KSIĄŻKA TYGODNIA: Babka z zakalcem Alek Rogoziński

Advertisements

Uwaga, uwaga! Podejście do komedii kryminalnej nr 2. Tym razem zdecydowałam się na nowość ostatnich dni, czyli właśnie Babkę z zakalcem, którą napisał Alek Rogoziński. Zobaczmy, czy warto.

Nie tak dawno temu, w te wakacje, pokusiłam się o wypróbowanie nowego gatunku literackiego, czyli komedii kryminalnej. Jeśli nie pamiętacie to przypomnę, że mój wybór padł na ówczesną nowość, powieść Iwony Banach pod tytułem Głodnemu trup na myśli. Jej recenzję możecie przeczytać tutaj

Przeczytaj także: Komedia kryminalna-czy to może się udać?

I po tej lekturze nie byłam jakoś niesamowicie zadowolona i zainteresowana dalszym obcowaniem z tym gatunkiem. Raczej odwrotnie – nie był to zbyt dobry przedstawiciel, a przynajmniej nie książka, od której powinno się zaczynać. Jednak stwierdziłam, że spróbuję jeszcze raz. Być może po prostu źle dobrałam sobie autora. No i właśnie w taki sposób przesłuchałam Babkę z zakalcem Aleka Rogozińskiego.

Fabuła

Luiza Mirska to gwiazda telewizyjnych show kulinarnych i bardzo prężna przedsiębiorczyni. Ma jednak swoje lata i czuje, że właśnie nadszedł czas na to, aby przekazać stery w swoim imperium w nieco młodsze ręce. Problem w tym, że kiedy bierze pod lupę każdą osobę ze swojej rodziny, okazuje się, że każdy z nich ma na sumieniu jakieś przestępstwo. Do tego jeszcze w trakcie imprezy z okazji sześćdziesiątych urodzin Mirskiej dochodzi do morderstwa, a każdy z obecnych staje się podejrzanym. Tak się bowiem składa, że wszyscy zebrani mają motyw i okazję do tego, aby dołożyć swoje co nieco do babeczki z lukrem.

Moja ocena

Za książkę: treść oraz sposób realizacji wystawiam wysoką ocenę, czyli pięć i pół w sześciostopniowej skali. Podobała mi się intryga, sposób doboru bohaterów oraz niesamowite poczucie humoru autora. Zacznijmy jednak od początku.

Intryga, wokół której zbudowano historię jest bardzo ciekawa. Mamy do czynienia z kobietą, która ogromną część swojego życia poświeciła na budowanie rodzinnego imperium. Udało się jej to kosztem życia prywatnego. W tej ostatniej sferze nie wszystko jej się udało, mimo iż dochowała się gromadki dzieci. Tak się składa, że równie nieidealnych jak ona… Pewnego dnia, kobieta decyduje się na przeniesienie władzy w firmie w ręce kogoś innego, ale okazuje się, że nie za bardzo jest komu, ponieważ jej bliscy to, delikatnie mówiąc, leserzy albo nieudacznicy. Jest również pewna tajemnica z przeszłości, która także daje o sobie znać w tak niefortunnym momencie. To właśnie ten sekret stanowi podstawę bardzo ciekawie zawiązanej intrygi.

Co do bohaterów

Co nieco wspomniałam już wcześniej. Jednak nie napisałam o tym, że są to osoby, które każdy z nas mógłby spotkać w swoim otoczeniu. Ich rysy charakterologiczne są niezwykle dobrze skonstruowane, co sprawia, że bohaterowie wydają się być ludźmi z krwi i kości. Do tego dochodzi świat telewizji i celebrytów, w którym niektórzy z nich zostali wymienieni z imienia i nazwiska, a kilku z nich zmieniono personalia w taki sposób, żeby można było się łatwo domyślić, o kogo chodzi. Wszystkie te zabiegi sprawiają, że to wrażenie, iż ci ludzie są prawdziwi, jest jeszcze większe.

Na sam koniec zostawiam sobie humor. Począwszy od zmiany nazwisk co poniektórych znanych osób, przez ciekawe wydarzenia, po zabawne powiedzonka, którymi autor sypie jak z rękawa. To właśnie te elementy sprawiają, że książka, która jednak jest kryminałem, jest również lekka i zabawna, a czytelnik nie chce odłożyć jej na później. Swoją drogą duża tutaj zasługa lektora, który świetnie interpretuje tekst.

Podsumowując, warto przeczytać tę książkę dla ciekawej narracji i ogromnej dozy świetnych powiedzonek oraz trafnych spostrzeżeń.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Babka z zakalcem
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 290/ ok. 7h
Cena: około 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

 

Wiara, Nadzieja, Miłość Monika Jagodzińska

Advertisements

Niejednokrotnie na tym blogu pojawiały się wpisy na temat książek debiutujących autorów. Teraz będzie podobnie, ponieważ spróbuję zachęcić Was do przeczytania krótkiej powieści psychologicznej autorstwa Moniki Jagodzińskiej.

