Dziwna pogoda -idealnie na jesień

Joe Hill przyzwyczaił nas do literatury spod znaku fantastyki i horroru. W swoim najnowszym zbiorze przekonuje, że nie daleko pada jabłko od jabłoni. Syn wielkiego Stephena Kinga będzie jego godnym zastępcą, kiedy słynny ojciec postanowi zakończyć karierę.

Przyznaję się bez bicia już na samym początku tej recenzji: jest to moja pierwsza książka Joe Hilla, którą przeczytałam w całości. To znaczy, powinnam napisać, że jest to jego pierwsza powieść, po którą sięgnęłam. Mam po prostu zaległości czytelnicze, nie wyrabiam się z czytaniem zarówno Kinga seniora, jak i juniora. No, ale kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Szczególnie w momencie, kiedy okazało się, że Hill jest nie tylko zdolnym pisarzem, ale również utalentowanym scenarzystą. Takiej okazji po prostu nie można było nie wykorzystać.

„Dziwna pogoda” – cztery minipowieści w jednym tomie

Najnowsza książka Joe`go Hilla to nic innego jak zbiór minipowieści, których, na pierwszy rzut oka, wspólnym tematem mogą być dziwne zjawiska pogodowe, chociaż nie do końca tak jest.

„Zdjęcie” opowiada o chłopcu, a później dorosłym, który przypomina sobie o dziwnym mężczyźnie ubranym w buty -kowbojki i podróżującym przez Stany w cadillacu, robiącym zdjęcia przygodnie poznanym ludziom. Pan Polaroid, jak wkrótce nazywa go chłopiec, jest agresywnym, aroganckim bucem, który robiąc zdjęcia specjalnym aparatem, odbiera ludziom tożsamość. Po prostu zapominają o wielu wydarzeniach ze swojego życia. Jedną z jego ofiar jest Mary, kobieta, która przez wiele lat opiekowała się głównym bohaterem i która z powodów zaników pamięci nie była już tak sprawna jak wcześniej.

pf_1537778245

„Naładowany” to druga minipowieść w zbiorze. Akcja dzieje się a Stanach Zjednoczonych i opisuje rzeczywistość, w której przyszło nam obecnie żyć: zagrożenie atakami terrorystycznymi jest bardzo żywe, niekiedy strach wejść do centrum handlowego, pojawia się również kwestia zakazu lub pozwolenia na posiadanie broni i tego ile pistolet znajdujący się w niewłaściwych rękach może zrobić złego. W tej powieści dzieje się dużo, powiedziałabym bardzo dużo, jednak po jego lekturze pojawia się gorzka refleksja na temat naszego świata i Stanów Zjednoczonych jako takich (chęć posiadania dostępu do broni granicząca niemal z histerią i uzależnieniem, sytuacja bohaterów wojennych, szczególnie tych, którzy z misji wrócili kalekami). Moim zdaniem najlepszy tekst w tym zbiorze, warto go przeczytać.

„Wniebowzięty” – trzecia minipowieść i, z tego co widziałam już w innych recenzjach tej książki, najsłabsza. Również dla mnie. Tekst zawiera elementy fantastki i niestety to one sprawiają, że jest ono tak niedorzeczne, że po prostu nie chce się go czytać. Serio. Wyobraźcie sobie sytuację, w której nieprzytomnie zakochany w kobiecie facet decyduje się uhonorować śmierć chorej na raka przyjaciółki skokiem ze spadochronu i ląduje na chmurze o kształcie statku kosmicznego. Tam odkrywa, że chmura ma świadomość i może kształtować się zgodnie z życzeniami człowieka, który na niej przebywa. Facet oczywiście zażyczył sobie ukochaną utkaną z chmury… Dla mnie bez sensu, zdecydowałam się jedynie przekartkować ten tekst.

O wiele lepiej było z ostatnim w zbiorze „Deszczem”. Bardzo ciekawy utwór, dla którego podłożem była ciężka praca, rozczarowanie i rozgoryczenie. Oczywiście również zaawansowana technologia, która pozwoliła na stworzenie deszczu, w którym zamiast standardowych kropli deszczu pojawiły się ostre kryształy. Niezmiernie udany, czyta się jednym tchem, a zakończenie jest co najmniej zaskakujące. Bardzo polecam!

Ocena

Bardzo lubię opowiadania i krótsze tekstu, ponieważ po nich można poznać kunszt pisarza w budowaniu historii oraz osobowości bohaterów. Poza tym taka skondensowana forma wymaga od autora skupienia się na treści i zwięzłe opowiedzenie wydarzeń. Nie ma tu miejsca na gadulstwo, które niestety jest typowe chociażby dla Stephena Kinga – ilość słów użytych do opisania sceny jest niekiedy wręcz porażająca.

Tutaj otrzymujemy cztery minipowieści, których narracja jest zwięzła, oszczędna w słowach i sprawna. Czyta się dobrze, jest wciągająco i interesująco. Wydarzenia są realne, oddane w taki sposób, iż człowiek może uwierzyć, że coś takiego może się stać gdzieś za rogiem.

Jedynym minusem jest powieść pod tytułem „Wniebowzięty” – pomysł może jest dobry, jednak nagromadzenie elementów fantastycznych i mieszanie ich z rzeczywistymi, sama idea myślącej chmury, w moim mniemaniu sprawiły, że tekst wyszedł absurdalnie. Dla mnie za bardzo.

Ogólnie dobry zbiór ciekawych opowiadań. Warto przeczytać w jesienny wieczór.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Autor: Joe Hill
Tytuł: Dziwna pogoda
Tytuł oryginalny: Strange weather 
Tłumaczenie: Marta Guzowska
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 512
Cena: 41,90 zł

Przygody szalonej fryzjerki. Nudne? Chyba nie

Nie lubię czytać tak zwanych książek obyczajowych, szczególnie takich, które nie są skierowane do ogółu czytelników i celują w tak zwaną literaturę kobiecą. Są nudne, opisują niezbyt interesującą tematykę, itp. Poza tym zazwyczaj zawierają wątek romansowy, który dla mnie jest po prostu nudny i śmieszny.

