Jak zacząć przygodę z audiobookami? 5 przydatnych wskazówek

Tematem ostatniego live`a na Instagramie były audiobooki i sposoby na to, w jaki sposób przygotować się i polubić słuchanie książek. Dziś wracam do tego tematu i zgodnie  obietnicą prezentuję Wam 5 porad, jak rozpocząć i kontynuować przygodę z książkami w formie audio.

Zacznijmy od tego, dlaczego zaczęłam słuchać książek, a nie czytać. To wszystko było związane z tym, że w pewnym momencie mojego życia byłam chora. Teoretycznie niezbyt poważnie, bo mogłam chodzić do pracy, ale jednak na tyle, że wszystko wymagało ode mnie podwójnego wysiłku. Czytanie książek nie wchodziło w grę, ponieważ po pięciu stronach byłam dosłownie wypruta. A że bardzo brakowało mi tego, postanowiłam spróbować słuchać.

Ściągnęłam aplikację i zdecydowałam się na jedną książkę. Tak testowo. Był to kryminał Maxa Czornyja pod tytułem „Winna” w interpretacji Szymona Bobrowskiego oraz Anny Cieślak. Trochę trwało zanim skoczyłam słuchać, ale po pierwsze bardzo brakowało mi książek w jakiejkolwiek formie, a po drugie – odkryłam, że audiobooki są jednak fajne, bo można sobie leżeć i nic nie robić i słuchać. Poza tym nie męczą się oczy, a to też jest spora zaleta, z której cieszę się po dziś dzień, kiedy znów mogę pochłaniać książki papierowe.

pexels-photo-1337753

Obecnie moje „czytanie” audiobooków wygląda tak, że mam swoje wyznaczone pory słuchania, np. z rana przy śniadaniu oraz tuż przed spaniem (w formie takiej dobranocki). Poza tym sięgam po nie także wtedy, gdy jestem zmęczona i nie chcę dodatkowo męczyć oczu i kiedy pojawia się jakaś nowość w interpretacji albo moich ulubionych lektorów, albo jakichś bardziej znanych aktorów.

Jak zacząć słuchać audiobooki? U mnie zdarzyło się to przypadkiem, ale zauważyłam kilka rzeczy, które mogą pomóc Wam wkręcić się w świat książek do słuchania. Oto moje porady.

 

5 wskazówek dla rozpoczynających przygodę z audiobookami

1. Na swojego pierwszego audiobooka wybierz historię, która bardzo Cię interesuje.

Wtedy będzie większa szansa na to, że przesłuchasz książkę od początku do końca. Dla tych, którzy nie wiedzą, na jakiego audiobooka się zdecydować przygotowałam zestawienie 5 bardzo ciekawych audiobooków, które możecie znaleźć tutaj KLIK  .

Poza tym zestawieniem znalazły się również książki, które także nadadzą się do przesłuchania:

  • Akta Dresdena Jim Butcher (10 części do wysłuchania)
  • Kroniki żelaznego druida Kevin Hearby (10 części do wysłuchania)
  • A ja żem jej powiedziała Kasia Nowosowska
  • wszystkie kryminały Maxa Czornyja

To tak w skrócie, może akurat te podpowiedzi to będzie coś, co Wam podpasuje.

2. Znajdź dobry moment na słuchanie.

Wiele osób mówi, że nie potrafi się skupić na słuchaniu książek. To jest umiejętność, którą trzeba w sobie rozwinąć, ale nie da się tego zrobić wykonując jednocześnie kilka innych czynności. Owszem, można robić i słuchać, ale wtedy skupiamy się raczej na tej drugiej aktywności, a nie słuchaniu i w efekcie nie pamiętamy za dużo z samej książki. Lepiej jest znaleźć chwilę spokoju, usiąść w fotelu lub położyć się na sofie, kanapie i słuchać. Przyniesie to znacznie więcej pożytku, a dodatkowo sprawi, że nauczycie się skupiać na czytanych książkach.

