Całe lato bez Facebooka

Możliwe? Wydawałoby się, że nie, ponieważ szczególnie to medium społecznościowe na stałe wpasowało się w nasze życie. Jednak bohaterka książki „Całe lato bez Facebooka” została zmuszona właśnie do takiej zmiany trybu życia nie na dwa miesiące, ale całe pięć lat!

Książką tego lata ogłoszono powieść z pogranicza prozy humorystycznej, suspensu i literatury kryminalnej pod tytułem autorstwa Romaina Puértolasa. Jak przystało na takie połączenie gatunków, miało być wesoło, zaskakująco i nie do końca sensownie. I jest. Chyba.

Kilka słów o autorze

Romain Puértolas to francuski pisarz, który znany jest przede wszystkim ze względu na swoją pierwszą książkę „The Extraordinary Journey of the Fakir Who Got Trapped in an Ikea Wardrobe”. Powieść ta została przetłumaczona na wiele języków, a czytelników znalazła w 36 krajach. Tylko we Francji dostała się na listę bestsellerów. W 2015 roku na rynku ukazała się „The Little Girl Who Swallowed A Cloud As Big As The Eiffel Tower”. Teraz Wydawnictwo Sonia Draga oferuje nam jego kolejną książkę, czyli właśnie „Całe lato…”.

 

pf_1534321087

Opowieść

Główną bohaterką powieści jest czarnoskóra, ogromna (w dosłownym znaczeniu) policjantka, Agatha Crispies, która dyscyplinarnie zostaje przeniesiona do Nowego Jorku w stanie Kolorado – miasta, w którym nie ma zasięgu telefonii komórkowej i Internetu. Nie ma również za bardzo co robić, ponieważ mieścina jest tak mała i nic nie znacząca, że policjanci organizują na komisariacie kółka zainteresowań: szydełkowania, klub książkowy, itp. a komendant notorycznie w godzinach pracy urywa się na ryby.

Ale w pewnym momencie tej sielanki dzieje się coś niepokojącego. Otóż w sąsiednim mieście zostaje popełnione morderstwo, a porucznik Agatha Crispies postanawia zająć się sprawą. Znalezienie ciała powoduje cały szereg innych wydarzeń, mniej lub bardziej pozytywnych, ale zawsze okraszonych cytatami z klasycznych pozycji literatury i niekiedy śmiesznymi powiedzonkami samej bohaterki.

Ocena

Cóż, czytając tę książkę byłam bardzo zainteresowana tym, co wydarzy się dalej. Początek jest naprawdę wciągający i ciekawy. Otóż Agatha to jedna z tych kobiet, które pomimo ewidentnych mankamentów urody, ze swoją tuszą i upodobaniem do czekoladowych pączków nie przystaje w żaden sposób do współczesnych kanonów urody, jest we własnym mniemaniu najbardziej kuszącą istotą na świecie. Taka pewność siebie połączona z erudycją i ogromną wiedzą o literaturze daje naprawdę interesującą mieszankę. Jednak wraz z rozwinięciem historii pojawia się znużenie tą wiecznie buńczuczną i, nie ukrywajmy, egoistyczną postawą wpadającej niekiedy w samouwielbienie bohaterki. Tak zachowują się osoby, które nie potrafią poradzić sobie z nadmiarem kompleksów lub są niedojrzałe. A Agatha Crispies zdecydowanie sprawia takie wrażenie.

Poczucie obciachu pojawia się gdzieś w połowie książki i niestety pozostaje z czytelnikiem do końca. Dosyć głupie żarty oparte na stereotypach o otyłych Amerykanach, przygłupich murzynach (przepraszam!) i durne przytyki do Polaków -zaczyna się od nazwisk, chociaż ten fragment mógł jeszcze uchodzić za śmieszny, ale potem pojawia się obraz niedouczonego, niepotrafiącego sklecić porządnego zdania po angielsku brudasa (serio!) i przygłupa.

pf_1534321262

No nie tak wyobrażałam sobie idealną lekturę na lato.

