Rachel Caine „Żona mordercy”

Czy ktoś z Was zastanawiał się kiedykolwiek, co dzieje się z rodziną seryjnego mordercy, po tym, jak zostanie on złapany i osadzony w więzieniu? Czy żyją spokojnie tak jakby nic złego się nie zdarzyło? Czy może odwrotnie – uciekają przed konsekwencjami czynów ich krewnego, zaszczuci i zmuszeni do porzucenia dotychczasowego życia?

Taką tematykę podejmuje Rachel Caine w swojej pierwszej powieści (uwaga! w chwili kiedy piszę tę recenzję na rynku jest dostępna jej druga powieść – „Mój ojciec jest mordercą”). Bo w sumie to bardzo ciekawe i nikt tak na dobrą sprawę nie zastanawia się nad tym, jak całą sprawę przeżywają bliscy mordercy lub psychopaty.

O co w tym wszystkim chodzi?

No właśnie, o co tyle hałasu? Wyobraźcie sobie sytuację, w której wracacie do domu po odebraniu dzieci z przedszkola i widzicie policję przeszukującą Wasz dom. Nie wiedząc, o co dokładnie chodzi, chcecie dowiedzieć się szczegółów przeszukania, ale, o dziwo!, bez żadnego słowa wyjaśnienia zostajecie skuci kajdankami na oczach swoich dzieci, zatrzymani i w krótkim czasie dowiadujecie się strasznej prawdy: Wasz mąż to psychol, który torturował i zabijał młode kobiety, a Wy z pewnością jesteście wspólnikiem i pójdziecie siedzieć na długie lata. Albo skarzą Was na karę śmierci – taki peszek, mieszkacie w stanie, który taką karę dopuszcza.

Co dzieje się dalej?

Musicie przeczytać powieść, żeby dowiedzieć się, co działo się dalej z Giną Royall oraz jej dwójką dzieci. Mogę jedynie przyrzec, że główna bohaterka ma przygód co niemiara, a zastana rzeczywistość każe jej stać się kobietą-komadosem, która panicznie boi się prześladowania i stosuje zasadę ograniczonego zaufania nawet wobec własnych dzieci. Mogę Was również zapewnić, że książka będzie trzymać Was w napięciu od pierwszej do ostatniej linijki tekstu i nie pozwoli zasnąć przez długie godziny. Jeśli zdecydujecie się na przesłuchanie jej w wersji audio, gwarantuję doskonałą rozrywkę – Olga Bołądź doskonale oddaje swoim głosem emocje targające nie tylko Giną, ale również jej dziećmi. Prawdziwy majstersztyk.

pf_1552379477.jpg
Żona mordercy Rachel Caine

Moja ocena

Powinniście przeczytać tę książkę. Lub jej wysłuchać. Wiem, że na tym blogu rzadko pojawiają się książki, których nie polecam, ale jako zagorzała fanka kryminałów, mogę polecić Wam tę powieść z czystym sercem. Jeśli szukacie czegoś na długie godziny podróży w samolocie lub pociągu jestem przekonana, że czytając tę książkę nawet nie zauważycie, że już jesteście u celu 🙂

Akcja dzieje się szybko, wydarzenia następują po sobie bardzo szybko. Brak tutaj niepotrzebnych, rozwlekłych opisów nie wiadomo czego (przyrody, itp.), a otoczenie oraz stany emocjonalne opisane są tutaj tylko po to, aby wprowadzić czytelnika w odpowiedni nastrój, czyli zazwyczaj zaciekawienie i przerażenie. Takie zabiegi sprawiły, że „Żona mordercy” jest jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Gorąco polecam!

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Rachel Caine
Tytuł: Żona mordercy
Tytuł oryginalny: Stillhouse Lake
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia (książka), Storyside (audiobook)
Tłumaczenie: Kinga Markiewicz
Liczba stron: 400, ok. 11h – audiobook
Cena: 39,90 zł

 

 

Reklamy

Kilka słów o tym, co robię z przeczytanymi książkami

Jest wiele zwyczajów związanych z książkami. Jedni mówią, że tych zakupionych nie wolno oddawać lub odsprzedawać innym ludziom. Ja wierzę jedynie w to, że książki powinno się szanować: nie niszczyć i traktować jak najlepszego przyjaciela. A to dlatego, że w świecie książkoholików nie istnieje maksymalna liczba tomów, które chce się i można posiadać, a to automatycznie prowadzi do bałaganu.

Osobiście nie przepadam za nieporządkiem. Moje książki muszą być odpowiednio ułożone, nie ściśnięte i tak dalej. Nie wytrzymałabym chyba tego, że leżą porozrzucane po kątach, na podłodze, parapetach, itd. Oczywiście znam osoby, które tak mają i wcale im to nie przeszkadza 🙂

books on bookshelves
Photo by Mikes Photos on Pexels.com

Ja jednak decyduję się od czasu do czasu pozbyć się kilku nadmiarowych tomów. Mam też swoje sposoby na to, żeby moja kolekcja nie powiększała się zbyt szybko. I nie, to nie jest medytacja i wmawianie sobie, że nie potrzebuję więcej książek. Wręcz przeciwnie, bardzo potrzebuję…

Co robię z przeczytanymi książkami?

Przede wszystkim zastanawiam się, czy rzeczywiście chcę zostawić sobie książkę, którą właśnie przeczytałam. Prawda jest taka, sami zresztą o tym wiecie, że nie wszystkie są interesujące, wywierają wpływ na nasze życie albo są napisane takim językiem, że odechciewa się czytać, więc po co taka powieść miałaby zajmować miejsce na mojej półce. Tak więc pozostawiam jedynie te, które pragnęłabym przeczytać ponownie. Pozostałe oddaję i Was zachęcam do tego samego. Gdzie?

