Reklamy

Elegia, medytacja, wiersz, czyli mniej znana strona Ursuli K. Le Guin

Tym razem recenzuję niezwykłą książkę i wychodzę poza swoją strefę komfortu.

Reklamy

Przychodzę do Was z jedną z najszybciej przeczytanych przeze mnie książek i, jak mi się wydaje, jedną z trudniejszych do zrecenzowania pozycji książkowych. Dlaczego? Ponieważ nie będę dzisiaj pisać o powieściach, czyli tym, na czym znam się najlepiej, tylko o poezji.

I od razu muszę Wam się przyznać do jednej rzeczy. Nie jest to mój ulubiony gatunek literacki i z tego powodu spodziewam się z Waszych komentarzy krytyki. Ale nie wahajcie się, komentujcie. Bez nadmiernego hejtu, oczywiście. I skoro tak już piszę o słabościach to muszę się od razu przyznać, że interpretacja wierszy nie była moim ulubionym zajęciem na lekcjach języka polskiego, ani na studiach (o dziwo!) polonistycznych. Pocieszałam się zawsze tym, co mówili profesorowie, czyli: nie ma jednej właściwej interpretacji wiersza, każda jest właściwa, ponieważ zrozumienie poezji zależy od czytelnika i jego doświadczeń. Hmm, szkoda, że nie wiedziałam tego w szkole średniej 🙂

Dotąd dobrze Ursula K. Le Guin – dlaczego sięgnęłam po ten tomik?

Teraz na pewno zapytacie: po co mi recenzowanie czegoś, na czym nie za bardzo się znam. Otóż dlatego, że warto mierzyć się ze swoimi demonami. No i bardzo chciałam przeczytać coś innego niż opowiadania tej słynnej autorki.

pf_1574154401

Moje pierwsze wrażenia po otworzeniu tej książki są bezcenne. Serio! Powinniście zobaczyć moją minę (szkoda, że nie było wtedy nikogo z telefonem, bo mielibyście niezły ubaw). Po pierwsze szok, a po drugie zachwyt. Jak zawsze szatach graficzna książek Le Guin wydanych u Prószyńskiego i S-ki jest nieziemska. Świetne ilustracje zarówno na okładce, jak i w jej wnętrzu znacznie zwiększają ich wartość. Zachwyt pojawił się w momencie, w którym okazało się, że utwory wierszowane spod pióra słynnej autorki fantasy są spolszczone i drukowane w taki sposób, że po jednej stronie mamy utwór w oryginale, a po drugiej – jego polski odpowiednik. Boże, jak jak kocham takie książki! Mam takie zboczenie zawodowe, że lubię podpatrywać, w jaki sposób tłumacz zdecydował się przełożyć dany termin, a tłumaczenie poezji uważam za wysokiej klasy umiejętność i zadanie, któremu niełatwo sprostać.

To, w jaki sposób wygląda ta książka w środku możecie zobaczyć na tym krótkim filmiku.

Czego możecie spodziewać się po „Dotąd dobrze”?

Opowieści o zwykłych sprawach z życia autorki, opowiadania i próby zatrzymania ulotnych chwil, ale również refleksji na temat starzenia się oraz nieuchronnie nadchodzącej śmierci. Po lekturze tego zbioru mam zresztą wrażenie, że to właśnie ta tematyka w nim dominuje. Nie są to wiersze wesołe. Określiłabym je jako pełne zadumy, niekiedy smutne, ale na pewno zawierające wiele mądrych słów i spostrzeżeń na temat rzeczywistości z punktu widzenia osoby, która powoli przygotowuje się do odejścia.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i Spółka za możliwość zrecenzowania tej książki. Możecie ją znaleźć pod tym linkiem: https://www.empik.com/dotad-dobrze-le-guin-ursula-k,p1234826169,ksiazka-p

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Ursula K. Le Guin
Tytuł: Dotąd dobrze
Spolszczenie: Justyna Bargielska, Jerzy Jarniewicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 168
Cena: ok. 38 złotych

 

Reklamy

Powódź, tajemnicze samobójstwo i Kraków w tle

Nowa powieść Pawła Fleszara jest już dostępna.

Jakiś czas temu przeczytałam nową książkę Pawła Fleszara pod tytułem „Powódź”. Osoby, które są ze mną już jakiś czas z pewnością kojarzą autora dzięki książce, którą recenzowałam w tamtym roku, czyli „Wyśnionej jedenastce”, dostępnej w formie cyfrowej na stronie Krakowskiego Sportu. Teraz przyszedł czas na debiut w wydawnictwie.

 

Przy okazji, gdybyście chcieli poczytać o „Wyśnionej jedenastce”, zachęcam Was do kliknięcia na ten link —-> Wyśniona jedenastka, czyli intryga ze sportem w tle .

No, ale wracając do tematu. Pora przyjrzeć się „Powodzi” nieco bliżej.

Fabuła

Kris, żołnierz o nieco skomplikowanej sytuacji zawodowej i życiu prywatnym godnym bohatera opery mydlanej, dowiaduje się, że jego przyjaciel z dzieciństwa, Kuba, popełnił samobójstwo. Po przyjeździe do Krakowa na identyfikację zwłok, zdaje sobie sprawę, że cała historia ze śmiercią Kuby nie trzyma się kupy i rozpoczyna własne śledztwo. W jego trakcie pojawiają się bandyci, naprawdę szemrane typy, policjanci oraz dwójka nastolatków. Kris, mimo początkowej niechęci do angażowania młodzieży w swoje sprawy, decyduje się przyjąć ich pomoc, co w sumie jest dobrym posunięciem, ponieważ to dzięki początkującemu hakerowi i jego koleżance sprawa zostaje szybko pchnięta na właściwe tory.

powódź

Nie chcę zdradzać więcej szczegółów powieści. Moim celem nie jest tutaj spoilerowanie, ale jedynie nakreślenie tego, czego możecie spodziewać się po „Powodzi”. A muszę Wam się przyznać, że jest bardzo ciekawie: pojawia się zbrodnia, gangsterka, są momenty, itp. Do tego bohaterowie, którzy działają zdecydowanie i chcą jak najszybciej rozwikłać zagadkę śmierci mężczyzny. Takie połączenie sprawia, że bardzo dobrze czyta się ten niewielkich rozmiarów kryminał.

Moja ocena

Chciałabym polecić Wam książkę „Powódź” Pawła Fleszara jako jeszcze jeden dobry kryminał, z którym można świetnie spędzić jedno albo dwa popołudnia. Wydarzenia następują jedno po drugim bardzo szybko i w takim tempie zmierzają do zakończenia całej tej niezmiernie ciekawej historii. Dodatkowo muszę dać ogromy plus za świetny research na temat Indian i ich sekretnego języka gestów oraz opisy Krakowa. Tak się zdarzyło, że nigdy nie byłam w tym mieście, ale ta książka mnie do tego zachęciła.

