Candy Dominika Smoleń

Advertisements

W przypadku książki, o której zamierzam dziś napisać, można byłoby zanucić słynną piosenkę Bajmu” „to taka prosta historia/mogłam napisać jej kolejną część”. Jednak niby zwykła, ale przykuwająca uwagę czytelnika na co najmniej kilka godzin.

Publikacje wydawnictwa Dlaczemu znaj już od jakiegoś czasu, chociażby ze świetnej książki Weroniki Tomali pod tytułem Rabih znaczy wiosna. Jeśli nie czytaliście i książki, i mojej recenzji, możecie to teraz nadrobić poprzez kliknięcie na ten link TUTAJ. Dlatego od razu, kiedy zobaczyłam, że można przeczytać kolejną powieść wydaną właśnie przez nich, postanowiłam nie czekać i zaopatrzyłam się w Candy Dominiki Smoleń.

O czym opowiada ta książka?

Wyobraźcie sobie dziewczynę z małej miejscowości na Śląsku, której udaje się znaleźć pracę w Katowicach. Jest dziennikarką, a szef wysłał ją właśnie na koncert jednego z najbardziej znanych raperów w kraju, Zeta, aby zrobić z nim wywiad do gazety. Jak pewnie możecie sobie wyobrażać, mężczyzna nie jest grzecznym chłopcem, a przynajmniej takie wrażenie lubi sprawiać -tatuaże, przygody na jedną noc z dopiero co poznanymi kobietami, itp. Wydaje mi się, że to taki stereotyp, w który Zet dokładnie się wpisuje.

Wywiad nie był jedynym spotkaniem Mai i Kuby (prawdziwe imię rapera), ale wstępem do niełatwego, pełnego wzlotów i upadków związku, który pozornie kończy się dobrze, ale nie do końca. W życiu bowiem jest tak, że chwile pełne szczęścia i euforii przeplatają się z momentami strachu i niepewności. I tak właśnie jest w tej opowieści – cieszymy się z bohaterami ich szczęściem i przeżywamy niepowodzenia. Nie ukrywam, że to właśnie zaintrygowało mnie w tej powieści najbardziej.

Candy – moja ocena

Zanim zdradzę moją ocenę książki, najpierw kilka słów wyjaśnienia. Pamiętacie na pewno cytat z piosenki z początku tego wpisu? Jest on w tym przypadku naprawdę znaczący. A wszystko to dlatego, że historia opisana w powieści Candy to jedna z wielu opowieści o tym, jak to młoda, ładna, uboga i ambitna dziewczyna poznaje tak zwanego bad boya. Fajnie, że w polskich realiach, ponieważ stanowi to naprawdę ciekawą odmianę po tym, co można przeczytać w innych, zagranicznych książkach tego typu. Jednak nadal jest to książka zbudowana na podobnych założeniach i takim samym schemacie. Czytając, po prostu jesteśmy w stanie mniej lub bardziej odgadnąć kolejność wydarzeń. Tak to już po prostu z takimi książkami jest.

Oczywiście nie twierdzę, że jest to wada. Nie. Przecież gdyby tak było to repertuar powieści dla kobiet/romantycznych wyczerpałby się po kilku zaledwie publikacjach, a na rynku przecież jest strasznie dużo tego typu powieści i z pewnością pojawią się nowe. Poza tym każdy lubi od czasu poczytać sobie coś takiego, nawet będąc w stanie przewidzieć, co stanie się z głównymi bohaterami. Ja lubię.

No i właśnie z tego powodu ocenienie tej książki jest takie trudne. Z jednej strony mamy tutaj historię jakich wiele, a z drugiej – ciekawie i sprawnie opisane wydarzenia z życia dwóch zupełnie różnych od siebie osób, które w jakiś sposób próbują stworzyć ze sobą związek i, mimo kłopotów, być ze sobą szczęśliwi. Pewnie to ostatnie sprawia, że powieść Dominiki Smoleń jest tak ciekawa – czytelnik chce się dowiedzieć, w która stronę narracja rozwinie się.

Myślę, że spokojnie mogę ocenić Candy na solidną czwórkę z plusem.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Dominika Smoleń
Tytuł: Candy
Wydawnictwo: Dlaczemu
Liczba stron: 272
Cena: ok. 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Dublerka B.A. Paris

Advertisements

Thriller psychologiczny autorstwa Sophie Hannah, BA Paris, Clare Mackintosh i Holly Brown, którego okładkę od kilku tygodni możemy zobaczyć w mediach społecznościowych oraz salonikach prasowych. Przeczytałam i sprawdziłam, czy rzeczywiście warto poświęcić mu więcej czasu.

Muszę przyznać, że niezbyt często sięgam po kryminały napisane przez więcej niż dwóch autorów. Mam uraz po lekturze książek, które po prostu rozjeżdżały się, jeśli chodzi o tempo akcji i kwestie narracyjne. Tym razem zainteresowałam się jednak powieścią napisaną nie przez dwóch, ale aż czterech pisarzy. I przyznam, że zrobiłam to też dlatego, że poczułam się skuszona ciekawym opisem oraz także tym, że książka początkowo pisana była jako audiobook, a u nas wyszła najpierw w wersji papierowej (jest też książka audio!).

Przyjrzyjmy się opisowi wydawcy:

Jak daleko się posuniesz, by chronić swoją córkę? Cztery matki muszą ustalić, co naprawdę zagraża ich córkom – zanim będzie za późno. Córki Carolyn, Bronnie, Elise i Kendall przyjaźnią się i uczą w Akademii Sztuk Performatywnych imienia Orly Flynn. Rok temu zgrana grupka przyjaciółek rozpadła się – doszło między nimi brutalnej kłótni, ale dziewczynki już sobie wybaczyły i znów są nierozłączne. Jednak ich matki wciąż nie potrafią przejść nad tym do porządku dziennego. Szczególnie, że w szkole pojawiło się nowe zagrożenie i nowa tajemnicza uczennica. Wtedy matki postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Jednak, żeby odkryć prawdę, będą musiały zaryzykować, że na jaw wyjdą ich własne pilnie strzeżone sekrety…

Cztery współczesne brytyjskie mistrzynie suspensu połączyły swoje siły, by opowiedzieć tę wyjątkową, poruszającą i pełną tajemnic historię. Cztery autorki kryminałów i jedna wspólna powieść – to mógłby być przepis na katastrofę. Ale ten kwartet pisarek poradził sobie z zadaniem koncertowo!