Właściwie muszę przyznać, że nie rozumiem konstrukcji tej książki. Informacje na temat literatury, niczym wyciągnięte z encyklopedii lub jakiejś innej Wikipedii w formie przerywników mają za zadanie co? Opóźnić akcję? Czy może autor nie mógł zdecydować się, czy przeprowadzić regularny wykład z historii literatury, czy może pójść w stronę nonsensu całej wymyślonej przez siebie książki. W połączeniu wyszło takie nie wiadomo co, a wstawki historyczne irytują i psują ewentualną radochę z lektury.

Podsumowując, ta książka jest dziwna, nonsensowna, miejscami śmieszna, ale w większości żenująca. Poziom żartów opartych na stereotypach jest niski i mimo że początkowo wywołują one śmiech, w większej ilości, czyli tak po około 150 stronach tej powieści, robią się niesmaczne. Czy warto zakupić tę pozycję? Może w promocji, za pełną cenę nie jest warta Waszych pieniędzy i czasu.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Autor: Romain Puértolas 
Tytuł: Całe lato bez Facebooka
Tytuł oryginalny: Tout un été sans facebook
Tłumaczenie: Maria Zawadzka
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 400
Cena: 37 zł 

 

Profil mordercy Paul Britton

Z pewnością wielu czytelników kryminałów zastanawia się, jak dokładnie wygląda praca śledczych i profilerów. Czy jest tak fascynująca i pełna zagadek jak w książkach? O tym, jak dokładnie wygląda współpraca psychologa-profilera z policją opowiada Paul Britton, jeden z najbardziej znanych profilerów w Wielkiej Brytanii.

Paul Britton to psycholog, który na podstawie dostarczonych mu przez policję dowodów potrafi bardzo dokładnie stworzyć portret psychologiczny mordercy. Dzięki doskonałej znajomości ludzkiej psychiki i zamiłowaniu do poszukiwania szczegółów, jego praca pozwoliła na złapanie wielu morderców i gwałcicieli, którzy polowali na swoje ofiary w różnych częściach Wielkiej Brytanii. Ponadto położył podwaliny pod zawód, etykę pracy oraz możliwości kształcenia przyszłych profilerów w swoim kraju. Jednak przede wszystkim znany jest z tego, że może bardzo trafnie opisać to, co dzieje się w głowach wszystkich tych, którzy decydują się popełnić przestępstwa. Nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o wspomniane już przeze mnie grupy złoczyńców, ponieważ jest w stanie także rozpoznać to, co dzieje się w głowie kobiety porywającej dziecko. To jest naprawdę niesamowite. I fascynujące.

Jak to się wszystko zaczęło?

Od niesamowitej chęci zdobycia wyższego wykształcenia. Paul Britton zaczął studiować psychologię po tym, jak ożenił się i został ojcem. To wymagało od niego zakuwania po nocach i szukania możliwości zapewnienia bytu swojej rodzinie. Krótko po tym, jak został przyjęty na studia, zdał sobie sprawę, że poznawanie tajników ludzkiego umysłu jest niesamowicie ciekawe. No i został psychologiem. To tak w skrócie 🙂

Z pewnością rozwijałby swoją karierę terapeuty, gdyby nie prośba od policji, która próbowała złapać sprawcę brutalnego morderstwa. Udało się, Britton wszedł w buty mordercy i stworzył doskonały profil psychologiczny. Później pojawiały się kolejne prośby, następne sprawy i profile, które profiler wykonywał za darmo, często poświęcając czas wolny, który mógłby podarować chociażby swojej żonie lub dwójce dzieci. Na szczęście dla niego, domownicy byli w tej kwestii wyrozumiali i rozumieli, że mąż i ojciec robi coś naprawdę istotnego.