Nie lubię romansów i do tej pory książki z zakresu tak zwanej literatury kobiecej wkładałam właśnie do tej szufladki: mało interesujących powieści o tym, w jaki sposób pan chce zdobyć panią albo na odwrót i niezbyt ciekawych przemyśliwań jednego lub drugiego na temat uczuć swoich lub drugiej strony. Z tego też powodu zazwyczaj do takich powieści podchodziłam z wielką ostrożnością, oczywiście o ile zainteresowałam się nimi na tyle, że rzeczywiście chciałam je przeczytać.

Na szczęście coraz więcej pisarek decyduje się na pisanie książek o kobietach dla kobiet, ale z humorem. Wiele jest takich powieści, gdzie wydarzenia ujmowane i opisywane są na wesoło, a same bohaterki to po prostu niezłe aparatki, którym przydarzają się prawdopodobne, ale niezwykle śmieszne przygody. Jedną z nich jest Zuzka, której perypetie opisano w niesamowicie śmiesznej książce pod tytułem „Nietrwała ondulacja, czyli rozterki fryzjerki” Małgorzaty Thiele.

Zuzka, kobieta taka jak ty

Kim jest Zuzka? Przede wszystkim matką kilkuletniego Antosia, partnerką oraz niezwykle zdolną fryzjerką, która nawet w kryzysowych sytuacjach, takich jak brak prądu w salonie fryzjerskim, potrafi sobie doskonale dać ze wszystkim radę. Chociaż może niekoniecznie… brakuje jej i jej partnerowi czasu, aby pogodzić pracę zawodową z opieką nad dzieckiem, szczególnie w momencie, kiedy obydwoje mają do przeprowadzenia ważne projekty zawodowe. Na szczęście jest jeszcze sąsiadka emerytka, która z wielką chęcią podejmuje się opieki nad chłopcem, dzięki czemu młoda matka nie musi zbyt mocno przeciążać swoich rodziców i teściów opieką nad Antosiem.

Z tego opisu można stwierdzić, że życie Zuzki nie różni się zbytnio od życia każdej przeciętnej kobiety. Próby pogodzenia pracy i opieki nad rodziną to przecież problem wielu z nas. To, co wyróżnia bohaterkę to przede wszystkim zdolność do pakowania się w kłopoty, szybkość myślenia (to nie zawsze jest dobre), ale przede wszystkim ogromny talent do fryzjerstwa. I nie da się ukryć, że to ta ostatnia umiejętność pozwala jej wykaraskać się z tarapatów, w które, przynajmniej w jednym przypadku, wpada na własne życzenie.

 

_20180909_142527
Nietrwała ondulacja.. Małgorzata Thiele

No, ale Zuzka jest także zazdrosna o swojego partnera. I wpada na genialny plan, w ramach którego postanawia go znienacka odwiedzić w pracy…

Ocena

Całość opisana jest lekkim i dosyć przystępnym językiem, dzięki czemu bardzo fajnie się tę książkę czyta. Nie jest to jedna z tych smutnych powieści obyczajowych – Zuzka jest nieco szalona i tę cechę doskonale podkreśla właśnie odpowiedni dobór słownictwa, wyrażeń. Bohaterka działa szybko i wydarzenia w powieści dzieją się dokładnie w takim tempie.

Ich ilość zresztą nie pozwala się nudzić. I biorąc pod uwagę właśnie fakt, że dzieje się bardzo dużo, bohaterowie są, nie da się ukryć, specyficzni, to wszystko sprawia, że tę książkę po prostu bardzo dobrze się czyta. No i nie sposób jej odłożyć na bok.

Podsumowując, fajne czytadło na jesienny wieczór. Bawi, rozśmiesza i wciąga tak mocno, że bardzo ciężko jest tę powieść odłożyć. Polecam, szczególnie tym, którym do literatury kobiecej nie jest zbytnio po drodze.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Autor: Małgorzata Thiele
Tytuł: Nietrwała ondulacja, czyli rozterki fryzjerki
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 260
Cena: 25,90 zł

 

Nowa Fantastyka 09 (432) 2018

Niemal na koniec września (ach te zaległości!) przychodzę do Was z recenzją obecnego numeru „Nowej Fantastyki”. Jest dobrze, ale nie idealnie.

I zacznę od tego, co niestety pochwaliłam w ostatnim wpisie na temat tego magazynu, czyli od korekty. Przy okazji tamten post możecie przeczytać klikając tutaj . Wiecie, nie chcę wyjść na czepialską, ale nie mogę zrozumieć, dlaczego nikt nie sprawdza literówek przez wysłaniem pisma do druku. Praca do ostatniej chwili? Niedbalstwo? Nie chcę nic sugerować, mnie też czasami zdarzają się potknięcia, no ale bez przesady. Żeby trzeba było domyślać się z kontekstu o co chodzi? A do tego nagminne pomijanie zaimka zwrotnego „się” w miejscach, w których był on naprawdę potrzebny.

Niestety od jakiegoś czasu pojawiają się literówki, błędy ortograficzne (komiks o Lilu i Pucie), przez co mnie „Nowej Fantastyki” nie chce się czytać. A szkoda, ponieważ wybór opowiadań jest naprawdę zacny, a recenzenci, publicyści i felietoniści dają z siebie 100%. No, ale zacznijmy od początku.

Publicystyka, recenzje, felietony

Na ogromne wyróżnienie w tym numerze zasługuje przede wszystkim Rafał Kosik i jego „Czynniki środowiskowe”, krótki tekst na temat cwaniactwa i kombinowania, którego w naszym kraju jest niestety pełno. Najgorsze, na co autor również zwraca uwagę, jest to, że nasze dzieci rosną w kulturze, której głównym przekazem jest tak zwane „jak zrobić, żeby się nie narobić” i mieć z tego niesamowite korzyści. Ani to fajne, ani uczciwe wobec innych i muszę stwierdzić, że podobnie jak Kosika, mnie również wybitnie wkurza.