Czy rzeczywiście koncertowo, opowiem Wam za chwilę. Chciałabym jednak dodać, że środowisko, w którym rozgrywa się akcja jest specyficzne: młodzi artyści są wrażliwi, ale przede wszystkim rządni sławy i uznania. Dlatego nie powinno Was dziwić to, że dziewczyny, mimo iż są przyjaciółkami, robią sobie drobne psikusy lub poważnie zastanawiają się nad tym, czy nie wyeliminować konkurentki z walki o upragnioną rolę. Tak pewnie dzieje się w świecie dorosłych, więc dlaczego nastolatki nie miałyby się już powoli w tym szkolić? I nawet jeśli to nie one same pragną wyeliminować konkurentkę to być może ich równie ambitne mamusie mogą ich w tym wyręczyć.

Dublerka – moja ocena

Książkę oceniam na mocną czwórkę z plusem w skali sześciostopniowej. Nie jest to bowiem powieść wybitna, jednak zdaje się być na tyle interesująca i wciągająca, że umili Wam czas na jakiejś plaży bądź nad jeziorem w upalny dzień. Nie oczekujcie jednak nie wiadomo jak skomplikowanej intrygi oraz zwrotów akcji z kosmosu.

Jej ogromną zaletą jest fakt, że jest ona spójna pod względem tempa akcji oraz fabuły. Z pewnością autorki pracowały na podstawie szczegółowego planu oraz poświęciły sporo czasu na ujednolicenie tekstu. To widać i tutaj nie można się do niczego przyczepić. Rysy charakterologiczne bohaterek i bohaterów są spójne – każda z dziewczyn jest inna i, oczywiście, ma różne problemy, aspiracje i pogląd na świat – a środowisko skupione wokół szkoły artystycznej wydaje się autentyczne. Do tego dochodzi dosyć ciekawe i nawet zaskakujące zakończenie (ja przynajmniej nie odgadłam, kto nabroił).

I z powyższego opisu można wywnioskować, że książka jest super. Pewnie tak i z pewnością znajdzie swoich amatorów, mnie jednak czegoś w niej brakowało. Najgorsze jest to, że nie do końca umiem to nazwać. Wydaje mi się, że zabrakło w niej jakiegoś sposobu na większe zainteresowanie czytelnika. Moje odczucia w trakcie czytania ograniczały się raczej do: „aha, no super”, zamiast takiego: „nie wierzę, serio?!”. Treść nie byłaby niczym, co mogłoby rzeczywiście porwać mnie i zmusić do tego, żebym nie mogła oderwać się od tego thrillera. Raczej odwrotnie – podejrzewam, że gdybym odłożyła tę książkę na jakiś miesiąc to nic złego by mi się nie stało. Przeżyłabym, nie wiedząc, w jaki sposób się skończyła.

Dlatego rekomenduję Wam tę książkę na jakieś letnie leniwe popołudnie. Ale jak nie przeczytacie to nic wielkiego się nie stanie.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Sophie Hannah, BA Paris, Clare Mackintosh i Holly Brown
Tytuł: Dublerka
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Cena: ok. 38,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Odwrócone role Sylwia Łabas

Advertisements

Uwaga! Dziś recenzja książki dla ludzi o naprawdę mocnych nerwach. Ta krótka powieść niesie ze sobą bowiem tak ogromny ładunek emocjonalny, że trudno przejść obok niej obojętnie. Szczególnie jeśli ma się na celu dobro zwierząt.

Czasem jest tak, że literatura służy zmianie zastanej rzeczywistości. A jej historia zna wiele pism, których autorzy nie zgadzali się z normami panującymi w ich świecie i w ten sposób próbowali poinformować innych o swojej niezgodzie na to, co jest. W tym celu posługiwali się także różnymi zabiegami literackimi: tworzyli baśnie, pieśni, utopie po to, aby zmusić czytelników nad zastanowieniem się nad sprawami, które wydawały się normalne, jednak takimi w żaden sposób nie były. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ podobny zabieg zastosowała Sylwia Łabas w niewielkich rozmiarów książeczce, której zadaniem jest przybliżyć nam -konsumentom, w jak okrutny sposób traktowane są zwierzęta po to, aby na nasz stół mógł wjechać nasz ulubiony stek lub ser.

Odwrócone role

Jak sam tytuł wskazuje, Odwrócone role to powieść, w której głównymi bohaterami są i ludzie, i zwierzęta. Z tymże to my stanowimy podstawę żywienia dla krów, świń oraz innych zwierząt, które spożywamy. Role zostały odwrócone, a człowiek stanął w miejsce stworzeń przeznaczonych na rzeź. Tak w skrócie mogę opisać Wam fabułę, jednak nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, a jedynie nakierować Waszą uwagę na tę publikację.

Od wielu lat wiemy, że w przemyśle spożywczym, szczególnie w tych gałęziach, które dotyczą zwierząt, dochodzi do wielu nieprawidłowości. Jednak bardzo trudno jest dotrzeć do faktycznych danych oraz opisów tego, co dzieje się w rzeźniach, na fermach oraz w wielu innych miejscach, w których zwierzęta są zabijane. To, w jaki sposób się to dzieje, jest tajemnicą i wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że krowy, świnie czy kurczaki żyją bardzo krótko, faszerowane różnego rodzaju chemikaliami po to, aby zapewnić jak najszybszy przyrost masy. Jednak powinna być to dla nas pierwszorzędna kwestia, nawet dla tych osób, które są zdeklarowanymi mięsożercami, ponieważ takie mięso jest po prostu szkodliwe naszego zdrowia (podstawowy argument, jeśli nie przekonuje Was ten o cierpieniu zwierząt). Nie wspominając już o tym, że akt zabijania zwierząt jest po prostu okrutny i niszczący dla naszego środowiska (mogliście poczytać o nim chociażby w sierpniowym wydaniu Pisma z 2019 roku) O tym, jak wygląda produkcja mięsa i nabiału możecie przeczytać w książce Sylwii.

