Jaskółki z Czarnobyla Morgan Audic

Advertisements

Czy wyobrażaliście sobie kiedyś, że tragedia w Czarnobylu może stać się tłem dla całkiem niezłej intrygi kryminalnej? Zapewne tak jak ja, nie myśleliście o tym miejscu właśnie w taki sposób. Jednak, jak pokazuje przykład książki Jaskółki z Czarnobyla, wszystko w świecie literatury jest możliwe.

Byłam za mała, żeby pamiętać to, co wydarzyło się w tamtym mieście na Ukrainie. To, co wiem o wybuchu reaktora w Czarnobylu, usłyszałam od rodziców, z telewizji, ze świetnego serialu HBO oraz z różnego rodzaju opracowań. I w życiu nie pomyślałabym, że Czarnobyl oraz pobliskie miasto Prypeć, będą cichymi bohaterami kryminału. Ale z drugiej strony, dlaczego nie? Przecież zagrożenie napromieniowaniem może dodać dodatkowego smaczku i takiego elementu grozy w już i tak strasznej historii. Książkę przeczytałam i stwierdzam, że ten nowatorski pomysł nie był wcale taki zły.

Jaskółki z Czarnobyla – fabuła

Sprawdźmy opis wydawcy:

Książka tygodnia: Komisarz Serge Olovski i jego dwa śledztwa

Advertisements

W prowadzeniu bloga o książkach fajne jest to, że co jakiś czas trafiają mi się bardzo interesujące powieści autorów, których wcześniej nie znałam. Tak właśnie trafiłam na zbiór dwóch opowiadań, których elementem wspólnym jest komisarz Serge Olovski, emerytowany policjant francuskiej policji.

Cykl Dom z ogrodem tanio sprzedam. Świąteczne porządki Genevive Hibou dotarł do mnie jakieś dwa tygodnie temu, jednak przeczytanie ich zajęło mi trzy dni. Opowiadania są bardzo ciekawe i do tego mają tę interesującą nieśpieszną atmosferę rodem z francuskiej prowincji. Ale nie będę uprzedzać faktów (to jest mojej oceny) i najpierw opowiem Wam co nieco o tych dwóch opowieściach.

Dom z ogrodem tanio sprzedam

Pierwsze opowiadanie mówi o próbie rozwiązania zagadki śmierci pracownika miejscowego biura notarialnego. Jules Duval zostaje znaleziony martwy na ławce w parku. Do akcji wkraczają komisarze policji, o dziwo!, z oddalonego o paręnaście kilometrów Paryża. Aby mieć rękę na pulsie, proszą o współpracę emerytowanego policjanta Serge`a Olovskiego. Ten wspomagany jest przez Polkę Ewę Wolny.

Czy udaje się rozwiązać zagadkę? Owszem, jednak muszę stwierdzić, że zastosowane tutaj zabiegi literackie rodem z Herculesa Poirot trochę odbierają przyjemność z czytania. Chodzi mi o prowadzenie narracji w sposób, w którym czytelnik nie może wraz z inspektorem poznawać kolejnych faktów w śledztwie, a są mu one oznajmiane na sam koniec wraz z rozwiązaniem zagadki.  Dla mnie takie rozwiązanie jest słabe.

Świąteczne porządki Genevive Hibou

Nieco lepiej przedstawia się za to rozwiązanie zagadki śmierci Collette i Luca Hibou w drugim opowiadaniu. Wprawdzie mamy tutaj do czynienia z zabiegiem podobnym do tego z wcześniejszego tekstu, jednak forma spowiedzi zabójcy jednak tak bardzo nie razi.

Genevive Hibou to sąsiadka Olovskiego. Jest wdową, ma syna – strasznie rozpieszczonego i nieogarnietego jedynaka, który uważa, że z racji swojego istnienia należy mu się wszystko, co najlepsze. Facet ma spore problemy ze sobą, nie potrafi utrzymać pracy, jednak wierzy, że kolejne przedsięwzięcie pozwoli mu się wreszcie odbić od dna. Z tego powodu decyduje się nawet zastraszyć własną matkę po to, aby otrzymać to, czego pragnie. A chodzi mu o dostęp do ziemi należącej do rodziny.

Moja ocena

Mimo sporych mankamentów narracyjnych w obu opowiadaniach, muszę stwierdzić, że obydwa teksty bardzo mi się podobały. Przyjemnie czytało się o przygodach emerytowanego komisarza oraz Ewy Wolny. Nieśpieszna atmosfera książki jedynie podkreślała tę wyjątkowość. Stwierdzam, że oba opowiadania plasują się nastrojem bardzo blisko kryminałów retro.

Czy powinnam narzekać, że zbrodni i krwi było w nich jak na lekarstwo? Z pewnością dla wielu czytelników przyzwyczajonych do intrygi rodem ze współczesnych kryminałów np. Czornyja, może być zwiedzionych. W porównaniu z tym autorem w książce dzieje się niewiele. No, ale czy emerytowany policjant może działać z takim rozmachem jak młodsi detektywi? Chyba nie. Dlatego, po pierwsze, trzeba pogratulować odwagi autorce, ponieważ takich bohaterów kryminałów widuje się głównie w roli ofiar. Po drugie, ten brak pośpiechu jest właśnie tym, co pozwoli twórczości Elizy Veinard wyróżnić się na tle innych autorów.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Eliza Veinard
Tytuł: Dom z ogrodem tanio sprzedam. Świąteczne porządki Genevive Hibou 
Wydawnictwo: Oficynka
Liczba stron: ok. 250
Cena: około 39,90 złotych
Ocena: 4,5/6

Bądź na bieżąco z wpisami na tym blogu! Zapisz się do newslettera, a nie ominie Cię żaden wpis.

