Poradniki o minimalizmie, czyli jak nauczyć się czerpać przyjemność z posiadania mniej

Ten temat chodził za mną już od jakiegoś czasu. Od dawna czytam poradniki lub książki filozoficzne, które swoją tematyką skupiają się na minimalizmie. Nie mam tutaj na myśli Marie Kondo i jej „Magię sprzątania” , bo jakoś mnie nie wciągnęła. Serio, nie rozumiem fenomenu tej książki. Może dlatego, że nie lubię sprzątać 🙂 Jednak jakiś czas temu natknęłam się na książkę Leo Babauty pod tytułem (oczywiście) „Minimalizm”. Chociaż nie, najpierw były artykuły w różnych gazetach i opinie zbulwersowanych, że jak to mało rzeczy i w ogóle. Tymczasem książka Baubuty to kwintesencja tego, o czym w minimalizmie chodzi. Ale do rzeczy…

Minimalizm, czyli co?

Słownikowo to nic innego tylko „ograniczenie do minimum potrzeb, dążeń i wymagań (Słownik Języka Polskiego”. Natomiast w różnych źródłach dotyczących tego nurtu można dowiedzieć się, że jest to postawa, która może być obecna niemal w każdej dziedzinie naszego życia i która może dotyczyć na przykład ograniczania posiadanych przez siebie rzeczy, redukcję posiadanych przez siebie rzeczy oraz/lub zwiększenie stopnia swojej samowystarczalności. Chodzi tutaj o to, żeby nie utożsamiać zadowolenia i satysfakcji z życia z posiadanymi przez siebie przedmiotami. Oczywiście minimalista nie musi ograniczać się do posiadania określonej liczby rzeczy (np.jak to było marcowym „Elle” do ograniczenia garderoby do 33 sztuk ubrań), ale takim życiu, aby nasz dobytek stanowiły rzeczy, które naprawdę są nam potrzebne do przeżycia. Czyli na przykład liczba sztućców odpowiadająca rzeczywistym potrzebom zamiast zastawy dla pułku wojska.

To, co jest istotne w minimalizmie to przede wszystkim przeświadczenie o tym, że nadmiar prowadzi nas do nieszczęścia. I to dosłownego, ponieważ posiadając zbyt wiele przedmiotów jesteśmy przytłoczeni ich liczbą. Autorzy często starają się z resztą dowieść, że mając mniej i przebywając w nieprzeładowanych pomieszczeniach będziemy czuć się lepiej. Rezygnacja z pewnego stylu życia, opartego na konsumpcji, nie tylko ma pomóc nam mieć mniej, ale również zadbać o zasobność naszego portfela, ponieważ kupowanie mniej oznacza mniejsze wydatki. Idąc dalej tym tropem, mniejsze potrzeby przekładają się na niższe koszty życia, co bezpośrednio prowadzi do zredukowania czasu, który potrzebujemy spędzić w pracy, żeby zarobić na wszystkie kredyty i naszą niepohamowaną chęć posiadania więcej i więcej. W zamian można poświęcić się pracy dla społeczności, swojej rodziny, a nadwyżkę pieniędzy wydać na niezbędne produkty, które charakteryzują się wysoką jakością, doskonałym wykonaniem lub pozwolą nam na gromadzenie doświadczeń.

Te podręczniki minimalizmu powinieneś przeczytać

20180512_164248

Oto kilka książek na temat minimalizmu, które, jak mi się wydaje, podają najwięcej informacji na temat tego, w jaki sposób zacząć i jak organizować swoje nowe życie. Oczywiście lista jest jak najbardziej subiektywna i może zdarzyć się, że polecane przeze mnie pozycje mogą Wam nie podpasować.