Oczywiście można przejmować się losem zwierząt hodowlanych oraz ich przeznaczeniem. I jeśli ktoś jest naprawdę wrażliwy, z pewnością pod wpływem takich publikacji zdecyduje się przestać jeść mięso. Tylko że pojawia się dylemat moralny: nie jem mięsa, ponieważ nie chcę narażać zwierząt na cierpienie. Ale otwartym pozostaje pytanie: co stanie się, jeśli naukowcy odkryją, że rośliny też odczuwają ból i boją się umierać? Sprawa jest skomplikowana i podejrzewam, że bardzo trudna do rozsądzenia tak, żeby wilk był syty i owca cała (rozumiecie aluzję?). Szczególnie, że sposób wyboru jak najmniej dotkliwej metody „produkcji mięsa” nadal pozostawia wiele do życzenia.

Fajnie, że pojawiają się takie książki, ponieważ dzięki nim my jako konsumenci możemy być bardziej świadomi tego, w jaki sposób powstaje jedzenie, które później gości na naszych stołach i zamanifestować swoje przekonania podczas zakupów. Podoba mi się również zabieg literacki, którego użyła autorka – odwrócenie ról i umieszczenie ludzi na miejscu maltretowanych zwierząt robi naprawdę mocne wrażenie: ich świat ogranicza się jedynie do bólu, smutku, zmęczenia i beznadziei, a kończy bolesną i okrutną śmiercią. Do tego dochodzi język: bezpośredni, agresywny, brutalny. Tutaj nie ma miejsca na ładne opisy i ozdobniki, ale tak właśnie ma to wszystko wyglądać: przekazać negatywne i mocne emocje, pokazać okrucieństwo i zmusić do myślenia.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Sylwia Łabas
Tytuł: Odwrócone role
Liczba stron: 60

 

Max Czornyj Zjawa

Advertisements

Nie pierwszy, i zapewne nie ostatni, raz na tym blogu pojawi się recenzja jakiejś książki Maxa Czornyja. Tak się składa, że dziś zajmę się Zjawą, kryminałem, który poleciła mi do przeczytania jedna z czytelniczek bloga.

Czytam serie tradycyjnie od środka (kto mi zabroni, a co!) – tak powinnam zacząć reklamować swój blog, ponieważ staje się to u mnie już niemalże tradycją. Jednak nie umiem oprzeć się nowościom wydawniczym oraz nieco starszym, ale dobrym książkom, które po prostu warto przeczytać. Stąd bardzo często okazuje się, że powieści, o których Wam piszę, stanowią część jakiejś większej serii wydawniczej. Pocieszam się tym, że może chociaż garstka moich czytelników ma to samo. Jeśli nie –  to trudno.

Zjawa- o czym opowiada?

Przyjrzyjmy się opisowi wydawcy:

Czekałeś na śmierć? Właśnie po ciebie przyszłam.
Podobno zdjęcia kradną dusze…

Komisarz Eryk Deryło tkwi w śpiączce. W jego umyśle przewijają się poszarpane sceny.
Tymczasem w Lublinie dochodzi do wyjątkowo sadystycznych morderstw.
Na biurko Tamary Haler trafiają zagadkowe zdjęcia zbrodni.
Sprawca, który nazywa siebie Fotografem, pogrywa z policją i społeczeństwem.
Śledczy muszą działać szybko, by dopaść szaleńca.
Migawka aparatu znowu pstryknęła.
Kolejna dusza zostanie skradziona.
Czy to możliwe, by rozwiązanie sprawy tkwiło w umyśle nieprzytomnego Deryły?

Nowy, mrożący krew w żyłach kryminał z bezkompromisowym komisarzem z Lublina, Erykiem Deryło.

Jak już wiemy, Deryło tkwi w śpiączce, a jego obowiązki przejmuje jego młodsza koleżanka Tamara Haler. Nie musicie się jednak obawiać o przebieg śledztwa, dziewczyna ma umysł jak brzytwa, nie pozwala sobie w kaszę dmuchać, a dodatkowo szybko kojarzy fakty. Dzięki temu rozpoznanie osoby, która stoi za bardzo brutalnymi zabójstwami nie stanowi tutaj problemu. A raczej odwrotnie – śledcza kojarzy fakty i znajduje mordercę w tempie niemal rekordowym. A zakończenie? Tradycyjnie zaskakujące i bardzo ciekawe. Jeśli jesteście złaknieni szczegółów, zapraszam Was do przeczytania tej książki.

Moja ocena

Ocena jest, tradycyjnie w przypadku książek Czornyja, wysoka. Daję jej bowiem mocne pięć.

Na tę notę składają się przede wszystkim takie elementy jak: umiejętne budowanie napięcia, świetne rysy charakterologiczne nie tylko policjantów, ale również samego mordercy oraz (nie wiem, czy powinnam to pisać) spora pomysłowość w przypadku opisów dokonywanych zabójstw. I muszę w tym miejscu napisać Wam, że jestem pod wielkim wrażeniem tego, w jaki wyrafinowany sposób autor planuje i rozpisuje poszczególne morderstwa (a jego pomysłowość wprost powala). Myślę, że jest to jedna z tych rzeczy, które do książek Czornyja przyciąga tak wielu ludzi. I aż zastanawiam się w tym momencie, czy w przypadku swojej najnowszej książki, Córki nazisty, autor będzie również tak pomysłowy. Zobaczymy.

Szukając wad w tej powieści, musiałabym przyczepić się do postawy policjantów do pogrążonego w śpiączce komisarza Deryły. Wiadomo, niektórzy chcą go odwiedzić, inni nie przepadają za chorymi lub szpitalami i tego nie robią. Rozumiem również, że ze względu na to, że Deryło spał, trzeba było znaleźć jakieś powiązanie pomiędzy tą książką i poprzednimi częściami. Ale bardzo nie podobało mi się nastawienie Tamary Haler, która przez niemal pierwszą połowę powieści zastanawiała się nad tym, co w danym momencie zrobiłby komisarz i przeżywała, że starszego kolegi z nią nie ma. I muszę stwierdzić, że tym mnie zdenerwowała, ponieważ odniosłam wrażenie, że przedtem była niesamodzielną i uzależnioną od decyzji Deryły niedoświadczoną policjantką. Ot, takie wrażenie miałam i to odczucie mi się za bardzo nie podobało.