Pozdrowienia z kosmosu Mike Dooley, Tracy Farquhar

Advertisements

Dzisiejszy wpis będzie, jak mi się wydaje, dla Was zaskakujący. Dla mnie bowiem mocno nieprzewidziana była tematyka tej książki. Owszem przeczytałam opis wyszukując ją w znanej księgarni internetowej. Ale tego, co przeczytałam w publikacji Pozdrowienia z kosmosu, nie spodziewałam się.

Pewnie od razu spytacie, czego takiego tak bardzo się nie spodziewałam. Już wyjaśniam. Myślałam, że jest to książka o kosmosie jako takim. Wiecie, czymś w rodzaju świetnych pozycji o astrofizyce autorstwa Guya de Grasse Tysona. No ewentualnie coś o kosmitach. Nie tak dawno przecież publikowałam recenzję opracowania o UFO. Ale w Pozdrowieniach z kosmosu trafiłam na..Uwaga! Zapis sesji channelingu z istotami zamieszkującymi odległą planetę Brahoshka. Takiej książki na TaniaKsiazka.pl się nie spodziewałam. Serio!

Czym jest channeling

Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest ten channeling. Zwany inaczej kanalizmem, jest fenomenem parapsychicznym, będącym przedmiotem wiary osób związanych z nową duchowością, czyli po prostu New Age. Polega na tym, że transcendencyjny ośrodek emisyjny (na przykład jakieś bóstwo lub aniołowie, a tutaj te istoty z innej planety) przekazuje treści poprzez kanał osoby znajdującej się w transie lub w stanie podwyższonej świadomości. Oczywiście taki kontakt ma miejsce metodą pozazmysłową, mentalnie i bez użycia języka werbalnego (czyli takiego mówionego).

Osoby, które doświadczyły takiego kontaktu twierdzą, że jest on zazwyczaj trudny do zrozumienia. Dopiero ich podświadomość przekłada je na bardziej zrozumiałe myśli, słowa mówione lub pisane. Tak zresztą twierdziły istoty z książki, kiedy zapytano je o to, w jakim języku komunikują się one ze swoim odbiorcą. Stwierdziły one, że po swojemu, a język „przekładu” zależy od tego, jaka jest ojczysta mowa kontaktu. W trakcie „rozmowy” ciało człowieka znajduje się w transie.

Wyznawcy New Age przyznają, że rodzaj istoty kontaktującej się z „przekaźnikami” zależy od stopnia ich uduchowienia. Im jest wyższy, tym częściej takie osoby kontaktują się z bytami znajdującymi się bliżej bóstw. Jednak bardzo często rozmowy channelingowe odbywa się z aniołami, wysłannikami światła lub obcymi cywilizacjami. Z tymi ostatnimi właśnie mamy do czynienia w Pozdrowieniach z kosmosu.

Frank, czyli kto?

Frank to wspólne imię dla kolektywu ośmiu wysoko rozwiniętych istot przebywających w odległej galaktyce. Rozmawiają oni z medium Tracy Farquhar, odpowiadając na różnego rodzaju pytania dotyczące nie tylko zamieszkanego przez nich świata, ale również kwestii duchowych i przyszłości naszej planety. Wiemy o nich tyle, że ich planeta Brahoshka znajduje się daleko od naszej galaktyki i nie można mieszkać na jej powierzchni. Jest ona bowiem niezdatna do życia z powodu klimatu na niej panującego. Mieszkańcy zamieszkują jej wnętrze po to , aby chronić się od upału i ciągłej jasności.

Gdybyście chcieli wiedzieć, jak wyglądają, to dowiadujemy się jedynie tego, że ich wygląd zewnętrzny raczej by nam się nie spodobał. Żyją przeciętnie jakieś 400 lat i z zawodu są naukowcami lub myślicielami. Poza tym wydają się o wiele bardziej oświeceni od Ziemian.

Moja ocena

Nie jest to moja ulubiona tematyka i muszę stwierdzić, że nie jestem tą książką mocno zachwycona. Jednak bardzo doceniam jej klimat. Jest to dobrze opracowana pozycja dla osób, które są zainteresowane kwestiami parapsychicznymi, duchowością  i dążeniem do doskonalenia. Z pewnością zainteresują się nią także ludzie, którzy pragną poznać odpowiedzi na tak nurtujące pytania, jak odwiedziny kosmitów lub kwestie związane z zatopieniem Atlantydy. Muszę zresztą przyznać, że te ostatnie były dla mnie w sumie najciekawsze.

Ogromnym plusem tej książki jest atmosfera mądrości i spokoju, która przebija się z niemal każdej strony. Widać, że istoty, z którymi rozmawiało medium mają ogromny zasób wiedzy i wiedzą, że konflikty oraz wojny nie prowadzą do niczego. Czytając opisy ich świata można dojść do wniosku, że idealny świat jednak istnieje…

Wiem, że jest to książka, która jest bardzo niecodzienna i zapewne niewielu z Was po nią sięgnie. A może odwrotnie – zaciekawi Was wizja idealnego życia bez negatywnych uczuć i konfliktów. Jeśli jednak stwierdzicie, że to nie dla Was, zachęcam do sprawdzenia innych nowości z księgarni Taniaksiazka.pl . Mają ich sporo!

