niewtajemniczonych, hagiografią nazywa się dział piśmiennictwa religijnego, który obejmuje między innymi żywoty świętych, związane z nimi legendy oraz opisy dokonanych przez nich cudów. Jest to specyficzny rodzaj tekstów o bardzo podobnej strukturze, w której chodzi o to, że opisywany święty już jako dziecko jest niezwykłą osobistością, dokonywał cudów (np. ożywiał ptaszki i inne zwierzaczki), potem stał się mistykiem i najczęściej ginął tragicznie za swoją wiarę. Taką strukturę miejscami ma także książka o Marii Magdalenie. I podejrzewam, że tym z Was, którzy nie musieli przeczytać setek żywotów świętych na studiach, tak jak ja, to w zupełności nie przeszkadza, jednak mnie już tak. No, ale jest to specyficzna książka i jestem w stanie coś takiego wybaczyć autorce.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Ewa Kassala
Tytuł: Maria Magdalena
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 527
Cena: około 39,90 złote (złotówka z każdego egzemplarza przekazywana jest na cele statutowe fundacji „A kogo?” Ewy Błaszczyk)

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Uczeń nekromanty E. Raj

Fantasy to mój ulubiony, zaraz po kryminałach, gatunek literacki. Nie mogłam zatem przejść obojętnie obok Ucznia nekromanty, czyli powieści, która wbija w fotel nie tylko swoimi rozmiarami (wersja, którą otrzymałam liczy sobie bagatela 1050 stron!), ale też rozmachem.

Nekromanta to, według Słownika Języka Polskiego, osoba, która zajmuje się wróżeniem, polegającym na wywoływaniu duchów zmarłych w celu pytania się o przyszłość. Ale czy na pewno? Z literatury fantasy wiemy, że nekromanta to jednak coś więcej. Jest to czarodziej, który nie tylko przyzywa tak zwane byty niematerialne, ale również wskrzesza umarłych. Do tego pamiętamy, że aby pojawił się nowy nekromanta, w jego życiu musi zadziać się coś złego, co sprawia, że decyduje się on przejść na mroczną stronę mocy. Ewentualnie rodzi się zły do szpiku kości i jako obdarowany mocami magicznymi po prostu staje się jeszcze bardziej zły. Ale okazuje się także, że nekromantą można się urodzić. Można mieć dar nekromantyczny, który jakby aktywuje się w momencie, w którym rodzicom (albo jednemu z nich) dzieje się krzywda. A im większa brutalność czynu, tym większe zdolności nowego nekromanty na polu magii.

Fabuła 

Trochę szczegółów już zdradziłam, ale wierzcie mi, że jest to ułamek tego, czego o magii dowiecie się z Ucznia nekromanty. Myślę jednak, że najpierw powinnam zacząć od nakreślenia Wam tego, o czym jest ta książka.

uczeń nekromanty

Norgal to młody chłopak, który od dnia narodzin naznaczony jest przerażającym piętnem. I nie zna również swojego pochodzenia. Ze względu na swoje mroczne pochodzenie, zostaje oddany pod opiekę silnego nekromanty, Mistrza Rothgara, który szkoli go w zakresie panowania nad magią nieumarłych. Nauczyciel nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, co dzieje się w duszy ucznia, który jest nie tylko niepokorny (w końcu to dojrzewający i poszukujący młody mężczyzna), ale także jest obdarowany ogromną i niebezpieczną magią. Odkrycie tej tajemnicy za niedługo wstrząśnie światem.

Zaciekawieni?

Moja ocena

Książka bardzo mi się podobała, ale oceniam ją na solidną piątkę. Dlaczego taka ocena? Zaraz o wszystkim opowiem.

Przede wszystkim zaciekawił mnie sposób przedstawienia różnych typów magii oraz ich wzajemnych zależności. Nie spotkałam się z książką, w której ta typologia zostałaby opisana z tak dużym pietyzmem. Brawo! Dla kogoś takiego jak ja to prawdziwa gratka. Do tego dochodzi mnogość fantastycznych ras, z którymi mamy do czynienia. Mieszkają tutaj nie tylko wampiry, zombie, elfy i orki, ale również czarownice, wiedźmy i mieszańce. Bardzo to interesujące, a opisy ich wyglądu są ciekawe.

Bardzo interesująco opisane są wydarzenia związane z eksperymentami i tym, w jaki sposób Norgal uczył się panować nad kolejnymi wytworami swojej magii. Nie sądziłam, że umysłowości i myślom bohatera można oddać tak dużą część powieści, ale zmieniłam zdanie i myślę, że było to dobre posunięcie.