Ogromną zaletą „Powodzi” są postaci dwóch nastolatków: Mariki i Kamila. Dziewczyna jest niesamowita i scena z nią na barce ubawiła mnie niesamowicie. Co do chłopaka, jest to żywy obraz zachowania informatyka, który spędza całe dnie sam na sam ze swoim komputerem i w momencie, w którym znajdzie się ktoś, z kim można pogadać, włącza mu się słowotok. Znam kogoś takiego i jestem pełna podziwu, że tak doskonale można w książce oddać takie zachowanie.

Jedna rzecz, która nie podobała mi się w „Powodzi” to fakt, że jest ona taka krótka. Dlaczego? Ponieważ miałam wrażenie, że skończyła się za szybko. Znacie pewnie takie opowieści, które rozkręcają się długo, ponieważ kreśląc ich zarys autor musi podać wiele szczegółów, a potem, niczym odcinając nożem, przechodzi do punktu kulminacyjnego i książka się kończy. Takie było moje wrażenie. Poszukiwanie świadków, rozwiązanie, akcja na barce, powrót, basen i nagle ciach! i koniec. Troszkę mnie to rozczarowało. Myślę jednak, że jest to jedna mała rzecz na niekorzyść i zdecydowanie nie odbierze Wam zbyt wiele frajdy z czytania. Moja ocena jest nadal bardzo pozytywna.

Zaopatrzcie się w „Powódź”, ponieważ to jest dobra książka. Tak dobra, że spokojnie może konkurować z kryminałami skandynawskimi.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Paweł Fleszar
Tytuł: Powódź
Wydawnictwo: Księży Młyn Dom Wydawniczy
Liczba stron: 212
Cena: ok. 20 złotych

 

Czy małe dziecko może rozpłynąć się w powietrzu?

Zrozpaczona matka rozpoczyna poszukiwania córki w wielopiętrowym budynku.

Kolejna książka, którą polecam na blogu to, oczywiście, thriller. Pewnie nie podziewaliście się niczego innego 🙂 No, może poza jakąś fantasy albo sci-fi. Tym razem zdecydowałam się na przeczytanie powieści, która mówi o tym, co by było gdyby zginęło wam dziecko.

Ja nie mam dzieci, ale zdaję sobie sprawę z tego, że tajemnicze zniknięcie pociechy może być numerem jeden na liście rzeczy, których obawiają się rodzice. Na równi z ciężką chorobą. Alex Sinclair opisuje właśnie to, co może dziać się w umyśle matki, której córka niespodziewanie wymyka się i znika na długie godziny.

Szóste pięto Alex Sinclair – czyli o co w tej książce chodzi

Pewnego dnia Erika Rice wraz ze swoją córeczką Alice udaje się do luksusowego wieżowca w pobliże Central Parku. W tym budynku mieszka jej były mąż, Michael, ojciec małej. Dziewczynka zostawiła u niego swoją ulubioną zabawkę i chce ją pilnie odebrać, zanim wyjedzie z miasta na dobre. Niestety, winda, którą jadą zatrzymuje się gwałtownie pomiędzy piętrami, a Alice, przestraszona, ponieważ nigdy nie lubiła wind, przedostaje się w szparę w drzwiach i wspina się na piętro. Zdenerwowana matka wciska guziki windy, ale ta zjeżdża na dół na parter. Kiedy kobiecie udaje się wjechać ponownie na to samo piętro, dziewczynki już nie ma. Zaczyna się pościg z czasem, procedurami i nieprzychylnymi ludźmi.

pf_1573550288

Więcej nie zdradzę, ponieważ nie chcę psuć Wam dobrej zabawy. A wydaje mi się, że taki opis w zupełności wystarczy Wam do tego, aby stwierdzić, czy książka „Szóste piętro” będzie dobrą lekturą, czy nie.

Moja ocena

Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Akcja płynie szybko, a wydarzenia następują po sobie szybko. Dodatkowego smaczku dodają rozdziały, w których dowiadujemy się o tym, w jaki sposób doszło do rozpadu małżeństwa Eriki i Michaela. Do tego dochodzą jeszcze opisy kobiety, jako troskliwej, może aż za bardzo, matki, która w momencie, w którym dowiaduje się, że jest w ciąży, zmienia wszystko, aby jak najlepiej dbać o swoje dziecko. Autor świetnie wczuł się w to, co taka kobieta może czuć i opisał jej uczucia w taki sposób, że nawet najbardziej podejrzliwy czytelnik może uznać, że Erika jest może troszkę zbyt przewrażliwiona, ale troszczy się o swoją córeczkę najlepiej jak umie.

Jedyna rzecz, która trochę mi nie gra to punkt zwrotny, wokół którego zawiązuje się cała intryga, a mianowicie sytuacja w windzie. Troszkę trudno jest mi przyjąć do wiadomości, że dziecko po prostu wychodzi sobie przez szparę w drzwiach windy na piętro i ucieka. Ale okej, nie mam dzieci i mogę sobie jedynie wyobrażać, że maluchy mają wiele interesujących pomysłów na zabawę/życie i coś takiego rzeczywiście może się zdarzyć.  Wyprowadźcie mnie z błędu, jeśli się mylę.

Bardzo podoba mi się zakończenie. Jest zaskakujące i mocno nieoczekiwane. Wydaje się, że sprawa zostaje rozwiązana, dziewczynka wraca do matki, ale autor pozostawia dla czytelników jeszcze jedną niespodziankę. Super!

Podsumowując, książkę czyta się szybko i jest ona ciekawa. Tego wszystkiego nie psuje nieco naciągane zdarzenie rozpoczynające całą historię. Chociaż w moim przypadku troszkę psuje przyjemność czytania – po prostu spodziewałam się kolejnych mało prawdopodobnych wydarzeń. Mimo to mogę stwierdzić, że „Szóste piętro” jest ciekawym kryminałem psychologicznym i będziecie się przy nim dobrze bawić.

 

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i Spółka za możliwość zrecenzowania tej książki. Możecie ją znaleźć pod tym linkiem: https://www.empik.com/szoste-pietro-sinclair-alex,p1234063487,ksiazka-p?gclid=CjwKCAiAzanuBRAZEiwA5yf4uj1O5yO5qM3SQ9D_3YgJsgd-KPLQGHGL5fqfwGYLISsPL3FtROvJ2hoC8jkQAvD_BwE&gclsrc=aw.ds

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Alex Sinclair
Tytuł: Szóste piętro
Tłumaczenie: B. Artosz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 304
Cena: ok. 38 złotych

Jak pracuje się za więziennymi kratami?