Autorka to urodzona w 1998 roku dziewczyna, pochodząca z małej miejscowości. Jak można dowiedzieć się z notki na końcu książki, jest to osoba z dużymi marzeniami oraz chęciami do ich rywalizacji.

Nigdy w życiu nie sądziłam, że spotka mnie to, co spotkało. Myśląc o tym teraz to aż abstrakcja. A jednak.  Życie jest nieprzewidywalne.

Diana to dziewczyna jakich wiele na polskich ulicach. Niewysokiego wzrostu i z nadwagą, co sprawia, że jest ona nieustannym obiektem żartów ze strony swoich rówieśników. Nieprzyjemne sytuacje spotykają ją niemal na każdym kroku, co dzieje się może ze względu na to, że sama ustawia się w roli ofiary, a co za tym idzie, przyciąga do siebie kolejnych żartownisiów. Ci tylko utwierdzają ją w przekonaniu, że nie jest warta czyjejś uwagi lub uczucia. Taki stan trwa, dopóki dziewczyna nie decyduje się na przejście na dietę oraz rozpoczęcie treningów. To oczywiście działa, a zmiany widoczne są niemalże natychmiast. Diana wreszcie zdobywa uznanie rówieśników, co wpędza ją tylko w większe kłopoty.

Moja ocena

Przyznaję wysoką ocenę: pięć w mojej sześciostopniowej skali. Wynika ona przede wszystkim z tego, że Monika Jagodzińska w świetny i wnikliwy sposób potrafiła zagłębić się w umysłowość nastolatki, która uległa zjawisku tzw. body-shaming. Rys psychologiczny postaci oraz jej rodziców, a także wszystkie emocje targające dziewczyną przed, w trakcie oraz po odchudzaniu to naprawdę majstersztyk. Dzięki takim opisom można doskonale zagłębić się w umysłowości Diany i zrozumieć, dlaczego zdecydowała się na radykalną dietę i jak przeżywała jej następstwa.

Co bardzo ważne książka porusza ważny temat społeczny, istotny przede wszystkim z punktu widzenia nastolatków, czyli wygląd i jego znaczenie dla naszych kontaktów z innymi ludźmi oraz w życiu zawodowym. Ludzie, którzy wstydzą się swojego wyglądu nie osiągają sukcesów, starają się przejść przez życie niezauważeni albo odwrotnie – decydują się na szybką i radykalną zmianę, niekiedy rujnując zdrowie. I to jest ważne przesłanie tej książki, które można sparafrazować w bardzo prosty sposób: „jeśli przesadzisz to wpadniesz w jeszcze większe problemy”. Zgadzam się z tym w pełni i dlatego uważam, że takie książki powinny być omawiane z młodzieżą w ramach lekcji wychowawczych lub warsztatów, uświadamiających im, że to zdrowe i silne ciało jest ważne, a nie to, ile kilogramów mniej widzimy na wadze (co nie obowiązuje, oczywiście, w przypadku otyłości, ale to jest już inna kwestia).

Najsłabsze ogniwo

Jeśli miałabym przyczepić się do czegoś, musiałabym wskazać na zakończenie powieści jako na najsłabsze ogniwo. Nie chodzi mi o wydarzenia, wręcz przeciwnie, kibicowałam Dianie w jej dążenia do ustabilizowania sytuacji życiowej. Jednak miałam takie wrażenie, że ostatnia część, tj. Miłość, została potraktowana nieco po macoszemu. Przetykają się w niej dwie płaszczyzny: główny nurt historii oraz przebitki z przyszłości, dzięki czemu można było ze znacznym wyprzedzeniem dowiedzieć się, jak książka się skończy. Dodatkowo autorka poskąpiła nam takich rozbudowanych analiz emocjonalności Diany, jak w poprzednich częściach. Być może nie były one z jej punktu widzenia istotne, może najważniejszą była walka z chorobą…? Nie wiem, jednak pozostawia to nieco niedosytu.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Monika Jagodzińska

Tytuł: Wiara, Nadzieja, Miłość

Wydawnictwo: Psychoskok

Liczba stron: 120

Cena: 24,90 złotych


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Jak dużo wiesz o UFO?

Advertisements

Kiedy Mark poznał Elizabeth jakieś 40 lat temu bał się opowiedzieć jej o swoich doświadczeniach z UFO. Niepotrzebnie, ponieważ jak wcześniej się okazało, ona także mogła pochwalić się spotkaniem z formami pozaziemskimi. To spotkanie zaowocowało nie tylko małżeństwem, ale również książką, o której zamierzam dzisiaj napisać.