Zawód profilera 

Już bez czytania tej książki można wyobrazić sobie, że ta praca to nie jest bułka z masłem. Wymaga nie tylko ogromnej wiedzy psychologicznej, poznania wszelkich brudnych sekretów innych ludzi, ale również oglądania ciał ofiar. Jak pisze autor:

„nie jest łatwo zapomnieć o krwawych wspomnieniach i patrzeć w oczy osobie, która popełniła podobne przestępstwo lub którą podnieca sama myśl o nim”*

oraz

„Oglądanie zdjęć bądź samych miejsc zbrodni ma fatalny wpływ na osobowość. Równie poruszające jest słuchanie sprawcy, który przypomina sobie najstraszniejsze czyny i fantazje oraz uświadomienie sobie, jaką niesamowitą przyjemność mu sprawiają”.*

Zawód nie jest prosty, sam Britton pod koniec swojej książki wspomina o tym, że praca dla policji nad tymi najtrudniejszymi sprawami sprawiła, że niekiedy nie potrafi już cieszyć się z najprostszych rzeczy, które normalnie każdemu sprawiają radość, na przykład z powodu pięknej pogody lub wycieczki za miasto. Zawsze w głowie pozostaje myśl, że gdzieś tam jest jakiś człowiek, który realizuje lub planuje urzeczywistnić swoje brudne fantazje.

Oczywiście do tego dochodzi jeszcze ogromna odpowiedzialność. Jeśli profiler pomyli się, będzie miał na sumieniu czyjeś życie i narazi go na utratę wszystkiego, co ważne w życiu: rodziny, dobytku, dobrego imienia itp. To wszystko sprawia, że, jak pisze autor, przygniata go to wszystko ogromnym brzemieniem. Jak dużym, jesteśmy w stanie jedynie się domyślać.

„Profil mordercy” 

Książka opisuje kilka wybranych przez Brittona spraw, nad którymi pracował we współpracy z różnymi wydziałami policji brytyjskiej. Większość z nich związana jest z morderstwem lub gwałtem, jednak pojawiają się również takie przypadki jak: zastraszanie i żądanie okupu od dużych przedsiębiorstw oraz, wspomniane już wcześniej, porwanie dziecka. Wszystkie z nich to sprawy trudne, w których potrzeba jest stworzyć profil sprawcy po to, aby móc go zidentyfikować i złapać. Niekiedy trzeba wręcz uciekać się do podstępów po to, aby móc wyciągnąć przyznanie się do winy od podejrzanego. Pomoc psychologa pomaga zrobić wszystko we właściwy sposób i osiągnąć zamierzony cel.

Ogromną zaletą tej książki jest fakt, że autor przedstawia sposób, w jaki pracuje nad stworzeniem profilu psychologicznego i przedstawia wyniki swoich przemyśliwań czytelnikowi. Dzięki temu można dowiedzieć się, na jakich podstawach podejrzewa się konkretną osobę i jak mały, nawet najdrobniejszy szczegół, może posłużyć specjaliście do opisu charakteru, poczynań lub motywacji podejrzanego. To wszystko jest niesamowicie interesujące i pokazuje, że niekiedy nieświadomie pozostawiamy ślady, które można w jednoznaczny sposób zinterpretować i ocenić nasze zachowanie.

Mimo że jest to dosyć gruba pozycja, czyta się ją bardzo szybko ze względu na sposób, w jaki poszczególne historie zostały opisane. W książce nie ma miejsca na mnóstwo skomplikowanej terminologii, jest to beletrystyka, nie podręcznik psychologii, a wybrane przypadki i przytoczone opisy pracy nad nimi przedstawione są w sposób jasny i zrozumiały dla laika. Jedna rzecz, która bardzo mi się podobała to to, że książka napisana jest konkretnym językiem. Autor nie wykorzystuje kwiecistych porównań i zbyt długich opisów z nadmiarem przymiotników. Po prostu konkret i tyle.

Ocena

Polecam tę książkę wszystkim osobom, które są zainteresowane pracą profilera, żeby mogły dowiedzieć się z pierwszej ręki, jak wygląda ten zawód. Jest to również dobra pozycja dla fanów thrillerów i kryminałów, ponieważ pozwala zobaczyć, jak to jest w rzeczywistości, kiedy człowiek musi stawić czoła okropnej zbrodni. Dodatkowo będzie to także gratka dla wszystkich tych, którzy są zainteresowani psychologią i próbują zrozumieć, skąd bierze się w ludziach skłonność do okrucieństwa.