Poza tym jednym aspektem wszystko było poprawnie. Także zachęcam Was do przeczytania tej książki, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Max Czornyj
Tytuł: Zjawa
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Cena: ok. 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Mrok we krwi Paweł Kopijer

Advertisements

Fantasy to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Lubię szczególnie to, w którym głównym bohaterem jest dziewczyna oraz takie, które odgrywa się w szkołach dla magów i czarnoksiężników. I dlatego bardzo ucieszyłam się, że mogłam przeczytać książkę Pawła Kopijera pod tytułem Mrok we krwi.

Autor, jak i sama powieść, byli dla mnie totalną nowością jeszcze jakieś 3 tygodnie temu. I muszę przyznać się Wam, że bardzo żałuję, że nie wiedziałam o nich wcześniej, bo wtedy z pewnością z utęsknieniem czekałabym na drugi tom Kronik Dwuświata! Ale nic straconego, nadrabiam teraz i bardzo chcę dowiedzieć się, co dalej stanie się z bohaterami.

Kroniki Dwuświata

Seria Kroniki Dwuświata to cykl fantasy, którego akcja dzieje się na dwóch kontynentach: Amadal oraz Elise. W pierwszym tomie, czyli Mroku we krwi, poznajemy głównych bohaterów w świecie, w którym wszyscy muszą radzić sobie z rzeczywistością po śmierci króla Reingarda. Zdajecie sobie pewnie sprawę, że to wydarzenie sprawiło, iż nagle zakończyło się panowanie rodu Błogosławionej Krwi, a trwająca już od jakiegoś czasu wojna o panowanie jedynie pogłębia rozpad panujący w królestwie. Do tego dochodzą jeszcze mściwe intrygi maga mroku, które knute od wieków, uruchamiają lawinę niepokojących wydarzeń i doprowadzają do jeszcze większego chaosu.

Jednak w tym wszystkim są jeszcze bogowie, którzy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Tak się bowiem składa, że siedemnastoletnia Skra kończy naukę i zostaje qi-szamanką. Nie będzie ona jednak zwykłą kobietą, ani zwykłym magiem ludu Darzan. Raczej odwrotnie, chociaż mgliście zdaje sobie sprawę z wagi swojej wyprawy, dziewczyna odegra w tej historii dużą rolę, a jej przeznaczenie przyniesie jej sporo bólu i wyrzeczeń.

Jest jeszcze Noran (mój ulubiony bohater!), młody mężczyzna, utalentowany zabójca, któremu skaza mroku coraz bardziej odbiera duszę. W wyniku nieprzemyślanej decyzji zostaje wygnany z gildii i podejmuje się niebezpiecznej misji. Trudnej także dla niego, ponieważ w trakcie jednej z potyczek zupełnie poddaje się swojej mrocznej naturze.

Mrok we krwi -ocena

Czyżby zaintrygowała Was opisem tego złożonego fantasy? Mam nadzieję, że tak i że tak jak ja sięgniecie nie tylko po pierwszy, ale również kolejne tomy serii. Ja na razie, po Mroku we krwi, jestem zachwycona i daję tej książce najwyższą ocenę, czyli sześć na sześć.

Przede wszystkim jestem zachwycona złożonością świata przedstawionego. Od zawsze zastanawiałam się, jak to jest wykreować swój świat w powieści tak od początku do końca i to w taki sposób, aby realia się ze sobą nie gryzły, żeby wszystko było wiarygodne. Z pewnością nie jest to zadanie na jedno popołudnie, a proces, w którym autor eliminuje dobre i złe pomysły. Tak mi się wydaje i podejrzewam, że w taki sposób powstało uniwersum Kronik Dwuświata, ponieważ wszystko jest ze sobą spójne, nie ma zgrzytów, a kolejne rasy i ich charakterystyka nie powielają się, ani nie stoją ze sobą w opozycji. Sensownym wydaje się również pomysł, żeby na czele magów stała osoba najstarsza z nich, która po jakimś czasie przekaże swoje obowiązki swojemu uczniowi – komuś równie wyjątkowemu jak Najstarszy.

Nie będę ukrywać, że mam swojego ulubionego bohatera i nie jest nim Skra (która później przybiera imię Winea). Mimo całej sympatii do dziewczyny, w porównaniu z zadziornym i nieco aroganckim Noranem, jest ona nieco mdła (chociaż nie ukrywam, że również jej nie brakuje charakterku). Może to dlatego, że ona musi dopasować się do woli innych, a on jest niczym nieskrępowany, a może to ten mrok, z którym nieustanie musi walczyć…Nie wiem, z czego to wynika, ale wydaje mi się również, że rozdziały, które opisują przygody Norana czyta się bardziej płynnie. A może to jedynie moje wrażenie, ponieważ bardziej go polubiłam.

Polecam tę książkę wszystkim tym, którzy chcieliby poczytać nieco fantasy napisane i wydane przez polskiego twórcę. Możecie się przy nim naprawdę dobrze bawić. Mam nadzieję, że kolejne tomy Kronik Dwuświatów będą równie złożone, a fabuła tak samo interesująca.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Paweł Kopijer
Tytuł: Mrok we krwi
Wydawnictwo: https://kopijer.pl/
Liczba stron: 316
Cena: ok. 39,90 złotych
PROMOCJA!
Z KODEM Subiektywnalista ZYSKUJESZ 30% NA ZAMÓWIENIU KSIĄŻKI I DARMOWĄ DOSTAWĘ NA STRONIE https://kopijer.pl/

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Jak wirusy i bakterie wpływają na nasze życie

Advertisements

Dzisiejsza propozycja jest, jak na ten blog, nieco niecodzienna. Do tej pory nie recenzowałam pozycji popularnonaukowej i myślę, że nadszedł właśnie odpowiedni czas na to, żeby to zmienić.