Czy zastanawialiście się kiedyś, co łączy ze sobą takie gwiazdy jak Mick Jagger, Will Smith, Victoria Beckham, Tom Cruise, Robbie Williams? Otóż wszyscy oni twierdzą, że na jakimś etapie swojego życia mieli do czynienia z UFO. Zresztą nie tylko oni – wielu tak zwanych zwykłych zjadaczy chleba opowiadało o spotkaniu z kosmitami. Swoje dokładają też politycy. Nie dalej niż w 2005 roku były minister obrony Kanady  Paul Hellyer stwierdził, że UFO istnieje, a rząd Stanów Zjednoczonych trzyma ten fakt w tajemnicy. Czujecie się zaintrygowani? W takim razie lekturę Wszystko, co wiemy o UFO Elizabeth Neili i Marka Neili uważajcie za obowiązkową

Jak powstała ta książka

Musicie wiedzieć, że geneza powstania tej książki jest bardzo interesująca historią. Autorzy bowiem poznali się 40 lat temu na jakiejś imprezie, w trakcie której Mark zdecydował się opowiedzieć Elizabeth o swoim spotkaniu z kosmitami. Myślał, że zostanie wyśmiany, jednak ta odwdzięczyła mu się podobną historią. Z tego spotkania narodziła się chęć odnalezienia dowodów na istnienie UFO. Dzięki temu para może pochwalić się znajomością dziesiątek historii na temat kontaktu ludzi z cywilizacjami pozaziemskimi. Żeby je zdobyć, odwiedzili wiele miejsc na świecie.

Moja ocena

Ciężko jest mi ocenić tę książkę jednoznacznie i dobrze. Z jednej strony jest to jedna z niewielu pozycji na naszym rynku, które mogłyby stanowić swego rodzaju vademecum o UFO i na tej podstawie mogłabym wystawić tutaj bardzo wysoką ocenę, ale z drugiej strony – jakieś nowej wiedzy na ten temat jakoś tu mało. Czuję pewien niedosyt. Ale z kolei vademecum ma to do siebie, że zbiera szeroką, i niekiedy powszechnie znaną, wiedzę w jeden tom. Z tego powodu i po dłuższym zastanowieniu, wystawiam ocenę cztery i pół na sześć.

Do niewątpliwych zalet tej książki należy fakt, że autorzy podeszli do swojej pracy rzetelnie i wybrali te fakty, które mogą rzeczywiście zainteresować czytelników. Każdy z nich opisany został po przeprowadzeniu szczegółowego researchu, co również jest tutaj na plus. Całość czyta się szybko i z dużym zainteresowaniem, a mnogość dobrze dobranych ilustracji zwiększa przyjemność z lektury, nawet jeśli ton narracji niekiedy przybiera ton lekko głupkowaty.

Jedyną wadą jest brak jakiejś nowej wiedzy na temat UFO i odniesienia do bardziej współczesnych czasów. Do tego ta pozycja może przynieść lekki niedosyt tym osobom, które namiętnie oglądają Starożytnych kosmitów na kanale H2. Naprawdę, nie dowiecie się z tej książki niczego więcej niż to, czego zdarzyliście obejrzeć w programie. Oczywiście znam maniaków Starożytnych kosmitów, którzy stwierdzili, że i tak przeczytają książkę, ale to chyba dlatego, że chcieli podsycać swoją fascynację kosmitami.

Gdybyście spytali mnie, czy warto przeczytać tę książkę, odpowiedziałabym, że tak. Mnie bardzo spodobała się pierwsza część dotycząca kontaktów celebrytów z UFO. Jest naprawdę ciekawa. Do tego mogę polecić Wam rozdział o strefie 52 i o tym, co teraz tam się dzieje. Całą książkę możecie potraktować jako fajną odskocznię od ciężkich kryminałów. Te 200 stron mogą być interesującą książeczką do przeczytania na raz w jakiś letni, ciepły wieczór.

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka. Możecie ją znaleźć TUTAJ(KLIK)

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Elizabeth Neila, Mark Neila
Tytuł: Wszystko, co wiemy o UFO
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 200
Cena: około 34 złote

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Nie patrz i nie odpisuj, czyli recenzja łączona powieści Marcela Mossa

Advertisements

Po opublikowaniu recenzji ostatniej książki Marcela Mossa, czyli Pokaż mi, zdecydowałam się również opublikować moje przemyślenia na temat pozostałych książek autora. Jeśli czytaliście poprzedni wpis to wiecie, że zapoznałam się z tymi powieściami po to, aby mieć jakiś większy ogląd na jego twórczość.