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Mike Dooley, Tracy Farquhar
Tytuł: Pozdrowienia z kosmosu
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: ok. 280
Cena: około 39,90 złotych
Ocena: 4,5/6
Możesz kupić jako książkę papierową tutaj: https://www.taniaksiazka.pl/pozdrowienia-z-kosmosu-mike-dooley-p-1377356.html lub w dziale z nowościami https://www.taniaksiazka.pl/nowosci

 

Bądź na bieżąco z wpisami na tym blogu! Zapisz się do newslettera, a nie ominie Cię żaden wpis.

Żałobnica Robert Małecki

Advertisements

Staram się nadążać za nowościami. Wiadomo, że w miesiącu wychodzi ich tak wiele, że nie zawsze jestem w stanie przeczytać je wszystkie w danym miesiącu. Z lekkim opóźnieniem zaznajomiłam się z książką pod tytułem Żałobnica Roberta Małeckiego. Zobaczcie, czy warto!

Dużą zaletą posiadania bloga książkowego jest to, że można nieustannie odkrywać nowych autorów. I o ile Robert Małecki debiutantem nie jest, o tyle ja wcześniej nie miałam okazji czytać jego twórczości. Aż do teraz.

Z opowieści i rekomendacji innych blogerów zrozumiałam, że książka powinna mi się podobać. Wiadomo thriller, autor dobry i znany. Do tego sam opis wydawcy wydawał się obiecywać naprawdę fajną przygodę czytelniczą. Opis zresztą publikuję poniżej, żebyście mogli przekonać się sami:

Zmarli zawsze zabierają tajemnice do grobu. Tym razem zrobili wyjątek.

Gdyby to był idealny związek, Anna jeszcze długo nie wyszłaby z żałoby po wypadku męża i pasierbicy. Ale to nie było idealne życie. Ani idealne małżeństwo. Anna bowiem nie była idealną żoną i macochą. W pogoni za szczęściem mogła znieść wiele, jednak śmierć bliskich zniszczyła wszystko z siłą sztormu.

Żałobnica, piękna kobieta po trzydziestce, dziedziczy po śmierci męża świetnie prosperujące przedsiębiorstwo i spory majątek. Niestety skrywane głęboko tajemnice po latach wypływają na wierzch i Anna orientuje się, że ktoś zaczyna manipulować jej życiem. Kobietę zalewa fala strachu, ale zanim wpadnie w nieprzeniknioną toń, będzie musiała stawić czoła mrocznej przeszłości. I zrobi to. Tym bardziej, że ukrywa jeszcze jeden sekret…

Hipnotyzujący thriller o samotności, sile rażenia kłamstw i toksycznej przyjaźni, która karmi żądzę zemsty.

No i jak? Zainteresowani? Ja byłam, przynajmniej do momentu, w którym zaczęłam wgłębiać się w tę książkę. Potem było niestety coraz gorzej.

Moja ocena – Żałobnica Robert Małecki

Podejrzewam, że pamiętacie moją niedawną recenzję książki pod tytułem Wyrwa Wojciecha Chmielarza. Pisałam w niej, że jest to powieść, która niby zachwyca, ale jednak czegoś w niej brakuje. Tego niewiadomego, nieuchwytnego czegoś, czego nie jesteśmy w stanie nazwać, ale co sprawia, że od książki nie można się oderwać.

Przeczytaj także: Wojciech Chmielarz Wyrwa

Niestety jest to również przypadłość, która trawi powieść Małeckiego. Teoretycznie wszystko się tam zgadza: jest intryga, tajemnica z przeszłości, ludzie giną w niewyjaśnionych okolicznościach, itp. Jednak wszystko to jakoś tak nie sprawia, że nie można się od jej kart oderwać. Raczej odwrotnie, podejrzewam, że gdybym odłożyła Żałobnicę na półkę i zapomniała o niej na jakiś miesiąc to nic złego by mi się nie stało.

Jedyny ciekawy moment to zakończenie. Tutaj rzeczywiście można było się zainteresować. Napiszę nawet więcej- był to najlepszy fragment całej powieści. I z tego powodu muszę stwierdzić, że, niestety, Żałobnica nie powaliła mnie na kolana. A z racji tego, że była to moja pierwsza książka autora, może się zdarzyć, że kolejnych nie przeczytam. Sad but true…

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Robert Małecki
Tytuł: Żałobnica
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 384
Cena: około 39,90 złotych
Ocena: 3,5/6
Możesz kupić jako książkę papierową, audiobook i ebook tutaj: https://cutt.ly/tf4iNUj . https://www.taniaksiazka.pl/zalobnica-robert-malecki-p-1409239.html

Powrót z Bambuko Katarzyna Nosowska

Advertisements

Są artyści, których książki kupuje się dlatego, że oni sami są niesamowitymi osobowościami. To ludzie, których ceni się nie tylko za dorobek sceniczny, ale także za nieszablonowe podejście do życia. Taką osobą jest dla mnie Kasia Nosowska. Dlatego dziś piszę o jej najnowszej propozycji, czyli Powrót z Bambuko.

Nie da się ukryć, że Nosowska to postać nieszablonowa na naszej scenie. Ma charyzmę, potrafi pisać świetne teksty piosenek, ale posiada też bardzo interesujące spojrzenie na rzeczywistość. I pewnie dlatego jej pierwszy zbiór felietonów A ja żem jej powiedziała przeczytałam jednym tchem (szkoda, że taki króciutki!) i polecam go wszędzie, gdzie mogę. W momencie, kiedy dowiedziałam się, że wychodzi kolejna książka, nie mogłam jej przegapić.