  • Leo Babauta „Minimalizm-żyj zgodnie z filozofią minimalistyczną”

Moja pierwsza książka dotycząca minimalizmu, którą przeczytałam po prostu z ciekawości. Chciałam dowiedzieć się, o co chodzi i dlaczego tyle osób się tym nurtem interesuje. Ta pozycja jest podstawą dla wszystkich, którzy tak jak ja poszukiwali lub poszukują informacji na ten temat. Mimo że liczy sobie niecałe 150 stron, jest skondensowana pod względem treści i przekazuje informacje na temat ograniczania się niemal w każdej dziedzinie życia: zakupów, zmniejszania liczby posiadanych przez siebie przedmiotów, kwestii finansowych, a nawet organizowania ikonek na pulpicie komputera! Babauta jest guru minimalistów, a jego blog odwiedza non stop kilka tysięcy ludzi. Warto uczyć się od najlepszych.

  • Anna Mularczyk-Meyer „Minimalizm po polsku, czyli jak uczynić życie prostszym”

Jest to odpowiedź na to, w jaki sposób dopasować rady z amerykańskich poradników do polskich realiów. Nie wiem, czy Wy również macie to odczucie, że niektóre z nich totalnie nie dają się zastosować w Polsce – nasze realia niekiedy są bardzo różne. Natomiast tutaj pojawia się książka, która mówi dokładnie o tym, jakie problemy może napotkać na swojej drodze minimalista mieszkający w naszym kraju. I co ważne, rozprawia się ze stereotypami, w tym słynnym posiadaniem jedynie 33 rzeczy. Warta polecenia po tym, jak zdobędziecie już podstawową wiedzę.

  • Anna Mularczyk-Meyer „Minimalizm dla zaawansowanych, czyli jak uczynić życie jeszcze prostszym”

Taak. Wahałam się bardzo, czy umieścić tę książkę w zestawieniu, ponieważ w moim mniemaniu nie wnosi ona zbyt wiele do zagadnienia minimalizmu. Skupia się raczej na przedstawieniu życia osób mieszkających w Polsce, które zdecydowały się świadomie na uproszczenie swojego życia. Jednak jest ona jedną z niewielu pozycji na ten temat, które zostały napisane typowo z myślą o polskich minimalistach. Powiedziałabym jednak, że jest to pozycja dla fanów filozofii, a nie przewodnik/podręcznik.

  • Regina Wong ” Uwolnij przestrzeń”

Niewielkich rozmiarów książka na temat minimalizmu stała się jedną z moich ulubionych lektur ostatnio. Zawiera wszystko to, czego mogłabym spodziewać się o książce, której zadaniem jest odmienić czyjeś życie. Napisana jest w ładny i spokojny sposób (nie wiem, czy mogę w taki sposób to określić, ale autorka naprawdę pisze tak, że człowiek się uspokaja), do wywodu dochodzą cytaty słynnych osób związanych z tym nurtem oraz ćwiczenia do wykonania samodzielnie, np. sprzątania, oraz do przemyślenia. Bardzo ją polecam.

Podejrzewam, że nie są to wszystkie książki o minimalizmie, które zostały napisane i które powinnam przeczytać. Wydaje mi się, że to właśnie z nich będziecie w stanie wyciągnąć najwięcej treści.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Nowe pismo na rynku, czyli „Pismo”

Sprawa nie jest nowa – numery wychodzą już od stycznia, jednak uważam, że jest godna uwagi. „Pismo” ma być polskim odpowiednikiem „New Yorkera”, czyli czasopisma opiniotwórczego, na którego łamach można przeczytać ambitne reportaże i komentarze dotyczące życia społecznego i kulturalnego oraz politycznego. Poświęca również sporo uwagi współczesnej literaturze, ponieważ publikuje się w nim opowiadania i recenzje literackie. Tak twierdzi Wikipedia. Ja ze swojej strony „New Yorkera” miałam w rękach tylko raz i muszę stwierdzić, że była to dosyć ambitna lektura. Pewnie ze względu na tę elitarność Carrie Bradshaw również czytywała to pismo…

Cóż mogę powiedzieć o „Piśmie”? Przede wszystkim to, że powyższy opis dokładnie przekazuje to, z czym mamy do czynienia właśnie z polską wersją. Znajdują się tutaj reportaże, teksty o tym, co aktualnie jest ważne z punktu widzenia społecznego nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Do tego garść informacji na temat technologii oraz innych rzeczy, na których współczesny intelektualista powinien się znać. Do tego masa reportaży i opowiadanie. Całość wygląda estetycznie (podejrzewam, że taka a nie inna gramatura papieru została wybrana celowo) i zawiera wiele ilustracji. Chociaż powinnam napisać, że zawiera wiele treści, bo przecież o to w tej gazecie chodzi: o tekst, a nie obrazki i zdjęcia.