Recenzję Pokaż mi możecie znaleźć tutaj (KLIK)

Przeszła pora na to, żeby opowiedzieć o tym, co uważam na temat pozostałych pozycji. Stwierdziłam także, że fajnie będzie zrobić to w formie takiej podwójnej recenzji po to, żebyście mieli wszystko w jednym miejscu. No to zaczynamy!

Nie odpisuj

Martyna to nauczycielka niemieckiego ze złamanym życiem. Została wyrzucona z pracy po tym, jak przyszła pijana na zajęcia. Ta wcześniej w miarę poukładana, jak mogłoby się wydawać, kobieta została porzucona przez partnera. Człowieka, który miał być jej mężem oraz ojcem jej dzieci. Tak się składa, że Martyna jest również administratorką bardzo poczytnego konta na Instagramie, które publikuje zwierzenia swoich czytelników. Pewnego dnia, po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu, publikuje post, który sprawia, że staje się ona częścią świata innej osoby.

Tak w skrócie i bez zdradzania większej ilości szczegółów można określić fabułę tej książki, który przez wydawcę określany jest jako thriller, na który czekał cały internet. To fakt, że swego czasu książka pojawiała się niemal w każdym medium społecznościowym i ja sama zapisałam sobie tytuł na mojej liście książek do przeczytania.

Powieść skupia się na przeżyciach głównej bohaterki. Kobiety pogrążonej w depresji po zakończonym związku. Portal społecznościowy, jak mi się wydaje, ma w jakiś sposób dowartościować ją i wspomóc w cierpieniu. Ma również niejako utwierdzić ją w przekonaniu, że nie tylko ona tkwi w matni i nie może otrzymać pomocy znikąd. Problem jednak jest nieco głębszy – to zostało ukazane w końcowej części powieści. Martyna bowiem jest niestabilna emocjonalnie i źródło tego tkwi nie w nieudanym związku, tylko w wydarzeniach z jej przeszłości. Jej relacje z partnerem, ale również z mężczyzną, któremu stara się pomóc, kończą się, a ona przeżywa ogromną traumę z powodu odrzucenia. Z pewnością nie pomaga jej również fakt, że codziennie wrzuca w siebie ogromne ilości alkoholu, z powodu którego nie tylko nie myśli o poprawieniu swojej sytuacji, ale także stacza się coraz bardziej.

Muszę zauważyć, że książka jest bardzo interesująca. Szczególnie ciekawy jest rys psychologiczny bohaterów, zarówno Martyny, jak i mężczyzny, któremu chce pomóc i jego żony. Bardzo fajnie jest wiedzieć, co dzieje się w głowie takich osób, jakie emocje nimi targają. To wszystko zostało opisane tutaj bardzo dokładnie.

Nie patrz

Powracamy do bohaterów, o których mowa była w Nie odpisuj. Główną bohaterką jest tutaj Ewa Babel, psychoterapeutka lecząca między innymi Martynę. Lekarka zostaje wrzucona w wir niepokojących i tragicznych wydarzeń, których początkiem jest…nowoczesna technologia. Tak się składa, że jej nieprzemyślane działania skłaniają Martynę do szantażu. A ta ma na terapeutkę naprawdę niezłego haka. Ewa Babel nie ma wyboru – musi zająć się rozwiązaniem niezwykle mrocznej zagadki śmierci młodej dziewczyny. Konsekwencje poszukiwania prawdy będą dla niej bardzo dotkliwe, chociaż nie da się ukryć, że kłopoty sprowadziła na siebie sama.

W tej książce znów pojawiają się ludzie przegrani, zrezygnowani, którzy nie do końca radzą sobie z życiem oraz konsekwencjami swoich wyborów. Jest morze alkoholu, niebezpieczni ludzie, a rzeczywistość jest brudna i mroczna. W życiu tych ludzi jest niewiele okazji do cieszenia się nim. Smutny to świat, ale też znajomy.

Podobnie, jak pierwsza powieść Mossa, również ta książka jest mocno wciągająca. Dzieje się tak za sprawą nie tylko za sprawą ciekawie opisanych bohaterów (te emocje nimi ciągające, naprawdę interesujące), ale też i następujących po sobie wydarzeń. Czasami, czytając, nie mogłam uwierzyć, że coś takiego rzeczywiście mogło się wydarzyć. I mimo że od czasu do czasu nie mogłam się na niej skupić to nadal uważam, że była to interesująca lektura.

Podsumowując

Gdyby wziąć do kupy to wszystko, co napisałam już o książkach Mossa to wychodzi mi, że zarówno Nie odpisuj, jak i Nie patrz to udane thrillery, które skupiają się na tym, co jest bardzo ważnym elementem naszej codzienności, czyli Internecie i nowych technologiach. Mimo że eksperci od wielu lat ostrzegają nas przed zagrożeniami z nich płynącymi, my nadal ignorujemy pewne sygnały, nie zachowujemy prywatności i dzielimy się ze światem wszystkim, co możliwe. A stać się może wiele złego, co możemy obserwować w trakcie czytania tych książek.