Mocna, mroczna i wstrząsająca – taka jest książka, o której piszę dzisiaj.

Chociaż z drugiej strony, zawsze lepiej oceniać z boku. Wrzucić kogoś na stos, nie mając pojęcia o kulisach. A życie pisze przecież najlepsze scenariusze.

„Gad. Spowiedź klawisza” Paweł Kapusta

 

Nie tak dawno temu przedstawiałam Wam książkę dotyczącą pracy lekarzy oraz ratowników medycznych. Reportaże Pawła Reszki okazały się bardzo interesujące i pomocne w zrozumieniu frustracji i zniechęcenia do pracy u osób pracujących w tak zwanej służbie zdrowia. 

 

Czytaj także: „Mali bogowie” i „Mali bogowie 2”, czyli wstrząsający obraz polskiej służby zdrowia w reportażach Pawła Reszki

 

Dziś przychodzę do Was z książką o nieco innej służbie: więziennej. „Gad. Spowiedź klawisza” Pawła Kapusty to opowieść o cieniach i blaskach pracy strażników więziennych.

Gad, czyli kto?

Zacznijmy może od wyjaśnienia terminu „gad”. W gwarze więziennej to określenie używane w stosunku do:

  1. oddziałowego lub ogólnie oddziałowego służby więziennej
  2. policjanta.

Najczęściej jest to mężczyzna, chociaż zdarzają się również kobiety. Te ostatnie pracują najczęściej na oddziałach dla kobiet, chociaż w książce opisany został przypadek jednej z nich, służącej w części dla kobiet. Kim jest tytułowy gad? Przede wszystkim człowiekiem zmęczonym fizycznie oraz psychicznie, słabo opłacanym, spodziewającym się po swojej pracy niczego innego tylko zadymy, braku szacunku i niskiej płacy w porównaniu z nakładem sił oraz poświęcenia potrzebnej do jej wykonywania (to ostatnie zresztą często zmusza strażników do różnego rodzaju układów z osadzonymi -osobami o wiele bardziej majętnymi i ustawionymi, mimo iż przebywającymi w zakładach karnych). Jest to również osoba, która pracuje pod ciągłym napięciem oraz stresem. I wreszcie pracownik, który nie ma szans na wolny dzień albo dłuższy odpoczynek z powodu braków kadrowych.

pf_1572862494

To wszystko rodzi frustrację, która kończy się albo odejściem ze służby jeszcze przed czasem, w którym nabywa się prawo do przejścia na emeryturę, albo samobójstwem. Ewentualnie leczeniem w ośrodkach i przyjmowaniem leków na zasadzie „jakoś to dociągnie się do emerytury”. Pewne jest jedno: praca w służbach więziennych zmienia i to bardzo.

Codzienność klawisza

Można by powiedzieć, że każda praca ma swoją specyfikę, również pilnowanie osadzonych w zakładach karnych. Procedury, nakazy, zakazy i odprawy są po to, aby wszystko działało jak w zegarku. Co zadzieje się, kiedy jakaś jednostka wyłamuje się z przestrzegania codziennej rutyny? Pojawia się chaos, czyli coś, do czego nie można w żaden sposób dopuścić w więzieniu. Tutaj każdy element ma swoje odpowiednie miejsce w układance: wydawanie posiłków, kierowanie tych więźniów, którzy mają zezwolenie na pracę do odpowiednich placówek, pilnowanie osadzonych, radzenie sobie z ich emocjami, itp. Trzeba mieć oczy na około głowy – kontrolować więźniów, innych strażników – i pamiętać o tym, że nie ważne jak bardzo strzegłoby się zachowania procedur, zawsze pojawi się coś niespodziewanego, na co trzeba zareagować.

Skoro mowa jest o procedurach, pewnie sami wiecie, że w obliczu zagrożenia, człowiek nie zawsze reaguje zgodnie z zapisem w regulaminie. Zdarza się, że niektóre nasze działania są instynktowne. Ciężko jest wymagać, że ktoś zareaguje w 100% w taki sposób, w jaki je opisano. Rozumiem, że pracownicy służb więziennych są szkoleni do tego, aby reagować w określony sposób, ale… No właśnie, przeczytacie w tej książce co to znaczy wyciągać konsekwencje za to, że ktoś bronił się przed rozjuszonym napastnikiem, działając odruchowo,  pilnować się na każdym kroku po to, aby nie zostać wplątanym w złamanie procedur, zabójstwo/przyczynienie się do samobójstwa lub uszkodzenia ciała osadzonego. Oraz za inne przewinienia, na które nie ma się wpływu.

Moja ocena

Ta książka jest mocna, brudna i mroczna. Ale jak inaczej można opisać opowieść o zbrodni, przemocy i najpodlejszych ludzkich zachowaniach? Jest to również reportaż o tym, jak nieudolny i pełen luk jest system więziennictwa w Polsce: pozwalający na wyzysk pracowników, ludzi nisko opłacanych i codziennie narażonych na ryzyko. Czy zdecydujecie się ją przeczytać, zależy tylko od Was. Ja mogę Was zapewnić, że z pewnością zmieni ona Wasz pogląd na pracę w więzieniu.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Paweł Kapusta
Tytuł: Gad. Spowiedź klawisza
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 272
Cena: ok. 25 złotych

Kobiety z ulicy Grodzkiej. Aleksandra

Kolejna pozycja do przeczytania w jesienne wieczory.

Jako zagorzałej fance fantasy przyszło mi przeczytać literaturę tak zwaną kobiecą. No, może bardziej obyczajową, ale też i taką o kobietach dla kobiet. I początkowo nie za bardzo mi szło. Wszystko było takie idealne, jak na filmie familijnym albo w „Mamma Mia!”. Po jakichś 100 stronach zauważyłam, że muszę koniecznie dowiedzieć się, co wydarzy się dalej. I przepadłam.

Moją lekturę serii książek „Kobiety z ulicy Grodzkiej” zaczęłam przykładnie, czyli od końca. Miałam możliwość przeczytania ostatniej części pod tytułem „Kobiety z ulicy Grodzkiej. Agnieszka” i to właśnie o niej chciałabym Wam opowiedzieć.