Moja ocena

To, co przede wszystkim zwraca uwagę w „Piśmie” jest fakt, że jest to gazeta, która nakierowana jest na przekazywanie informacji i opinii drogą pisaną, nie obrazkową. Trochę to obecnie ryzykowne…ale może właśnie dlatego, że ludzie, którzy lubią czytać coraz bardziej są spragnieni długich tekstów, całe przedsięwzięcie się uda?

Nie tak dawno na jednym z blogów (uwaga!) nie o książkach, ale urodowych, pojawiło się pytanie, czy jesteśmy już zmęczeni czytaniem tak bardzo, że o wiele łatwiej jest zainteresować czytelników/odbiorców/followersów kolorowym obrazkiem lub filmikiem. I z komentarzy pod wpisem okazało się, że tak 🙁 Ja osobiście wolę przeczytać coś dłuższego, ponieważ  w mojej opinii tylko taka objętość tekstu może dać możliwość przemyślenia i przedstawienia wszystkich stron zagadnienia. Mam nadzieję, że osób podobnie do mnie myślących jest trochę więcej i „Pismo” nie zniknie z naszego rynku tak samo jak miało to miejsce z innymi czasopismami, chociażby z „Bluszczem”, które swego czasu namiętnie czytywałam.

Na zakończenie napiszę Wam, że niektóre z artykułów można sobie po prostu odsłuchać – są dostępne w formie audio. A jeśli chcecie stać się częścią redakcji, możecie przesłać swoje prace do redakcji i jeśli będą warte wydrukowania, zostaną upublicznione.

Pozdrawiam,

Ania

 

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Fotoram.io

Nowa Fantastyka 05/2018

Od kliku dni w kioskach można znaleźć nowy numer „Nowej Fantastyki”. Udało mi się go przeczytać w trakcie pierwszego dnia majówki i muszę stwierdzić, że jest baaardzo fajnie. Stąd też ta recenzja. Zatem dlaczego warto zaopatrzyć się w „Nową Fatastykę”? Czytajcie poniżej.

Publicystyka

Dział publicystyczny NF nie zawsze należy do moich ulubionych. Jakoś zazwyczaj nie czytam nic więcej poza kilkoma w miarę ciekawymi artykułami i oczywiście recenzjami książek. Tym razem było inaczej, ponieważ przeczytałam niemal wszystko 🙂 I mam swoje typy…

Na publicystykę w tym numerze składają się artykuły:

  • Zapowiedzi
  • „Zastrzyk przyszłości” M. Starosty
  • „Imperialny punkt widzenia” M. Stawniak
  • „Marvel vs. DC -najlepsi wrogowie” R. Pisuli
  • „Między komiksem a brzegiem komputerowego ekranu” Ł. Wiśniewskiego
  • „Alfabet moich autorów”M. Parowskiego
  • „Grypa z lamusa” A. Haskiej i J. Stachowicza
  • Recenzje

A także felietony: R. Kosika, P. Wattsa, T. Kołdziejczaka i Ł. Orbitowskiego.

Z czystym sumieniem mogę polecić do przeczytania teksty autorstwa felietonistów. W szczególności T. Kołodziejczaka, który w artykule pod tytułem „To nie jest kraj dla starych książek” (przy okazji, tytuł rewelacja!), opisał swoje próby przeniesienia ogromnego księgozbioru z jednego mieszkania do drugiego. Ze względu na to, że mnie za niedługo będzie czekało to samo, przeczytanie o doświadczeniach innych było naprawdę interesujące.