Podoba mi się również to, że te thrillery zajmują się bieżącymi sprawami społecznymi. Czymś, o czym możemy przeczytać w gazecie lub w internetowych newsach. To wszystko sprawia, że te powieści są aktualne, co, w moim mniemaniu, jest naprawdę dużą zaletą.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Marcel Moss
Tytuł: Nie odpisuj, Nie patrz
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400 i 352
Cena: około 39,99 złotych każda

 

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Arcydzieło literatury dziecięcej – Kotolotki

Advertisements

Książeczki dla dzieci to nie jest coś, co czytam na co dzień. Nie mam dzieci, więc odruchowo taką literaturę pomijam. Ale tak się zdarzyło, że wpadła mi w ręce kolejna pozycja autorstwa Ursuli K. Le Guin.

„I co z tego, że dla dzieci”, pomyślałam sobie i przeczytałam od początku do końca w jedną godzinę (pozycja ma jakieś siedemdziesiąt kilka stron). I mimo to, że mnie, dorosłej osobie, opowieści o uroczych kociakach wydają się nieco naiwne to muszę stwierdzić, że na maluchach robią wrażenie (wypróbowane na dzieciakach znajomych!).

Kim są kotolotki?

Kotolotki (po angielsku catwings) to wyjątkowe kociaki. Ich cechą szczególną jest to, że na ich plecach znajdują się skrzydła. Takie normalne skrzydełka jak u ptaków. I to właśnie dzięki nim kotki mogą latać i przeżywać wiele przygód.

Bohaterowie książeczki są rodzeństwem. Z jednego miotu pochodzą: James, Roger, Harriet i Thelma. Z kolejnego „związku” pojawia się malutka, na wpół dzika Jane. Jest oczywiście także ich mama, pani Jane Bura oraz wiele zwierzaków, które można spotkać w tradycyjnych opowiadaniach dla dzieci, np. sowy. W opowiadaniach przedstawieni są także ludzie- zarówno ci dobrzy, którzy chcą zaopiekować się bezpańskimi zwierzętami, ale również źli – pragnący zbić majątek na wyjątkowości kotków.

Kotolotki Ursula K. Le Guin – urocza książeczka dla dzieci

Ta publikacja stanowi zestawienie kompletne czterech opowieści o latających kotach. Znajdujemy w nim:

  • Kotolotki
  • Powrót kotolotków
  • Wspaniały Alexander i kotolotki
  • Jane rozkłada skrzydła

Każda część dzieje się w nieco innych realiach, ale wspólnym mianownikiem dla nich jest własnie obecność cudownych kotów ze skrzydłami oraz ich mamy. Mnie najbardziej spodobała się ostatnia o kotce Jane, która postanawia uciec do wielkiego miasta, aby przeżywać przygody, ale z tego, co widziałam na buziach dzieciaków, które słuchały pozostałych opowieści, wszystkie przyjmowane są z dużym entuzjazmem i zdziwieniem, że jak to kotki mogą latać 🙂

Książeczka, jak przystało na pozycje z literatury dziecięcej, jest bogato ilustrowana. Autorem grafik jest S.D. Schindler bardzo popularny ilustrator książek dla dzieci. Mnie osobiście te obrazki wydawały się nieco oldschoolowe i troszkę dziwne w porównaniu z innymi jego pracami, ale znów dzieciaki nie miały problemu z taką techniką wykonania ilustracji.

Podsumowując, ponownie jestem pod wrażeniem wszechstronności Ursuli K. Le Guin i bardzo się cieszę, że możemy obcować z twórczością tak wybitnej autorki. Zdecydowanie muszę napisać Wam, że jeśli poszukujecie książeczki dla swoich milusińskich innej niż licencjonowane pozycje wielkich wytwórni filmowych to ta właśnie będzie fajną alternatywą.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka za możliwość przeczytania książki. Kotolotki możecie znaleźć pod tym linkiem https://www.empik.com/kotolotki-le-guin-ursula-k,p1241218863,ksiazka-p

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Ursula K. Le Guin
Tytuł: Kotolotki
Ilustracje: S.D. Schindler
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 76
Cena: około 39,99 złote

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Photobook #2

Advertisements

Dziś kolejna seria zdjęć z książkami w roli głównej. Niektóre z nich zostały zrecenzowane na blogu, inne na moją opinię jeszcze czekają.

