„Sekrety urody Koreanek” Charlotte Cho

Od bardzo dawna nie proponowałam Wam żadnej książki, dlatego nadrabiam zaległości. Mój wybór padł właśnie na „Sekrety urody Koreanek” Charlotte Cho, ponieważ jej tematyka jest ściśle związana z tym, moimi zainteresowaniami (oczywiście oprócz książek), czyli podaje przepis na to, w jaki sposób wyglądać i poczuć się lepiej.
Co można w niej znaleźć?
Chciałabym napisać, że wszystko, ponieważ tym zdaniem tak na dobre można podsumować to, co się w niej znajduje. Bardzo dużo informacji o Korei jako państwie oraz o koreańskiej kulturze – dla mnie akurat ta część nie była istotna, dlatego ostatni rozdział pominęłam. Natomiast pozostała część to ogromna skarbnica wiedzy na temat pielęgnacji i zdrowego trybu życia.
Zaczynamy od określenia swojego typu skóry, to bardzo ważne, po to, aby dowiedzieć się o sposobie jej pielęgnacji. Bardzo istotne dla mnie było stwierdzenie, że w rytuale pielęgnacyjnym Koreanki dobierają kosmetyki do faktycznych potrzeb i problemów, z którymi się borykają – a nie do wieku skóry. Biorąc pod uwagę to, co wmawiają nam niektórzy producenci, jest to ważne odkrycie. Aby móc wybrać odpowiednie kosmetyki, dostajemy listę składników oraz sposób ich działania – dla mnie ogromny plus. Do tego mnóstwo informacji na temat zdrowego stylu życia.
Rytuał pielęgnacyjny Koreanek
Najważniejszym elementem tej książki jest oczywiście słynny rytuał pielęgnacyjny Koreanek, dzięki któremu można wyglądać młodziej i lepiej. Podany krok po kroku wraz z instrukcją jak wykonać masaż twarzy – rewelacja. Ja od trzech miesięcy, czyli od czasu, kiedy pierwszy raz sięgnęłam po tę książkę, korzystam z tego rytuału i jestem zachwycona rezultatami. Z pewnością za niedługo podzielę się z Wami moimi obserwacjami w osobnym poście.
Bardzo ciekawy jest opis kosmetyków koreańskich, tych najskuteczniejszych i najpopularniejszych. Osobiście nie miałam wielu okazji do ich wypróbowania, ale tym razem się skuszę 🙂 Podejrzewam, że na pierwszy rzut pójdzie Tony Molly – ich opakowania są bardzo zabawne.
Podsumowując, jest to bardzo dobra książka dla tych, którzy pielęgnację i dbanie o swoje ciało traktują serio. Lista składników i solidna porcja wiedzy jest rzetelna i co najważniejsze podana w interesujący sposób.
Autor: Charlotte Cho
Tytuł: Sekrety urody Koreanek. Elementarz Pielęgnacji
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 225
Cena: 36,90 zł

„Szczęśliwa skóra” Adina Grigore

W obecnych czasach bardzo ważny jest dla nas piękny wygląd, zdrowe ciało i przede wszystkim idealna skóra. Z tego powodu staramy się inwestować w siebie: odpowiednie kosmetyki oraz zabiegi, które mają nam w tym wszystkim pomóc. Ale co jeśli to, co robimy ma odwrotny skutek i zamiast gładkiej skóry, kosmetyki powodują jeszcze więcej wyprysków, pieczenie i swędzenie, ponieważ zawierają składniki, które nie są korzystne dla naszego ciała, czyli szkodzą. Taką tezę stawia w swojej książce pt. „Szczęśliwa skóra” Adina Grigore i podaje swój przykład.

Autorka pisze, że od zawsze miała ogromne problemy skórne, na które nie pomagały żadne leki oraz kosmetyki. Było odwrotnie, maść zapobiegająca np. wypryskom drażniła skórę w innym miejscu i powodowała swędzenie, pękanie naskórka oraz inne dolegliwości.  Do czasu aż wymęczona Adina postanowiła odstawić je zupełnie, aby sprawdzić, co dokładnie nam szkodzi i to wyeliminować. W ten sposób można uleczyć się samodzielnie. Prosta sprawa.

Jak rozpoznać, co szkodzi?

Program poprawienia swojej skóry składa się tak na dobrą sprawę z dwóch etapów. Po pierwsze obserwowania tego, co się je i jego wpływu na naszą skórę oraz sprawdzenie, które kosmetyki są dla nas niedobre. Sposób jest prosty. Wystarczy przez kilka dni – minimum 3- zapisywać wszystko, co się je i dodawać uwagi na temat pojawiających się niedoskonałości oraz naszego samopoczucia. W tym czasie powinniśmy zauważyć, co jest nie tak z naszą dietą i wyeliminować składniki, które nie są korzystne. W moim przypadku to była czekolada :/, kawa oraz naturalnie fast foody. Po takiej obserwacji musimy wytrzymać bez tych produktów przetrzymać jakiś miesiąc i zacząć ponownie je wprowadzać, oczywiście stopniowo i pojedynczo. Jeśli po ich zjedzeniu będziemy czuć się źle, znaczy, że tego elementu należny unikać.