Naprawdę warto!

* cytaty pochodzą z książki

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Autor: Paul Britton
Tytuł: Profil mordercy
Tytuł oryginalny: The Jigsaw Man
Tłumaczenie: Przemysław Kiliński
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 530
Cena: 44,90 zł 
pf_1532851525

Książkowe propozycje na wakacje

Nie tak dawno publikowałam moje zestawienie pięciu supergrubych książek do przeczytania w wakacje. Zdaję sobie sprawę, że ta lista jest subiektywna (i taki był zamysł). Dlatego poprosiłam o rekomendacje.

Na co dzień czytam fantastykę oraz thillery, dlatego doszłam do wniosku, że nie wszyscy z Was mogli znaleźć w moim zestawieniu coś ciekawego. Mimo iż starałam się przedstawić różnorodną, również klasyczną literaturę. Z tego powodu o rekomendacje naprawdę grubych książek, które nadają się na wakacje, poprosiłam członków grupy „Książkowy Klub Dyskusyjny” na Facebooku. Ilość komentarzy i propozycji bardzo mnie zaskoczyła (pozytywnie).

 

books-1245690_1920

Zestawienie powstało na podstawie założeń, że proponowane książki mają:

  • liczyć sobie minimum 500 stron,
  • być idealną lekturą na wakacje (liczyła się łatwość i szybkość czytania, a także przystępność).

Oczywiście lista powstała na podstawie subiektywnych opinii. Oto ona:

Obyczajowe

  1. Gebaldon, Diana, seria „Obca”, na którą składają się takie książki jak:
  • Obca
  • Uwięziona w bursztynie
  • Podróżniczka
  • Jesienne werble
  • Ognisty krzyż
  • Tchnienie śniegu i popiołu
  • Kość z kości
  • Spisane własną krwią

 

  1. Sana Krasnikov „Patrioci”

 

  1. Kristin Hannah:
  • Słowik
  • Wielka samotność

 

  1. Reyes Monforte „Rosyjska namiętność”
  2. Škvorecky „Przypadki inżyniera ludzkich dusz”
  3. Lars Saabye Christensen „Półbrat”
  4. Carla Montero „Szmaragdowa tablica”
  5. Hanya Yanagihara „Małe życie”

 

  1. Gregory David Roberts:
  • Shantaram
  • Cień góry

 

  1. John Folwes „Mag”
  2. Jaroslav Hasek „Losy dobrego wojaka Szwejka”

 

  1. Ken Follet:
  • Filary ziemi
  • Świat bez końca
  • Słup ognia

 

  1. Charlotte Link „Decyzja”
  2. Olga Tokarczuk „Księgi Jakubowe”
  3. Fiodor Dostojewski „Idiota”

 

Fantastyka/horror

  1. Stephen King:
  • To
  • Bastion
  • Pod kopułą

 

  1. Mark Elsberg:
  • Blackout
  • Zero
  • Helisa

 

  1. Carlos Ruis Zafon:
  • Labirynt duchów
  • Cień wiatru

 

  1. R.R. Tolkien -całość
  2. K. Rowling – seria o Harrym Potterze całość
  3. Magdalena Kozak „Łzy diabła”

 

  1. Anthony Rya:
  • Ogień przebudzenia
  • Legion płomienia

 

  1. Jacek Dukaj „Lód”

 

Thriller/sensacja

  1. Jakub Żulczyk „Wzgórze psów”

 

  1. Stieg Larson, David Lagercrantz – seria „Millenium”:
  • Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
  • Dziewczyna, która igrała z ogniem
  • Zamek z piasku, który runął
  • Co nas nie zabije
  • Mężczyzna, który gonił swój cień

 

 

Pozostałe/ romans/ historyczne

  1. Maria Jane Auel -cykl „Dzieci ziemi”:
  • Klan Niedźwiedzia Jaskiniowego
  • Dolina koni
  • Łowcy Mamutów
  • Rzeka powrotu
  • Wielka wędrówka
  • Kamienne sadyby
  • Kraina jaskiń

 