Jak twierdzą specjaliści, w tym roku najprawdopodobniej najpopularniejszym słowem tego roku będzie „wirus” lub „koronawirus”. Sprawy zdrowotne są w tym roku wysuwają się na pierwszy plan i nie dziwi zatem, że również na rynku księgarskim pojawia się co raz więcej publikacji na temat różnego rodzaju epidemii lub po prostu wirusów i bakterii. Jedną z nich jest książka, o której zamierzam Wam dziś opowiedzieć, a mianowicie Jak wirusy i bakterie rządzą naszym życiem. Nowe i zdumiewające ustalenia o naszych mikroskopijnych współlokatorach autorstwa Susanne Thiele. I żeby wyprzedzić pytania: autorka nie opisuje tylko i wyłącznie obecnie znanego nam wirusa, ale skupia się na wszelkiego rodzaju żyjątkach, które pojawiają się w naturze oraz naszym bezpośrednim otoczeniu.

Kim jest autorka i o czym pisze w swojej książce

Susanne Thiele jest niemickim mikrobiologiem. Ukończyła wydziały biologii na uniwersytecie w Erfurcie i na politechnice w Brunszwiku. Pracuje w Centrum Badań Infekcji im. Helmholtza w Brunszwiku. Jest autorką licznych publikacji prasowych oraz książek dotyczących mikrobiologii. Dzięki temu możemy być pewni, że ta książka została napisana przez kogoś, kto zna się na rzeczy i unika tanich sensacji lub publikowania niesprawdzonych informacji. W obecnym zalewie fake newsów jest to naprawdę coś, co warto docenić.

Autorka wprowadza czytelników w fascynujący świat mikroorganizmów. Chce, byśmy go zrozumieli, a dzięki temu lepiej chronili się przed zagrożeniami, ale też bardziej wykorzystywali potencjał kryjący się w otaczających nas mikrobach. Bo musicie wiedzieć, że świat opisywany przez Thiele jest naprawdę fascynujący. Ja do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo bakterie i wirusy są ważne dla naszego zdrowia. I nie chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o złowieszcze mikroby, które tylko czyhają na to, abyśmy się nimi zarazili i przechodzili jakieś straszne choróbsko. Nie, tych złych wirusów lub bakterii jest naprawdę niewiele, a dobroczynnych – całe mnóstwo. Pierwszym przykładem z brzegu są chociażby bakterie przerabiające warzywa na kiszonki albo te składające się na nasz mikrobiom.

Jak wirusy i bakterie rządzą naszym światem -ocena

Muszę przyznać się, że jak na pierwsze spotkanie z literaturą popularnonaukową zaczynam z wysokiego C. Książka napisana jest w przyjazny dla czytelnika sposób, a wszelkie naukowe terminy wyjaśnione w taki sposób, że nawet kompletny laik w tym temacie jest w stanie je zrozumieć. Do tego dochodzą śmieszne ilustracje, które pokazują „mikrusy” (tak czasem nazywa je autorka) w zabawnych sytuacjach rodem z życia codziennego. Z tego powodu ocena nie może być niższa niż solidna piątka w mojej sześciostopniowej skali.

Myślę, że powyższe skłoni Was do zajrzenia do tej niewielkich rozmiarów książeczki i zainteresuje bardziej światem mikrobów. Ja uznałam, że jest to dla mnie temat tak ciekawy, że z pewnością, jeśli będę miała ku temu okazję, zdecyduję się na przeczytanie innych pozycji z tej dziedziny. Być może pokuszę się o nieco bardziej naukowe dzieła. Zobaczymy.

Muszę przyznać, że bardzo podobał mi się sposób organizacji książki, na którą składały się części związane z przedstawieniem świata mikrobów i wprowadzenie czytelnika do ich świata. Jednak najciekawsze okazało się podzielenie jednej z części na rozdziały dotyczące poszczególnych części domu lub mieszkania i omówienia poszczególnych szczepów bakterii i/lub ewentualnych wirusów, które możemy w nich spotkać. Jest to bardzo interesujące i pokazuje, jak wiele z tych żyjątek po prostu koegzystuje z nami w naszych domach, a my nie zdajemy sobie z tego sprawy. Bardzo przydatne są listy, swego rodzaju poradniki, co do tego, w jaki sposób dbać o higienę tych miejsc po to, aby w naszym otoczeniu pojawiły się jedynie te mikrusy, które nam sprzyjają. Fajną sprawą było również prowadzenie opisów w formie wykładu, chociaż mnie non-stop przewijające się zwroty w stylu „niech Państwo spojrzą” nieco drażniły. Pewnie odzwyczaiłam się już od formy wykładowej.

Ogólnie muszę stwierdzić, że tego typu literatura jest potrzebna na naszym rynku, żebyśmy wiedzieli, które mikroby są dla nas pożyteczne, a których lepiej unikać. Być może wtedy nie będziemy bać się panicznie na sam dźwięk słowa „bakteria”, ponieważ brak tych żyjątek w naszym otoczeniu może nam niekiedy mocno zaszkodzić.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka za możliwość przeczytania książki. Możecie znaleźć ją pod tym linkiem: https://www.empik.com/jak-wirusy-i-bakterie-rzadza-naszym-zyciem-nowe-zdumiewajace-ustalenia-o-naszych-mikroskopijnych-ws-thiele-susanne,p1242431498,ksiazka-p

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Susanne Thiele
Tytuł: Jak wirusy i bakterie rządzą naszym życiem. Nowe i zdumiewające ustalenia o naszych mikroskopijnych współlokatorach
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 304
Cena: ok. 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Czy 29 sekund może zmienić czyjeś życie?

Advertisements

Takie mniej więcej pytanie stawia przed swoją bohaterką T.M. Logan, autor książki pod tytułem 29 sekund. Myślicie, że to możliwe, żeby tak krotki czas mógł wywrócić dotychczasową rutynę do góry nogami? Jeśli Was to zastanawia to koniecznie musicie przeczytać tę książkę.

A przy okazji, jeśli skądś kojarzy się Wam to nazwisko to dla przypomnienia pozostawiam tutaj link do recenzji poprzedniej książki autora, czyli Kłamstw.