Powrót z Bambuko

Tradycyjnie w przypadku Nosowskiej mamy do czynienia z niewielkich rozmiarów książeczką pełną ciekawych opinii o otaczającym świecie. Komentarze na temat przemian społecznych, jej prywatnego życia oraz zastanej rzeczywistości są interesujące, podane przykłady doskonale ilustrują stawiane przez autorkę tezy, a niezmiennie dziwne, może nieco pokręcone, poczucie humoru sprawia, że te krótkie formy jakimi są felietony, czyta się naprawdę przyjemnie i z ogromnym zaciekawieniem,

Jakich tematów możecie spodziewać się w zbiorze Powrót z Bambuko? Przede wszystkim są to wszelkiego rodzaju obserwacje na temat życia społecznego: kłopotów w związku, kwestii organizowania wesela i presji rodziny, która pragnie wystawnego ślubu, dorastania, wychowywania dzieci, itp. Być może taka tematyka wyda się Wam nieco trywialna, jednak pamiętajcie, że to Nosowska, a u niej nic nie jest przewidywalne… Wręcz odwrotnie w niektórych przypadkach przemyślenia autorki mogą wydawać się Wam przesadzone lub niepokojące. Zdaje mi się jednak, że to w jaki sposób opisuje ona rzeczywistość, jest charakterystyczne dla osób charakteryzujących się ogromną wrażliwością.

Powrót z Bambuko Katarzyna Nosowska

To, na co chciałabym zwrócić Waszą uwagę jest ton zamieszczonych w zbiorze felietonów. W A ja żem jej powiedziała  mamy do czynienia z nastawieniem, które spokojnie mogłabym nazwać prześmiewczym. Z kolei Powrót z Bambuko reprezentuje śmiech, ale przez łzy. Dużo jest tutaj miejsca na refleksję nad wydarzeniami z życia autorki lub zastaną rzeczywistością. Takie to wszystko jest słodko-gorzkie, jakby Nosowską naszło na podsumowanie dotychczasowego życia. Tekstów typowo satyrycznych, pastiszy, jest tutaj niewiele. Moim lubionym był chyba ten o życiu w przedłużającym się lockdownie w trakcie obecnej pandemii.

Papier czy audiobook?

Nie pierwszy raz stawiam sobie to pytanie, jeśli chodzi o formę książki. Wiadomo, czasem zdecydowanie lepiej jest zaopatrzyć się w pozycję papierową. A czasami, szczególnie, kiedy nie ma się za dużo wolnego czasu, lepiej przesłuchać audiobooka. Jednak tym razem będę nakłaniać Was do sięgnięcia po książkę czytaną. Dlaczego? Ponieważ czyta ją sama autorka. I robi to naprawdę doskonale.

Tym razem powstrzymam się od wystawienia oceny. Mam jednak nadzieję, że sięgniecie po tę pozycję i będziecie mieli równie dużą przyjemność z jej czytania lub słuchania tak jak ja.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Katarzyna Nosowska
Tytuł: Powrót z Bambuko
Wydawnictwo: Kayax, Wielka Litera
Liczba stron: 272
Cena: około 39,90 złotych
Możesz kupić jako audiobook tutaj:

Test Skupszop – sprzedałam swoje książki

Advertisements

Jednym z pierwszych wpisów na tym blogu był ten dotyczący tego, co można zrobić z przeczytanymi książkami. Pisałam wtedy o różnych sposobach na poradzenie sobie z ich nadmiarem. Dziś przeszła pora na opisanie portalu, na którym można sprzedać używane powieści. Oto mój test Skupszop.

Kiedy wyszukuje się w Internecie strony internetowe, na których można odpłatnie pozbyć się nadprogramowych tomów, bodajże pierwszą pozycją jest właśnie wspomniana przeze mnie firma. Z racji tego, że w czasie pandemii biblioteki nie za bardzo kwapią się do przyjmowania książek w darze, zdecydowałam się na skorzystanie właśnie z propozycji Skupszop. Czy byłam zadowolona z transakcji? Zobaczycie poniżej!

 

Przeczytaj także:

Kilka słów o tym, co robię z przeczytanymi książkami

 

Co trzeba zrobić, żeby sprzedać książki?

Mój test Skupszop zaczęłam od przygotowania sobie pozycji, których chciałabym się pozbyć. Było ich sporo, ponieważ nawet w czasie pandemii kupowałam i czytałam bardzo dużo. Na stronie wyczytałam, że można sprzedać powieści (nie podręczniki), które są w dobrym stanie, niepomazane i wydrukowane po 2006 roku. Akurat zawsze zaopatruję się w nowości i takich miałam naprawdę bardzo dużo.

Photo by Suzy Hazelwood on Pexels.com

W trakcie zgłaszania książek do sprzedania korzysta się ze swego rodzaju wyszukiwarki. Wpisuje się numer ISBN i na jego podstawie algorytm decyduje, czy daną pozycję można sprzedać, czy nie. Z moich obserwacji wynika, że najlepiej jest zgłaszać książki nieco starsze (nowości wydawniczych nie chciano wcale) lub te wydane przez niszowe wydawnictwa. Takie schodzą bardzo szybko, jednak ich wycena jest różna. Po przekroczeniu kwoty minimalnego „zamówienia”, można finalizować sprzedaż.