  1. J. Sansom -wszystko:
  • Alchemik
  • Inwazja
  • Komisarz
  • Księga objawienia
  • Lamentacje
  • Papierowe imperium
  • Rebelia
  • Zima w Madrycie

 

  1. Elżbieta Cherezińska:
  • Harda
  • Odrodzone królestwo

 

  1. Edward Rutherrford
  • Paryż
  • Nowy Jork
  • Rosja
  • Londyn
  1. Elizabeth Gaskell „Północ i południe”
  2. Elvira Baryakina „Miłość w czasie rewolucji”
  3. Iny Lorentz:
  • Nierządnica
  • Kasztelanka
  • Testament nierządnicy
  • Córka nierządnicy
  • Córy grzechu

 

Czytaliście którąś z tych książek? A może macie własne propozycje? Lista jest wciąż otwarta, dlatego zachęcam Was do komentowania i dodawania własnych propozycji. Ja jestem zachwycona ilością książek, które mogłam wpisać na swoją listę must-read.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Moje sposoby na tanie książki

Książki mogą kosztować sporo. Dlatego warto szukać sposobów na tanie czytanie. Oto kilka z nich.

Patrząc na obecne ceny książek w księgarniach stacjonarnych i internetowych można dosłownie złapać się za głowę. Kiedy nie kupuje się w promocji lub w ramach jakichś zorganizowanych akcji typu „darmowa przesyłka”, cena za bycie na bieżąco z książkami jest niekiedy bardzo wysoka.

Przykład? Koszt zamówienia nowości z pewnej dobrze znanej księgarni internetowej, o zawartości tej przesyłki zresztą pisałam Wam tutaj  to około 190 złotych. Sporo jak na pięć książek i to kupionych w promocji w przedsprzedaży (nie licząc tutaj oczywiście czasu, który trzeba było odczekać na przesyłkę).

 

pf_1529827411

Książki można kupować taniej, trzeba jednak wiedzieć, w jaki sposób to zrobić. I w sumie to jest inspiracja do tego wpisu. Postanowiłam pokazać Wam, jak zaopatrywać się w literaturę i jednocześnie ograniczyć koszty swojego hobby. Zacznijmy zatem!

1. Biblioteka miejska

W moim mieście znajdują się dwa miejsca, w którym za darmo można mieć książki. To Biblioteka Miejska oraz Książnica Pomorska. W przypadku tej drugiej, jedyny koszt, jaki trzeba ponieść, to jakieś 5 złotych za wyrobienie sobie karty bibliotecznej. I tyle. Potem można wypożyczać i wypożyczać. Oczywiście, znacznym minusem jest to, że niekiedy trzeba czekać na swoje upatrzone książki przez kilka dni lub tygodni, jednak jeśli należy się do w miarę dobrej zaopatrzonej biblioteki i ma chody u bibliotekarza, wiele rzeczy można sobie załatwić. Biblioteka to najtańszy i chyba najmniej skomplikowany sposób, w jaki można załatwić sobie lekturę – zakładając, że nie przekroczymy czasu wypożyczenia. Dodatkowo upatrzone powieści można teraz w większości filii rezerwować przez internet.

2. Wyprzedaże w księgarniach

Moje ulubione. Ogólnie lubię wyprzedaże, ponieważ można na nich wyhaczyć wiele interesujących rzeczy za niewielką kwotę, a w przypadku książek obniżka może być naprawdę spektakularna. Z tego powodu dwa razy do roku bardzo wnikliwie przeglądam strony internetowe tych księgarni, które, jak dla mnie, mają najlepsze oferty. W taki sposób na początku lipca zdołałam kupić książki o wartości ponad stu złotych za 42.

Do tego oczywiście dochodzą wszelkiego rodzaju promocje w stylu „dwa za jeden” albo darmowa przesyłka powyżej iluś tam złotych. Obowiązkowo wykorzystuję możliwość obkupienia się w przeogromne ilości książek z okazji Międzynarodowego Dnia Książki, ponieważ każda księgarnia organizuje swoje własne promocje i oferty tego dnia są naprawdę atrakcyjne.