Seria Kobiety z ulicy Grodzkiej Lucyny Olejniczak

Myślę jednak, że osobom, które, tak jak ja, jakieś 3 tygodnie temu, nie znały tej serii, warto będzie podać nieco informacji o tym, co było wcześniej. Oczywiście bez spoilerów, żeby nie psuć przyjemności z czytania. Otóż sagę na „Kobiety z ulicy Grodzkiej” przypada 6 powieści:

  1. Hanka
  2. Wiktoria
  3. Matylda
  4. Weronika
  5. Emilia
  6. Aleksandra

Cała historia kręci się wokół rodzinnej klątwy Franciszka Bernata, krakowskiego aptekarza. Wszystko zaczyna się w pewną noc, kiedy na świat przychodzi Wiktoria – nieślubna córka wspomnianego już wcześniej aptekarza oraz młodej służącej. Malutka dziewczynka od samego początku skazana zostaje na śmierć – jej ojciec zazwyczaj skutecznie pozbywa się swoich dzieci z nieprawego łoża. Jednak jego żona, Klementyna, w tym samym czasie rodzi córeczkę, która niestety umiera. Sprytna akuszerka podmienia noworodki. Wyczerpana porodem Hanka przed śmiercią przeklina całą rodzinę aptekarza i jego potomnych (oczywiście swoją córkę też). Przez następne części sagi mamy do czynienia z relacjami pomiędzy członkami rodziny, silnymi kobietami oraz próbami przezwyciężenia rodzinnej klątwy.

Kobiety z ulicy Grodzkiej. Aleksandra

Książka, którą miałam okazję przeczytać to zakończenie wielotomowej serii. Pewnie uznacie, że trochę bez sensu czytać od końca, ponieważ wszystkie zagadki w ostatniej części zostają wyjaśnione, ale mogę Was uspokoić, nie jest tak źle. Powieść napisana jest w taki sposób, że nawet osoby nie znające poprzednich części nie będą rozczarowane.

4

Książka zaczyna się w wigilię. Wszyscy krzątają się po domu, kobiety gotują, panowie zajmują się choinką i nieco bardziej siłowymi czynnościami. Potem jasełka, msza i wszystko jest takie cudownie sielskie, powiązane z tradycjami i piękne. Nie przeszkadzają nawet takie drobnostki, jak ból głowy pana domu. Ot, każdego w tej bieganinie boli głowa… Świat jest cudowny, ponieważ są święta. Podobne idealistyczne sceny będą pojawiać się w tej książce jeszcze kilka razy i to mimo wielu skoków w czasie.

Akcja powieści rozciąga się na kilka lat. Wspomniana wigilia to lata 80 ubiegłego wieku, inne opisywane wydarzenia dzieją się w 1997 roku oraz w latach dwutysięcznych. Akcja dzieje się zarówno w Krakowie, jak i we Włoszech (pojawia się też wzmianka o tamtejszej mafii!). Tym razem towarzyszymy Emilii, córce Weroniki i Marcina – byłego esbeka. Gdzieś na horyzoncie pojawiają się znane z poprzednich części Weronika oraz Matylda. Spory fragment książki poświęcony został Waldkowi, starszemu bratu Emilki. To ostatnie posuniecie uważam zresztą za dobre, ponieważ nieco wyrywny starszy brat i jego przygody nadają tej powieści nieco charakteru. Szczególnie fragmenty opisujące czasy strajków i rodzenia się Solidarności wydają się tutaj najbardziej interesujące.

Moja ocena

Mimo iż literatura obyczajowa nie jest moją ulubioną, polubiłam tę książkę. Szczególnie fragmenty o strajkach w latach 80. i wydarzenia dziejące się we Włoszech i na Sycylii. Prawdziwie mnie zainteresowały i wciągnęły. Mimo to uważam, że nie jest to książka dla osób, które poszukują literatury z najwyższej półki. Jest to świetne czytadło, coś, co pozwoli nam przenieść się w inny świat i przyjemnie spędzić czas.

Myślę również, że będzie to dobra pozycja dla osób, które poszukują wytchnienia od codziennych problemów. Od razu zaznaczam, że autorka nie opisuje beztroskich bohaterów – wręcz przeciwnie: tak jak w życiu każdego z nas są tam troski, kłopoty, jest nawet śmierć ukochanego człowieka. Jednak używany język, brak głębi w opisie tychże problemów sprawia, że niekiedy czyta się tę książkę tak, jakby kłopoty musiały się pojawić, ale tylko po to, aby cała opowieść była bardziej wiarygodna. Taki klimat trochę jak w filmie „Mamma Mia!”. Jest to dosyć spory minus, ponieważ cała historia i pomysł na wielotomową serię jest bardzo ciekawy.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i Spółka za możliwość zrecenzowania tej książki. Możecie ją znaleźć pod tym linkiem https://www.empik.com/kobiety-z-ulicy-grodzkiej-aleksandra-olejniczak-lucyna,p1234045904,ksiazka-p

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Lucyna Olejniczak
Tytuł: Kobiety z ulicy Grodzkiej. Aleksandra
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 520
Cena: 38 złotych

 

 

Idealne życie, idealne małżeństwo

Nie wszystko jest takim, jakie się wydaje. A idealne małżeństwa nie istnieją.

Na świecie jest dużo dobrych aktorów. Nie wszyscy z nich mieszkają w Hollywood.

„Idealne małżeństwo” Belle Kimberly

 

Rynek księgarski obfituje w kryminały. W końcu jest to jeden z najbardziej poczytnych gatunków literatury popularnej. Mroczne intrygi, zabójstwa i nierozwiązane sprawy skupiają na sobie uwagę czytelników w różnych zakątkach świata. I wydawałoby się, że takich książek było już tak strasznie wiele, że nie autorzy nie są już w stanie napisać nic nowego, co byłoby naprawdę odkrywcze. Tak bynajmniej myślałam, zanim nie trafiłam na najpierw na powieść „Kłamstwa” autorstwa T.M. Logana (link do niej znajduje się TUTAJ—-> KLIK . Czytajcie, bo naprawdę warto!). Potem pojawiło się „Idealne małżeństwo”, czyli książka, o której dzisiaj Wam opowiem.

Perfekcyjny związek nie istnieje?