 

Emily Craig Tajemnice wydarte zmarłym

Mimo szczerych chęci, nie udało mi się jeszcze dotrzeć do tej książki, która niestety zajmuje miejsce na mojej hałdzie wstydu. Czy ja się kiedykolwiek jej pozbędę?

 

Arthur Conan Doyle Pies Baskerville`ów

 

Uwielbiam czytać w oryginale, szczególnie klasykę. A wydanie, w którym mam oryginał i tłumaczenie obok siebie jest naprawdę super.

John Elis Dziennik kata

Jedna z ciekawszych książek non-fiction, jakie miałam okazję przeczytać. Jeśli jeszcze jej nie znacie, zachęcam!

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

 


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

 

Z miłości do fantastyki

Advertisements

Dziś zapraszam Was do przeczytania unikalnego wpisu. Jak na razie pierwszego i, mam nadzieję, nie ostatniego, w którym publikuję wywiad z autorką recenzowanej niedawno przeze mnie książki Uczeń Nekromanty” E. Raj. Zapraszam do czytania.

Dlaczego zdecydowała się Pani na pisanie fantastyki? Szczególnie w wersji dark.

Od dziecka kochałam ten gatunek. Nawet szerzej – fantastykę i science fiction. Gatunki, w których wyobraźnia autora zabiera nas w całkowicie nowe, wykreowane przez jego umysł światy. Nie ma żadnych granic, nie ma narzuconych realiów, których trzeba się sztywno trzymać.
A czemu dark? Może dlatego, że zawsze fascynowały mnie mroczne klimaty. Już jako nastolatka słuchałam metalu i nosiłam się na czarno 🙂 Fascynował mnie mrok czający się w ludzkich duszach. Dlatego też lubię pisać o brzydkich postaciach, które trudno polubić. Nierównych, pełnych gniewu, żyjących w poczuciu społecznego odrzucenia.

Skąd wziął się pomysł na „Ucznia nekromanty?

Historia, którą opisałam w Uczniu powstała w mojej głowie już dość dawno, blisko dziesięć lat temu. To powoli dojrzewało 😉 Miała ona początkowo krótszą formę, bardziej liniową fabułę, ale zawsze chciałam pisać o młodym nekromancie, który nosi w sobie potężną moc i jest wyrzutkiem pomiędzy innymi magami.

Czy czerpała Pani inspirację z innych dzieł fantastycznych? Jeśli tak to jakich.

Zawsze kochałam „Czarnoksiężnika z archipelagu”, ponieważ Le Guin umiejętnie wplotła w swoją powieść wątki psychologiczne – motywy zaczerpnięte z prac Carla Junga dotyczące integracji tzw cienia. W Uczniu chciałam pokazać osobę, której osobowość jest niemal schizofreniczna, zaburzona, żyje pogrążony w emocjonalnym tumulcie i umieścić to w ramach szerszej fabuły, dokładnie tak jak Le Guin osadza podróż Geda – jako formę rytu dorosłości, w poszukiwaniu zrozumienia tego kim naprawdę jest.

Bardzo dużo miejsca poświęca Pani na wyjaśnienie różnych aspektów i typów magii i jest to bardzo ciekawa część powieści. Czy typologia i informacje na ich temat to Pani pomysł, czy też wywodzą się z innych powieści fantasy?

Oczywiście, że sam koncept talentów magicznych nie jest nowy. Znany jest każdemu fanowi gier RPG, do jakich się także zaliczam 🙂 Wielu sławnych autorów książek z gatunku fantasy, szczególnie tych, którzy pisali w zeszłym wieku stworzyło pewien umowny kanon, pisząc o druidach, magach bojowych, magach ognia, iluzji, a także nekromantach. Ja poukładałam to na swój sposób i przetworzyłam tak, aby typy magii wspierały mój pomysł na fabułę.

Norgal, główny bohater to wyrachowany młody człowiek, który działa zgodnie z podszeptami Gniewu. Czy uda mu się poskromić swoją brutalną naturę?

Podróż Norgala będzie długa, jeszcze chwilę zajmie mu odszukanie swojego miejsca w świecie i roli jaką ma w nim do odegrania, a jest ona niebagatelna. Książka zaplanowana jest na pięć tomów, choć istnieje możliwość, że zostanie skrócona do trzech – wszystko zależy od tego jak czytelnicy przyjmą drugi tom.