Przede wszystkim najwięcej moich niechcianych książek ląduje w miejskiej bibliotece. Mam układy z panią dyrektor, która przyjmuje ode mnie każdą ilość, pod warunkiem, że tomy nadają się do ponownego użytku. I z tego, co mi już zdążyła powiedzieć, biblioteki mogą nieodpłatnie przyjmować książki, jeśli ktoś chce pozostawić je w formie darowizny. Tylko nie zawsze chcą. I tutaj muszę się Wam przyznać, że na przykład kiedy chciałam pozbyć się powieści w językach obcych, musiałam udać się do filii, która posiadała stosowny dział. Przy kilku kartonach wypełnionych po brzegi i bez samochodu to było trudne zadanie. Niemniej jednak nie niewykonalne i biblioteka pozostaje głównym miejscem, w którym pozbywam się książek.

Mam na podorędziu jeszcze kilka sposobów, które zamierzam wypróbować, jak tylko będę pragnęła pozbyć się nadmiaru. Pierwszym jest projekt poczytaj.mi. Jego założenie jest proste: jeśli mamy zbyteczne książki, możemy bezpłatnie zamówić kuriera i nasza paczka zostanie przekazana do jednej z wielu bibliotek w Polsce. I nie tylko. Można przeczytać o tym w opisie projektu na Facebooku (źródło: https://www.facebook.com/poczytajmipl/?__tn__=HHH-R):

Książki, które od Ciebie otrzymamy, zostaną posegregowane i wysyłane do konkretnych czytelni. Przygotowujemy indywidualne paczki, odpowiadające zapotrzebowaniu danej biblioteki. Wsparliśmy w ten sposób kilkadziesiąt miejsc, stale nawiązujemy kontakt z czytelniami w całym kraju. Wspieramy zarówno małe biblioteki wiejskie, jak i ogromne biblioteki miejskie. Wysyłamy literaturę do szkół, domów dziecka i bibliotek w szpitalach. 

Bardzo ciekawa akcja i z wielką chęcią przyłączę się do niej.

Drugim pomysłem jest skorzystanie z aplikacji Nextplease, która umożliwia wymianę książek pomiędzy użytkownikami. Apka jest dostępna zarówno na iOS, jak i Androida, a oceny osób, które z takiej wymiany już skorzystały – pozytywne. Mam nadzieję, że i ja znajdę się w gronie zadowolonych użytkowników.

Podsumowując, istnieje kilka sposobów na to, aby pozbyć się niechcianych książek. Celowo nie pisałam o takich jak na przykład oddanie ich znajomym oraz przyjaciołom albo korzystanie z audobooków i ebooków. Z tymi ostatnimi właściwie nie ma problemu, wystarczy jedynie skasować je z półki… Problematyczne wydają się jedynie te tradycyjne, jednak również z ich nadmiarem można sobie poradzić.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Magowie, wampiry, seks i zagadki godne najlepszych powieści detektywistycznych

Gdzie można takie znaleźć? Może Was zdziwię, ale w serii powieści pod wspólnym tytułem „Akta Dresdena” autorstwa Jima Butchera. Chociaż pewnie dla wielu z Was nie jest to zaskoczeniem i podejrzewam, że mag Dresden już dawno gości na Waszych listach przeczytanych książek.

Dla mnie, i mam nadzieję, dla niektórych osób odwiedzających mojego bloga przygody jedynego maga -detektywa na świecie, to totalne odkrycie. Czytam i słucham kolejnych części serii i nie mogę się nadziwić, że tak długo zwlekałam, ponieważ… Może nie będę zdradzać wszystkiego na początku tego posta.

Akta Dresdena – humor, seks i Harry Dresden

Harry Dresden, syn magika oraz kobiety o magicznie niebezpiecznej przyszłości, to mag działający na terenie współczesnego Chicago i jednocześnie narrator wszystkich części serii. Facet wysoki, szczupły, nieco niechlujny, za to obowiązkowy, oddany sprawie (ratowaniu niewinnych z opresji o zabarwieniu czysto magicznym) i niezmiennie spłukany. Do tego niezmiernie utalentowany, pomysłowy i mający na pieńku z Białą Radą – organem sprawującym władzę nad magami na całym świecie. Tak pokrótce można by scharakteryzować głównego bohatera wszystkich tych powieści.

Oczywiście, jak na maga-detektywa przystało walczy on z wszelkiej maści istotami nadprzyrodzonymi: wilkołakami, wampirami, duchami, ghoulami, elfami, itp. chroniąc ludzi niemagicznych przed konsekwencjami zakusów wyżej wymienionych stworzeń. Co gorsza naraża swoje życie chroniąc tych, którzy nie wierzą w istnienie nadprzyrodzonych i jawnie wyśmiewają się z jego profesji oraz talentu. A zdolności magiczne i ogromna pomysłowość to zalety Dresdena – faceta dodatkowo wyposażonego w ogromne poczucie humoru i niezmiennie zainteresowanego kobietami (nawet w obliczu zagrożenia, serio!).

Jak już wspomniałam, niewielu jest takich, którzy wynajmują Harry`ego jako detektywa do zadań paranormalnych, dlatego ma on nieustanne problemy finansowe. Nie da się zresztą ukryć, że jego własność często cierpi własnie z powodu wykonywanych przez niego zadań – chociażby samochód Niebieski Chrabąszcz, który uzupełniany jest co rusz elementami karoserii w innych kolorach. Zresztą sprzymierzeńców Harry też ma niewielu – Karin Murphy – komendant Wydziału Śledczego do Zadań Specjalnych, Susan Rodriguez- dziennikarkę, a potem dziewczynę Harry`ego oraz kilka innych osób, z którymi współpracuje. A do tego szalonego kota Mistera, ogromnego psa świątynnego Myszka, Boba Czaszkę – ducha zamkniętego w ludzkiej czaszce – oraz uwielbiający pizzę zastęp elfów pod wodzą Tut-Tuta.

Screenshot_20190202-143406

Seria

Powieści pisanych w serii wydano w Polsce kilka:

  1. Front burzowy
  2. Pełnia księżyca
  3. Śmiertelna groźba
  4. Rycerz lata
  5. Śmiertelne maski
  6. Krwawe rytuały
  7. Martwy rewir
  8. Dowody winy
  9. Biała noc
  10. Drobna przysługa
  11. Zdrajca

Wszystkie one zostały wydane przez wydawnictwo Mag. Dostępne są również w formie audiobooków, które czytane są przez niesamowitego Macieja Kowalika (facet robi niesamowitą robotę i z tego powodu nawet zdecydowałam się na wysłuchanie ostatnich czterech części zamiast przeczytania ich w formie książkowej).