Zacznijmy od przedstawienia postaci. Iris i Will to małżeństwo niemalże rodem z komedii romantycznej. Są dla siebie stworzeni, kochają się bardzo, planują dziecko i niedawno kupili dom, na który nie do końca ich stać. Ich historię poznajemy w pewien leniwy poranek, kiedy to on szykuje się do wylotu w delegację na jakąś strasznie ważną konferencję, ona ubiera się do pracy, ale perspektywa kilku dni bez siebie sprawia, że postanawiają zostać ze sobą jeszcze trochę dłużej…Potem rozstają się i wszystko wydaje się takie cudownie idealne.

pf_1571642906

Sprawy komplikują się, kiedy okazuje się, że samolot, którym miał lecieć Will rozbija się. Nikt nie przeżył. Iris, zdruzgotana, popada w apatię, która z czasem zmienia się w obsesyjną potrzebę dowiedzenia się prawdy. A ta bardzo szybko zaczyna wyłaniać się wraz z odkrywaniem kolejnych kart z przeszłości Willa. Na wizerunku idealnego małżeństwa zaczęło pojawiać się coraz więcej rys, a Iris dochodzi do wniosku, że wcale nie znała swojego ukochanego męża.

Moja ocena

„Idealne małżeństwo” to nie jest literatura najwyższych lotów, ale bardzo wciąga. Jest to jedna z tych książek, które zaczyna się czytać z rana i kończy gdzieś w okolicach dobranocki. Odpowiedzialne za to są przede wszystkim szybka narracja oraz umiejętne budowanie napięcia. Kolejne wydarzenia następują po sobie niemalże natychmiast, a proces dochodzenia do prawdy jest niezwykle interesujący. Oczywiście muszę tutaj również napisać o samym zakończeniu – jest mocno zaskakujące i raczej z kategorii „ale dlaczego ona to zrobiła”.

Jest to dobra książka dla kogoś, kto poszukuje czegoś interesującego do czytania na długi jesienny lub zimowy wieczór.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Belle Kimberly
Tytuł: Idealne małżeństwo
Wydawnictwo: Filia
Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
Liczba stron: 400
Cena: ok. 39,90 złotych

 

O sile jogi, zmaganiu się z przeciwnościami i trudnym resecie

Niezwykła książka, mądra, ciepła, zabawna. I wyjaśnia, dlaczego joga jest lekiem na całe zło.

Nie chodzi o to, jak wielki i okazały jest pałac, w którym żyjesz. Chodzi o to, że masz żyć jak królowa. Ani przez chwilę nie wątpić, że masz prawo do swojego życia i terytorium. Jeśli to konieczne, wypowiadać wojny w jego obronie, ale też zgłębiać i stosować sztukę dyplomacji. Stanowić własne prawo. Mianować i słuchać doradców, jednak ostatecznie zawsze podejmować decyzje we własnym sercu. Być wielkoduszną i sprawiedliwą, ale też nie spoufalać się z byle kim. Do swojego stołu i łóżka zapraszać tylko przedstawicieli i przedstawicielki arystokracji serc. Nieważne, jak okazałe są ich pałace. Ważne, jak żyją.

Paulina Młynarska „Jesteś spokojem”

Dziś przychodzę do Was z książką inną niż wszystkie. Nie z soczystym kryminałem, spektakularnym fantasy, ani nie ze świetnym czytadłem. Dzisiaj będzie o odpoczynku, wyciszeniu oraz jodze jako leku na niemal wszystkie bolączki świata (nie żartuję).

W walce o codzienny spokój

Jesień to chyba taki moment, w którym zmieniająca się pogoda i skracające się dni zmuszają nas do zatrzymania się w miejscu i zastanowienia się nad tym, co jest dla nas ważniejsze w życiu: codzienna gonitwa za pieniędzmi, sławą, poklaskiem…(tutaj możecie wpisać cokolwiek), czy może dobre, spokojne, choć może nie do końca tak dostatnie jak byśmy chcieli życie. I myślę, że jest to idealny czas na to, aby pochylić się nad książką Pauliny Młynarskiej pod tytułem „Jesteś spokojem” – tekstem, który sama autorka opisuje jako napisany

ponieważ w natłoku informacji, w hałasie i całym tym przebodźcowaniu, jakie funduje nam współczesna rzeczywistość, trochę nie mamy wyjścia – musimy same, i sami, stać się dla siebie źródłem spokoju i wyciszenia. Przynajmniej jeśli nie chcemy oszaleć z nadmiaru wrażeń.

Podejrzewam, że wielu z Was miało wrażenie, że w szalonym pędzie, jakim jest życie w mieście pewnego dnia już po prostu nie dacie rady, dostaniecie zawału lub zwariujecie. Jeśli tak jest to z pewnością powinniście sięgnąć po tę mądrą książkę. Będzie to doskonała lektura również dla tych, którzy boją się zacząć od nowa lub wprowadzić w życie swoje nieco szalone pomysły. Poza tym, jest to jedna z ciekawszych pozycji o jodze, w której poczytać można nieco o samej filozofii tej starożytnej sztuki, a nie jedynie o nowych kombinacjach asan.

„Jesteś spokojem” – Paulina Młynarska

Nie do końca przepadam za książkami o rozwoju autorstwa ludzi znanych. Doświadczenie nauczyło mnie, że twarz celebryty na okładce wróży miałką treść, zero konkretów i faktycznych rad, które mogłabym wykorzystać w swoim życiu. I troszkę sceptycznie podchodziłam do tego poradnika. Ale zmieniłam zdanie po przeczytaniu połowy strony, ponieważ:

1. jest o jodze :),

2. opisuje traumatyczne wydarzenia z przeszłości autorki i to, w jaki sposób sobie z nimi poradziła,

3. radzi i wskazuje drogę do tego, aby wieść prawdziwie szczęśliwe życie zgodne z naszymi marzeniami.

Do tego uczy szanować nasze ciało po to, aby służyło nam ono na długi czas. Bardzo to odważne w dobie wszechstronnego perfekcjonizmu, dążenia do ideału nadkobiety, kobiety HD, (przeczytajcie fragment o przygotowywaniu Młynarskiej do nagrania programu telewizyjnego, a będziecie wiedzieć, o czym piszę), nakierowania na zadaniowość, multitasking, niemal każdy -holizm i wiele innych szkodliwych dla ciała i umysłu spraw.

W „Jesteś spokojem” jest także miejsce na zjawisko, które Młynarska nazywa Wielkim Zmęczeniem. Chodzi tutaj o nic innego jak stan tak ogromnego znużenia, że człowiek nie jest w stanie zrobić nic: poruszyć się, myśleć, podjąć jakiekolwiek działania właśnie ze względu na dojmujące wyczerpanie fizyczne (i towarzyszący mu ból) oraz umysłowe. WZ nie powinno być mylone z depresją, mimo iż objawy na pierwszy rzut oka mogą wydawać się podobne.