Odwiedzam zresztą nie tylko strony internetowe, ale również hipermarkety, biedronki, a także wszystkie miejsca, o których wiem, że można znaleźć książki taniej. Kiedyś zdarzyło mi się kupować powieści anglojęzyczne w second handach.

3. Przedsprzedaże

Druga moja ulubiona podstrona w księgarniach internetowych. Już na początku nowości można kupić z rabatem, zazwyczaj kwoty nie są oszałamiające. Ot, różnica 4-5 złotych, jednak przy większych zamówieniach okazuje się, że razem ta różnica składa się zazwyczaj na jedną książkę. Również tutaj porównuję ceny przedsprzedażowe na kilku stronach i możecie mi wierzyć, one nie są zawsze takie same. Zazwyczaj taka różnica wynosi parę groszy, niekiedy złotówkę w jedną lub drugą stronę i wtedy wygrywa ta, która szybciej lub w bardziej wygodny sposób dowiezie mi moje zamówienie.

4. E-booki w subskrypcjach typu Legimi lub Voblink

Wiele mówi się o tym, że taka oferta jest bardzo niekorzystna dla wydawców. Chodzi oczywiście o koszty związane z wydaniem i promowaniem książki. Nie da się ukryć, że miesięczny abonament w wysokości około 50 złotych (w promocji z czytnikiem e-booków) to gratka, ponieważ za te pieniądze daje dostęp do niezliczonej liczby książek. Ilości, którą normalnie trzeba byłoby zakupić w księgarni w formie papierowej i wydać na nią kupę kasy. Cóż, w kraju, w którym niektórzy na powieść w średniej cenie muszą pracować około 4 godzin, takie subskrypcje są bardzo dobrym rozwiązaniem, kiedy chce się, żeby ludzie czytali coś więcej niż gazetki promocyjne…

Osoby, które mają własny czytnik e-booków, mogą skierować się do bibliotek miejskich, ponieważ wiele z nich oferuje darmowy miesięczny dostęp do zasobów Legimi. W moim mieście po taki kod idzie się do najbliższej filii i zyskuje nielimitowany dostęp do ogromnej ilości książek. Z kolei Książnica Pomorska, za niewielką opłatą, daje dostęp do IBUK-a, książek online od PWN.

5. Akcje wymiany książek, swapy, book crossing, konkursy

Wszystkie akcje, w których można zakupić książki za przysłowiową złotówkę w moim mieście organizowane są regularnie przez Bibliotekę Miejską oraz Książnicę Pomorską, wystarczy jedynie regularnie śledzić ich profile na Facebooku, ponieważ to tam z wyprzedzeniem informuje się o kiermaszach. Dodatkowo, od czasu do czasu, organizuje się dodatkowe akcje, gdzie można wystawić książki na sprzedaż i zaopatrzyć się w nowe. Podobnie zresztą bookcrossing i inne atrakcje…

Innym sposobem jest branie udziału w konkursach, zarówno tych organizowanych przez wydawnictwa, jak i blogerów i instagramerów. Tutaj wybór jest naprawdę nieograniczony. Nie wspominając także o wszelkiego rodzaju akcjach promocyjnych, gdzie odpowiadając na pytania w ankietach można otrzymać za darmo książki do zrecenzowania.

W taki sposób staram się kupować taniej. A Wy? Jakie macie sposoby?

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Vogue Polska – dlaczego sobie go podaruję

Pojawienie się w Polsce Vogue na początku wiosny tego roku to jedno z tych wydarzeń, których nie można były pominąć. Z pewnością dzięki nienagannej opinii „Biblii mody”, którą ma amerykańskie wydanie, również w naszym kraju rozpoczął się szał na polski Vogue, a w internecie (szczególnie w mediach społecznościowych) zaczęły pojawiać się mniej lub bardziej aranżowane zdjęcia z okładką magazynu.

Zaraz po pojawieniu się pierwszego numeru w kioskach czytelniczki rozpoczęły komentować nie tylko okładkę tego magazynu z Anją Rubik i Małgorzatą Belą na tle Pałacu Kultury i Nauki, ale również zawartość.