Na przetłumaczenie czeka jeszcze kilka, a dokładniej cztery powieści:

  1. Changes
  2. Ghost story
  3. Cold days
  4. Skin game

 

i mam nadzieję, że są równie ciekawe i ociekające magią, jak te, które już znam.

Dlaczego polecam te książki?

Przede wszystkim bardzo ciekawe jest to, że Butcherowi udało się połączyć tak, zdaje się, totalnie nie łączące się rzeczywistości jak współczesne amerykańskie miasto oraz świat magów oraz istot nadprzyrodzonych. Dodatkowo jestem ogromną fanką absurdalnego poczucia humoru, którego w tej powieści jest co niemiara. Właściwie każda kryzysowa sytuacja jest okraszana przez głównego bohatera jakimś dziwnym, oczywistym lub zabawnym stwierdzeniem, które wywołują salwy śmiechu.

Co jeszcze mi się podoba? Dążenie do tego, aby to ci źli przegrali, a dobrzy zwyciężyli. Trochę oklepane, ale potrzebne. Szczególnie jeśli dobrzy działają według zasad, kodeksu zachowania, kierując się nimi i stawiając na nie nawet w kryzysowych sytuacjach. To jest fajne i przypomina mi bohaterów ze starych filmów, którzy mogliby prędzej dać się zabić niż złamać własne zasady.

Nie jest oczywiście tak, że książki nie mają wad. Pierwsze tłumaczenia miały trochę błędów, które bardzo rzucały się w oczy (uszy) osobom, które dobrze znają angielski. Niewłaściwy dobór słów sprawiał, że pojawiały się zgrzyty. Ponadto denerwuje mnie podejście Harry`ego Dresdena do kobiet – traktuje je jak nieporadne istotki, właściwie przeznaczone do ładnego wyglądania i niczego więcej. Ale to tylko taki mały zgrzyt.

Jeśli zainteresują Was „Akta Dresdena” możecie sięgnąć po komiks lub obejrzeć serial 🙂

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

 

Autor: Jim Butcher
Tytuł: Akta Dresdena
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mag (książka), Storyside (audiobook)
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa, Wojciech Szypuła

Czy ofiara może zostać przestępcą? Przewrotna intryga w „Najszczęśliwszej” Maxa Czornyja

Hmmm, jesienno-zimowa aura sprawia, że coraz częściej sięgam po kryminały. Mróz i krótkie dni sprawiają, że takie mroczne historie są jeszcze bardziej ciekawe i interesujące. Tym razem jednak zdecydowałam się na przesłuchanie audiobooka i o moich wrażeniach z odsłuchania pierwszej książki w formie audio również zamierzam się podzielić. Zaczynajmy zatem!

Nie za bardzo przepadam za polskimi kryminałami. Do tej pory sądziłam, że polska rzeczywistość nie potrafi wciągnąć tak samo mocno jak historie opisywane przez Skandynawów i Amerykanów. Taki bezpodstawny stereotyp. I muszę się Wam przyznać, że po „Najszczęśliwszą” sięgnęłam tylko i wyłącznie dlatego, że kłopoty ze zdrowiem sprawiły, że nie za bardzo byłam w stanie skupić się na niczym, a ogólne osłabienie i te sprawy spowodowały totalną awersję do czytania (tak, wiem, aż trudno w to uwierzyć, ale tak było), a ta historia wydawała mi się jedyną sensowną propozycją z całej listy nieciekawych powieści kryminalnych. Dodatkowo była czytana przez znakomitych aktorów Annę Cieślak i Szymona Bobrowskiego, co dla mnie stanowiło mistrzowskie połączenie.

Historia Dawida Kastera

Wyobraźcie sobie sytuację: jesteście znanym malarzem, uznanym za jednego z lepszych w swoim nurcie, który jednocześnie jest totalnie znudzony swoją robotą i niejako z musu pojawia się na wystawach własnych dzieł. Macie też przyjaciela, który jednocześnie jest Waszym menadżerem. Facet jest obrotny i zapewnia Wam spory rozgłos, uznanie i sukces finansowy. A przy okazji bzyka się z Waszą żoną. Żona zresztą zostaje zamordowana w niewyjaśnionych okolicznościach w dzień, w którym oznajmia Wam, że jest w ciąży i będziecie mieli dziecko…

Kilka lat później prowadzicie w miarę ustabilizowane życie, macie dziewczynę, która decyduje się z Wami zamieszkać, ale w tym samym czasie w Waszej nudnej codzienności dzieją się rzeczy, wobec których trudno przejść obojętnie, ponieważ dotyczą spraw, które powinny były zostać zamknięte już dawno temu.

Moja ocena

Tak mniej więcej, w końcu nie chcę zdradzić Wam szczegółów i zakończenia, układa się fabuła tej powieści. Całość napisana jest niekiedy dosadnym językiem, znajduje się w niej kilka przekleństw, ale wydaje mi się, że bez ich obecności ciężko byłoby oddać stan ducha i umysłu głównego bohatera. Akcja płynie wartko i nie można się nudzić przez całą książkę. Nie ma tutaj miejsca na spokój i nawet, kiedy myślicie, że pasmo nieszczęśliwych wypadków w życiu Dawida Kastera już się skończyło, pojawia się coś nowego. Szczególnie zresztą zaskakujące jest zakończenie – przeczytałam wiele kryminałów i muszę przyznać, że jest to jedna z niewielu powieści, które rzeczywiście sprawiły, że nie mogłam odgadnąć zakończenia i sprawcy do samego końca. Brawo!

Bardzo polecam tę książkę również osobom, które zaczynają swoją przygodę z audiobookami. Wiem, że nie jest łatwo przestawić się z czytania na słuchanie, dlatego wciągająca historia, taka jak ta, jest doskonała własnie po to, żeby zacząć zmieniać swoje przyzwyczajenia.