Tradycyjnie wysoki poziom trzymają Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz. Ich „Elektryczny człowiek” to opowieść o tym, w jaki sposób naukowcy starali się przenieść do rzeczywistego świata ideę elektrycznego człowieka – robota, który samodzielnie się porusza i jest w pewnych kwestiach w stanie konkurować z człowiekiem, a przynajmniej w niektórych czynnościach go wyręczać.

Do tego w „Nowej Fantastyce” pojawiło się wiele recenzji powieści, doskonały tekst o Predatorze i jeszcze lepszy artykuł o wilkach i wilkołakach.

Opowiadania polskie i zagraniczne

Fajnym pomysłem, realizowanym od jakiegoś czasu, jest grupowanie większości opowiadań w numerze w serie tematyczne. Były już afrykańskie, teraz są teksty związane z edukacją. Dosyć to ciekawy zamysł i przyjemnie jest zgadywać, jaki tym razem będzie motyw przewodni.

Czytając zwróćcie szczególną uwagę na Martę Malinowską i jej „Egzaminy” – opowiadanie o magii, jej adeptkach i wykorzystaniu zaklęć w kradzieżach. Okazuje się, że maginie to nie zimne istoty, którym daleko do ludzkich uczuć…Bardzo ciekawie czyta się również „Plato” Tomasza Kaczmarka o świecie, w którym najwyższą kastą są aniołowie, a ludzie, dzięki odpowiedniej tresurze w szkole, mogą być jedynie ich sługusami.

Z działu zagranicznego mogę śmiało polecić Naomi Novik i jej opowiadanie o jednym z najbardziej znanym smoków w fantastyce: Temerarire. Jest naprawdę świetne! Do tego jeszcze „Oświecenie” Matthew Mathera – dawno nie czytałam tekstu, który sprawiłby, że przy naprawdę obrzydliwych opisach wyprodukowałabym coś więcej niż „hmmm”. Tutaj scena z oczami jest naprawdę…poruszająca.

Ocena

Z racji tego, co napisałam na samym początku ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że opowiadania są super.

pf_1537442662

Uczysz się języków? Wykorzystaj te pomoce!

Uczenie się języków obcych już dawno wykroczyło poza klasę w szkole językowej. Obecnie mamy możliwość skorzystania z tak wielu pomocy językowych, że lekcje z nauczycielem stają się jedynie dodatkiem do samodzielnej pracy. Ale nie tylko.

Oczywiście lekcje na kursie językowym pozwalają przyswajać materiał w odpowiednim tempie, a pomoc nauczyciela lub lektora sprawdza się w przypadku, kiedy nie mamy pewności co do zakresu wykorzystania danej struktury gramatycznej, wyeliminowania błędów, a także nauki płynnego mówienia w danym języku.

Jednak takie kwestie jak uczenie się słówek lub zwrotów lub ćwiczenie czytania lub rozumienia ze słuchu możecie ćwiczyć samodzielnie z wykorzystaniem wielu pomocy. Ze względu na to, że najwięcej takich rzeczy jest dostępnych dla uczących się angielskiego, pokażę je właśnie na tym przykładzie. Niemniej jednak wiele ze źródeł będzie do wykorzystania również w przypadku innych języków.

Te pomoce wykorzystaj w uczeniu się języków

1.Czasopisma dla uczących się języków obcych

Na obecną chwilę mamy kilka czasopism przeznaczonych dla uczących się języków. Dostępne wersje językowe to: angielski (ogólny i biznesowy), niemiecki, włoski, hiszpański, rosyjski. Magazyny, o których piszę tutaj wydawane są przez wydawnictwo Colourful Media, a ich zaletą jest to, że na samym dole strony znajduje się słowniczek z wytłumaczonymi co trudniejszymi słówkami i fonetyczny zapis ich wymowy. Jest to bardzo przydatne, ponieważ nie trzeba odrywać się od lektury w poszukiwaniu słownika.

Na rynku pojawiła się także gazeta Newsweek Learning English, która, jak mi się wydaje, zawiera przedruki artykułów z anglojęzycznych wydań tygodnika, jednak dopasowanych do poziomu czytających. W jednym numerze możecie zatem natrafić na teksty o poziomie B2, C1, itp. Nie ma w nim słowniczka, jest to po prostu gazeta.

Ja osobiście skłaniam się do korzystania raczej z pierwszej opcji – artykułów ze słowniczkiem, ponieważ mogę je z powodzeniem wykorzystywać również w trakcie lekcji. Co do drugiej gazety, zarówno w mojej opinii, jak i niektórych z moich uczniów, jest to alternatywa dla kogoś, kto zna język w dosyć dobrym stopniu.

2. Filmy z napisami w obcym języku

Tak, chodzi mi o normalne filmy, które ogląda się w kinie lub na DVD z oryginalną ścieżką dźwiękową. Chodzi o to, że języka używa się zazwyczaj w miejscach, w których jest szmer, hałas, ktoś coś powie szybciej, wolniej, niewyraźnie, itp. Czyli zupełnie inaczej niż w warunkach klasy, gdzie puszcza się czyste nagranie, tekst czytany przez lektora o świetnej dykcji i idealnym akcencie. To oczywiście się zmienia, ponieważ twórcy kursów językowych też już to zauważyli i lektorzy mają możliwość wykorzystywania nagrań wziętych na przykład z ulicznej sondy. Filmy jednak pozwalają na wykształcenie rozumienia w nieco bardziej rzeczywistych warunkach. Dodatkowo uczymy się w trakcie rozrywki, a poza tym zawsze możemy zobaczyć, ile treści nie jest tłumaczone i czytane przez lektora, a to też duża frajda.

Ja w trakcie uczenia się mojego pierwszego języka obcego, angielskiego, oglądałam filmy z napisami w dwie strony, tzn. angielskie filmy zawsze z napisami po angielsku. Wtedy o wiele łatwiej było zrozumieć, co mówią aktorzy. Korzystałam również z opcji TV Polonia, w której polskie filmy były tłumaczone na angielski i to też było bardzo ciekawe.

