Profil mordercy Paul Britton

Z pewnością wielu czytelników kryminałów zastanawia się, jak dokładnie wygląda praca śledczych i profilerów. Czy jest tak fascynująca i pełna zagadek jak w książkach? O tym, jak dokładnie wygląda współpraca psychologa-profilera z policją opowiada Paul Britton, jeden z najbardziej znanych profilerów w Wielkiej Brytanii.

Paul Britton to psycholog, który na podstawie dostarczonych mu przez policję dowodów potrafi bardzo dokładnie stworzyć portret psychologiczny mordercy. Dzięki doskonałej znajomości ludzkiej psychiki i zamiłowaniu do poszukiwania szczegółów, jego praca pozwoliła na złapanie wielu morderców i gwałcicieli, którzy polowali na swoje ofiary w różnych częściach Wielkiej Brytanii. Ponadto położył podwaliny pod zawód, etykę pracy oraz możliwości kształcenia przyszłych profilerów w swoim kraju. Jednak przede wszystkim znany jest z tego, że może bardzo trafnie opisać to, co dzieje się w głowach wszystkich tych, którzy decydują się popełnić przestępstwa. Nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o wspomniane już przeze mnie grupy złoczyńców, ponieważ jest w stanie także rozpoznać to, co dzieje się w głowie kobiety porywającej dziecko. To jest naprawdę niesamowite. I fascynujące.

Jak to się wszystko zaczęło?

Od niesamowitej chęci zdobycia wyższego wykształcenia. Paul Britton zaczął studiować psychologię po tym, jak ożenił się i został ojcem. To wymagało od niego zakuwania po nocach i szukania możliwości zapewnienia bytu swojej rodzinie. Krótko po tym, jak został przyjęty na studia, zdał sobie sprawę, że poznawanie tajników ludzkiego umysłu jest niesamowicie ciekawe. No i został psychologiem. To tak w skrócie 🙂

Z pewnością rozwijałby swoją karierę terapeuty, gdyby nie prośba od policji, która próbowała złapać sprawcę brutalnego morderstwa. Udało się, Britton wszedł w buty mordercy i stworzył doskonały profil psychologiczny. Później pojawiały się kolejne prośby, następne sprawy i profile, które profiler wykonywał za darmo, często poświęcając czas wolny, który mógłby podarować chociażby swojej żonie lub dwójce dzieci. Na szczęście dla niego, domownicy byli w tej kwestii wyrozumiali i rozumieli, że mąż i ojciec robi coś naprawdę istotnego.

Zawód profilera 

Już bez czytania tej książki można wyobrazić sobie, że ta praca to nie jest bułka z masłem. Wymaga nie tylko ogromnej wiedzy psychologicznej, poznania wszelkich brudnych sekretów innych ludzi, ale również oglądania ciał ofiar. Jak pisze autor:

„nie jest łatwo zapomnieć o krwawych wspomnieniach i patrzeć w oczy osobie, która popełniła podobne przestępstwo lub którą podnieca sama myśl o nim”*

oraz

„Oglądanie zdjęć bądź samych miejsc zbrodni ma fatalny wpływ na osobowość. Równie poruszające jest słuchanie sprawcy, który przypomina sobie najstraszniejsze czyny i fantazje oraz uświadomienie sobie, jaką niesamowitą przyjemność mu sprawiają”.*

Zawód nie jest prosty, sam Britton pod koniec swojej książki wspomina o tym, że praca dla policji nad tymi najtrudniejszymi sprawami sprawiła, że niekiedy nie potrafi już cieszyć się z najprostszych rzeczy, które normalnie każdemu sprawiają radość, na przykład z powodu pięknej pogody lub wycieczki za miasto. Zawsze w głowie pozostaje myśl, że gdzieś tam jest jakiś człowiek, który realizuje lub planuje urzeczywistnić swoje brudne fantazje.

Oczywiście do tego dochodzi jeszcze ogromna odpowiedzialność. Jeśli profiler pomyli się, będzie miał na sumieniu czyjeś życie i narazi go na utratę wszystkiego, co ważne w życiu: rodziny, dobytku, dobrego imienia itp. To wszystko sprawia, że, jak pisze autor, przygniata go to wszystko ogromnym brzemieniem. Jak dużym, jesteśmy w stanie jedynie się domyślać.