W mojej prywatnej skali „Najszczęśliwsza” Maxa Czornyja otrzymuje 9 punktów na 10 możliwych. Przyznaję je zarówno za samą historię, jak i dobór lektorów czytających powieść.

 

wietna książka

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Autor: Max Czornyj
Tytuł: Najszczęśliwsza
Wydawnictwo: Wydawnictwo Filia (książka), Storyside (audiobook)
Liczba stron: 326, ok. 8h
Cena: 39,90 zł (książka)

Dziwna pogoda -idealnie na jesień

Joe Hill przyzwyczaił nas do literatury spod znaku fantastyki i horroru. W swoim najnowszym zbiorze przekonuje, że nie daleko pada jabłko od jabłoni. Syn wielkiego Stephena Kinga będzie jego godnym zastępcą, kiedy słynny ojciec postanowi zakończyć karierę.

Przyznaję się bez bicia już na samym początku tej recenzji: jest to moja pierwsza książka Joe Hilla, którą przeczytałam w całości. To znaczy, powinnam napisać, że jest to jego pierwsza powieść, po którą sięgnęłam. Mam po prostu zaległości czytelnicze, nie wyrabiam się z czytaniem zarówno Kinga seniora, jak i juniora. No, ale kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Szczególnie w momencie, kiedy okazało się, że Hill jest nie tylko zdolnym pisarzem, ale również utalentowanym scenarzystą. Takiej okazji po prostu nie można było nie wykorzystać.

„Dziwna pogoda” – cztery minipowieści w jednym tomie

Najnowsza książka Joe`go Hilla to nic innego jak zbiór minipowieści, których, na pierwszy rzut oka, wspólnym tematem mogą być dziwne zjawiska pogodowe, chociaż nie do końca tak jest.

„Zdjęcie” opowiada o chłopcu, a później dorosłym, który przypomina sobie o dziwnym mężczyźnie ubranym w buty -kowbojki i podróżującym przez Stany w cadillacu, robiącym zdjęcia przygodnie poznanym ludziom. Pan Polaroid, jak wkrótce nazywa go chłopiec, jest agresywnym, aroganckim bucem, który robiąc zdjęcia specjalnym aparatem, odbiera ludziom tożsamość. Po prostu zapominają o wielu wydarzeniach ze swojego życia. Jedną z jego ofiar jest Mary, kobieta, która przez wiele lat opiekowała się głównym bohaterem i która z powodów zaników pamięci nie była już tak sprawna jak wcześniej.

pf_1537778245

„Naładowany” to druga minipowieść w zbiorze. Akcja dzieje się a Stanach Zjednoczonych i opisuje rzeczywistość, w której przyszło nam obecnie żyć: zagrożenie atakami terrorystycznymi jest bardzo żywe, niekiedy strach wejść do centrum handlowego, pojawia się również kwestia zakazu lub pozwolenia na posiadanie broni i tego ile pistolet znajdujący się w niewłaściwych rękach może zrobić złego. W tej powieści dzieje się dużo, powiedziałabym bardzo dużo, jednak po jego lekturze pojawia się gorzka refleksja na temat naszego świata i Stanów Zjednoczonych jako takich (chęć posiadania dostępu do broni granicząca niemal z histerią i uzależnieniem, sytuacja bohaterów wojennych, szczególnie tych, którzy z misji wrócili kalekami). Moim zdaniem najlepszy tekst w tym zbiorze, warto go przeczytać.

„Wniebowzięty” – trzecia minipowieść i, z tego co widziałam już w innych recenzjach tej książki, najsłabsza. Również dla mnie. Tekst zawiera elementy fantastki i niestety to one sprawiają, że jest ono tak niedorzeczne, że po prostu nie chce się go czytać. Serio. Wyobraźcie sobie sytuację, w której nieprzytomnie zakochany w kobiecie facet decyduje się uhonorować śmierć chorej na raka przyjaciółki skokiem ze spadochronu i ląduje na chmurze o kształcie statku kosmicznego. Tam odkrywa, że chmura ma świadomość i może kształtować się zgodnie z życzeniami człowieka, który na niej przebywa. Facet oczywiście zażyczył sobie ukochaną utkaną z chmury… Dla mnie bez sensu, zdecydowałam się jedynie przekartkować ten tekst.

O wiele lepiej było z ostatnim w zbiorze „Deszczem”. Bardzo ciekawy utwór, dla którego podłożem była ciężka praca, rozczarowanie i rozgoryczenie. Oczywiście również zaawansowana technologia, która pozwoliła na stworzenie deszczu, w którym zamiast standardowych kropli deszczu pojawiły się ostre kryształy. Niezmiernie udany, czyta się jednym tchem, a zakończenie jest co najmniej zaskakujące. Bardzo polecam!

Ocena

Bardzo lubię opowiadania i krótsze tekstu, ponieważ po nich można poznać kunszt pisarza w budowaniu historii oraz osobowości bohaterów. Poza tym taka skondensowana forma wymaga od autora skupienia się na treści i zwięzłe opowiedzenie wydarzeń. Nie ma tu miejsca na gadulstwo, które niestety jest typowe chociażby dla Stephena Kinga – ilość słów użytych do opisania sceny jest niekiedy wręcz porażająca.

Tutaj otrzymujemy cztery minipowieści, których narracja jest zwięzła, oszczędna w słowach i sprawna. Czyta się dobrze, jest wciągająco i interesująco. Wydarzenia są realne, oddane w taki sposób, iż człowiek może uwierzyć, że coś takiego może się stać gdzieś za rogiem.

Jedynym minusem jest powieść pod tytułem „Wniebowzięty” – pomysł może jest dobry, jednak nagromadzenie elementów fantastycznych i mieszanie ich z rzeczywistymi, sama idea myślącej chmury, w moim mniemaniu sprawiły, że tekst wyszedł absurdalnie. Dla mnie za bardzo.