3. Książki w obcych językach dla uczących się

Tę pomoc opisałam już w osobnym wpisie pod tytułem „Czytaj książki w oryginale”  (Klik!). Są bardzo pomocne, ciekawe i coraz bardzie popularne. Co do gatunków literackich najwięcej jest obecnie kryminałów, ale widziałam już także horrory, romanse i klasyka.

W zależności od Waszych preferencji i tego, jaki jest poziom języka, możecie skorzystać z pozycji napisanych całkowicie w obcym języku ze słowniczkiem na marginesach lub z opcji dwujęzycznej: jedna strona w polskim, druga – w obcym.

Jeśli jednak czujecie się na siłach czytać powieści w oryginale, jest to oczywiście bardzo dobry pomysł 🙂

4. Facebook i YouTube

I na Facebooku, i na YouTubie macie możliwość skorzystania z materiałów przygotowanych przez lektorów i nauczycieli danego języka właśnie dla uczących się. Dodam jeszcze, że w przypadku tych mało popularnych w Polsce (np. fiński, którego uczę się właśnie za pomocą YouTube, Facebooka i kursów internetowych), jest to jedna z niewielu lub jedyna możliwość nauki samodzielnej.

Filmiki pozwalają prześledzić i przećwiczyć wymowę, grafiki – nauczyć się nowych słówek, a komiksy to relaks, zabawa i nauka w jednym. Bardzo fajne w nich jest to, że wszystkie te opcje pozwalają nam na codzienny kontakt z językiem (pamiętacie pewnie siebie mówiących, że nie macie nawet chwili, żeby pouczyć się słówek?) w trakcie scrollowania postów na Facebooku.

To tyle. Dajcie znać, jakie metody wykorzystujecie i jak z nich korzystacie.

Pozdrawiam,

Ania

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Ostatnia dziewczyna. O mojej niewoli i walce z Państwem Islamskim Nadia Murad, Jenna Krajeski

Po dosyć długiej nieobecności z powodu niekończącej się choroby wracam do Was z kolejną recenzją. Książka, jak na wakacyjne klimaty i sytuację zdrowotną, była zaskakującym wyborem i ciężką lekturą. Mimo to udało mi się ją przeczytać dosłownie w dwa dni.

Nie tak dawno na moim profilu na Instagramie pisałam o tym, że coraz bardziej wciągają mnie dokumenty i książki oparte na faktach. Dlatego w momencie, w którym zobaczyłam udostępnioną do ściągnięcia książkę „Ostatnia dziewczyna…”, zdecydowałam się ją przeczytać. Jak już wspomniałam na wstępie jej lektura zajęła mi dwa dni i nie był to bynajmniej czas stracony. Raczej okres pełen przerażenia i niedowierzania. Zaraz opowiem Wam dlaczego.

Nadia Murad i jej historia

Książka to wspomnienia z niewoli i walki Nadii Murad, jezyckiej działaczki, z Państwem Islamskim. Dziewczyna pochodzi z Kaudżu, miejscowości znajdującej się w Iraku. W momencie, w którym cały region został opanowany przez ISIS jej wioskę zlikwidowano: wszyscy mężczyźni zostali zabici, podobnie jak starsze kobiety, natomiast te młodsze i dziewczyny, zostały porwane. Stały się niewolnicami seksualnymi, które, zgodnie z przestrzeganym przez bojowników prawem, mogły być odsprzedawane, gwałcone i traktowane jak rzecz, nie jak człowiek. O tym zresztą Nadia wspomina w swoich wspomnieniach wielokrotnie.

Murad podjęła dwie próby ucieczki. Pierwsza z nich skończyła się właściwie zanim się zaczęła: zauważył ją jeden ze strażników. Została za to brutalnie ukarana. Druga próba okazała się sukcesem. Obecnie Nadia Murad jest działaczką społeczną, współpracuje również z ONZ jako ambasadorka dobrej woli do spraw ofiar handlu ludźmi, jeździ po świecie z wykładami i odczytami, w ramach których opowiada swoją historię. Robi to po to, aby, jak sama zauważyła na końcu swojej książki, zostać „ostatnią dziewczyną, której bojownicy wyrządzili krzywdę” (przepraszam, zdradziłam Wam zakończenie).

Książka napisana wraz z Jenny Krajeski

To nic innego jak wspomnienia z życia przed i po likwidacji wioski, w której spędziła dzieciństwo. Niezbyt bogate, jednak spędzone w otoczeniu rodziny, współwyznawców jezydyzmu, ale za to pełne zrozumienia, miłości i wsparcia ze strony najbliższych.

Wspomnienia podzielone są na trzy części. Pierwsza z nich opisuje życie mieszkańców Kaudżu i innych miejscowości przed przejęciem obszaru przez bojowników. Murad opisuje nieciekawą sytuację rodziny, jak i swojego narodu – wyszydzanego z powodu inności religii i zwyczajów. Dużo miejsca poświęca również wyjaśnieniu niepokojów związanych z coraz bardziej zacieśniających się wpływów ISIS w regionie i braku chęci pomocy ze strony irackiej policji. Kończy się w momencie wkroczenia bojowników do wioski.

photofacefun_com_1536735918

Druga część, ta najbardziej tragiczna, to opowieść o tym, co stało się z nią, jej kuzynkami i siostrami w niewoli. Murad wspomina targi niewolnic, sposób zakupu dziewczyn oraz rejestrowanie „małżeństw” w urzędach (to one oficjalnie pozwalały na gwałcenie i przetrzymywanie jezydek) oraz zmuszanie do przechodzenia na islam. Wreszcie to tutaj można było dowiedzieć się, w jaki sposób mężczyźni traktowali te kobiety, znęcali się nad nimi i jak wyglądało życie mieszkańców -muzułmanów podczas okupacji.