A co, gdyby wokół ciebie były same Kłamstwa?

O czym jest ta książka

Sarah to pracownica naukowa. Jest sumienna i dokładna, do tego bardzo ciężko pracuje na to, aby piąć się po szczeblach uniwersyteckiej kariery. Ma jednak problem: po pierwsze jest kobietą w męskim świecie, a po drugie- jej szefem jest dobrze ustawiony męski szowinista, który uważa, że kobiety są z zasady głupsze i to pozwala mu na wykorzystywanie i molestowanie ich. Tym razem postanowił wziąć się za Sarah, która automatycznie ustawiona jest na słabszej pozycji. Jest samotną matką dwójki dzieci, nie ma więc żadnego mężczyzny, który mógłby obronić ją przed „zalotami” Alana Lovegooda.

Pewnego dnia kobieta jest świadkiem przedziwnej sceny. Dobrze ubrany mężczyzna spaceruje po drogim osiedlu z małą dziewczynką, Nagle podbiegają do nich podejrzanie wyglądający ludzie i próbują małą porwać. Sarah reaguje jako jedyna, próbując unieruchomić nogi jednego z nich za pomocą zderzaka swojego samochodu. Nie wie, że to zdarzenie zmieni jej życie na zawsze.  Czy na dobre, czy na złe? Z tym Was pozostawię, ponieważ, jeśli zainteresował Was ten opis, to z pewnością będziecie chcieli dowiedzieć się reszty z książki.

Moja ocena

Podobnie jak w przypadku poprzedniej książki T.M. Logana również tutaj czytelnik otrzymuje przysłowiowy rollercoaster. Powieść rozpoczyna się spokojnie od przedstawienia sytuacji główniej bohaterki, jej przeszłości oraz stosunków z podstarzałym lowelasem Lovegoodem po to, aby dosłownie zmieść czytelnika opisami zachowań, jakich profesor dopuszcza się wobec Sarah oraz jej koleżanki Mary. Przy czytaniu tych fragmentów naprawdę podnosi się ciśnienie! Później nie jest lepiej. Nagłe zwroty akcji i zaskakujące wydarzenia sprawiają, że książkę po prostu pochłania się w oka mgnieniu. Zresztą te zwroty akcji są tak nagłe i zaskakujące, że czasami zastanawiałam się, czy moje nerwy zniosą jeszcze więcej emocji.

Oceniam tę książkę na szóstkę w mojej sześciostopniowej skali. Przede wszystkim dlatego, że dałam się autorowi złapać w zasadzkę gdzieś w połowie książki. Być może był to celowy zabieg, aby kazać czytelnikowi uważać, że wie, co bohaterka powinna zrobić i budować w nim napięcie do momentu aż to zostanie wykonane. A potem jedynie dołożyć jakąś tonę akcji i „obserwować” jego zaskoczenie z powodu kolejnego zwrotu w narracji. To było świetne i muszę przyznać, że dawno żadna książka tak na mnie nie podziałała.

Jestem ciekawa, jak będzie u Was. Dajcie mi znać w komentarzach!

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: T.M Logan
Tytuł: 29 sekund
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 336
Cena: ok. 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Wiara, Nadzieja, Miłość Monika Jagodzińska

Advertisements

Niejednokrotnie na tym blogu pojawiały się wpisy na temat książek debiutujących autorów. Teraz będzie podobnie, ponieważ spróbuję zachęcić Was do przeczytania krótkiej powieści psychologicznej autorstwa Moniki Jagodzińskiej.

Autorka to urodzona w 1998 roku dziewczyna, pochodząca z małej miejscowości. Jak można dowiedzieć się z notki na końcu książki, jest to osoba z dużymi marzeniami oraz chęciami do ich rywalizacji.

Nigdy w życiu nie sądziłam, że spotka mnie to, co spotkało. Myśląc o tym teraz to aż abstrakcja. A jednak.  Życie jest nieprzewidywalne.

Diana to dziewczyna jakich wiele na polskich ulicach. Niewysokiego wzrostu i z nadwagą, co sprawia, że jest ona nieustannym obiektem żartów ze strony swoich rówieśników. Nieprzyjemne sytuacje spotykają ją niemal na każdym kroku, co dzieje się może ze względu na to, że sama ustawia się w roli ofiary, a co za tym idzie, przyciąga do siebie kolejnych żartownisiów. Ci tylko utwierdzają ją w przekonaniu, że nie jest warta czyjejś uwagi lub uczucia. Taki stan trwa, dopóki dziewczyna nie decyduje się na przejście na dietę oraz rozpoczęcie treningów. To oczywiście działa, a zmiany widoczne są niemalże natychmiast. Diana wreszcie zdobywa uznanie rówieśników, co wpędza ją tylko w większe kłopoty.

Moja ocena

Przyznaję wysoką ocenę: pięć w mojej sześciostopniowej skali. Wynika ona przede wszystkim z tego, że Monika Jagodzińska w świetny i wnikliwy sposób potrafiła zagłębić się w umysłowość nastolatki, która uległa zjawisku tzw. body-shaming. Rys psychologiczny postaci oraz jej rodziców, a także wszystkie emocje targające dziewczyną przed, w trakcie oraz po odchudzaniu to naprawdę majstersztyk. Dzięki takim opisom można doskonale zagłębić się w umysłowości Diany i zrozumieć, dlaczego zdecydowała się na radykalną dietę i jak przeżywała jej następstwa.

Co bardzo ważne książka porusza ważny temat społeczny, istotny przede wszystkim z punktu widzenia nastolatków, czyli wygląd i jego znaczenie dla naszych kontaktów z innymi ludźmi oraz w życiu zawodowym. Ludzie, którzy wstydzą się swojego wyglądu nie osiągają sukcesów, starają się przejść przez życie niezauważeni albo odwrotnie – decydują się na szybką i radykalną zmianę, niekiedy rujnując zdrowie. I to jest ważne przesłanie tej książki, które można sparafrazować w bardzo prosty sposób: „jeśli przesadzisz to wpadniesz w jeszcze większe problemy”. Zgadzam się z tym w pełni i dlatego uważam, że takie książki powinny być omawiane z młodzieżą w ramach lekcji wychowawczych lub warsztatów, uświadamiających im, że to zdrowe i silne ciało jest ważne, a nie to, ile kilogramów mniej widzimy na wadze (co nie obowiązuje, oczywiście, w przypadku otyłości, ale to jest już inna kwestia).