Ogólnie dobry zbiór ciekawych opowiadań. Warto przeczytać w jesienny wieczór.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Autor: Joe Hill
Tytuł: Dziwna pogoda
Tytuł oryginalny: Strange weather 
Tłumaczenie: Marta Guzowska
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 512
Cena: 41,90 zł

Przygody szalonej fryzjerki. Nudne? Chyba nie

Nie lubię czytać tak zwanych książek obyczajowych, szczególnie takich, które nie są skierowane do ogółu czytelników i celują w tak zwaną literaturę kobiecą. Są nudne, opisują niezbyt interesującą tematykę, itp. Poza tym zazwyczaj zawierają wątek romansowy, który dla mnie jest po prostu nudny i śmieszny.

Nie lubię romansów i do tej pory książki z zakresu tak zwanej literatury kobiecej wkładałam właśnie do tej szufladki: mało interesujących powieści o tym, w jaki sposób pan chce zdobyć panią albo na odwrót i niezbyt ciekawych przemyśliwań jednego lub drugiego na temat uczuć swoich lub drugiej strony. Z tego też powodu zazwyczaj do takich powieści podchodziłam z wielką ostrożnością, oczywiście o ile zainteresowałam się nimi na tyle, że rzeczywiście chciałam je przeczytać.

Na szczęście coraz więcej pisarek decyduje się na pisanie książek o kobietach dla kobiet, ale z humorem. Wiele jest takich powieści, gdzie wydarzenia ujmowane i opisywane są na wesoło, a same bohaterki to po prostu niezłe aparatki, którym przydarzają się prawdopodobne, ale niezwykle śmieszne przygody. Jedną z nich jest Zuzka, której perypetie opisano w niesamowicie śmiesznej książce pod tytułem „Nietrwała ondulacja, czyli rozterki fryzjerki” Małgorzaty Thiele.

Zuzka, kobieta taka jak ty

Kim jest Zuzka? Przede wszystkim matką kilkuletniego Antosia, partnerką oraz niezwykle zdolną fryzjerką, która nawet w kryzysowych sytuacjach, takich jak brak prądu w salonie fryzjerskim, potrafi sobie doskonale dać ze wszystkim radę. Chociaż może niekoniecznie… brakuje jej i jej partnerowi czasu, aby pogodzić pracę zawodową z opieką nad dzieckiem, szczególnie w momencie, kiedy obydwoje mają do przeprowadzenia ważne projekty zawodowe. Na szczęście jest jeszcze sąsiadka emerytka, która z wielką chęcią podejmuje się opieki nad chłopcem, dzięki czemu młoda matka nie musi zbyt mocno przeciążać swoich rodziców i teściów opieką nad Antosiem.

Z tego opisu można stwierdzić, że życie Zuzki nie różni się zbytnio od życia każdej przeciętnej kobiety. Próby pogodzenia pracy i opieki nad rodziną to przecież problem wielu z nas. To, co wyróżnia bohaterkę to przede wszystkim zdolność do pakowania się w kłopoty, szybkość myślenia (to nie zawsze jest dobre), ale przede wszystkim ogromny talent do fryzjerstwa. I nie da się ukryć, że to ta ostatnia umiejętność pozwala jej wykaraskać się z tarapatów, w które, przynajmniej w jednym przypadku, wpada na własne życzenie.

 

_20180909_142527
Nietrwała ondulacja.. Małgorzata Thiele

No, ale Zuzka jest także zazdrosna o swojego partnera. I wpada na genialny plan, w ramach którego postanawia go znienacka odwiedzić w pracy…

Ocena

Całość opisana jest lekkim i dosyć przystępnym językiem, dzięki czemu bardzo fajnie się tę książkę czyta. Nie jest to jedna z tych smutnych powieści obyczajowych – Zuzka jest nieco szalona i tę cechę doskonale podkreśla właśnie odpowiedni dobór słownictwa, wyrażeń. Bohaterka działa szybko i wydarzenia w powieści dzieją się dokładnie w takim tempie.

Ich ilość zresztą nie pozwala się nudzić. I biorąc pod uwagę właśnie fakt, że dzieje się bardzo dużo, bohaterowie są, nie da się ukryć, specyficzni, to wszystko sprawia, że tę książkę po prostu bardzo dobrze się czyta. No i nie sposób jej odłożyć na bok.

Podsumowując, fajne czytadło na jesienny wieczór. Bawi, rozśmiesza i wciąga tak mocno, że bardzo ciężko jest tę powieść odłożyć. Polecam, szczególnie tym, którym do literatury kobiecej nie jest zbytnio po drodze.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Autor: Małgorzata Thiele
Tytuł: Nietrwała ondulacja, czyli rozterki fryzjerki
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 260
Cena: 25,90 zł

 

Nowa Fantastyka 09 (432) 2018

Niemal na koniec września (ach te zaległości!) przychodzę do Was z recenzją obecnego numeru „Nowej Fantastyki”. Jest dobrze, ale nie idealnie.

I zacznę od tego, co niestety pochwaliłam w ostatnim wpisie na temat tego magazynu, czyli od korekty. Przy okazji tamten post możecie przeczytać klikając tutaj . Wiecie, nie chcę wyjść na czepialską, ale nie mogę zrozumieć, dlaczego nikt nie sprawdza literówek przez wysłaniem pisma do druku. Praca do ostatniej chwili? Niedbalstwo? Nie chcę nic sugerować, mnie też czasami zdarzają się potknięcia, no ale bez przesady. Żeby trzeba było domyślać się z kontekstu o co chodzi? A do tego nagminne pomijanie zaimka zwrotnego „się” w miejscach, w których był on naprawdę potrzebny.

Niestety od jakiegoś czasu pojawiają się literówki, błędy ortograficzne (komiks o Lilu i Pucie), przez co mnie „Nowej Fantastyki” nie chce się czytać. A szkoda, ponieważ wybór opowiadań jest naprawdę zacny, a recenzenci, publicyści i felietoniści dają z siebie 100%. No, ale zacznijmy od początku.