3. Spróbuj znaleźć ulubionych lektorów

Po przesłuchaniu wielu audiobooków udało mi się znaleźć swoich ulubionych lektorów i wiem, że jeśli wybiorę książkę czytaną przez jednego z nich to na pewno się nie zawiodę. Nie lubię tych, którzy nie potrafią interpretować tekstu albo czytają tak wolno, że można umrzeć zanim usłyszy się zakończenie książki. Wierzcie mi, tacy istnieją.

Do moich ulubionych należą:

  • Olga Bołądź
  • Marcin Popczyński
  • Filip Kosior

Ściągam na wirtualną półkę wszystko, co czytają, ponieważ robią to doskonale.

4. Nie słuchaj na siłę

Mam taką zasadę, że nie słucham książek na siłę. I stosuję ją zarówno co do czasu przeznaczonego na słuchanie, jak i do powieści, które mi po prostu nie leżą. Dlaczego? Z tego powodu, że obecnie każdego miesiąca pojawia się tak wiele i ciekawych, i nieinteresujących mnie książek, że staram się je selekcjonować. No i najzwyczajniej jest mi szkoda czasu na coś, co mnie zupełnie nie interesuje.

pexels-photo-3394662

Co do czasu „czytania” to musicie pamiętać, że tak jak normalnym czytaniem, również słuchaniem można się zmęczyć i trzeba wtedy zrobić przerwę. Mimo to mogę Cię zapewnić, że słuchanie książek jest szybsze, czyli odbywa się bardziej sprawnie niż czytanie książek tradycyjnych.

5. Nie poddawaj się

Czasem książki przeczytane zwyczajnie są lepsze. Po pierwsze, ktoś je nam przeczyta i zinterpretuje. To z kolei sprawi, że nawet średnio ciekawa historia może okazać się porywająca. Zdarzyło mi się to już kilka razy. Poza tym zazwyczaj, poza nowościami, wybieram pozycje trudne. Ich słuchanie mniej nuży i pozwala dostrzec dobre strony.

Uff, to tyle. Mam nadzieję, że dzięki tym poradom chociaż w minimalnym stopniu odnajdziecie przyjemność w słuchaniu audiobooków.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

 


Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Możesz zapisać się poniżej.

Reklamy

Nowoczesna czarodziejka

Nie polubiłyśmy się z tą książką. Dlaczego? Przeczytaj recenzję, żeby się dowiedzieć.

Nie zawsze jest tak, że czytam tylko i wyłącznie beletrystykę. Niekiedy kuszą mnie książki o innej tematyce. Nie tak dawno pisałam Wam o niby reportażu pod tytułem „Psychopaci”, a teraz  piszę o poradniku dla nowoczesnej czarodziejki.

Oczywiście link do wspomnianych wyżej „Psychopatów” pozostawiam Wam tutaj, gdybyście chcieli bardzo przekonać się, czy ta książka to rzeczywiście coś dla Was (LINK).

Nieco o autorce

Książka pod tytułem „Nowoczesna czarodziejka. Twój sukces” została napisana przez Ewę Kassalę. Przyznam szczerze, że w momencie, w którym ta pozycja trafiła w moje ręce miałam niejasne przeczucie, że gdzieś to nazwisko już słyszałam. Tylko gdzie? Sięgnęłam zatem do źródeł i odświeżyłam swoją pamięć przede wszystkim do napisanych przez nią książek. Lista jest imponująca:

Do tego autorka otrzymała wiele nagród:

  • Queen of Charity – Kultura Kobiet
  • Bizneswoman Roku 2015 – Sukces Pisany Szminką
  • Chapeau bas – Soroptimist International Silesia
  • Telekamera – Sfera TV
  • Wyróżnienie Ekolaur – Polska Izba Ekologii
  • Wyróżnienie Skrzydło Ikara
  • Stalowy goździk – Forum Kobiet
  • Pierścień Stulecia Niepodległości RP