Jeśli miałabym przyczepić się do czegoś, musiałabym wskazać na zakończenie powieści jako na najsłabsze ogniwo. Nie chodzi mi o wydarzenia, wręcz przeciwnie, kibicowałam Dianie w jej dążenia do ustabilizowania sytuacji życiowej. Jednak miałam takie wrażenie, że ostatnia część, tj. Miłość, została potraktowana nieco po macoszemu. Przetykają się w niej dwie płaszczyzny: główny nurt historii oraz przebitki z przyszłości, dzięki czemu można było ze znacznym wyprzedzeniem dowiedzieć się, jak książka się skończy. Dodatkowo autorka poskąpiła nam takich rozbudowanych analiz emocjonalności Diany, jak w poprzednich częściach. Być może nie były one z jej punktu widzenia istotne, może najważniejszą była walka z chorobą…? Nie wiem, jednak pozostawia to nieco niedosytu.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Monika Jagodzińska

Tytuł: Wiara, Nadzieja, Miłość

Wydawnictwo: Psychoskok

Liczba stron: 120

Cena: 24,90 złotych


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Sen o aniele Katarzyna Mak

Advertisements

Doczekałam się! Druga książka opowiadająca historię Bradleya i Angel ujrzała światło dzienne, a ja mogłam wreszcie dowiedzieć się, co wydarzyło się z jedną z najciekawszych par w polskiej literaturze.

Gdybyście nie pamiętali to pierwsza część o państwie Sawyer ukazała się pod tytułem Dotyk anioła. Jej recenzję możecie znaleźć tutaj .

Żeby przybliżyć Wam tematykę powieści, pozwalam sobie na zacytowanie opisu wydawcy:

Angel jest synonimem czystości, idealnym przykładem wrodzonej skromności i uosobieniem anielskiej dobroci – na co już wymownie wskazuje choćby jej imię. Jest też bardzo religijna. Kocha otaczający ją świat, uwielbia ludzi i zwierzęta, z którymi od wczesnego dzieciństwa żyje w naturalnej symbiozie. Brad to przeciwieństwo Angel. Porywczy, pewny siebie, cyniczny. Na co dzień kat, który bez skrupułów zabija ludzi dla pieniędzy. Krótko mówiąc, Bradley to bardzo zły i niebezpieczny mężczyzna, którego lepiej omijać na swojej drodze. Los styka ich w najmniej oczekiwanym momencie. Jedno spotkanie w Las Vegas, jedna noc… Jedna nieprzemyślana decyzja, a życie tych dwojga zostaje wywrócone do góry nogami.
Kiedy po zakrapianej nocy Angel budzi się w łóżku obcego faceta, natychmiast postanawia wszystko naprawić i sprowadzić swe życie na właściwie tory. Niemniej Brad, który już poprzedniego wieczoru uległ pokusie, nie będąc w stanie odmówić pięknej kobiecie, ma na ten temat odmienne zdanie. Postanawia zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Co w efekcie wyniknie ze związku, który początkowo opiera się jedynie na dzikiej namiętności? Czy pomiędzy dwojgiem tak różnych charakterów wybuchnie płomienne uczucie? Czy on zdoła pokochać i stać się człowiekiem, którego ona w nim widzi od samego początku? Czy ona zdoła okiełznać mężczyznę, do którego pała uczuciem tak gorącym, niczym wrota piekieł i ogniste czeluści?

Takie kontrastowe zestawienie dwóch różnych charakterów sprawiło, że Dotyk anioła czytało się niezwykle przyjemnie. Czy tak samo będzie ze Snem o aniele?

Fabuła

Znani nam już wcześniej bohaterowie zostają rozdzieleni. Po zakończeniu pierwszej części wydaje się, że na zawsze. Ona umiera w trakcie cesarskiego cięcia, on pozostaje sam z dwójką dzieci. I wydaje się, że stan jest beznadziejny: mężczyzna nie potrafi pogodzić się z tym, że został sam, nie wie, jak radzić sobie z dziećmi, a do tego kłóci się z Bogiem, obwiniając go o dopuszczenie do śmierci ukochanej kobiety. Jednak sprawy nie mają się tak, jak moglibyśmy sobie to wyobrażać. Angel żyje, a w wyniku sprawnie przeprowadzonej akcji zostaje uprowadzona przez arabskiego następcę tronu, który pragnie zemścić się na Bradleyu za to, że kiedyś zabił jego ciężarną narzeczoną.

Nie zdradzając Wam więcej szczegółów, chciałabym napisać, że małżonkowie wracają do siebie, ale znów będą musieli włożyć wiele trudu w to, żeby poukładać swoje wspólne życie. Co będzie tym trudniejsze, że rozwód nie będzie już tak prostą sprawą, jak w pierwszej części. Mają w końcu dzieci, którymi muszą się opiekować. Czy uda im się posklejać związek na nowo? Przeczytajcie w książce.

Moja ocena

Być może zdziwcie się, ale nota, którą przyznaję tej powieści to cztery i pół. Dlaczego nie sześć, tak jak poprzednim razem? Już wyjaśniam.

Po pierwsze muszę zauważyć, że historia opisana w tej książce nadal zachwyca i przyciąga do siebie czytelnika. Bradley i Angel jednak nie są już takimi beztroskimi ludźmi, których znamy z poprzedniej części. Tym razem są doświadczeni przez życie i nieprzyjemne wydarzenia, mają dzieci i, mimo swoich wybuchowych charakterów, muszą postarać się uporządkować sytuację na tyle, na ile się to daje. Biorąc pod uwagę to, że każde z nich mierzy się z własnymi demonami, nadmiarem emocji i zawiedzionymi oczekiwaniami, nie jest łatwo. Ledwo tlące się zaufanie, którym obdarzają się po odbiciu kobiety z rąk księcia, jest nadwyrężane co rusz nowymi zdarzeniami, pojawieniem się bohaterów z przeszłości, itp. Autorka mocno doświadcza głównych bohaterów, a co za tym idzie, również czytelników. Oczywiście nie mam jej tego za złe, ponieważ, jak to jest w prawdziwym życiu, czasem jest dobrze, a czasem nie. I jeśli czytalibyśmy tylko o pozytywnych rzeczach, książka byłaby po prostu nudna.