Publicystyka, recenzje, felietony

Na ogromne wyróżnienie w tym numerze zasługuje przede wszystkim Rafał Kosik i jego „Czynniki środowiskowe”, krótki tekst na temat cwaniactwa i kombinowania, którego w naszym kraju jest niestety pełno. Najgorsze, na co autor również zwraca uwagę, jest to, że nasze dzieci rosną w kulturze, której głównym przekazem jest tak zwane „jak zrobić, żeby się nie narobić” i mieć z tego niesamowite korzyści. Ani to fajne, ani uczciwe wobec innych i muszę stwierdzić, że podobnie jak Kosika, mnie również wybitnie wkurza.

Tradycyjnie wysoki poziom trzymają Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz. Ich „Elektryczny człowiek” to opowieść o tym, w jaki sposób naukowcy starali się przenieść do rzeczywistego świata ideę elektrycznego człowieka – robota, który samodzielnie się porusza i jest w pewnych kwestiach w stanie konkurować z człowiekiem, a przynajmniej w niektórych czynnościach go wyręczać.

Do tego w „Nowej Fantastyce” pojawiło się wiele recenzji powieści, doskonały tekst o Predatorze i jeszcze lepszy artykuł o wilkach i wilkołakach.

Opowiadania polskie i zagraniczne

Fajnym pomysłem, realizowanym od jakiegoś czasu, jest grupowanie większości opowiadań w numerze w serie tematyczne. Były już afrykańskie, teraz są teksty związane z edukacją. Dosyć to ciekawy zamysł i przyjemnie jest zgadywać, jaki tym razem będzie motyw przewodni.

Czytając zwróćcie szczególną uwagę na Martę Malinowską i jej „Egzaminy” – opowiadanie o magii, jej adeptkach i wykorzystaniu zaklęć w kradzieżach. Okazuje się, że maginie to nie zimne istoty, którym daleko do ludzkich uczuć…Bardzo ciekawie czyta się również „Plato” Tomasza Kaczmarka o świecie, w którym najwyższą kastą są aniołowie, a ludzie, dzięki odpowiedniej tresurze w szkole, mogą być jedynie ich sługusami.

Z działu zagranicznego mogę śmiało polecić Naomi Novik i jej opowiadanie o jednym z najbardziej znanym smoków w fantastyce: Temerarire. Jest naprawdę świetne! Do tego jeszcze „Oświecenie” Matthew Mathera – dawno nie czytałam tekstu, który sprawiłby, że przy naprawdę obrzydliwych opisach wyprodukowałabym coś więcej niż „hmmm”. Tutaj scena z oczami jest naprawdę…poruszająca.

Ocena

Z racji tego, co napisałam na samym początku ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że opowiadania są super.

pf_1537442662

Uczysz się języków? Wykorzystaj te pomoce!

Uczenie się języków obcych już dawno wykroczyło poza klasę w szkole językowej. Obecnie mamy możliwość skorzystania z tak wielu pomocy językowych, że lekcje z nauczycielem stają się jedynie dodatkiem do samodzielnej pracy. Ale nie tylko.

Oczywiście lekcje na kursie językowym pozwalają przyswajać materiał w odpowiednim tempie, a pomoc nauczyciela lub lektora sprawdza się w przypadku, kiedy nie mamy pewności co do zakresu wykorzystania danej struktury gramatycznej, wyeliminowania błędów, a także nauki płynnego mówienia w danym języku.

Jednak takie kwestie jak uczenie się słówek lub zwrotów lub ćwiczenie czytania lub rozumienia ze słuchu możecie ćwiczyć samodzielnie z wykorzystaniem wielu pomocy. Ze względu na to, że najwięcej takich rzeczy jest dostępnych dla uczących się angielskiego, pokażę je właśnie na tym przykładzie. Niemniej jednak wiele ze źródeł będzie do wykorzystania również w przypadku innych języków.

Te pomoce wykorzystaj w uczeniu się języków

1.Czasopisma dla uczących się języków obcych

Na obecną chwilę mamy kilka czasopism przeznaczonych dla uczących się języków. Dostępne wersje językowe to: angielski (ogólny i biznesowy), niemiecki, włoski, hiszpański, rosyjski. Magazyny, o których piszę tutaj wydawane są przez wydawnictwo Colourful Media, a ich zaletą jest to, że na samym dole strony znajduje się słowniczek z wytłumaczonymi co trudniejszymi słówkami i fonetyczny zapis ich wymowy. Jest to bardzo przydatne, ponieważ nie trzeba odrywać się od lektury w poszukiwaniu słownika.

Na rynku pojawiła się także gazeta Newsweek Learning English, która, jak mi się wydaje, zawiera przedruki artykułów z anglojęzycznych wydań tygodnika, jednak dopasowanych do poziomu czytających. W jednym numerze możecie zatem natrafić na teksty o poziomie B2, C1, itp. Nie ma w nim słowniczka, jest to po prostu gazeta.

Ja osobiście skłaniam się do korzystania raczej z pierwszej opcji – artykułów ze słowniczkiem, ponieważ mogę je z powodzeniem wykorzystywać również w trakcie lekcji. Co do drugiej gazety, zarówno w mojej opinii, jak i niektórych z moich uczniów, jest to alternatywa dla kogoś, kto zna język w dosyć dobrym stopniu.

2. Filmy z napisami w obcym języku

Tak, chodzi mi o normalne filmy, które ogląda się w kinie lub na DVD z oryginalną ścieżką dźwiękową. Chodzi o to, że języka używa się zazwyczaj w miejscach, w których jest szmer, hałas, ktoś coś powie szybciej, wolniej, niewyraźnie, itp. Czyli zupełnie inaczej niż w warunkach klasy, gdzie puszcza się czyste nagranie, tekst czytany przez lektora o świetnej dykcji i idealnym akcencie. To oczywiście się zmienia, ponieważ twórcy kursów językowych też już to zauważyli i lektorzy mają możliwość wykorzystywania nagrań wziętych na przykład z ulicznej sondy. Filmy jednak pozwalają na wykształcenie rozumienia w nieco bardziej rzeczywistych warunkach. Dodatkowo uczymy się w trakcie rozrywki, a poza tym zawsze możemy zobaczyć, ile treści nie jest tłumaczone i czytane przez lektora, a to też duża frajda.