Co do bohaterów muszę stwierdzić, że niemal wszystkie osoby, o których czytamy w powieści to silne osobowości. I o ile nie przypadł mi do gustu sam główny bohater (głównie za sprawą jego arogancji i buty) to już na przykład taki Q`uarro urzekł mnie. Stało się to prawdopodobnie dlatego, że wyobrażałam sobie wesołego czterolatka, który beztrosko bawił się w ogrodzie, kopał robaki, ale jednak był potworkiem, na klatce  piersiowej którego mieszkał jego mroczny brat bliźniak.

Jedyny minus tej książki to jej objętość. Zdaję sobie sprawę, że autorka chciała zmieścić jak najwięcej informacji tak, żeby jej wizja magicznego świata była jak najbardziej kompletna. Nie przeczę, że był to zły koncept. Sama przecież kilka akapitów wcześniej stwierdziłam, że takiej porcji magicznej teorii jeszcze nie przeczytałam, ale miało to znaczny wpływ na ilość stron w książce. No i nie ukrywam, że takie wykłady od czasu do czasu spowalniały akcję, przez co czytanie robiło się nieco nużące. No, ale to jest taki drobiazg. Reszta jest bez zarzutu. Czekam na kolejną część.

Gdybyście chcieli zapoznać się z książkami E. Raj, możecie wejść na stronę autorki klikając TUTAJ.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: E. Raj
Tytuł: Uczeń nekromanty cz.1:Plaga
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 926
Cena: około 32 złote

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Możesz zapisać się poniżej.

Zagubione dziedzictwo Zbigniew Fietkiewicz

Miało być fajnie, a wyszło… No właśnie, jak?

Fantasy oraz science -fiction należą do moich ulubionych gatunków literackich. I z tego powodu witam każdą książkę, która pojawi się na rynku, z otwartymi rękoma. I fakt, że wyszła spod pióra zupełnie nieznanego mi autora nie ma tutaj nic do rzeczy.

Dlatego w pierwszym wpisie po świętach wielkanocnych przychodzę do Was z powieścią równie niepokojącą, jak rzeczywistość za oknem. „Zagubione dziedzictwo” Zbigniewa Fietkiewicza to książka, która zapewni Wam ciekawy wieczór. O ile zdecydujecie się przeczytać ją do końca.

12 planet i 12 kolonii

Książka opowiada o losach dwójki bohaterów:

  • Isaac to młody pirat-przemytnik. Wydaje mi się, że facet z niejednego pieca jadł chleb, a fakt, że jest ścigany przez władze kilku kolonii zdaje się tylko to potwierdzać. Jest wygadany, sprytny i wie, w jaki sposób zatroszczyć się o siebie oraz o swoich towarzyszy.
  • Profesor Gilbert to typowy naukowiec pracujący na uniwersytecie (co z tego, że na jakiejś innej planecie). Ma ogromną wiedzę i pragnie dowiadywać się nowych rzeczy. Jednocześnie z pewną dozą nieśmiałości i skromności podchodzi do wynalazków bazujących na jego koncepcjach.

Ta dwójka zostaje wysłana w misję odzyskania wraku statku, który został odkryty na wrogim terytorium. Panowie mają działać pod przykrywką, jaką jest seria wykładów Giberta, które mają odbyć się w tak zwanym międzyczasie. Całością wyprawy zawiadują lokalne siły specjalne kolonii. Nie muszę oczywiście wyjaśniać, że sprawa nieco się komplikuje, a bohaterowie wpadają w kolejne kłopoty. Na szczęście w trakcie pokonywania kolejnych trudności nawiązuje się pomiędzy nimi przyjaźń. Relacja ta zostaje wystawiona na próbę.