„Profil mordercy” 

Książka opisuje kilka wybranych przez Brittona spraw, nad którymi pracował we współpracy z różnymi wydziałami policji brytyjskiej. Większość z nich związana jest z morderstwem lub gwałtem, jednak pojawiają się również takie przypadki jak: zastraszanie i żądanie okupu od dużych przedsiębiorstw oraz, wspomniane już wcześniej, porwanie dziecka. Wszystkie z nich to sprawy trudne, w których potrzeba jest stworzyć profil sprawcy po to, aby móc go zidentyfikować i złapać. Niekiedy trzeba wręcz uciekać się do podstępów po to, aby móc wyciągnąć przyznanie się do winy od podejrzanego. Pomoc psychologa pomaga zrobić wszystko we właściwy sposób i osiągnąć zamierzony cel.

Ogromną zaletą tej książki jest fakt, że autor przedstawia sposób, w jaki pracuje nad stworzeniem profilu psychologicznego i przedstawia wyniki swoich przemyśliwań czytelnikowi. Dzięki temu można dowiedzieć się, na jakich podstawach podejrzewa się konkretną osobę i jak mały, nawet najdrobniejszy szczegół, może posłużyć specjaliście do opisu charakteru, poczynań lub motywacji podejrzanego. To wszystko jest niesamowicie interesujące i pokazuje, że niekiedy nieświadomie pozostawiamy ślady, które można w jednoznaczny sposób zinterpretować i ocenić nasze zachowanie.

Mimo że jest to dosyć gruba pozycja, czyta się ją bardzo szybko ze względu na sposób, w jaki poszczególne historie zostały opisane. W książce nie ma miejsca na mnóstwo skomplikowanej terminologii, jest to beletrystyka, nie podręcznik psychologii, a wybrane przypadki i przytoczone opisy pracy nad nimi przedstawione są w sposób jasny i zrozumiały dla laika. Jedna rzecz, która bardzo mi się podobała to to, że książka napisana jest konkretnym językiem. Autor nie wykorzystuje kwiecistych porównań i zbyt długich opisów z nadmiarem przymiotników. Po prostu konkret i tyle.

Ocena

Polecam tę książkę wszystkim osobom, które są zainteresowane pracą profilera, żeby mogły dowiedzieć się z pierwszej ręki, jak wygląda ten zawód. Jest to również dobra pozycja dla fanów thrillerów i kryminałów, ponieważ pozwala zobaczyć, jak to jest w rzeczywistości, kiedy człowiek musi stawić czoła okropnej zbrodni. Dodatkowo będzie to także gratka dla wszystkich tych, którzy są zainteresowani psychologią i próbują zrozumieć, skąd bierze się w ludziach skłonność do okrucieństwa.

Naprawdę warto!

* cytaty pochodzą z książki

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Autor: Paul Britton
Tytuł: Profil mordercy
Tytuł oryginalny: The Jigsaw Man
Tłumaczenie: Przemysław Kiliński
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 530
Cena: 44,90 zł 
pf_1532851525

„Słodziutki. Biografia cukru” D. Korytko, J. Watoła

Cukier znamy wszyscy i niemal wszyscy go lubimy. Mimo tego, że coraz więcej wiemy o jego niekorzystnym działaniu na nasz organizm

Książka, o której mam zamiar napisać dzisiaj nie jest kolejnym poradnikiem na temat tego, w jaki sposób pozbyć się uzależnienia od „słodziutkiego”, ale przedstawia dzieje tej substancji w naszej kulturze.

I jest to coś, co naprawdę może zaskoczyć. Po pierwsze dlatego, że z pewnością nie zdawaliśmy sobie sprawy, że cukier jest obecny na świecie od setek lat, ale również z tego powodu, iż wielu ludzi przez niego cierpiało lub zginęło (wiedzieliście o tym!?). No, ale zacznijmy od początku.

Początku cukru w Europie

Wraz z wyprawami morskimi, kiedy to wielu podróżników takich jak Krzysztof Kolumb lub Vasco da Gama opływali świat, w życiu europejskich elit pojawiła się pewna brązowa substancja – cukier trzcinowy. Mieszkańcy najechanych ziem w ramach gościnności lub wdzięczności dla przybyszów podarowali im coś naprawdę cennego w ich kulturze – sadzonki trzciny cukrowej. I w sumie tak można byłoby zakończyć całą historię, ponieważ wszyscy pewnie domyślają się, co wydarzyło się dalej. Nowo przybyli postanowili uprawiać trzcinę na plantacjach po to, żeby zarabiać na handlu cukrem – towarem deficytowym i zarezerwowanym jedynie dla możnych ówczesnego świata. Którzy, nie da się ukryć, mieli z nim nie lada problemy… zdrowotne. Ot taki Ludwik XIV albo królowa Elżbieta I to jedne z wielu przykładów władców, którzy uzależnieni od cukru poważnie podupadli na zdrowiu, a konsekwencje jego nadużywania ukrywali pod ubraniami, makijażami, itp.