 

2
Jesteś spokojem, aut. Paulina Młynarska

Joga na problemy duszy i  ciała

Wbrew temu, co sądzimy rozwiązanie problemów zdrowotnych oraz tych powiązanych ze zmęczeniem umysłowym lub traumami jest bardzo proste. Jest to joga i medytacja. Jednak musicie pamiętać, że to, przed czym przestrzega autorka, to traktowanie jogi jako kolejnego sportu, do uprawiania którego potrzebujemy wypasionego sprzętu i który ma zapewnić nam zapewnić sylwetkę niczym ze zdjęć instagirls. Jest raczej odwrotnie: prawdziwa joga to ta nudna, podczas której zabiegani i zmęczeni ludzie odpływają tak bardzo, że zasypiają. To pozostawanie w zgodzie z samym sobą, nie działanie na przekór swojemu ciału, i rozpoznawanie emocji. To praktyka, do której nie potrzeba wałka, paska, klocka (chociaż pomagają) i najnowszego modelu legginsów (tak szczerze to bawełniane dresy są lepsze, ponieważ w trakcie pozycji drzewa nie ślizga się noga 🙂 Taka joga, jak pisze Młynarska, pozwala na przepracowanie traum, dojście do ładu z pogmatwanym życiem, relaks i, przy okazji, zapewnia silne i mocne ciało. Nie trzeba uczęszczać do najlepszej szkoły jogi w mieście, a praktykę możecie odbywać tuż po wstaniu z łóżka, we własnym mieszkaniu i do tego w piżamie! I działa tak samo jak w super ciuchach!

Przy okazji pochwalę Wam się czymś. Chodzę na jogę od wielu lat i od co najmniej kilku obserwuję to, o czym pisze Paulina Młynarska. Mogę być zmęczona, z bólem pleców lub szyi po przeciążeniu ślęczeniem przy komputerze, ale po sesji wychodzę jak nowo narodzona. Zero napięcia, stresu, tylko spokój, relaks i wizja fajnie spędzonej reszty wieczoru. To działa!

Ocena

Podejrzewam, że wiecie już jaka będzie ocena tej książki. Jestem nią zachwycona i to nie tylko dlatego, że dużo tutaj jogi. Jest to szczera i przejmująca opowieść o wychodzeniu z traumy i radzeniu sobie z przeciwnościami losu, buntującym się orgazmem, dążeniu do spełnienia własnych marzeń oraz o życiu na własnych zasadach. Wszystko okraszone niezwykłym poczuciem humoru, również w momentach, w których autorka pisze o najtrudniejszych chwilach swojego życia. Dzięki temu daje przykład i przekonuje, że każdy z nas może wyjść z niezłych kłopotów niekoniecznie przy użyciu różnego rodzaju medykamentów. Wystarczy zachować spokój i harmonię pomiędzy ciałem a umysłem.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i Spółka za możliwość zrecenzowania tej książki. Możecie ją znaleźć pod tym linkiem https://www.empik.com/jestes-spokojem-mlynarska-paulina,p1233920796,ksiazka-p

Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Jesteś spokojem” Pauliny Młynarskiej.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Paulina Młynarska
Tytuł: Jesteś spokojem
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 162
Cena: 39,90 złotych

Polska rzeczywistość małomiasteczkowa, alkoholizm i samotne rodzicielstwo

Alkoholizm to problem znany od dawna. Warto czytać książki, które pokazują go od środka, z relacji osoby pijącej.

„Gdy się budziłam, wołałam Filipa, przychodził wściekły i zapalał mi papierosa, sama nie dawałam rady, chciałam zapalić i się oddalić, wypisać z odpowiedzialnego za cokolwiek życia, gdzieś tam słyszałam płacz Agnieszki, ale Filip był na posterunku, Filip mnie wyręczał , nie mogłam na to pozwolić, a jednak pozwalałam, I znowu mnie nie było, znowu sny, pijany ojciec, pijana ja.”

 

Jarosław Czechowicz „Toksyczność”

 

Fragment powieści Jarosława Czechowicza, który cytuję powyżej to tylko wycinek tego, co można przeczytać w książce. Opowieść jest mroczna, smutna, czasem naprawdę dołująca i zaskakująca, ale jednak w jakiś sposób doskonale znajoma. Dlaczego? Ponieważ, jak mi się wydaje, niemal każdy z nas słyszał o kimś, kto miał rodziców alkoholików. Zresztą prasa oraz telewizja pełne są doniesień o pijakach wychowujących dzieci. Często również słyszymy o tym, co dzieje się z dziećmi alkoholików.

Kobieta pijąca nieelegancko

Bohaterka „Toksyczności” to osoba, której, jak można byłoby mniemać, życie dało nieźle w kość. Otóż będąc u progu dojrzałości w tragicznych okolicznościach traci matkę -najprawdopodobniej jedyną osobę, w której miała oparcie i zrozumienie. Po jej śmierci wpada w histerię i zostaje oddana na leczenie do zamkniętego zakładu dla ludzi z problemami psychicznymi. Oddaje ją tam ojciec, ten sam, który w trakcie wieloletniego picia znęcał się nad matką fizycznie i psychicznie, przeznaczał niemal wszystkie pieniądze na alkohol i który, nie ukrywajmy, poniekąd przyczynił się i do śmierci matki, i do stanu psychicznego najstarszej córki.

pf_1569227514
Toksyczność Jarosław Czechowicz

 

Po wyjściu ze szpitala kobieta nie wraca do rodzinnego domu i rozpoczyna samodzielne życie w małym mieście. Zatrudniona najpierw w sklepie, potem w zakładzie produkcyjnym, a później urzędzie, radzi sobie coraz lepiej: odkrywa, że potrafi szybko liczyć i lubi to, poznaje mężczyznę, który zostaje jej mężem, a także rozpoczyna serię spotkań towarzyskich z jedną z poznanych w pracy koleżanek. To ostatnie na swoją zgubę – coraz bardziej zatraca się w alkoholu i stanie zamroczenia alkoholem, który po śmierci męża, przeradza się w kilkudniowe ciągi. Pojawia się coraz więcej napojów wyskokowych, nowych mężczyzn i problemów, z którymi kobieta nie potrafi poradzić sobie inaczej niż przy pomocy zawartości butelki.

Oczywiście próbuje zmienić swoje nastawienie. Idzie na odwyk, terapię i daje sobie zaszyć esperal, ale za każdym razem, kiedy pojawiają się problemy, pojawia się również alkohol. Smutne to i dołujące.