Moja ocena

Książka jest interesująca, ponieważ stoi za nią koncept stary jak świat: walka dobrych ze złymi. Nie ważne, że po jednej stronie mamy cwaniaka i geniusza w swojej dziedzinie. Rozwiązywanie problemów i przeciwstawianie się niespodziewanym sytuacjom są zawsze interesujące i pewnie nigdy się nimi nie znudzę. Bez różnicy, czy akcja książki dzieje się w przestrzeni kosmicznej, czy w klasztorze benedyktyńskim. I tak na dobre mogłabym zakończyć tę recenzję, dodając może jeszcze, że powinniście zdobyć tę powieść, bo możecie fajnie się z nią bawić. Ale niestety…

pf_1586857178

Wiecie, że jestem cięta na błędy w książkach. I to na wszelkie: ortograficzne, interpunkcyjne, logiczne, itp. Zresztą niejednokrotnie dawałam już upust mojej frustracji z powodu tego, że wydawnictwa psuły mi przyjemność z czytania właśnie tymi niedociągnięciami. Ale tego, co przeżyłam w trakcie czytania tej powieści to chyba nic nie pobije! Błąd na błędzie! Literówki, ortograficzne, z szykiem, brak właściwego formatowania (to ostatnie wyglądało tak, jakby ktoś po prostu zaznaczył dwie linijki, zmienił na kursywę i nie przeczytał, że połowy tekstu nie należało zmieniać). Koszmar! Nie wiem, czy te dwie panie, których nazwiska zostały opublikowane w sekcji korekty i redakcji to są postaci fikcyjne, czy po prostu nie przyłożyły się do pracy. Nie wiem… Tekst wyglądał tak, jakby nikt go nie przeczytał przed oddaniem do druku…

Wstyd o tym pisać, ale wydawnictwo zrobiło ogromną krzywdę autorowi, ponieważ treść jest ciekawa i książka znalazłaby swoich fanów. A tak to odechciewa się czytać. Ja to zrobiłam, z szacunku dla pracy autora i dlatego, żeby ta recenzja była rzetelna. Ale po 20 stronach miałam ochotę książkę odłożyć i zapomnieć o niej. Chyba nawet nie oddam jej do biblioteki (co zawsze robię z przeczytanymi powieściami), bo jest mi wstyd, że powieść została opublikowana w takiej formie.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Zbigniew Fietkiewicz
Tytuł: Zagubione dziedzictwo
Wydawnictwo: Waspos
Liczba stron: ok. 200
Cena: 32, 90 złotych

Arabski książę Tanya Valko

Moje pierwsze zetknięcie z twórczością Tanyi Valko przypadło na okres kwarantanny społecznej. Zaczęłam od ostatniej w serii książki tej autorki. Spodobała mi się? Czy zdecyduję się na zapoznanie się z poprzednimi częściami? Informacji szukajcie poniżej.

W gwoli wyjaśnienia, to nie jest tak, że nie słyszałam nigdzie tego nazwiska. Słyszałam, widziałam nawet plakaty w moim mieście, które informowały o spotkaniu autorskim w filii bibliotecznej. Tylko jakoś tak się zdarzyło, że nie miałam okazji przeczytać żadnej z jej powieści. Teraz nadrabiam zaległości.

Seria arabska i azjatycka

Tym z Was, którzy podobnie jak ja, nie wiedzieli za dużo o twórczości Tanyi Valko, podsuwam listę książek wchodzących w skład serii arabskiej i azjatyckiej. Znajdziecie ją poniżej:

  1. Arabska żona (początek sagi arabskiej)
  2. Arabska córka
  3. Arabska krew
  4. Arabska księżniczka
  5. Arabska krucjata
  6. Arabski mąż
  7. Arabski syn
  8. Arabski raj
  9. Arabski książę

Książki w ramach tej serii skupiają się na przedstawieniu realiów życia w krajach arabskich i informują czytelnika nie tylko o losach głównych bohaterek Doroty, Marysi-Miriam oraz Darii-Darin. Opowiadają one również o tak istotnych z punktu widzenia kultury arabskiej problemach jak: kalifat, fundamentalizm islamski, terroryzm. Ich akcja dzieje się w państwach całego świata arabskiego: Emiratach Arabskich, Libii, Katarze, Libanie i Jordanii. Co bardzo ciekawe, każdą napisaną powieść poprzedza żmudny research, dlatego myślę, że po te książki mogą sięgać również osoby, które po prostu chciałyby dowiedzieć się nieco więcej o realiach życia na Bliskim Wschodzie.

Po sukcesie serii arabskiej, Tanya Valko opublikowała tak zwaną serię azjatycką. W jej skład wchodzą poniższe powieści:

  1. Okruchy raju
  2. Miłość na Bali

Jest to kontynuacja serii arabskiej, a jej głównymi bohaterkami są Dorota oraz jej córki Marysia i Daria.