Ostatnia część mówi o tym, co wydarzyło się już po ucieczce Murad z niewoli. Także o tym, w jaki sposób udało jej się przedostać na terytorium Kurdystanu, zamieszkać w obozie dla uciekinierów, wyjechać do Niemiec i zacząć działalność, której poświęca się do dzisiaj. Opisuje tutaj również losy tych członków rodziny, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, którym udało się przeżyć.

Ocena

Trudno jest oceniać czyjeś wspomnienia. Wydaje mi się, że w przypadku takich książek jak ta, treść nie może podlegać werdyktom i krytykom. Mogę jedynie przeczepić się do strony językowej, ale tutaj również wszystko jest bez zarzutu. Po prostu otrzymujemy wstrząsającą historię, dobrze napisaną, przetłumaczoną oraz zredagowaną. Bardzo podoba mi się to, że została ona opatrzona wstępem autorstwa Amal Clooney, której kancelaria mocno zaangażowała się w doprowadzenie przed sąd wszystkich osób odpowiedzialnych za ludobójstwo jezydów.

Warto przeczytać tę książkę, szczególnie jeśli wydaje się nam, że świat jest spokojny i po II wojnie światowej ludzie zmądrzeli na tyle, żeby nie doprowadzić do eksterminacji całych grup ludzi. Być może tutaj w Europie, w Stanach i innych częściach pierwszego świata tak jest. Jednak nie wszędzie jest spokojnie.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Autor: Nadia Murad, Jenny Krajeski
Tytuł: Ostatnia dziewczyna. O mojej niewoli i walce z Państwem Islamskim
Tłumaczenie: Magdalena Koziej
Wydawnictwo: Prószyński Media
Liczba stron: 380
Cena: 36,99 zł

Sexy Bastard, czyli seria romansów z momentami

Ten wpis jest dowodem na to, że gusta zmieniają się z wiekiem. Zaczęłam czytać literaturę tak zwaną kobiecą, czyli napisaną dla pań przez panie. Na razie taką z momentami 🙂

Na serię Sexy Bastard natknęłam się w trakcie tegorocznych wakacji, kiedy nudziło mi się tak bardzo, że postanowiłam przeczytać wszystko, co mi się nawinie. Nie powiem, że straciłam czas, ponieważ większość z tych książek jest rzeczywiście interesująca, jednak nie da się ukryć, że pojawiło się kilka niewypałów. Koło Sexy Bastard „chodziłam” około tygodnia, ponieważ podejrzewałam, że książka z półgołym mężczyzną na okładce nie może mieć w sobie nic interesującego. Bardzo dużo się nie pomyliłam, ale ocena zależy od tego, czego spodziewacie się po tego typu lekturze.

Seria książek

Seria pod wspólnym tytułem Sexy Bastard została napisana przez amerykańską autorkę Eve Jagger. Gatunkowo umieszcza się ją w kategorii literatury erotycznej, ale niekiedy romansu (wystarczy spojrzeć na różne strony internetowe księgarni, żeby zobaczyć takie rozróżnienie). Całość jak na razie obejmuje cztery tomy:

  1. Sexy Bastard Tom 1 Hard
  2. Sexy Bastard Tom 2 Cash
  3. Sexy Bastard Tom 3 Knox
  4. Sexy Bastard Tom 4 Jackson

Wspólny tytuł odnosi się do tak zwanego Klubu Seksownych Drani, mężczyzn, którzy z różnych powodów uznali, że nie zależy im na stałych związkach z kobietami, a wolą jedynie przygodne spotkania z kochankami na jedną noc. Ale, i to jest wspólny element dla wszystkich powieści, spotykają kogoś, kto okazuje się idealnym przeciwnikiem: kobiety piękne, inteligentne, szanowane w środowisku, z pasjami, a przede wszystkim namiętne i niechętne stałym związkom. Ponieważ to od seksu zaczyna się zaangażowanie pomiędzy dwoma stronami.

 

3

 

Oczywiście, nie muszę wspominać, że dranie są niezwykle seksowni, wykonują zawody, które pozwalają im zarabiać ogromne pieniądze i są bardzo sprawnymi kochankami. Nie da się tutaj w końcu ukryć, że w tych powieściach chodzi przede wszystkim o długie opisy seksualnych ekscesów. Na szczęście zróżnicowane 🙂

Ocena

No tak, nie mogę ukrywać, że nie jest to literatura najwyższych lotów. Wszystkie powieści oparte są na tym samym schemacie, którego podstawy są budowane na podstawie słynnej serii o Greyu. Na szczęście nie ma aż tak wielu podobieństw, żeby całość stała się nieznośna i nie do czytania. Każda z części opowiada o romansie jednego z seksownych drani i okoliczności znajomości są różne, to jest wielki plus. Dzięki temu rzeczywiście te książki czyta się z ciekawością.

Niemal połowa każdej powieści to sceny seksu. Opisane dosyć soczystym językiem. Podejrzewam, że tłumacz lub tłumaczka mieli niezłą zabawę z ich tłumaczeniem na polski. Wszystkie opisy czyta się ciekawie, sytuacje są różnorodne i nie zawierają przemocy. Ogólnie ok.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to nieco wulgarny język. No, ale używanie takiego słownictwa w momentach, które go nie wymagają staje się coraz bardziej powszechne. Szczególnie w czasach, w których niewiele rzeczy już nas szokuje. Dodatkowo czwartej części zdecydowanie przydałaby się lepsza korekta – literówek tutaj bez liku.

Podsumowując, ogólnie fajna seria dla osób, które lubią poczytać sobie nieco bardziej pikantną literaturę o ludziach, którzy mają sporo pieniędzy i niewiele problemów. Czyta się szybko, ponieważ akcja, tak jak numerki, jest szybka. Ot, cztery książki na cztery dni urlopu 🙂

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Autor: Eve Jagger
Tytuł: Sexy Bastard
Tytuł oryginalny: Sexy Bastard
Tłumaczenie: różni tłumacze
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 220-280
Cena: ok. 40 zł każda

Wyśniona jedenastka, czyli intryga ze sportem w tle

Nie tak dawno zostałam poproszona o przeczytanie powieści pod tytułem „Wyśniona jedenastka” Pawła Fleszara. Zaciekawiona połączeniem sportu i morderstwa, oddałam się lekturze. Co z tego wynikło?