Moja ocena

Kiedy otrzymałam tę książkę i przeczytałam opis z tyłu okładki, miałam nieco mieszane uczucia. Przede wszystkim bałam się, że będzie mi ciężko zdzierżyć kolejną historię o pijakach mieszkających w małym miasteczku nie wiadomo gdzie w Polsce. Jednak zmieniłam zdanie po pierwszych kilku akapitach książki. Po pierwsze napisana jest językiem, który oddaje i emocje głównej bohaterki, i relacjonuje w taki sposób, że tę powieść chce się czytać. Słowa, zdania wypowiadane przez narratorkę są do bólu prawdziwe, swobodne, a jednak trafnie opowiadające to, co działo się z jej życiem. Nie ma tutaj przerysowania: wyolbrzymiania lub umniejszania, jest za to trudne życie nastolatki mieszkającej w domu, w którym jest problem alkoholowy, bezradność kobiety, która z powodu trudnej przeszłości próbuje zapijać swoje problemy i matki, która nie umie lub nie chce zmienić swojego losu, mimo iż jest świadoma, że zgotowała swoim dzieciom dokładnie taki sam los, jak znienawidzony przez nią ojciec. Jest tutaj również środowisko małego miasta, w którym każdy wie o innych wszystko i ocenia, raz na zawsze przyszywając łatkę.

To, co wysuwa się na pierwszy plan powieści to przede wszystkim problem alkoholowy, zarówno ojca, jak i córki. Jednak pojawia się coś więcej, a mianowicie bezradność lekarzy i terapeutów, którzy „leczą” swoich pacjentów z alkoholizmu. Dlaczego cudzysłów? Ponieważ proponowane środki nie są wystarczające. Ot, wszycie esperalu i straszenie tym, że po wypiciu alkoholu znajdujące się we wkładce substancje mogą zabić. Przy czym to ostatnie kwestionowane jest przez weteranki – kobiety, które przeszły odtrucie po zapiciu ze wszywką lub instruujące początkujące pacjentki, w jaki sposób można esperal wydłubać – oraz pielęgniarki, zakładające i niejako programujące swoje podopieczne na powrót do ośrodka po kolejnym zapiciu.

„Toksyczność” to trudna książka. Opowiada o relacjach z bliskimi, którzy nadużywają alkoholu. Pokazuje, w jaki sposób pijaństwo wpływa nie tylko na samego pijącego, ale również jego dzieci – pozostające i leczące się z traumy trudnego dzieciństwa. Alkohol to trucizna, która toczy nie tylko ciało pijącego, ale również jego współmałżonka. partnera, dzieci i dalszą rodzinę.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i Spółka za możliwość zrecenzowania tej książki. Możecie ją znaleźć pod tym linkiem https://www.empik.com/toksycznosc-czechowicz-jaroslaw,p1223369756,ksiazka-p

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Jarosław Czechowicz
Tytuł: Toksyczność
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 260
Cena: ok. 37 złotych

 

 

A co gdyby wokół Ciebie były tylko Kłamstwa…?

Chcecie przekonać się, jaka książka ostatnio mnie porwała?

Dziś przychodzę do Was z recenzją książki „Kłamstwa” autorstwa T.M. Logana. Mam nadzieję, że tym wpisem zachęcę Was do przeczytania tej niezmiernie wciągającej powieści. Uuuppps, trochę zdradziłam ocenę 🙂

 

„Najbardziej ślepy jest ten, kto nie chce widzieć.”

T.M. Logan „Kłamstwa”

 

Tak można najszybciej scharakteryzować pomysł, wokół którego T.M. Logan stworzył opowieść o jednym z najbardziej rozpowszechnionych i najstarszych powodach do rozstania…na kłamstwie. Mijanie się z prawdą, opowiadanie wymyślonych historii oraz niespotykane dotąd i niepokojące wydarzenia, które nagle pojawiają się w życiu bohatera – do tej pory uporządkowanym i statecznym – to to, co napędza tę historię. Bo chyba nie ma nic ciekawszego niż towarzyszenie bohaterowi, przeciwko któremu sprzeciwiło się wszystko. który zostaje wplatany w morderstwo oraz jest oczerniany i który na swoją obronę ma tylko i wyłącznie swoje słowa.

„Kłamstwa” – opowieść o zbrodni doskonałej w dobie nowoczesnych technologii

Każdy z nas, a przynajmniej większość, ma konto w takich czy innych mediach społecznościowych. Wszędzie w mieście znajdują się kamery, dla naszego bezpieczeństwa – tak twierdzą władze. Wszyscy lub niemal wszyscy są w posiadaniu telefonów komórkowych najnowszej generacji z  dostępem do internetu, nowoczesnych aplikacji, konta bankowego, z wbudowanym świetnym aparatem i innymi udogodnieniami. Są również ludzie, którzy za pieniądze zrobią wszystko, no albo przynajmniej bardzo wiele. A co stanie się, kiedy te zdobycze nowoczesnej technologii połączy się z namiętnością i chęcią wolności? Jeden z najlepszych i najbardziej wciągających thrillerów, jakie czytałam od bardzo dawna.

pf_1568619200
T.M. Logan „Kłamstwa”

 

Już wyjaśniam, o co chodzi. Joe Lynch, nauczyciel w miejscowym liceum, poczciwy facet, domator i jeden z tych niewielu mężczyzn, którzy całkowicie poświęcają się swojej rodzinie, przypadkiem zauważa, jak jego żona przechodzi przez hotelowy parking. W tym czasie powinna być oczywiście w pracy. Lynch idzie za nią i obserwuje jej kłótnię z ich wspólnym znajomym. Ben, tak ma na imię ten człowiek, jest nieco agresywnym, zbyt pewnym siebie nowobogackim, który lubi chełpić się swoim statusem i majątkiem. W wyniku wspomnianej kłótni, Joe decyduje się interweniować, jednak ten zamiar przybiera nieco inne skutki niż zamierzone. Rozwścieczony Ben ląduje na chodniku, zamroczony, a synek Joego, w wyniku emocji, dostaje ataku astmy. Joe postanawia ratować synka i gna do domu po inhalator. Po wszystkim wraca na miejsce bójki, ale Bena już tam nie ma…

Tak rozpoczyna się wartka narracja o tym, co mogą zrobić zakochane osoby, żeby pozbyć się tych, którzy stają na drodze do ich szczęścia. Jest to również opowieść o tym, w jaki niecny sposób można wykorzystać nowoczesne technologie oraz media społecznościowe do tego, aby wmówić innym ludziom, że wydarzenia uwiecznione na zdjęciach lub we wpisach wydarzyły się naprawdę i o tym, jak bardzo ciężko jest się potem z tego wyplątać.