Ja w trakcie uczenia się mojego pierwszego języka obcego, angielskiego, oglądałam filmy z napisami w dwie strony, tzn. angielskie filmy zawsze z napisami po angielsku. Wtedy o wiele łatwiej było zrozumieć, co mówią aktorzy. Korzystałam również z opcji TV Polonia, w której polskie filmy były tłumaczone na angielski i to też było bardzo ciekawe.

3. Książki w obcych językach dla uczących się

Tę pomoc opisałam już w osobnym wpisie pod tytułem „Czytaj książki w oryginale”  (Klik!). Są bardzo pomocne, ciekawe i coraz bardzie popularne. Co do gatunków literackich najwięcej jest obecnie kryminałów, ale widziałam już także horrory, romanse i klasyka.

W zależności od Waszych preferencji i tego, jaki jest poziom języka, możecie skorzystać z pozycji napisanych całkowicie w obcym języku ze słowniczkiem na marginesach lub z opcji dwujęzycznej: jedna strona w polskim, druga – w obcym.

Jeśli jednak czujecie się na siłach czytać powieści w oryginale, jest to oczywiście bardzo dobry pomysł 🙂

4. Facebook i YouTube

I na Facebooku, i na YouTubie macie możliwość skorzystania z materiałów przygotowanych przez lektorów i nauczycieli danego języka właśnie dla uczących się. Dodam jeszcze, że w przypadku tych mało popularnych w Polsce (np. fiński, którego uczę się właśnie za pomocą YouTube, Facebooka i kursów internetowych), jest to jedna z niewielu lub jedyna możliwość nauki samodzielnej.

Filmiki pozwalają prześledzić i przećwiczyć wymowę, grafiki – nauczyć się nowych słówek, a komiksy to relaks, zabawa i nauka w jednym. Bardzo fajne w nich jest to, że wszystkie te opcje pozwalają nam na codzienny kontakt z językiem (pamiętacie pewnie siebie mówiących, że nie macie nawet chwili, żeby pouczyć się słówek?) w trakcie scrollowania postów na Facebooku.

To tyle. Dajcie znać, jakie metody wykorzystujecie i jak z nich korzystacie.

Pozdrawiam,

Ania

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Ostatnia dziewczyna. O mojej niewoli i walce z Państwem Islamskim Nadia Murad, Jenna Krajeski

Po dosyć długiej nieobecności z powodu niekończącej się choroby wracam do Was z kolejną recenzją. Książka, jak na wakacyjne klimaty i sytuację zdrowotną, była zaskakującym wyborem i ciężką lekturą. Mimo to udało mi się ją przeczytać dosłownie w dwa dni.

Nie tak dawno na moim profilu na Instagramie pisałam o tym, że coraz bardziej wciągają mnie dokumenty i książki oparte na faktach. Dlatego w momencie, w którym zobaczyłam udostępnioną do ściągnięcia książkę „Ostatnia dziewczyna…”, zdecydowałam się ją przeczytać. Jak już wspomniałam na wstępie jej lektura zajęła mi dwa dni i nie był to bynajmniej czas stracony. Raczej okres pełen przerażenia i niedowierzania. Zaraz opowiem Wam dlaczego.

Nadia Murad i jej historia

Książka to wspomnienia z niewoli i walki Nadii Murad, jezyckiej działaczki, z Państwem Islamskim. Dziewczyna pochodzi z Kaudżu, miejscowości znajdującej się w Iraku. W momencie, w którym cały region został opanowany przez ISIS jej wioskę zlikwidowano: wszyscy mężczyźni zostali zabici, podobnie jak starsze kobiety, natomiast te młodsze i dziewczyny, zostały porwane. Stały się niewolnicami seksualnymi, które, zgodnie z przestrzeganym przez bojowników prawem, mogły być odsprzedawane, gwałcone i traktowane jak rzecz, nie jak człowiek. O tym zresztą Nadia wspomina w swoich wspomnieniach wielokrotnie.

Murad podjęła dwie próby ucieczki. Pierwsza z nich skończyła się właściwie zanim się zaczęła: zauważył ją jeden ze strażników. Została za to brutalnie ukarana. Druga próba okazała się sukcesem. Obecnie Nadia Murad jest działaczką społeczną, współpracuje również z ONZ jako ambasadorka dobrej woli do spraw ofiar handlu ludźmi, jeździ po świecie z wykładami i odczytami, w ramach których opowiada swoją historię. Robi to po to, aby, jak sama zauważyła na końcu swojej książki, zostać „ostatnią dziewczyną, której bojownicy wyrządzili krzywdę” (przepraszam, zdradziłam Wam zakończenie).

Książka napisana wraz z Jenny Krajeski

To nic innego jak wspomnienia z życia przed i po likwidacji wioski, w której spędziła dzieciństwo. Niezbyt bogate, jednak spędzone w otoczeniu rodziny, współwyznawców jezydyzmu, ale za to pełne zrozumienia, miłości i wsparcia ze strony najbliższych.

Wspomnienia podzielone są na trzy części. Pierwsza z nich opisuje życie mieszkańców Kaudżu i innych miejscowości przed przejęciem obszaru przez bojowników. Murad opisuje nieciekawą sytuację rodziny, jak i swojego narodu – wyszydzanego z powodu inności religii i zwyczajów. Dużo miejsca poświęca również wyjaśnieniu niepokojów związanych z coraz bardziej zacieśniających się wpływów ISIS w regionie i braku chęci pomocy ze strony irackiej policji. Kończy się w momencie wkroczenia bojowników do wioski.

photofacefun_com_1536735918

Druga część, ta najbardziej tragiczna, to opowieść o tym, co stało się z nią, jej kuzynkami i siostrami w niewoli. Murad wspomina targi niewolnic, sposób zakupu dziewczyn oraz rejestrowanie „małżeństw” w urzędach (to one oficjalnie pozwalały na gwałcenie i przetrzymywanie jezydek) oraz zmuszanie do przechodzenia na islam. Wreszcie to tutaj można było dowiedzieć się, w jaki sposób mężczyźni traktowali te kobiety, znęcali się nad nimi i jak wyglądało życie mieszkańców -muzułmanów podczas okupacji.