Wyobraźcie sobie taką sytuację: razem ze swoim ukochanym/ukochaną znajdujecie w krzakach trupa. Potem, z ciekawości jednego z was, zaczynacie drążyć sprawę, która kończy się…wiele lat potem wyścigiem samochodowym i nieustanną obecnością gangsterów za plecami. Mało fajne, szczególnie w momencie, kiedy jest się dziennikarzem sportowym – osobą publiczną, która musi pokazywać się wśród ludzi… Tak mniej więcej zaczynają się pierwsza i druga część kryminału „Wyśniona jedenastka”. Co dzieje się dalej, o co chodzi z tą jedenastką i czy złoczyńców uda się pokonać? Żeby dowiedzieć się z lektury tej książki. Możecie ją ściągnąć w formie e-booka pod tym linkiem http://sportkrakowski.pl/wysniona-jedenastka-e-book/ (klik).

 

pf_1534842384

Dlaczego polecam tę książkę?

Powodów jest wiele, a ja wymienię jedynie trzy:

  1. Wartka akcja – tę książkę naprawdę bardzo fajnie się czyta i mówię to ja, osoba, która strasznie nie lubi czytać z ekranu, szczególnie tabletu. Jednak od drugiej części wydarzenia następują po sobie tak szybko, że nie można przestać czytać.
  2. Ciekawi bohaterowie – nie znam świata sportu, dlatego jego przedstawiciele są dla mnie niezwykle ciekawymi osobowościami. A tutaj mamy do czynienia chociażby z reporterem sportowym Maćkiem, jego kolegami z redakcji oraz niezliczonymi sportowcami. Dla mnie super!
  3. Mistrzowskie opisy polskiej rzeczywistości sportowej – chodzi tutaj nie tylko o relacje z meczów, ale również o codzienność w redakcji gazety, świat sportowców oraz tego, co robią po meczach. Muszę przyznać, że te części książki, które związane są z różnymi dyscyplinami sportowymi czyta się najlepiej. Są ciekawe, akcja toczy się naprawdę szybko. Z pozostałym, szczególnie tymi kryminalnymi, bywało różnie.

Sięgnijcie po tę książkę, jeśli kręci Was sport i afery w tle. Mnie się podobało.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Autor: Paweł Fleszar 
Tytuł: Wyśniona jedenastka
Liczba stron: 404

 

Całe lato bez Facebooka

Możliwe? Wydawałoby się, że nie, ponieważ szczególnie to medium społecznościowe na stałe wpasowało się w nasze życie. Jednak bohaterka książki „Całe lato bez Facebooka” została zmuszona właśnie do takiej zmiany trybu życia nie na dwa miesiące, ale całe pięć lat!

Książką tego lata ogłoszono powieść z pogranicza prozy humorystycznej, suspensu i literatury kryminalnej pod tytułem autorstwa Romaina Puértolasa. Jak przystało na takie połączenie gatunków, miało być wesoło, zaskakująco i nie do końca sensownie. I jest. Chyba.

Kilka słów o autorze

Romain Puértolas to francuski pisarz, który znany jest przede wszystkim ze względu na swoją pierwszą książkę „The Extraordinary Journey of the Fakir Who Got Trapped in an Ikea Wardrobe”. Powieść ta została przetłumaczona na wiele języków, a czytelników znalazła w 36 krajach. Tylko we Francji dostała się na listę bestsellerów. W 2015 roku na rynku ukazała się „The Little Girl Who Swallowed A Cloud As Big As The Eiffel Tower”. Teraz Wydawnictwo Sonia Draga oferuje nam jego kolejną książkę, czyli właśnie „Całe lato…”.

 

pf_1534321087

Opowieść

Główną bohaterką powieści jest czarnoskóra, ogromna (w dosłownym znaczeniu) policjantka, Agatha Crispies, która dyscyplinarnie zostaje przeniesiona do Nowego Jorku w stanie Kolorado – miasta, w którym nie ma zasięgu telefonii komórkowej i Internetu. Nie ma również za bardzo co robić, ponieważ mieścina jest tak mała i nic nie znacząca, że policjanci organizują na komisariacie kółka zainteresowań: szydełkowania, klub książkowy, itp. a komendant notorycznie w godzinach pracy urywa się na ryby.

Ale w pewnym momencie tej sielanki dzieje się coś niepokojącego. Otóż w sąsiednim mieście zostaje popełnione morderstwo, a porucznik Agatha Crispies postanawia zająć się sprawą. Znalezienie ciała powoduje cały szereg innych wydarzeń, mniej lub bardziej pozytywnych, ale zawsze okraszonych cytatami z klasycznych pozycji literatury i niekiedy śmiesznymi powiedzonkami samej bohaterki.

Ocena

Cóż, czytając tę książkę byłam bardzo zainteresowana tym, co wydarzy się dalej. Początek jest naprawdę wciągający i ciekawy. Otóż Agatha to jedna z tych kobiet, które pomimo ewidentnych mankamentów urody, ze swoją tuszą i upodobaniem do czekoladowych pączków nie przystaje w żaden sposób do współczesnych kanonów urody, jest we własnym mniemaniu najbardziej kuszącą istotą na świecie. Taka pewność siebie połączona z erudycją i ogromną wiedzą o literaturze daje naprawdę interesującą mieszankę. Jednak wraz z rozwinięciem historii pojawia się znużenie tą wiecznie buńczuczną i, nie ukrywajmy, egoistyczną postawą wpadającej niekiedy w samouwielbienie bohaterki. Tak zachowują się osoby, które nie potrafią poradzić sobie z nadmiarem kompleksów lub są niedojrzałe. A Agatha Crispies zdecydowanie sprawia takie wrażenie.