Wycena – czy to się opłaca

No właśnie. Pewnie od razu nasunęło się Wam takie pytanie. Cóż, kwoty za poszczególne książki nie są oszałamiające. Stwierdziłabym raczej, że biedne i nie zależą od stanu książki. Nie wiem, w sumie od czego zależą, ponieważ informacji o sposobie wyceny nigdzie nie ma. Ale mogę Wam podać przykłady cen, które otrzymałam. Za książkę Ursuli K. Le Guin za ponad 60 złotych dostałam 11. Za zwykłe powieści wycenione na ponad 30 złotych – 5,30 zł. Niewiele, prawda? Na zamówienie za minimalną kwotę 40 złotych wchodzi jakieś 6 książek. Do tego trzeba doliczyć jeszcze koszty opakowania, jeśli nie macie starych kartonów i folii bąbelkowej lub starych gazet (książki muszą być opakowane tak, żeby się nie przesuwały). No i koszt wydrukowanej umowy. Tak, wiem to ostatnie to kilka groszy, ale jak liczyć to liczyć.

Ja w sumie sporządziłam dwa zamówienia:

  • na ponad 40 złotych, w skład którego wchodziło 6 książek
  • na ponad 80 złotych z 10 książkami

Wszystkie w bardzo dobrym stanie.

Całościowo otrzymałam ponad 120 złotych. Z jednej strony lepsze to niż nic, ale nie wiem, czy sprzedając te książki samodzielnie w jakiejś grupie na FB, nie zarobiłabym na tym więcej.

Finalizacja sprzedaży i czas oczekiwania

Odebranie przesyłek zleciłam na ten sam dzień. Przyjechał miły pan kurier i zabrał moje paczki do Skupszop. Było to w środę. W piątek wieczorem dowiedziałam się (dostałam SMS), że ktoś już sprawdza moją przesyłkę, a w poniedziałek przyszła kolejna wiadomość, że pieniądze zostały przekazane do wysłania na moje konto. Następnego dnia już były. Z tymże była to jedna przesyłka.

Na sprawdzenie drugiej czekałam kolejny tydzień. Tak szczerze to bardzo mnie to zdziwiło i zastanawiałam się, czy ta druga nie zaginęła w akcji. Ale najwyraźniej nie. Proces sprawdzania i wysyłania pieniędzy był taki sam. Całościowo trwało to dobre dwa tygodnie, czyli dłużej niż obiecywano na stronie.

Warto, czy nie?

Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie, czy warto korzystać z usług Skupszop, czy nie, musiałabym się mocno zastanowić. Taka forma pozbywania się niepotrzebnych książek ma swoje plusy i minusy.

Do zalet należą przede wszystkim:

  • łatwość wyceny i dokonywania transakcji
  • możliwość zamówienia kuriera na dowolny dzień roboczy za darmo
  • informowanie o tym, co aktualnie dzieje się z książkami
  • krótki czas oczekiwania na pieniądze, kiedy wypłata została już zlecona.

Natomiast do wad zaliczam przede wszystkim:

  • niskie ceny książek
  • brak możliwości sprzedania wszystkiego, co się ma.

Mam nadzieję, że ten test Skupszop był dla Was przydatny. Dajcie znać, co robicie z przeczytanymi książkami.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Radek Rak Baśń o wężowym sercu

Advertisements

Dziś przychodzę do Was z propozycją inną niż wszystkie. Zdecydowałam się na sięgniecie po jedną z bardziej wyczekiwanych książek w 2020 roku, czyli Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli Radka Raka. Jeśli także zainteresowaliście się tą powieścią, ale nie wiecie, czy warto przeczytać, doczytajcie do końca.

Bardzo charakterystyczna, czerwona okładka z kobietą (tak mi się wydaje) trzymającą w objęciach węże, pojawiła się tuż przed wakacjami w różnych mediach społecznościowych. Wraz z nią można było poznać pozytywne opinie o samej powieści. Zachęcona zarówno recenzjami, jak i samymi opisem, zdecydowałam się przeczytać tę książkę.

Baśń o wężowym sercu – fabuła

Czy pamiętacie z lekcji historii, kim był Jakób Szela? Jeśli nie to już przypominam. Otóż Szela był najbardziej znanym przywódcą chłopskim podczas wystąpień chłopów w zachodniej Galicji, czyli tak zwanej galickiej rabacji. Przez dziesięciolecia był postrachem polskiej szlachty. Wszystko wzięło się z tego, że Szela, jako deputowany do gminy Samrzowa, prowadził spór z miejscowymi szlachcicami o nazwisku Bogusz. W trakcie tej posługi był upokarzany, bity i więziony. To sprawiło, że zaczął myśleć o zemście.

Tyle historii. Pora przyjrzeć się fabule opisywanej dziś przeze mnie książki. Oto opis wydawcy:

Baśń jest próbą stworzenia na nowo mitologii Galicji. Nie jest powieścią historyczną, i choć napisana z dużym szacunkiem dla ówczesnych realiów społecznych, obyczajowych i politycznych, to zawieszona pozostaje między historią a mitem. Wyrasta z legend, w które obrosła postać chłopskiego przywódcy – tych prawdziwych i tych stworzonych przez Radka Raka.

Śledzimy losy młodego Kóby Szeli, wzrusza nas miłość, jaką obdarzyła go Żydówka Chana, czujemy razy pańskiego bata, przeżywamy zauroczenie zmysłową Malwą, wędrujemy przez krainę baśni, żeby zamieszkać we dworze i poczuć zapach krwi rabacji 1846 roku.

Radek Rak napisał powieść o dobru i złu, które czają się w każdym z nas, o nierównych szansach, o Galicji i o Polsce. Powieść pełną rozbuchanego erotyzmu, ironii i humoru, nakarmioną mrokiem ludzkich serc.