Jest jednak kilka rzeczy, które muszę, niestety, odnotować na minus. Pierwszą z nich są retrospekcje, które zajmują znaczną część tekstu na jakichś stu pięćdziesięciu stronach. Czyli niemal w połowie powieści. Rozumiem zamysł autorki, ponieważ poprzez cofanie się do Dotyku anioła chciała ukazać czytelnikom stan umysłu małżonków, osób umierających z tęsknoty za partnerem. Jednak takie ich nagromadzenie sprawiło, że akcja powieści zdawała się wyhamowywać. I byłabym w stanie zrozumieć, gdyby taki zabieg został zastosowany raz albo dwa, natomiast nie za bardzo wiem, po co fragmenty z przeszłości umieszczane były co kilka stron. W dodatku w trakcie czytania miałam przemożne wrażenie, że zostały one żywcem wycięte z poprzedniej książki, na zasadzie kopiuj-wklej. To było strasznie rozczarowujące. I stąd (znacznie) obniżona ocena.

Dodatkowo muszę nieco przyczepić się do zakończenia. Scena na plaży z fortepianem wyszła strasznie łzawo. Szkoda, ponieważ liczyłam na coś innego. Może już nie na jakiś straszny zwrot akcji, ale jednak coś lepszego niż to.

Podsumowując, przy pierwszej części poprzeczka postawiona została bardzo wysoko. I być może padłam ofiarą własnych oczekiwań co do drugiej powieści. Sen o aniele nie jest jednak złą książką. Nadal czyta się ją przyjemnie i z zaciekawieniem. Polecam na letnie miesiące.

Bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej książki wydawnictwu Videograf. Dziękuję również za przepięknie opakowaną przesyłkę!

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor:Katarzyna Mak
Tytuł: Sen o aniele
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 355
Cena: około 34,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

53.433713614.5324756

Anonimowi Heretycy Katie Henry

Advertisements

Niedawno moją uwagę przykuła charakterystyczna niebieska okładka z grzanką. Chodzi mi oczywiście o Anonimowych Heretyków, powieść dla młodzieży, którą określa się jako jedną z ważniejszych książek dla młodzieży. Postanowiłam to sprawdzić, mimo że nastolatką już nie jestem 🙂

Michael jest nastolatkiem. Jak możecie sobie wyobrazić, przechodzi ciężki okres, ponieważ stara się ogarnąć nową szkołę, spróbować zrozumieć nową rzeczywistość i poradzić sobie z tym, że jego ojciec jest w domu bardzo rzadkim gościem. Żeby było jeszcze ciekawiej, rodzice zapisali go do świetnej, prywatnej, katolickiej szkoły. A on jest ateistą. I nagle musi odnaleźć się w świecie, którego nie rozumie. Nie jest w stanie ogarnąć zasad moralnych zawiadujących wiarą katolicką, nie wie, dlaczego pewnych rzeczy nie wolno mu robić (przecież w poprzedniej, świeckiej szkole nie było z tym problem). Życie jest ciężkie, a on został wpuszczony na naprawdę głęboką wodę.

Sytuacja nie do pozazdroszczenia, jednak chłopak stara się jakoś z nią poradzić. Z pewnością jest mu łatwiej, odkąd problem ze znalezieniem nowych znajomych rozwiązał się sam. Michael stał się członkiem grupki przyjaciół, a wkrótce dołączył do tajnego stowarzyszenia Anonimowych heretyków.

Anonimowi heretycy – moja opinia

Dziś opinia będzie krótka, a ocena nieco radykalna. Daję dwa i pół w mojej sześciostopniowej skali. Nie jest za dobrze, sami przyznacie, a do tego muszę stwierdzić, że notę podwyższyłam ze względu na rzeczy, o których zaraz opowiem.

Nie da się ukryć, że książka skupia się na dwóch wątkach. Pierwszym z nich jest ból dorastania i próba ułożenia sobie w jakiś sposób nastoletniego życia. Wszyscy to przerabialiśmy i pamiętamy mniej lub bardziej, że za łatwo nie jest. Cisnęli rodzice, cisnęła szkoła, a człowiek próbował to wszystko w jakiś sposób ogarnąć i jeszcze zachować własne, niekiedy radykalne, poglądy. Dlatego bardzo doceniam to, że pojawiła się kolejna książka, która młodym pokazuje, że ten okres w życiu taki po prostu jest, ale są przyjaciele, dzięki którym ten okres daje się jakoś przeżyć.

Drugim wątkiem jest ten związany z religią i przebywaniem w szkole katolickiej. Nie da się ukryć, że wierząc w coś trzeba się dopasować do zasad kultu, ale, jeśli się nie wierzy, to warto byłoby uszanować to, że jednak ktoś zdecydował się według nich żyć. Mnie w postawie Michaela tego brakuje, ale – to mały spoiler-poprawia się.

Plusa w ocenie dałam dlatego, że Anonimowi Heretycy walczą z rzeczami, które w Kościele mi się nie podobają, jak na przykład zakaz antykoncepcji, i cieszy mnie, że autorka również zwraca na to uwagę. Jednak poza „aktami niesubordynacji” w tej książce nie ma jakiejś większej refleksji, tylko takie „to jest niefajne i my to zmienimy”. Poza tym metody oporu są iście szczeniackie. Chociaż jestem w stanie zrozumieć, że to jeszcze dzieci, więc nic mądrzejszego niż włamanie się do pokoju z aktami osobowymi, nie przyszło mi do głowy.

Podsumowując, poza kilkoma momentami, jest to książka, którą można sobie podarować, jeśli nie jest się nastolatkiem.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Katie Henry
Tytuł: Anonimowi heretycy
Wydawnictwo: Editio
Liczba stron: 360
Cena: około 39,90 złotych