Nie da się ukryć, że wraz z rozrastaniem się plantacji na podbitych kontynentach potrzeba było nowych rąk do pracy i żeby zapewnić pracowników „wymyślono” niewolnictwo. Jak pokazują autorzy książki, plantacje trzciny cukrowej zebrały bardzo krwawe żniwo – wielu niewolników ginęło lub zostało okaleczonych właśnie z tego powodu, że popyt na cukier ciągle rósł.

Co było potem…

Potężne koszty produkcji i dostarczania cukru z Ameryki Południowej i Północnej sprawiły, że zaczęto szukać alternatywy. Badaczom udało się wyizolować cukier biały z buraka, jednak koszty takiej produkcji były bardzo wysokie, a całe przedsięwzięcie mało opłacalne. Jednak wraz z biegiem czasu sztuka ta udawała się coraz bardziej, a cukier biały stawał się coraz bardziej powszechny – tak bardzo, że książki kucharskie zawierały dziesiątki stron poświęconych słodkościom, a sztuka przygotowywania deserów mocno się rozwinęła.

Jednak wraz z upowszechnieniem się cukru, pojawiły się choroby związane z jego nadużywaniem. Chodzi tutaj głównie o cukrzycę. Podejmując walkę z chorobą, która w początkowych latach była śmiertelna – po prostu wykańczała organizm, ponieważ nikt nie znał sposobów walczenia z nią – ludzie chwytali się różnych metod: diet, głodówek, badań oraz, w końcu, uciążliwych, ale pozwalających na jako takie życie, zastrzyków i pomiarów stężenia cukru we krwi. Ta opowieść to bardzo ważna część tej książki, ponieważ pokazuje, co nadmiar „słodziutkiego” może zrobić z organizmem i w jaki sposób badania naukowe na ten temat zostały zafałszowane lub ukryte przed opinią publiczną.

Ocena

Cóż, autorzy biografii cukru starali się pokazać, jaki wpływ na naszą kulturę miał i ma cukier. Udało im się wskazać na to, jakie zagrożenia dla zdrowia niesie za sobą jego nadużywanie, a przecież w obecnych czasach bardzo łatwo jest przedawkować cukier. W końcu dodawany jest niemal do wszystkiego, a nazw oznaczających jakiś jego rodzaj jest tak dużo, że trudno się w nich wszystkich połapać, a przed zakupem jakiegokolwiek produktu żywnościowego trzeba byłoby dokładnie przeanalizować skład.

Myślę, że dobrze, iż pojawiają się takie książki, jak ta biografia cukru. Pokazują one nie tylko pochodzenie rzeczy (przedmiotów lub substancji), które bardzo dobrze znamy, ponieważ są z nami od samego początku, ale wskazują również na to, że opinie na jego temat zmieniały się wraz z biegiem czasu i, co bardzo ważne, nie zawsze były pochlebne.

Książkę czyta się przyjemnie – jest napisana przystępnym językiem. Jednak niekiedy ma się wrażenie, że ogromna ilość faktów i dat to trochę za dużo. Zdaję sobie sprawę, że to, co otrzymaliśmy w „Słodziutkim” jest tylko wycinkiem historii cukru i gdyby ująć wszystkie wydarzenia, które wydarzyły się w związku z jego obecnością, ta książka nie miałaby tylu stron, ile ma.

Bardzo podoba mi się to, że autorzy zdecydowali się na opisanie konsekwencji przyjmowania zbyt dużych ilości cukru i metod walki z chorobami przez to wywołanymi. Szczególnie opowieść o tym, jak wielu naukowców próbowało metodami prób i błędów walczyć z cukrzycą i w jaki sposób wynaleziono insulinę. Naprawdę super!