Z pewnością to na co powinniście zwrócić uwagę to fakt, że tak jak w prawdziwej baśni, mamy tutaj do czynienia z wieloma wątkami oraz bohaterami, które mają za sobą pochodzenie magiczne. Mam tutaj na myśli nie tylko takie postacie, jak: Malwa (niezwykle zmysłowa kobieta, pewnie rusałka lub inna świtezianka), czarty, czarnoksiężnicy lub król węży. Zresztą ten ostatni pojawia się w książce bardzo często i odpowiedzialny jest za większość magicznych wydarzeń w powieści i które niejako związane są z całym życiem Jakóba Szeli (wężowa magia!).

Moja ocena

Lubię baśnie, uwielbiam fantasy i cenię sobie elementy magiczne w powieściach. Jednak, czy to wystarczy, żeby ocenić książkę Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli Radka Raka wysoko? Niestety nie. Moja ocena jest surowa, ale nie niska. Jednak, żeby oddać sprawiedliwość autorowi, opiszę i plusy, i minusy.

Do największych zalet tej pozycji z pewnością muszę zaliczyć język, którym posługuje się autor. Jest piękny, stylizowany na archaiczną polszczyznę. Z tym, że nie jest to język, od którego odwykliśmy. Poszczególne słówka wtrącane tam i ówdzie zdają się nie utrudniać odbioru treści, a jedynie ją urozmaicać.

Baśń o wężowym sercu Radek Rak

Samo przedstawienie głównego bohatera jest w miarę zgodne z faktami historycznymi. To, co wiemy o Jakóbie Szeli zostało sprawnie wplecione w wymyślone przez autora realia i doskonale połączone z wątkami magicznymi. Zresztą skoro o nich mowa, świetny jest koncept oddawania serca kochanej osobie raz na zawsze. Kreacja Malwy – również niczego sobie.

To, co muszę zarzucić książce to znaczna rozwlekłość. Wiadomo, że baśnie rządzą się swoimi prawami, jednak powolność narracji była niekiedy nie do zniesienia. Bynajmniej ja jestem przyzwyczajona do nieco szybszego tempa. Być może bierze się to z tego, że książka została napisana w baśniowej konwencji. Może dlatego, że specyfika języka i stylizacja na dawne czasy wymagała pewnej rozwlekłości. Dla mnie, współczesnego czytelnika, był to minus. Ale jestem pewna, że wielu z Was może znaleźć w tej powolności ogromną zaletę.

Podsumowując, myślę, że na naszym rynku pojawiła się ciekawa i nietuzinkowa pozycja. Coś innego niż wszechobecne kryminały i erotyki, którymi zawalone są księgarnie. Warto po nią sięgnąć, być może będzie to Wasza książka 2020 roku.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Radek Rak
Tytuł: Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli
Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 464
Cena: około 44,90 złotych
Ocena: 4+/6

 

Inspiracja Adrian Bednarek

Advertisements

Inspiracja Adrian Bednarek.

Nie tak dawno moją uwagę przykuły bardzo charakterystyczne okładki kryminałów wydawnictwa Novae Res. Zainteresowana sięgnęłam po jeden z nich i w taki właśnie sposób poznałam nowego autora (dla mnie), Adriana Bednarka.

Zapewne zastanawiacie się, czy książka pod tytułem Inspiracja jest warta Waszego czasu. Zacznijmy zatem od przedstawienia fabuły, a potem podzielę się moją opinią na jej temat.

Fabuła

Pozwólcie, że przytoczę na początek opis wydawcy.

Kiedy miłość jest inspiracją dla zbrodni

Pisanie opowiadań kryminalnych jest dla 23-letniego Oskara formą terapii pomagającą zapomnieć mu o dramacie z przeszłości. W poszukiwaniu inspiracji młody mężczyzna udaje się na pogrzeb brutalnie zamordowanej nastolatki. Tam poznaje Luizę, piękną dziewczynę z wyższych sfer, która wkrótce odmieni jego życie.

Świat zła Adriana Bednarka fascynuje od samego początku!
Mroczna rozrywka, która nie pozwala nawet na chwilę oddechu.

Tutaj możecie przeczytać fragment powieści udostępniony przez wydawnictwo:

Zamierzał wezwać policję, nie mógł postąpić inaczej. Natrafienie na trupa to nie kradzież czy bójka. Ale najpierw podniósł rękę z telefonem i zrobił zdjęcie, potem kolejne i jeszcze kilka… Kradziony sprzęt wreszcie się na coś przydał. Chłopak zafundował zwłokom całą sesję fotograficzną. Potem zalogował się na swojego Fejsa, założył też nowe konta na każdym portalu społecznościowym, jaki przyszedł mu do głowy. Tak zaczął się gigantyczny proces publikowania, udostępniania, lajkowania i komentowania, aż w końcu martwa Marysia Trelecka zyskała taką sławę, o jakiej nawet nie śniła za życia.

Muszę także dodać, że powieść polecają takie tuzy polskiego kryminału jak Marta Guzowska oraz Max Czornyj (najnowszą recenzję jego książki możecie przeczytać tutaj KLIK.) Biorąc pod uwagę to, że książki tego ostatniego czytam lub słucham namiętnie od wielu tygodni, dla mnie jest to naprawdę świetne polecenie. Nie będę również ukrywać, że zdecydowałam się na przeczytanie audiobooka. Czytał Filip Kosior, także rozumiecie. Słucham wszystkiego, co ten pan czyta, więc nie mogłam przepuścić okazji…

Przeczytaj także:

Córka nazisty Max Czornyj

Inspiracja Adrian Bednarek – moja ocena

No cóż… No tak… Co by tu napisać, żebym nie wyszła na wredną babę…Zacznę może ostrożnie i z rozwagą ważąc słowa. Nie jest to zła książka, ma swój potencjał i może z biegiem czasu, kiedy autor rozwinie swój warsztat, jego powieści będzie czytać się z zainteresowaniem. Na razie, niestety, jest średnio i to tak w niskich przedziałach tej średniości. I już tłumaczę, dlaczego tak uważam.