Podobna obserwacja jest zalecana w przypadku kosmetyków, Tutaj też zapisujemy wszystkie użyte produkty i eliminujemy coś, co sprawia, że wyglądamy źle. W tym miejscu Grigore podaje tabele składników, których bezwzględnie należy unikać wraz z ich nazwami handlowymi. Okazuje się, że wiele z nich znajduje się w popularnych kosmetykach – kiedy zrobiłam przegląd swojej kosmetyczki momentalnie nawróciłam się na te ekologiczne 🙂 Chociaż, jak pisze Adina Grigore, na słowo „ekologiczne” i „naturalne” należy uważać….

Dlaczego warto przeczytać?

Przede wszystkim, aby nabyć świadomość, że nie wszystko, co kupujemy w sklepach, znajduje się tam dla naszego dobra. Wiele z substancji w kosmetykach nam szkodzi, ponieważ nasze ciało nie ma siły pozbywać się trucizn, które nakładamy na siebie codziennie i z tego powodu wyglądamy źle. To stwierdzenie jest oczywiste, jeśli chodzi o jedzenie, ale nie każdy uświadamia sobie, że tak samo może być z kosmetykami. Dla kogoś, kto ma czas na produkowanie własnych kremów, autorka zamieszcza sprawdzone przepisy.

Ja zapamiętałam z tej książki wiele informacji. Przede wszystkim to, że nie zawsze warto wierzyć reklamie, która oferuje cuda i że czasami naprawdę dobre kosmetyki mogą kosztować grosze (kto przeczyta książkę, będzie wiedział, o co chodzi 🙂

Autor: Adina Grigore

Tytuł: Szczęśliwa skóra

Tłumaczenie: Agnieszka Wróblewska

Wydawnictwo: Galaktyka

Ilość stron: 315

Cena: 36,90 zł

Czy warto czytać książki blogerek? 3 recenzje

Ostatnio coraz więcej na naszym rynku wydawniczym pojawia się książek, których autorkami są blogerki. No, nie da się ukryć, że blogi mają znaczny wpływ na to, w co się ubieramy, jakich używamy kosmetyków i co czytamy. Z tego też powodu, w przypadku niektórych nieco bardziej popularnych twórców, pojawiają się oferty napisania książki z danej tematyki. I tak się właśnie dzieje. Pytanie tylko pozostaje takie, czy to, co dostajemy to jeszcze jest książka, czy raczej swego rodzaju album ze zdjęciami…

 

old-1130731_1920

Moje 3 recenzje 

Swoją przygodę z poradnikami (ponieważ w większości przypadków to są właśnie poradniki) rozpoczęłam z książką „Love Style Life” Garance Dore, która jest popularną blogerką modową. I ku mojemu zdziwieniu otrzymałam grubą pozycję, na pięknym papierze i z ogromną liczbą zdjęć. Treści, czyli tego, co powinno znajdować się w książce, było niewiele. Ot, trochę historii z życia blogerki, głównie o tym, w jaki sposób zaczynała swoją przygodę z blogowaniem, oraz kilka porad (żeby nie było) – o tym, co warto założyć na siebie w danej okoliczności i jak zadbać o skórę. Z racji tego, że byłam przyzwyczajona do powieści, czyli treści z dużą ilością literek, przeczytanie jej pozostawiło niedosyt. Ot, taka literatura, żeby mieć co przeczytać w trakcie (krótkiej) podróży pociągiem i się nie zmęczyć.

Podobne odczucia miałam w przypadku lektury książki Pernille Teisbaek „Dress Scandinavian”. Przeczytałam ją bodajże w 4 godziny. Na szczęście od dawna planowałam zmianę stylu na nieco bardziej minimalistyczny, skandynawski, dlatego kwestia ubierania się jak Skandynawka była dla mnie interesująca. Książka Pernille zawiera wiele wskazówek co do tego, jakie wzory i materiały wybierać, żeby wyglądać minimalistycznie właśnie w stylu Dunek. Do tego dochodzi nieodzowna sekcja związana z urodą. Poradnik zawiera wiele zdjęć, jest zorganizowany w sposób minimalistyczny. nawet jego okładka wygląda jak z książek, które drukowane były w latach 90. ubiegłego wieku (trochę to rozczarowujące). Treści oczywiście niewiele, jednak i tak jest jej więcej i jest też o wiele bardziej interesująco niż w przypadku Garance Dore.