Photo by Oleg Magni on Pexels.com

Osią powieści jest zasadniczo relacja między uczniem a jego mistrzem. Ich wzajemna dynamika, która znajduje swoje odbicie w wydarzeniach manifestujących się na zewnątrz nich. Norgal został stworzony w sposób, który ma czytelnika od niego odrzucać, zniechęcać, a nawet przerażać. Nigdy nie chciałam tworzyć superbohaterów – postaci pełnych cnót, bezinteresownych i godnych podziwu. Myślę, że po prostu nie zrobiłabym tego dobrze. Zawsze wolałam postacie typu Punisher czy Lord Vader. Owszem, Norgal przejdzie pewną transformację, podobnie zresztą jak Rothgar, ale to wszystko nie wydarzy się w jednym tomie 🙂

Dodam jeszcze, że także moja kolejna książka, nad którą aktualnie pracuję pod roboczym tytułem „Pożerca”, opisuje losy kobiety, którą bardzo trudno będzie czytelnikowi na początku polubić, ale i ona będzie przechodziła stopniową ewolucję. Pociąga mnie taki etos zmiany jak widzimy u Martina, w przypadku Jamiego Lannistera. Takie postaci są według mnie – najciekawsze.

Uwielbiam Q`uarro. W jaki sposób stworzyła Pani tego bohatera?

Motyw mrocznego bliźniaka pojawia się już w wielu książkach i filmach. Ja chciałam dodać do tego coś ekstra i – nie spoilerując – stworzyłam Q’uarro bardzo… szczególnym dzieckiem 🙂 Miał być inny, niepokojący a zarazem uroczy. Trochę niemożliwe połączenie, a jednak zależało mi by wydarzenia mające miejsce na końcu – były dzięki temu podwójnie poruszające. Do czytelników należy ocena, czy mi się udało 🙂

Kiedy można oczekiwać kolejnej części Ucznia?

Jest już dawno napisana, ale sytuacja z epidemią przesunęła decyzje związane z jego premierą na bliżej nieokreślony czas, być może pierwszą połowę 2021 roku. Tymczasem piszę kolejne, darmowe rozdziały, które mają pomóc czytelnikom przeczekać ten okres posuchy 🙂 Rozdział „Mavec” już za około dwa tygodnie, a inne rozdziały są już do pobrania na mojej stronie www.uczennekromanty.pl/potwor

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

 


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Photobook #1

Advertisements

Porcja zdjęć, dla których wspólnym mianownikiem są książki. Trochę humoru i zabawy, ale również inspiracji książkowych. 

Jest krew… Stephen King

 

Jak wiadomo każdy kot musi mieć swoje miejsce. Dlatego tutaj troszkę papieru do zabawy i obowiązkowo własny karton.

 

Wrzask Izabela Janiszewska

 

Słuchana jako audiobook. Bardzo mi się podobała. Jeśli jesteście ciekawi jej recenzji to zapraszam Was tutaj KLIK.

Grzech Max Czornyj

Moja ostatnia lektura w tym tygodniu. Znów słuchałam audiobooka. Polecam, bo to niebanalny kryminał, do tego mocny i wprawiający w zdumienie. Recenzję możecie przeczytać tutaj KLIK.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

 


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

3,5 ulubieni bohaterowie zwierzęcy z książek dla dorosłych

Advertisements

Postanowiłam pokusić się o przedstawienie Wam moich ulubionych bohaterów zwierzęcych z książek dla dorosłych. Dlaczego akurat takie zestawienie? Przede wszystkim z tego powodu, że zwierzaki zdominowały literaturę dla dzieci, a w pozostałych powieściach jest ich jak na lekarstwo.

A obecność zwierząt i do tego nadanie im nieco ludzkich cech może sprawić, że powieść dla nieco starszych odbiorców będzie o wiele bardziej ciekawa i nabierze lekko humorystycznego zabarwienia.

Muszę się przyznać, że kiedy próbowałam sobie przypomnieć jakichś bohaterów zwierzęcych, którzy warci byliby tego zestawienia nie przychodziło mi ich zbyt wielu na myśl. Owszem zwierzaki są obecne w powieściach, mamy je chociażby opisane jako wiernych przyjaciół głównych ludzkich bohaterów, ale to nie jest to, czego szukałam. Jest także ten wielki tygrys z Życia Pi, ale znów jest to dzikie zwierzę. Z tego właśnie powodu moje zestawienie zawiera 3,5 bohatera. Dlaczego połówka? O tym opowiem Wam nieco niżej.

Zacznijmy zatem odliczanie. Kolejność jest zupełnie przypadkowa.

  1. Oberon – pies z Kronik żelaznego druida Kevina Hearne`ego

Wilczarz irlandzki to przyjaciel głównego bohatera, czyli druida Atticusa. Jest dużym, kudłatym psiakiem, któremu w głowie przede wszystkim jedzenie (non-stop gada o kiełbaskach w różnego rodzaju kombinacjach), gonienie za królikami oraz innymi płochymi zwierzątkami oraz pudlice. Tak, zgadza się. Tak jak faceci mają słabość do blondynek tak Oberon uwielbia pudlice.