Wydaje mi się, że sam zamysł na książkę jest dosyć ciekawy. Mamy bowiem do czynienia z chłopakiem, który zaistniałą sytuację przekłada na wydarzenia w pisanym przez siebie kryminale. To jest właśnie tytułowa inspiracja. Oskar bardzo mocno inspiruje się morderstwami na nastolatkach, do  których dochodzi w jego rodzinnym mieście, a nawet odgaduje i śledzi mordercę. Mam jednak wrażenie, że jego pasja do śledztw i chęć odkrycia zbrodniarza robi z niego nieczułego obserwatora, który nie kwapi się do pomocy dręczonej młodej kobiecie, a jedynie biernie rejestruje, z niejaką fascynacją, widziane przez siebie wydarzenia. Nie mam zrozumienia dla takiej znieczulicy…

Uważam, że pod względem prowadzenia narracji, książkę można by opracować nieco lepiej. Jest bałagan w wątkach, który widoczny jest przede wszystkim w początkowych rozdziałach. Naprawdę, słuchając pierwszych części nie za bardzo wiedziałam, po co ta powieść została napisana. Nie działo się tam nic wielkiego, a przynajmniej nic, co bardziej przykułoby moją uwagę. To wszystko sprawiło, że nawet interpretacja genialnego Filipa Kosiora tutaj za dużo nie pomogła i tak oto upadła moja teza o tym, że dobry lektor uratuje nawet najgorszą książkę.

Biorąc powyższe pod uwagę, zdecydowałam się wystawić ocenę 3+. Ten plus jest na zachętę do pracy nad warsztatem.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Adrian Bednarek
Tytuł: Inspiracja
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 510
Cena: około 44,99 złotych
Ocena: 3+/6
Możesz kupić jako: książkę papierową, ebook lub audiobook tutaj: https://www.taniaksiazka.pl/inspiracja-adrian-bednarek-p-1361283.html

 

 

Psy prewencji Norbert Grzegorz Kościesza

Advertisements

Psy prewencji to książka nieszablonowa, bo trudno jest we właściwy sposób opisać pracę policjantów wydziału prewencji. Niby znamy tę trudną profesję z różnego rodzaju filmów i seriali, wiemy także, w jaki sposób wygląda polska rzeczywistość, ale ile w naszych wyobrażeniach i filmowych obrazach jest prawdy?

Do tej pory nie miałam jeszcze okazji czytać książek non-fiction o policjantach. W dodatku napisanych przez funkcjonariusza policji, czyli takich, które przedstawiają całą historię niejako od wewnątrz. Jeśli pamiętacie to przedstawiałam Wam opowieść o strażnikach więziennych (KLIK), ale nigdy nie były to opowieści o policjantach. Teraz pora to zmienić i dlatego dziś zapraszam Was do przeczytania recenzji książki Psy prewencji.

Przeczytaj także:

Jak pracuje się za więziennymi kratami?

 

Praca w policji widziana oczami funkcjonariuszy

Jak pewnie domyślacie się, nie jest to nic, co mogłoby przypominać słynne seriale o policjantach, nie tylko te amerykańskie, ale przede wszystkim polskie. I mimo że ostatnim produkcjom nie można wiele zarzucić to jednak nijak mają się do tego, co dzieje się każdego dnia w trakcie pracy funkcjonariuszy.

Mam niekiedy wrażenie, że pomimo to, że ich scenariusze oparte są na „prawdziwych wspomnieniach policjantów z miasta X”, są to wersje ugrzecznione i dopasowane do wrażliwości widza. Z tego powodu cenię sobie książki takie jak Psy prewencji. Przede wszystkim za to, że dają nam relację z tego, w jaki sposób wygląda praca policjantów, z jakimi trudami muszą się oni mierzyć. Mam tutaj na myśli nie tylko braki w ludziach, magazynowe, brak odpowiedniego sprzętu. Jest tu inny problem: całkowity brak szacunku do tego, że ci ludzie narażają swoje życie i zdrowie dla bezpieczeństwa nas wszystkich.  Czytam je, chociaż nie jest to łatwa, ani przyjemna lektura.

Psy prewencji – czego możesz się spodziewać?

Przede wszystkim tego, że prawda o pracy w polskiej policji może być dla Ciebie niewygodna. I tego, że jest pełna przemocy, niepewności i strachu o własne życie. Pracując w takim miejscu człowiek naprawdę musi wspinać się na wyżyny własnej pomysłowości co do organizacji sprzętu, ale również sprytu, żeby nie dać się kontrolom i przełożonym, którzy czekają jedynie na to, abyś popełnił błąd.

Psy prewencji Norbert Grzegorz Kościesza

Z  tego też powodu jest to powieść, którą zdecydowanie polecam osobom o mocnych nerwach. Myślę także, że będzie ona przydatna wszystkim tym osobom, które chciałyby się rozeznać w żargonie używanym przez policjantów. Jest to bowiem ogromna skarbnica wiedzy, jeśli chodzi o słownictwo i określenia używane przez tą grupę zawodową.  Jeśli jesteście zainteresowani tematem i boicie się, że nie dacie rady nic zrozumieć, macie do wykorzystania mini-słowniczek z co ważniejszymi terminami. On powinien pomóc Wam zrozumieć co i jak. Chociaż fajnie byłoby gdyby został bardziej uporządkowany. Jak? Na przykład, w taki sposób, żeby było wiadomo, w którym rozdziale pojawia się dane słówko, ponieważ wtedy byłoby łatwiej szukać.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Norbert Grzegorz Kościesza
Tytuł: Psy prewencji
Wydawnictwo: Ridero
Liczba stron: 210

Tajemnice hoteli Dubaju Marcin Margielewski

Advertisements

W przeddzień premiery najnowszej książki autora, na mój blog wpada recenzja książki pod tytułem Tajemnice hoteli Dubaju. Marcin Margielewski przeprowadza nas przez wydarzenia, które wydarzyły się w jednym z najbardziej ekskluzywnych hoteli na świecie. 