P. Watts opisał coś, co być może za niedługo będzie nas czekało – możliwe przyczyny apokalipsy: z powodu chorób, nieciekawych warunków pogodowych lub wielu innych. Po tej lekturze, w sumie ważnej, ponieważ jest jeszcze czas, żeby tym katastrofom przeciwdziałać, aż zachciało mi się iść na spacer. Czytelnik przerażony, czyli efekt udało się uzyskać 🙂

Z pozostałych artykułów znajdujących się w dziale publicystycznym zawsze i niezmiennie polecam teksty A. Haskiej i J. Stachowicza, ponieważ nieustannie pozostają bardzo interesujące i wciągające. Tym razem autorzy pisali o grypie hiszpance -epidemii, która nie wiadomo, jak się zaczęła i zabrała ze sobą wielu ludzi. No, a przy okazji zainspirowała wielu twórców (filmów i książek) do pisania o tajemniczych chorobach, które dziesiątkują ludzkość.

 

Opowiadania

Muszę przyznać, że osoby, które są odpowiedzialne za dobieranie opowiadań do publikacji w NF zawsze dokonują dobrego wyboru, ponieważ jest bardzo różnorodnie. Nie twierdzę, że czytam wszystkie teksty od deski do deski, ponieważ rzadko kiedy mnie SF zachwyca i przyznaję się bez bicia, że takie opowiadania zazwyczaj zaczynam i… nie kończę.

  • „Elektra” G. Gajka to opowieść o kobiecie, która, mimo iż kocha innego, musi wypełnić swoje przeznaczenie czyli zostać żoną syna obecnego króla. Przygody, napięcie budowane od pierwszych zdań – mistrzostwo i bardzo fajny wybór na początek.

 

  • „Obrazki z pojutrza” I. Vizvary`ego to miniopowiadania, takie obrazki, z tego, w jakim życiu możemy żyć w przyszłości.

 

  • „Efekt Dżinna” J. . Brauna zabiera nas w świat baśni z 1001 nocy. Jest tutaj brat Szeherezady, Dżaudar, który ucieka przed wojskami okrutnego szacha. Jest również niewydarzony dżinn, który nie jest w stanie spełnić życzenia głównego bohatera, ponieważ nie wolno mu narażać życia innych ludzi. Fajne rozwiązanie…aż zaczęłam się zastanawiać, czy w przypadku poproszenia o bogactwo też znalazłby jakąś wymówkę 🙂

 

  • „Jenny choruje” D. Tallermana to jedno z dwóch moich ulubionych opowiadań. Jego bohaterką jest Jenny, dziewczyna mieszkająca w świecie bez chorób, która uzależniła się od bycia chorą. Całość historii opowiedziana jest z punktu widzenia jej współlokatora, byłego kochanka, który nie rozumie i nie chce rozumieć powodów, dla których dziewczyna postępuje w taki sposób. Mistrzostwo.

 

  • „Zbawcy potępionych” E. Gregory`ego to opowieść o mężczyźnie, który jest przewodnikiem po miejscach, w których mieszkają nieumarli. W zamian za anulowanie długów u Koronera zgadza się zaprowadzić chłopaka, Krzyżyka w głąb lasu…

 

  • „Czerwone oczy Tou Ma” A. Mohera – dżin Farid zostaje zatrudniony do pomocy w ocaleniu ludu Tou Ma…

Ocena

Bardzo pozytywna 🙂 Ciekawe artykuły w częsci publicystycznej i opowiadania zachęcają do sięgnięcia po kolejny numer. Co bardzo ciekawe, opowiadania wreszcie poddawane są korekcie. Przykro mi to stwierdzić, ale jakiś czas temu dałam sobie spokój z czytaniem z powodu masakrycznej wręcz ilości literówek i braków w tekście. Tym razem znalazłam tylko jedną… czyli idzie ku dobremu. Super!

 

pf_1525248449