Dla porównania zestawiam tutaj poradnik Make Photography Easier Katarzyny Tusk, również blogerki i… muszę stwierdzić, że jestem pozytywnie zaskoczona. Oczywiście, nie ilością zdjęć, ponieważ również tutaj jest ich bardzo dużo, ale przede wszystkim wiedzą zawartą w tym poradniku. Mimo jego niewielkich rozmiarów (jakieś 150 stron), książka składa się na wiele działów i informacji, które zdają się być przydatne zarówno dla nowicjuszy, jak i osób nieco bardziej zaawansowanych w kwestii robienia bardzo ładnych zdjęć, ale poszukujących inspiracji. W porównaniu do poprzednich dwóch książek, które opisałam w tym poście, jest to pozycja, za którą stoją wiedza i doświadczenie. Oczywiście, nie ujmując nic autorkom, nie kwestionuję tutaj tego, co robią, jednak te poradniki na temat ubrania i urody wydają mi się po prostu powierzchowne i niepoważne.

Dlaczego powinieneś sięgnąć po poradnik napisany przez blogerkę? 

No właśnie, dlaczego? Postarałam się zebrać kilka argumentów za.

  • Nie lubisz czytać regularnych poradników, a wolisz skondensowane treści i przykłady w formie zdjęć,
  • Poszukujesz wiedzy aktualnej i dostosowanej do potrzeb social media,
  • Szukasz krótkiej lektury na temat interesujących Cię treści, która doskonale spełni swoje zadanie w pociągu lub autobusie,
  • Masz swoją ulubioną blogerkę lub blogera i chcesz dowiedzieć się nieco więcej na temat początków jej blogowania oraz po prostu cenisz jej/jego pracę.

 

Nie powinieneś brać się za te książki, jeśli: 

  • Lubisz powieści,
  • Nie podobają Ci się książki z przewagą zdjęć lub obrazków,
  • (niekiedy) poszukujesz głębszej analizy i wiedzy,
  • Szukasz poradnika, który będzie liczył więcej niż 150 stron.

 

Czy Wy czytacie poradniki napisane przez blogerki? Podzielcie się opinią w komentarzach!

Pozdrawiam,

Ania

 

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

„Francuzki nie potrzebują liftingu” Mireille Guiliano

Francuzki nie potrzebują liftingu dowiedziałam się wiosną tego roku i z racji tego, że byłam na etapie poszukiwania odpowiedniego sposobu pielęgnacji skóry w obawie przed pierwszymi zmarszczkami, zdecydowałam się kupić tę książkę i ją przeczytać. I niestety muszę Wam się przyznać, że się rozczarowałam, ponieważ nie otrzymałam przepisu na to, jak dbać o siebie w stylu Francuzek. To, co wyczytałam, to garść wskazówek typu „moja koleżanka, która ma 60 lat opala się co roku” albo „inna koleżanka od 40 lat używa olejku arganowego”… Czyli w sumie nic ciekawego. Dlatego chciałabym Was przestrzec przed sięgnięciem po tę książkę. Może okazać się, że po prostu stracicie na nią czas i pieniądze. Nie warto, serio.

 

ad1a6-soap-1735715_1920

 

Żeby nie było, że tylko się czepiam to w tym miejscu muszę jednak zauważyć, że idea poradnika dla pań starszych niż 30-latki jest super. Ta książka jest kierowana głównie do nich. A z racji tego, że takich podręczników dla naszych mam nie ma wielu, jest to strzał w dziesiątkę. Jednak, co mam zrobić ja, 30-latka, kiedy czytam, że pani lat sześćdziesiąt parę powinna albo się opalać, albo nie i ubierać w to i w to. Nie wiem, a wskazówki na okładce nie było.

Skoro już mowa o ubieraniu się, ta książka zawiera sporo informacji o tym, jak wyglądać dobrze i stosownie do każdej okazji dla osób w wieku 50+. Listy ubrań, które powinny mieć oraz możliwe ich zestawienia – doskonałe! Do tego miniporadnik savoir vivre, też OK.

 

6f2d6-bath-balls-1617472_1920

 

 

Podsumowując, Francuzki nie potrzebują liftingu to ciekawa książka, okraszona wieloma anegdotkami z życia autorki oraz jej przyjaciółek, ale niestety nie podaje gotowych przepisów w żadnym obszarze ważnym dla kobiet, o którym pisze. Czy warto przeczytać tę książkę? Nie wiem, ja odstawię ją na półkę i wrócę do niej za jakieś 20 lat.

Autor: Mirelle Guilliano
Tytuł: Francuzki nie potrzebują liftingu
Tłumaczenie: Dorota Gruszka
Wydawnictwo: Znak Nowa Litera
Ilość stron: 536
Cena: 34,90 zł
P.S. Po więcej informacji na temat książek, zapraszam Was na moje konto na Instagramie (klik). Tam znajdziecie codziennie trochę o info o tym, co obecnie czytam.
Pozdrawiam,
Ania