Podsumowując, „Słodziutki. Biografia cukru” to bardzo interesująca książka, która opowiada o sporym wycinku historii naszej kultury. I mam nadzieję, że po jej lekturze niektórzy z Was zdecydują się na wyeliminowanie cukru z diety 🙂

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

pf_1531900065

Autor: Dariusz Korytko, Justyna Watoła
Tytuł: Słodziutki. Biografia cukru
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 360
Cena: 39,90 zł 

Nowa Fantastyka nr 7 (430) 2018

Zamiast pisać obszerną recenzję, powinnam po prostu pozostawić tutaj taki komentarz: „Jest super, lećcie do kiosków!”.

Z niemałym poślizgiem, ale wreszcie udało mi się przeczytać najnowszy numer „Nowej Fantastyki”. I myślę, że zamiast pisać obszerną recenzję, powinnam po prostu pozostawić tutaj taki komentarz: „Jest super, lećcie do kiosków!”.

Tak, powinnam tak zrobić. Chociaż wydaje mi się, że jednak tak fajny numer zasługuje na coś więcej niż lakoniczny wpis. Zacznijmy zatem od publicystki, która tradycyjnie trzyma bardzo wysoki poziom.

Publicystyka w „Nowej Fantastyce” nr 7 (430) 2018

Tradycyjnie polecam felietony mojego ulubionego autora Łukasza Orbitowskiego, który tym razem wraca do swoich wspomnień i opisuje pierwszy horror, który obejrzał w życiu. Interesująco jest również u Tomasza Kołodziejczaka oraz Rafała Kosika. Szczególnie ten ostatni, tekstem na temat pochodzenia złych książek, nieco mnie rozbawił, zasmucił i trochę zaintrygował. Przy okazji jest to temat na czasie – na kilku blogach pojawiły się już podobne wpisy. Smuci mnie nieobecność Petera Wattsa, jego katastroficzna wizja świata bardzo mnie ostatnio zainteresowała. Niezmiennie bardzo ciekawie jest w dziale z recenzjami, dzięki czemu moja kolekcja powieści do przeczytania znów powiększyła się o jakiś milion książek 🙂

Dodatkowo artykuły. Mimo iż zazwyczaj omijam teksty Marka Starosty, przepraszam!, tym razem zaintrygował mnie lead. Felieton o nowo odkrytym narządzie w naszym ciele, interstitium, podobał mi się bardzo i przewiduję, że p. Markowi przybędzie jeszcze jeden czytelnik na stronie 🙂 Wysoka ocena należy się także Joannie Wołyńskiej za tekst o wróżkach i kulturze irlandzkiej oraz Witoldowi Vargasowi za „Siedem grzechów głównych według Bestiariusza”. Nie rozumiem za to pomysłu na „Bekzorcyzmy”. Nie wiem, może taki zwyczaj panuje w Meksyku i sam opis wykorzystania coca-coli jako pomocy w egzorcyzmach rzeczywiście może być intrygujący, ale część o słowiańskim rytuale jest nieco przekombinowana i, jak mi się wydaje, niepotrzebna.

 Opowiadania

Muszę przyznać, że w tym miesiącu redakcji udała się rzecz niebywała – skłonili mnie do przeczytania wszystkich opowiadań z aktualnego numeru – od deski do deski. Oczywiście mam swoje mniej lub bardziej ulubione teksty, jednak wszystkie, od początku do końca, są rewelacyjne i bardzo różnorodne.

Gdybym miała wybrać moje ulubione opowiadanie z tego numeru, zdecydowanie wskazałabym na „Klucz Arkynesa” Bartłomieja Dzika. Dlaczego? Po pierwsze, jest to fantasy w najlepszym wydaniu, czyli: magia, czarodzieje i gildie. W dodatku jest dosyć obszerne i napisane językiem, który sprawia, że czytelnik może poczuć zew przygody 🙂

Drugim ulubionym tekstem, chociaż nie – teraz jak o nim myślę, wydaje mi się, że najlepszym ex aequo – jest „Kiedy, jeśli nie teraz” Carol Emshwiller. Opowiada o miejscowości, w której pojawiają się nowi – wysocy, jasnoocy i nieprzytomnie bogaci- mieszkańcy. To oczywiście budzi niepokój w mieszkańcach. Gorzej dzieje się, kiedy przybysze zdają się przejmować władzę nad miasteczkiem i decydować o najważniejszych dla niego kwestiach, a na koniec znikają.

Ocena

Powinnam podsumować całość jednym słowem: Mega! Tylko, kurczę, dobrej korekty nadal brak.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

pf_1531292236