Poczucie obciachu pojawia się gdzieś w połowie książki i niestety pozostaje z czytelnikiem do końca. Dosyć głupie żarty oparte na stereotypach o otyłych Amerykanach, przygłupich murzynach (przepraszam!) i durne przytyki do Polaków -zaczyna się od nazwisk, chociaż ten fragment mógł jeszcze uchodzić za śmieszny, ale potem pojawia się obraz niedouczonego, niepotrafiącego sklecić porządnego zdania po angielsku brudasa (serio!) i przygłupa.

pf_1534321262

No nie tak wyobrażałam sobie idealną lekturę na lato.

Właściwie muszę przyznać, że nie rozumiem konstrukcji tej książki. Informacje na temat literatury, niczym wyciągnięte z encyklopedii lub jakiejś innej Wikipedii w formie przerywników mają za zadanie co? Opóźnić akcję? Czy może autor nie mógł zdecydować się, czy przeprowadzić regularny wykład z historii literatury, czy może pójść w stronę nonsensu całej wymyślonej przez siebie książki. W połączeniu wyszło takie nie wiadomo co, a wstawki historyczne irytują i psują ewentualną radochę z lektury.

Podsumowując, ta książka jest dziwna, nonsensowna, miejscami śmieszna, ale w większości żenująca. Poziom żartów opartych na stereotypach jest niski i mimo że początkowo wywołują one śmiech, w większej ilości, czyli tak po około 150 stronach tej powieści, robią się niesmaczne. Czy warto zakupić tę pozycję? Może w promocji, za pełną cenę nie jest warta Waszych pieniędzy i czasu.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Autor: Romain Puértolas 
Tytuł: Całe lato bez Facebooka
Tytuł oryginalny: Tout un été sans facebook
Tłumaczenie: Maria Zawadzka
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 400
Cena: 37 zł 

 

Subiektywna lista lektur- podsumowanie lipca

W lipcu udało mi się przeczytać kilka bardzo ciekawych i godnych polecenia książek. Niektórym z nich poświęciłam zresztą osobne wpisy na blogu. Inne czekają na swoją minirecenzję.

Te pozycje, które opisałam w osobnych recenzjach to:

pf_1532851525

pf_1531900065

Bardzo polecam obydwie książki. Z pewnością spędzicie z nimi długie godziny i dowiecie się interesujących rzeczy. No, ale poza nimi przeczytałam jeszcze troszkę.

Co jeszcze znalazło się na mojej liście?

  • Unf*ck yourself. Napraw się Gary John Bishop

Poradnik na temat tego, w jaki sposób można naprawić swoje życie i zacząć żyć pełną piersią. A przynajmniej przestać przejmować się rzeczami, na które nie ma się wpływu. Przyznam się Wam, że teoretycznie ta książka nie powinna pojawić się w tym zestawieniu, ponieważ przeczytałam jedynie 20 stron tego dzieła. Hmmm, być może później jest bardziej odkrywcza, ale mnie porady w stylu „nie lubisz swojej pracy to ją zmień” jakoś nie skłaniają do odmiany stylu życia. Nie licząc oczywiście tego, że są strasznie oklepane.

pf_1534060812

 

  • Zanim pozwolę Ci wejść Jenny Blackhurst

Wiedzieliście, że psycholodzy mogą mieć problemy ze sobą? Jeśli nie, to ten kryminał jest dla Was idealną lekturą. Trzyma w napięciu niemal do samego końca, do ostatnich linijek. Powieść opowiada o grupie trzech przyjaciółek, które próbują radzić sobie z przeszłością i teraźniejszością: jedna z nich została zgwałcona, co rzutuje na jej stosunek do mężczyzn, druga wychowuje dwójkę dzieci, a trzecia – pnie się po szczeblach kariery w poradni psychologicznej i sypia z żonatym facetem. Polecam bardzo.

  • Styl życia zero waste Amy Korst

Hmmm, na samym początku tego wpisu powinnam była uprzedzić Was, że tym razem uwzględnię także książki, które bardzo, ale to bardzo starałam się przeczytać i w ich dokończeniu nie przeszkodziły mi piekielne upały, ale ich bezsens i infantylizm. Niestety ładna okładka nie zawsze wskazuje na to, że zawartość książki będzie równie ciekawa. No i niestety tak jest także w przypadku poradnika Amy Korst, którego lekturę zakończyłam po jakiś 30 stronach (znów!). Tak, wiem, te poradniki pisane są dla Amerykanów, to jest inna kultura i inne podejście do gospodarowania odpadami. Ale to nie oznacza, że ktoś musi mi tłumaczyć tak podstawowe sprawy, jak fakt, że kartki papieru można użyć z dwóch stron. Nie i jeszcze raz nie, a szkoda, bo temat jest nośny i w obecnych czasach bardzo ważny.

pf_1534060685

To tyle. Pochwalcie się w komentarzach, jakie książki przeczytaliście w ubiegłym miesiącu 🙂

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Profil mordercy Paul Britton

Z pewnością wielu czytelników kryminałów zastanawia się, jak dokładnie wygląda praca śledczych i profilerów. Czy jest tak fascynująca i pełna zagadek jak w książkach? O tym, jak dokładnie wygląda współpraca psychologa-profilera z policją opowiada Paul Britton, jeden z najbardziej znanych profilerów w Wielkiej Brytanii.

Paul Britton to psycholog, który na podstawie dostarczonych mu przez policję dowodów potrafi bardzo dokładnie stworzyć portret psychologiczny mordercy. Dzięki doskonałej znajomości ludzkiej psychiki i zamiłowaniu do poszukiwania szczegółów, jego praca pozwoliła na złapanie wielu morderców i gwałcicieli, którzy polowali na swoje ofiary w różnych częściach Wielkiej Brytanii. Ponadto położył podwaliny pod zawód, etykę pracy oraz możliwości kształcenia przyszłych profilerów w swoim kraju. Jednak przede wszystkim znany jest z tego, że może bardzo trafnie opisać to, co dzieje się w głowach wszystkich tych, którzy decydują się popełnić przestępstwa. Nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o wspomniane już przeze mnie grupy złoczyńców, ponieważ jest w stanie także rozpoznać to, co dzieje się w głowie kobiety porywającej dziecko. To jest naprawdę niesamowite. I fascynujące.