Ostatnia część mówi o tym, co wydarzyło się już po ucieczce Murad z niewoli. Także o tym, w jaki sposób udało jej się przedostać na terytorium Kurdystanu, zamieszkać w obozie dla uciekinierów, wyjechać do Niemiec i zacząć działalność, której poświęca się do dzisiaj. Opisuje tutaj również losy tych członków rodziny, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, którym udało się przeżyć.

Ocena

Trudno jest oceniać czyjeś wspomnienia. Wydaje mi się, że w przypadku takich książek jak ta, treść nie może podlegać werdyktom i krytykom. Mogę jedynie przeczepić się do strony językowej, ale tutaj również wszystko jest bez zarzutu. Po prostu otrzymujemy wstrząsającą historię, dobrze napisaną, przetłumaczoną oraz zredagowaną. Bardzo podoba mi się to, że została ona opatrzona wstępem autorstwa Amal Clooney, której kancelaria mocno zaangażowała się w doprowadzenie przed sąd wszystkich osób odpowiedzialnych za ludobójstwo jezydów.

Warto przeczytać tę książkę, szczególnie jeśli wydaje się nam, że świat jest spokojny i po II wojnie światowej ludzie zmądrzeli na tyle, żeby nie doprowadzić do eksterminacji całych grup ludzi. Być może tutaj w Europie, w Stanach i innych częściach pierwszego świata tak jest. Jednak nie wszędzie jest spokojnie.

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Autor: Nadia Murad, Jenny Krajeski
Tytuł: Ostatnia dziewczyna. O mojej niewoli i walce z Państwem Islamskim
Tłumaczenie: Magdalena Koziej
Wydawnictwo: Prószyński Media
Liczba stron: 380
Cena: 36,99 zł

Sexy Bastard, czyli seria romansów z momentami

Ten wpis jest dowodem na to, że gusta zmieniają się z wiekiem. Zaczęłam czytać literaturę tak zwaną kobiecą, czyli napisaną dla pań przez panie. Na razie taką z momentami 🙂

Na serię Sexy Bastard natknęłam się w trakcie tegorocznych wakacji, kiedy nudziło mi się tak bardzo, że postanowiłam przeczytać wszystko, co mi się nawinie. Nie powiem, że straciłam czas, ponieważ większość z tych książek jest rzeczywiście interesująca, jednak nie da się ukryć, że pojawiło się kilka niewypałów. Koło Sexy Bastard „chodziłam” około tygodnia, ponieważ podejrzewałam, że książka z półgołym mężczyzną na okładce nie może mieć w sobie nic interesującego. Bardzo dużo się nie pomyliłam, ale ocena zależy od tego, czego spodziewacie się po tego typu lekturze.

Seria książek

Seria pod wspólnym tytułem Sexy Bastard została napisana przez amerykańską autorkę Eve Jagger. Gatunkowo umieszcza się ją w kategorii literatury erotycznej, ale niekiedy romansu (wystarczy spojrzeć na różne strony internetowe księgarni, żeby zobaczyć takie rozróżnienie). Całość jak na razie obejmuje cztery tomy:

  1. Sexy Bastard Tom 1 Hard
  2. Sexy Bastard Tom 2 Cash
  3. Sexy Bastard Tom 3 Knox
  4. Sexy Bastard Tom 4 Jackson

Wspólny tytuł odnosi się do tak zwanego Klubu Seksownych Drani, mężczyzn, którzy z różnych powodów uznali, że nie zależy im na stałych związkach z kobietami, a wolą jedynie przygodne spotkania z kochankami na jedną noc. Ale, i to jest wspólny element dla wszystkich powieści, spotykają kogoś, kto okazuje się idealnym przeciwnikiem: kobiety piękne, inteligentne, szanowane w środowisku, z pasjami, a przede wszystkim namiętne i niechętne stałym związkom. Ponieważ to od seksu zaczyna się zaangażowanie pomiędzy dwoma stronami.

 

3

 

Oczywiście, nie muszę wspominać, że dranie są niezwykle seksowni, wykonują zawody, które pozwalają im zarabiać ogromne pieniądze i są bardzo sprawnymi kochankami. Nie da się tutaj w końcu ukryć, że w tych powieściach chodzi przede wszystkim o długie opisy seksualnych ekscesów. Na szczęście zróżnicowane 🙂

Ocena

No tak, nie mogę ukrywać, że nie jest to literatura najwyższych lotów. Wszystkie powieści oparte są na tym samym schemacie, którego podstawy są budowane na podstawie słynnej serii o Greyu. Na szczęście nie ma aż tak wielu podobieństw, żeby całość stała się nieznośna i nie do czytania. Każda z części opowiada o romansie jednego z seksownych drani i okoliczności znajomości są różne, to jest wielki plus. Dzięki temu rzeczywiście te książki czyta się z ciekawością.

Niemal połowa każdej powieści to sceny seksu. Opisane dosyć soczystym językiem. Podejrzewam, że tłumacz lub tłumaczka mieli niezłą zabawę z ich tłumaczeniem na polski. Wszystkie opisy czyta się ciekawie, sytuacje są różnorodne i nie zawierają przemocy. Ogólnie ok.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to nieco wulgarny język. No, ale używanie takiego słownictwa w momentach, które go nie wymagają staje się coraz bardziej powszechne. Szczególnie w czasach, w których niewiele rzeczy już nas szokuje. Dodatkowo czwartej części zdecydowanie przydałaby się lepsza korekta – literówek tutaj bez liku.

Podsumowując, ogólnie fajna seria dla osób, które lubią poczytać sobie nieco bardziej pikantną literaturę o ludziach, którzy mają sporo pieniędzy i niewiele problemów. Czyta się szybko, ponieważ akcja, tak jak numerki, jest szybka. Ot, cztery książki na cztery dni urlopu 🙂

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

Autor: Eve Jagger
Tytuł: Sexy Bastard
Tytuł oryginalny: Sexy Bastard
Tłumaczenie: różni tłumacze
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 220-280
Cena: ok. 40 zł każda