Pierwsze wydanie, PKiN i smutna sesja

No, nie da się ukryć, że okładka była wyjątkowo nietrafiona, bura i smutna. I mimo jej artystycznego waloru, nie spodobała się wielu osobom. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że chciała pokazać to, czego my w Polsce nie chcemy – nudy, szarości, nierównych chodników, braku słońca przez większą część roku i wielu innych rzeczy, których się wstydzimy. Ja osobiście również nie byłam fanką tego zdjęcia, nie podobało mi się – wolę uśmiechnięte celebrytki w bikini lub pięknych sukniach na tle plaży i w pełnym słońcu. Z tym zawsze kojarzył mi się Vogue, z odrobiną luksusu, której w Polsce niestety nie ma.

Tyle okładka. Problematyczna była również zawartość, pełna reklam i dziwnych sesji zdjęciowych – szczególnie tej jednej z Anją Rubik we wnętrzach Pałacu Kultury i Nauki, która w klapkach i sukni sprzątała (?) podłogę… Mało interesujące artykuły, mnóstwo reklam i nieco zaporowa, jak na polskie warunki, cena (ok. 17 zł). Uprzedzam jednocześnie w tym miejscu komentarze na temat luksusu i ceny -wiem, ile kosztuje licencja, itp. i odpowiadam od razu, że nie mam problemów, żeby zapłacić 50 zł za amerykańskiego Vogue`a. Kupuję i tyle, ponieważ otrzymuję produkt, który wart jest tej ceny. Z drugiej strony, kiedy na polskim rynku pojawił się pierwszy Harper`s Bazaar, również twierdzono, że 12 złotych to za dużo, a pismo działa do tej pory i ma się dobrze.

W przypadku polskiego wydania, kupiłam z ciekawości i zarzekałam się, że nigdy więcej. Oczywiście następnego miesiąca zmieniłam zdanie, bo na okładce była Eva Herzigova 🙂

Kolejne numery

Wydaje mi się (to moja subiektywna opinia), że wraz z pojawieniem się pierwszego numeru i negatywnymi komentarzami ze strony czytelniczek, na redakcję wylano kubeł zimnej wody. Twierdzę tak, ponieważ wraz z drugim numerem postawiono również na nieco bardziej interesującą treść. Wreszcie było co poczytać. I mam nadzieję, że taki zamysł będzie przyświecał kolejnym numerom.

Podobnie zresztą jest z następnymi wydaniami- wiele przepięknych zdjęć (redakcja utrzymuje, że polski Vogue ma być swoistym albumem o modzie i tego założenia stara się trzymać), ale pisze się coraz więcej i więcej tekstów, które (uwaga!) nie dotyczą tylko i wyłącznie idealnego wyglądu, ale są również społecznie zaangażowane. Szczególnie polecam tutaj Dwugłos z Anną Dziewit-Meller i Moniką Płatek z czwartego numeru na temat praw kobiet. Można zatem powiedzieć, że Vogue Polska zmierza w dobrą stronę…No właśnie, piszę to i pozostaje mi w głowie taka myśl, że to nie do końca jest prawda.

Moja ocena

Początkowo bardzo negatywna. Obecnie zmienia się na nieco bardziej pozytywną, ale…

  • Po pierwsze, byłam przyzwyczajona do szaty graficznej i rozkładu poszczególnych części takich, jakie można znaleźć w Vogue USA. Wiem, że wydawca każdej edycji może decydować o niektórych elementach samodzielnie, szczególnie o kierunku, w którym pójdzie pismo, jednak było to rozczarowanie.

 

  • Ponadto, błędem nie do wybaczenia był pierwszy numer – niezrozumiały, przeładowany reklamami i niepokojącymi sesjami zdjęciowymi, po prostu dziwny. Nie wiem, jak Wy, ale biorąc pierwszy numer do ręki poczułam się, jakby ktoś zrobił ze mnie pustą lalkę. A przecież, znów porównując do Vogue USA, oryginalna edycja publikuje również numery tematyczne, chociażby to dotyczące ciała kobiet i jego postrzegania albo władzy. Więc nie ma aspiracji bycia jedynie kolejnym magazynem publikującym zdjęcia bardzo drogich ciuchów i akcesoriów.