O książkach Margielewskiego pisałam już wcześniej, między innymi we wpisie poświęconym arabskim księżniczkom. Ten tekst możecie znaleźć tutaj.

Przeczytaj też:

O kobietach w arabskim świecie

Tym razem Margielewski zdecydował się na opisanie tego, co dzieje się w ekskluzywnym świecie najdroższego hotelu na naszej planecie. Wszystko to, dzięki rozmowom, które przeprowadził z jednym z wyżej postawionych konsjerży pracujących w tym miejscu. Tak właśnie powstało opracowanie Tajemnice hoteli Dubaju. I jak pewnie się już domyślacie, książka ta będzie naprawdę mocna.

Tajemnice hoteli Dubaju -fabuła

Co nieco z fabuły zdradziłam już w początkowych akapitach tego wpisu. Na szczęście nie wszystko. Zobaczmy zatem, z jakiego typu lekturą mamy do czynienia. Najlepszym sposobem będzie tutaj przypatrzenie się opisowi wydawcy:

Nawet najbardziej luksusowe hotele mają swoje mroczne sekrety.

Przemilczana prawda o najdroższych hotelach świata.

W luksusowych hotelach Dubaju doba kosztuje fortunę. Zatrzymują się tam tylko najbogatsi. Zostawiają miliony, by zrealizować swoje fantazje i ukryć je przed światem. Teraz możesz poznać ich tajemnice.

Hotelowy konsjerż, czyli przedstawiciel najbardziej ekskluzywnej hotelowej obsługi. Jest jak współczesny dżin, musi być na każde skinienie swoich obrzydliwie bogatych gości i nie ma życzenia, którego nie spełni. Wszystko, co wydarzyło się w czterech ścianach luksusowego świata, ma w nich pozostać. A jeśli prawda wyjdzie na jaw?…

Marcin Margielewski poznał Samira, konsjerża jednego z najdroższych hoteli w Dubaju, który zdradził jego pilnie strzeżone tajemnice. W tym zawodzie stawką są bajecznie wielkie pieniądze, a czasami… ludzkie życie.

Jakie sekrety skrywają najbogatsi ludzie świata? Co skrywają prestiżowe hotele? Jak spędzić najdroższe wakacje życia, nie wydając ani grosza?

Mam nadzieję, że jesteście zainteresowani. Mnie taki opis zaintrygował do tego stopnia, że zdecydowałam się dowiedzieć, jakie sekrety może zdradzić osoba pracująca z najbardziej wpływowymi i najzamożniejszymi ludźmi w arabskim, i nie tylko, świecie. I wierzcie mi, że wielokrotnie zastanawiałam się, czy przypadkiem ktoś nie robił sobie ze mnie żartów. Przecież takie rzeczy, jak morderstwo czy regularne pobicia obcokrajowców, nie mogły przejść niezauważone. Jednak w trakcie czytania zdałam sobie sprawę, że owszem, mogły. Jak to się stało? Przeczytajcie sami.

Moja ocena

Podobnie jak w przypadku poprzednich książek Margielewskiego jestem zaskoczona przedstawionymi w nich faktami. Nie wiem, czy może jest to skutek tego, że żyję sobie spokojnie w środku Europy, w miarę spokojnym kraju, nie mam też niesamowicie wielkiego majątku i po prostu ekscesy naprawdę zamożnych obywateli krajów arabskich mnie szokują. Może jest to po prostu związane z różnicami kulturowymi i dla innych obywateli to jest normalne? Nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie i troszkę mnie to niepokoi. No, ale uznaję, że zawsze dobrze jest dowiedzieć się czegoś nowego. Nie tyle dla przestrogi, ile dla poznania innych poglądów na świat.

 

Tajemnice hoteli Dubaju Marcin Margielewski

Co do samej książki to właściwie nie ma się do czego przyczepić, dzięki czemu tekst jest dobrze i sprawnie opisany, a wydarzenia układają się w logiczną całość. Do tego na osoby niezaznajomione z arabskim światem czekają przypisy lub wyjaśnienia nieznanych zjawisk w samej narracji. Jednak sama treść i jej lektura pozostawiają czytelnika w pewnym szoku lub osłupieniu co do tego, czego mogą dopuścić się ludzie, kiedy mają tak strasznie dużo pieniędzy, że czyni ich to bezkarnymi.

Tajemnice hoteli Dubaju Marcina Margielewskiego to książka ciekawa, pełna zaskakujących zwrotów akcji i intrygująca. Wydaje mi się jednak, że jeśli macie mocne poczucie sprawiedliwości i wrażliwości na krzywdę innych to powinniście zastanowić się nad jej lekturą. Jeśli jesteście po prostu ciekawi, co to za sekrety to przeczytajcie, a na pewno się nie zawiedziecie!

P.S. Ocena to 6 w skali sześciostopniowej.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Marcin Margielewski
Tytuł: Tajemnice hoteli Dubaju
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 336
Cena: ok. 38 złotych
Ocena: 6/6