Jak to się wszystko zaczęło?

Od niesamowitej chęci zdobycia wyższego wykształcenia. Paul Britton zaczął studiować psychologię po tym, jak ożenił się i został ojcem. To wymagało od niego zakuwania po nocach i szukania możliwości zapewnienia bytu swojej rodzinie. Krótko po tym, jak został przyjęty na studia, zdał sobie sprawę, że poznawanie tajników ludzkiego umysłu jest niesamowicie ciekawe. No i został psychologiem. To tak w skrócie 🙂

Z pewnością rozwijałby swoją karierę terapeuty, gdyby nie prośba od policji, która próbowała złapać sprawcę brutalnego morderstwa. Udało się, Britton wszedł w buty mordercy i stworzył doskonały profil psychologiczny. Później pojawiały się kolejne prośby, następne sprawy i profile, które profiler wykonywał za darmo, często poświęcając czas wolny, który mógłby podarować chociażby swojej żonie lub dwójce dzieci. Na szczęście dla niego, domownicy byli w tej kwestii wyrozumiali i rozumieli, że mąż i ojciec robi coś naprawdę istotnego.

Zawód profilera 

Już bez czytania tej książki można wyobrazić sobie, że ta praca to nie jest bułka z masłem. Wymaga nie tylko ogromnej wiedzy psychologicznej, poznania wszelkich brudnych sekretów innych ludzi, ale również oglądania ciał ofiar. Jak pisze autor:

„nie jest łatwo zapomnieć o krwawych wspomnieniach i patrzeć w oczy osobie, która popełniła podobne przestępstwo lub którą podnieca sama myśl o nim”*

oraz

„Oglądanie zdjęć bądź samych miejsc zbrodni ma fatalny wpływ na osobowość. Równie poruszające jest słuchanie sprawcy, który przypomina sobie najstraszniejsze czyny i fantazje oraz uświadomienie sobie, jaką niesamowitą przyjemność mu sprawiają”.*

Zawód nie jest prosty, sam Britton pod koniec swojej książki wspomina o tym, że praca dla policji nad tymi najtrudniejszymi sprawami sprawiła, że niekiedy nie potrafi już cieszyć się z najprostszych rzeczy, które normalnie każdemu sprawiają radość, na przykład z powodu pięknej pogody lub wycieczki za miasto. Zawsze w głowie pozostaje myśl, że gdzieś tam jest jakiś człowiek, który realizuje lub planuje urzeczywistnić swoje brudne fantazje.

Oczywiście do tego dochodzi jeszcze ogromna odpowiedzialność. Jeśli profiler pomyli się, będzie miał na sumieniu czyjeś życie i narazi go na utratę wszystkiego, co ważne w życiu: rodziny, dobytku, dobrego imienia itp. To wszystko sprawia, że, jak pisze autor, przygniata go to wszystko ogromnym brzemieniem. Jak dużym, jesteśmy w stanie jedynie się domyślać.

„Profil mordercy” 

Książka opisuje kilka wybranych przez Brittona spraw, nad którymi pracował we współpracy z różnymi wydziałami policji brytyjskiej. Większość z nich związana jest z morderstwem lub gwałtem, jednak pojawiają się również takie przypadki jak: zastraszanie i żądanie okupu od dużych przedsiębiorstw oraz, wspomniane już wcześniej, porwanie dziecka. Wszystkie z nich to sprawy trudne, w których potrzeba jest stworzyć profil sprawcy po to, aby móc go zidentyfikować i złapać. Niekiedy trzeba wręcz uciekać się do podstępów po to, aby móc wyciągnąć przyznanie się do winy od podejrzanego. Pomoc psychologa pomaga zrobić wszystko we właściwy sposób i osiągnąć zamierzony cel.

Ogromną zaletą tej książki jest fakt, że autor przedstawia sposób, w jaki pracuje nad stworzeniem profilu psychologicznego i przedstawia wyniki swoich przemyśliwań czytelnikowi. Dzięki temu można dowiedzieć się, na jakich podstawach podejrzewa się konkretną osobę i jak mały, nawet najdrobniejszy szczegół, może posłużyć specjaliście do opisu charakteru, poczynań lub motywacji podejrzanego. To wszystko jest niesamowicie interesujące i pokazuje, że niekiedy nieświadomie pozostawiamy ślady, które można w jednoznaczny sposób zinterpretować i ocenić nasze zachowanie.

Mimo że jest to dosyć gruba pozycja, czyta się ją bardzo szybko ze względu na sposób, w jaki poszczególne historie zostały opisane. W książce nie ma miejsca na mnóstwo skomplikowanej terminologii, jest to beletrystyka, nie podręcznik psychologii, a wybrane przypadki i przytoczone opisy pracy nad nimi przedstawione są w sposób jasny i zrozumiały dla laika. Jedna rzecz, która bardzo mi się podobała to to, że książka napisana jest konkretnym językiem. Autor nie wykorzystuje kwiecistych porównań i zbyt długich opisów z nadmiarem przymiotników. Po prostu konkret i tyle.

Ocena

Polecam tę książkę wszystkim osobom, które są zainteresowane pracą profilera, żeby mogły dowiedzieć się z pierwszej ręki, jak wygląda ten zawód. Jest to również dobra pozycja dla fanów thrillerów i kryminałów, ponieważ pozwala zobaczyć, jak to jest w rzeczywistości, kiedy człowiek musi stawić czoła okropnej zbrodni. Dodatkowo będzie to także gratka dla wszystkich tych, którzy są zainteresowani psychologią i próbują zrozumieć, skąd bierze się w ludziach skłonność do okrucieństwa.

Naprawdę warto!

* cytaty pochodzą z książki

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Autor: Paul Britton
Tytuł: Profil mordercy
Tytuł oryginalny: The Jigsaw Man
Tłumaczenie: Przemysław Kiliński
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 530
Cena: 44,90 zł 
pf_1532851525