 

  • Mimo zmian, Vogue pozostaje gazetą do oglądania. Ogromna ilość zdjęć i minimalny wkład tekstów, które naprawdę można uznać za interesujące to niestety nie wystarczające, żeby przyciągnąć. Nie w momencie, kiedy lektura polskiej edycji zajmuje godzinę, ponieważ połowa tekstów traktuje o nieciekawych lub, w mojej opinii, zbyt elitarnych kwestiach. Opisy wystaw, przedstawień, które znane są tylko koneserom sprawia, że Vogue ustawia się w pozycji, z której ciężko będzie im wyjść do przeciętnych, nawet bardzo majętnych, czytelniczek.

 

Żeby nie było, że jedynie się czepiam, napiszę, że bardzo lubię dwie rubryki. Po pierwsze Vogue Styl,  gdzie przedstawia się osobistości ze świata mody i opisuje sposób, w jaki ewoluował ich styl ubierania się. Po drugie, Vogue Uroda i świetne teksty Katarzyny Straszewicz – szczególnie te, które pisze w pierwszej osobie, tworząc swego rodzaju pamiętnik pielęgnacji.

Niemniej jednak te dwie świetne sekcje nie sprawią, że jakoś wyjątkowo zmienię swoje zdanie na temat Vogue Polska. Ta edycja pozostanie dla mnie jedynie kolorowym umilaczem czasu. Po interesujące treści wracam do Vogue USA.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

pf_1529223267

Oblicza kaligrafii, czyli wystawa o pięknym piśmie

Z ogromnym opóźnieniem, jednak chciałabym opowiedzieć Wam o wystawie, którą widziałam na początku roku. Ze względu na to, że nie za bardzo było kiedy zająć się tym wpisem, nie informowałam o niej. Dopiero artykuł z jednego z numerów „Urody życia” o artystce, która na ścianie Muzeum Jana Kochanowskiego przepięknie wykaligrafowała tren przetłumaczony na angielski, natchnęła mnie do tego, żeby jednak te zdjęcia opublikować.

Oblicza kaligrafii można było zobaczyć w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie do końca kwietnia. Zakładała prezentację prac sześciu artystów kaligrafów:

  • Barbary Galińskiej,
  • Adama Romualda Kłodeckiego,
  • Arlety Strzeszewskiej,
  • Agnieszki Węgrowskiej,
  • Barbary Wilińskiej,
  • Joanny Zakrzewskiej.

Wszystkie dzieła prezentowały różnorodny charakter, od kaligrafii średniowiecznej po tę bardziej współczesną. Zresztą przekonajcie się sami 🙂

20180407_071837

20180407_072044

20180407_072153 (1)

20180407_072124

Międzynarodowy Booker dla Olgi Tokarczuk

Wiadomość pojawiła się dosłownie wczoraj i, w sumie nie była zaskoczeniem, ponieważ o tym, że twórczość Tokarczuk brana była pod uwagę w Man Booker International Prize, mówiono już od jakiegoś czasu. Niemniej jednak od wczoraj wszystko jest jasne: Olga Torkaczuk dostała tę nagrodę za powieść „Bieguni”. Wraz z autorką nagrodzono także tłumaczkę Jennifer L. Croft.

 

2

Książka ta została wydana w 2007 roku, czyli jedenaście lat temu, przez Wydawnictwo Literackie. Opowiada o sytuacji człowieka w podróży, bowiem tytułowi Bieguni to odłam starowierców, którzy oswajają zło poprzez ruch. Nie da się ukryć, że jest to jedna z najważniejszych polskich powieści ostatnich lat. Została także uhonorowana nagrodą Nike. Z kolei w Wielkiej Brytanii wydana pod angielskim tytułem „Flights” powieść ma bardzo dobre recenzje.

Czytaliście już tę książkę? A może znacie inne powieści Tokarczuk? Podzielcie się opinią w komentarzach.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)