Na Waszą uwagę ten pies zasługuje przede wszystkim dlatego, że jako jeden z niewielu bohaterów książek dla dorosłych Oberon może mówić, a raczej wymieniać swoje spostrzeżenia ze swoim panem, ponieważ łączy ich telepatyczna nić. Tego porozumienia pies musiał się najpierw nauczyć, jednak osiągnął w niej taką biegłość, że jego śmiałe i zabawne komentarze niekiedy luzują napięcie związane z naprawdę nieprzyjemnymi okolicznościami, w których znalazł się wraz z Atticusem.

Zachęcam Was do przeczytania serii książek pod wspólnym tytułem Kroniki żelaznego druida właśnie ze względu na interesujące powiedzonka wilczarza. Możecie mi wierzyć, że świat widziany i komentowany z punktu widzenia psa może okazać się ciekawym miejscem.

2. Orla wilczarka irlandzka, bohaterka Kronik żelaznego druida Kevina Hearne`ego

Drugim psem, który miał możliwość komentowania rzeczywistości w Kronikach żelaznego druida jest partnerka Oberona, Orla. Jest to także pies z rasy wilczarzy irlandzkich, jednak nie tak duży jak jej partner. Nie jest również tak wygadana jak on. Mogłabym stwierdzić, że jest od niego mądrzejsza i, co za tym idzie, rozważniejsza. Niemniej jednak fajnie jest poczytać o psie, który przez całe życie nie zachowuje się jak rozwydrzony szczeniak.

I skoro już piszę o Kronikach żelaznego druida to muszę Wam zwrócić uwagę także na leniwkę. Niesamowita osobowość.

3. Myszek – pies (znów!) głównego bohatera serii Akt Dresdena Jima Butchera

Myszek to przedstawiciel tajemniczej rasy „pies świątynny”. Z jego opisu możemy dowiedzieć się, że jest duży, silny i nie szczeka. A właściwie szczeka, ale daje głos jedynie w momentach, w których wyczuwa zagrożenie dla właściciela. Jest to ważne, ponieważ główną zaletą posiadania tej rasy jest to, że psiak ten potrafi wyczuć wszelkiego rodzaju magiczne zabiegi, które mają zrobić krzywdę znajdującym się w jego towarzystwie osób. Harry Dresden przekonał się o tym co najmniej jeden raz.

Ciekawa jest historia o tym, w jaki sposób Myszek znalazł się w domu Dresdena. Tak się składa, że jednym ze zleceń, które przyjął mag było to, nakazujące mu odnaleźć miot szczeniaków psów świątynnych, które zostały skradzione. Po wielu bojach Dresdenowi udało się przechwycić maluchy. W trakcie odwożenia ich do zleceniodawcy Harry zobaczył, że jeden ze szczeniaków jest wyróżniający się. Odważny i taki hop do przodu. Po przekazaniu psów okazało się, że to właśnie on zabłąkał się gdzieś w jego samochodzie i nie został oddany.

Mimo iż Dresden próbował skontaktować się z odbierającym szczeniaki mnichem, przekazanie zguby nie udało się. W ten oto sposób maluch został umieszczony w domu Dresdena, który mocno się zdziwił, iż mała kudłata kulka stała się szybko ogromnym psiskiem.

3,5 Tut-tut 

Połówka bohatera. I to tylko dlatego, że elf lub latający skrzat o niewielkich rozmiarach nie jest typowym zwierzęciem. Jest za to zawadiackim stworzonkiem, które, mimo małych rozmiarów, było wielkie duchem. I bardzo chętne do bitki.

Tak się składa, że Tut-tut, poza tym, że uwielbiał pizzę, bardzo chciał się bić. Miał pecha, ponieważ przedstawiciele jego gatunku to raczej przyjaźnie nastawione stworzonka, które dokonują pomniejszych czarów. Pamiętacie na pewno Dzwoneczka z Piotrusia Pana, więc wiecie, co mam na myśli. Ale on chciał walczyć. I nawet wyposażył się w hełm z kapsla, mały mieczyk i tarczę. Wkrótce potem zebrał grupę podobnych mu i stanął na jej czele jako prawdziwy generał. Poległ w walce przeciwko siłom ciemności i został pochowany ze wszystkimi należnymi mu honorami.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

5 audiobooków, które polecam

Advertisements

Cześć,

Dzisiaj spotykam się z Wami w nieco innej formie niż zazwyczaj. Pomyślałam sobie, że skoro będę mówić o audiobookach to powinnam to zrobić w formie audio. I tak się stało. Wybaczcie mi wszelkie niedoróbki (pewnie jest ich sporo), ponieważ to mój pierwszy film. Mimo to życzę Wam miłego oglądania/słuchania 🙂

 

You do not have sufficient freedom levels to view this video. Support free software and upgrade.

 

 

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)