Musicie pamiętać, że większość bohaterów przedstawionych w tych książkach to postaci fikcyjne. Jednak w powieściach nie brak jest osób znanych nam z pierwszych stron gazet, np. Muammar Kadafi. Niektóre z nich otrzymały znane nazwiska (Binladen). Przeważnie jednak wydarzenia w powieściach są całkowicie fikcyjne, mimo iż przeżywane przez znanych powszechnie z realnego świata bohaterów.

Arabski książę Tanya Valko

Arabski książę to ostatnia, wydana w 2020 roku, książka z serii. Opowiada ona o dalszych losach bohaterek poprzednich części. Rozpoczyna się od bardzo dynamicznej sceny, w której to Daria wraz ze swoim malutkim synkiem Ahmedem zostaje uratowana z niezłych tarapatów, po czym trafia pod opiekę nieśmiertelnie zakochanego w niej księcia Anwara. Czy tych dwoje odnajdzie wzajemne szczęście?

Szczęście na pewno sprzyja Dorocie, która po wielu doznanych krzywdach znajdzie ukojenie w małżeństwie z bogatym i wpływowym człowiekiem stojącym na czele saudyjskiego Ministerstwa Zdrowia. Wszystko wskazuje na to, że kobieta wreszcie trafi na przyzwoitego mężczyznę, który, mimo iż wychowany w tradycyjnej kulturze arabskiej, okaże się tolerancyjny i wart powierzenia mu nawet najbardziej skrywanych tajemnic.

arabski

Jest jeszcze Marysia-Miriam, która po tym, jak wyjeżdża do Polski zdaje sobie sprawę, że to jednak świat arabski jest tym, w którym chce żyć. Musi zresztą ratować swoje małżeństwo z Hamidem – człowiekiem, co muszę przyznać, niezwykle tolerancyjnym i cierpliwym. Czy to jej się uda? I czy jest w stanie pogodzić swoje nowe obowiązki ze stereotypową rolą zamężnej kobiety arabskiej? Przekonajcie się sami!

Moja ocena

Na samym początku muszę zaznaczyć, że mimo iż jest to moje pierwsze zetknięcie z serią (wiadomo, ja zawsze muszę czytać wszystko od końca), nie czułam, że w trakcie czytania tej powieści brakuje mi jakichkolwiek informacji. Podejrzewam, że autorka przewidziała taką sytuację, ponieważ ostatnie dwadzieścia stron książki to tabele zawierające fakty odnoszące się do bohaterów serii. Z nich można dowiedzieć się, jaką funkcję pełnią poszczególne postaci i co działo się z nimi w poprzednich częściach serii. Bardzo to pomocne, ale muszę też stwierdzić, że sama powieść napisana jest w taki sposób, że nie można się w tych faktach za bardzo pogubić.

Co do bohaterów, muszę stwierdzić, że każdy z nich ma silny charakter. To nie są osoby w typie młodego Wertera, który spędzał czas jedynie na rozmyślaniach. Postaci muszą działać, podejmują zdecydowane akcje, które tylko podkreślają to, jak silnymi osobowościami są. Wydaje mi się, że jest to po części spowodowane tym, że sama kultura wymaga od nich (a w szczególności od kobiet) takiego zachowania.

Arabski książę świetnie oddaje realia arabskiego świata. My w powieści obserwujemy głównie wydarzenia dziejące się w bogatych rodach, niemniej jednak pojawiają się tam również informacje o warunkach, w których żyją biedacy. I muszę stwierdzić, że to porównanie jest naprawdę wstrząsające i chyba nigdy nie przestanie mnie dziwić, że w jednym kraju możemy zaobserwować dwa totalnie odmienne stany: skrajną biedę oraz obrzydliwe bogactwo. No, ale może jest to coś, co tak pociąga nas w arabskim świecie…

Bardzo podoba mi się to, że autorka trzyma rękę na pulsie i stara się umieszczać swoich bohaterów w realiach, które mniej wiecej odpowiadają temu, co obecnie dzieje się na Bliskim Wschodzie. W Arabskim księciu mamy do czynienia z arabską wiosną, sprawami związanymi z terroryzmem, poluzowaniem ograniczeń dla kobiet, itp. Jest to bardzo duża zaleta książki.

Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie, czy warto poświęcić czas na przeczytanie Arabskiego księcia, od razu odpowiem: tak. Bardzo rzadko można spotkać się z książką, która bardzo wiernie opisuje jakąś kulturę i jest jednocześnie bardzo wciągająca. I to pomimo to, że w większości jest fikcją literacką. Brawo!

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Tanya Valko
Tytuł: Arabski książę
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 736
Cena: 39,99 złotych