Moja ocena

„Kłamstwa” to niezwykle trzymający w napięciu kryminał, od którego nie można się oderwać. Akcja jest wartka, wydarzenia dzieją się szybko i są niekiedy bardzo zaskakujące. Jest to jedna z tych książek, które czytając, czytelnik wyobraża sobie, że to, co właśnie się dzieje, jest maksimum pecha/okrucieństwa /bezsensu, które mogą się wydarzyć. Ale nie…autor pokazuje, że może być jeszcze gorzej i bardziej beznadziejnie. Do tego dochodzi zakończenie, które jest prawdziwym majstersztykiem i jest zbudowane wokół takiego zwrotu akcji, że nie można wprost oderwać się od tej książki.

Jeśli szukacie świetnego thrillera na jesienny wieczór, z wartką akcją i wieloma zwrotami, powinniście sięgnąć właśnie po „Kłamstwa” T.M. Logana. Jeśli dodatkowo interesuje Was lub przejmuje to, w jaki sposób telefony i media społecznościowe mogą kształtować rzeczywistości i wpływać na kształtowanie się czyjejś wiarygodności, ta książka jest również dla Was. A jeśli spodoba się Wam ta książka, to biegnijcie do księgarni po „29 sekund”, kolejną powieść autora.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: T.M Logan
Tytuł: Kłamstwa
Wydawnictwo: Bukowy Las
Tłumaczenie: Jarosław Włodarczyk
Liczba stron: 434
Cena: ok. 39,90 złotych

 

 

 

 

Gilead powraca, czyli kontynuacja dystopii Opowieść podręcznej Margaret Atwood

Margaret Atwood powraca z kontynuacją najbardziej przerażającej historii napisanej do tej pory. Fragmenty powieści dostępne są dla anglojęzycznych czytelników.

Piszę ten wpis tuż po lekturze fragmentów drugiej części, jeśli tak mogę nazwać tę powieść, słynnej Opowieści Podręcznej Margaret Atwood. The Testaments – tak brzmi oryginalny tytuł – będzie dostępna do kupienia w wersji anglojęzycznej od 10 września. Polski przekład pojawi się dopiero na początku przyszłego roku.

Pierwszą rzeczą, o której pomyślałam jeszcze zanim zabrałam się za przeczytanie fragmentu było to, czy dowiem się, co dokładnie stało się z Fredą. Nie wiem, czy pamiętacie, ale książka kończy się w momencie, w którym zostaje ona zabrana przez Oczy z domu Waterfordów i właściwie nie wiadomo, co się z nią dzieje. Wiemy jedynie, że ma się niczego nie obawiać i iść ze strażnikami. Dzieje się to zaraz po tym, jak kobieta zachodzi w ciążę z Nickiem, kierowcą.

I taką miałam nadzieję, na kontynuację…

The Testaments

Natomiast z tego, co można już było przeczytać z opublikowanych fragmentów, dalsza część Opowieści podręcznej będzie składać się ze świadectw kobiet wychowywanych w Gileadzie. Udostępniono nam część pierwszą zwaną The Ardua Hall Holograph oraz dwa świadectwa: numer 396A oraz 396B. Czy są ze sobą połączone i zostały spisane/podyktowane przez jedną osobę? Nie wydaje mi się. Określiłabym je raczej jako zestawione ze sobą ze względu na to, że są związane jednym tematem: opisują życie kobiet, które znalazły się w Gilead.

books stack old antique
Photo by Pixabay on Pexels.com

I tak, The Ardua Hall Holograph został na pisany przez ciotkę. Wszystko wskazuje na to, że jest to osoba w podeszłym wieku, ktoś, kto uczestniczył w tworzeniu chorych zasad panujących w Ardua Hall. Pisze ona między innymi o tym, że wie, w którym miejscu są kamery, ponieważ sama je tam umieszczała… Ciotka musi należeć do szanowanych osób w tej społeczności, ponieważ w ramach podziękowań za jej poświęcenie i służbę, wystawiono jej pomnik. Bardzo zastanawia mnie, czy jej opowieść pojawi się w dalszych częściach powieści i czy będą w niej jakieś „pikantne szczegóły”.

Świadectwo numer 396A to opowieść dziewczynki. Opowiada ona o edukacji młodych kobiet w szkole, w której opiekunkami i nauczycielkami były ciotki. Można tutaj wyczytać o strojach (różowe na ciepłe pory roku oraz fioletowe na jesień i zimę), rzeczach, których uczyły się uczennice (wytwarzanie biżuterii, kwiatów i inne niepotrzebne pierdoły), ale o wiele bardziej ciekawe wydaje się tło społeczne opowieści. Okazuje się bowiem, że mała została przysposobiona przez swoich rodziców po tym, jak jej matka „wybrała się do zamku i spośród wielu dzieci wybrała właśnie tę dziewczynkę.” Z tego powodu oraz dlatego, że jest dzieckiem wysoko postawionego urzędnika, jest ona wybrana. Oznacza to po prostu, że jej małżeństwo zostało zaaranżowane wcześniej i mała, po osiągnięciu odpowiedniego wieku, zostanie żoną Komendanta lub innego Syna Jakuba. Dla porównania: córki Gospoludzi nie dostępują takiego przywileju i uczą się jeszcze mniej przydatnych rzeczy. Muszę tutaj zauważyć, że to, co przeraża w tej opowieści jest indoktrynacja dziewczynek przez ciotki, które opowiadają uczennicom o tym, jacy to mężczyźni są straszni, chutliwi, pożądliwi i niemogący zapanować nad swoimi popędami. Istne średniowiecze. Oczywiście pojawia się tutaj też gadka o tym, jakoby dziewczęta miały w sobie wspaniałość, której mężczyźni pragną ich pozbawić. Wszystko to sprawia, że opisująca to dziewczynka marzy o tym, żeby umrzeć zanim osiągnie wiek kwalifikujący ją do małżeństwa…

Świadectwo numer 396B to fragment opowieści o tym, jak było kiedyś. Albo teraz…trudno jest to stwierdzić z fragmentu. Dziewczyna opisująca świat przed opowiada o swoich rodzicach Melanie i Neilu – uroczej parze prowadzącej second hand, to znaczy sklep ze sztuką do noszenia. Melanie jest kolorowa i wesoła, Neil zajmuje się rachunkami oraz naprawą starych urządzeń. Pewnego dnia, w dzień swoich urodzin, dziewczyna dostrzega przedmiot w sejfie – można domyślić się, że jest to pistolet- którym chciałaby się pobawić. Nie jest jej to dane i… jest to w sumie koniec udostępnionego fragmentu.

Zainteresowały Was te fragmenty? Zamierzacie przeczytać całą książkę?

Ci z Was, którzy chcieliby przeczytać część pierwszą samodzielnie, mogą znaleźć ją na stronie The Guardian pod tym linkiem (KLIK).

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)