Przypomnienie sobie tego wszystkiego sprawiło, że byłam w stanie spokojnie podejść do lektury. Uwierzyłam bowiem, że kobieta, która zdobyła wiele nagród i ma za sobą napisanie sporej ilości książek będzie w stanie przekonać mnie o tym, że jako nowoczesna czarodziejka odniosę sukces.

pf_1584869627

Nowoczesna czarodziejka – poradnik dla współczesnych kobiet sukcesu

Z czym spotykamy się w momencie otwarcia tomu? Z podziałem na kilka części. Pierwsza z nich dotyczy pojęcia czarownictwa (jest takie słowo), bycia czarownicą teraz i w przeszłości. Czytelnik może zatem dowiedzieć się, kto był czarownicą, jak to się działo, że niewinne kobiety były palone na stosach, jak je rozpoznawano i w jaki sposób torturowano. Mamy też przewodnik po atrybutach czarownicy: jakie nosiły stroje, jakimi zwierzętami i przedmiotami się otaczały. Do tego dochodzi jeszcze informacja na temat wiccan jako nowoczesnych czarownicach i ich konwentach (ciekawy opis, muszę przyznać) oraz sabatach w przeszłości. Fajnym elementem jest część zawierająca cytaty z osławionego „Młota na czarownice” oraz fragmenty dotyczące czarownic z kilku dzieł polskich twórców, między innymi Franciszka Bohomolca.

pf_1584869695

Część druga poświęcona została sposobom na osiągniecie sukcesu. I jest to, jak mi się wydaje, część poradnikowa tej książki. Czego możemy się z niej dowiedzieć? O tym, w jaki sposób powinniśmy się ubierać, stać (postawa jest ważna), gestykulować oraz patrzeć. Do tego przepis na to, w jaki sposób pozbyć się zadań, które nas odrywają od ważniejszych spraw, trochę ekocytatów ze świętej Hildegrady i wywiady z osobami, które sukces odniosły.

Trzecia część poświęcona jest Opolszczyźnie. Tutaj pojawiają się sylwetki ważniejszych miast oraz krótkie wpisy o osobistościach pochodzących z tego regionu.

Moja ocena

Hmmm. Nie wiem, co napisać o tej książce, ponieważ nie rozumiem idei jej powstania. Może jak podzielę tę opinię na składowe, np. treść, uporządkowanie oraz szatę graficzną to będzie mi lepiej ją ocenić.

Jeśli chodzi o zawartość to mam wrażenie, że jest tutaj dużo wszystkiego, ale pobieżnie. Niby mamy historię czarownic oraz ich prześladowania i może interesujący pomysł na porównanie kobiet, które parały się „magią” w ubiegłych wiekach oraz obecnie, ale fakty przedstawione tutaj są powszechnie znane nie tylko osobom, które mają fioła na punkcie historii. Każdy na jakimś etapie swojej edukacji szkolnej czy kulturalnej to wie. Po co zatem silić się na powierzchowny rys historyczny dodatkowo zestawiając go z horoskopem, opisem niby magicznych ziół i przepisem na ogórki (serio!). Podobnie jest w części poświęconej sukcesowi. Każdy z nas, bardziej lub mniej, jest w stanie zacytować kilka przepisów na osiągnięcie większego lub mniejszego sukcesu, zna bardziej lub mniej wpływ naszej postawy i gestów na to, w jaki sposób odbierani jesteśmy przez innych. Porady na temat ubioru i fryzury można znaleźć w każdej telewizji…

Co do uporządkowania książki wydaje mi się, że jedyny porządek wprowadza tutaj podział na części. Przy czym w ich wnętrzu już tak dobrze nie jest, szczególnie w rozdziale pierwszym. Ja na przykład przesunęłabym fragmenty o czarownicach, jeśli już koniecznie musiałabym je pozostawić w książce, na początek, czyli tam, gdzie znajduje się rys historyczny. I wydaje mi się, że pozbyłabym się wypowiedzi słynnych ludzi o czarach. To tak przykładowo.

Ogromną zaletą tej książki jest szata graficzna. Twarda okładka, piękne ilustracje i zdjęcia, wyraźna czcionka. Bardzo dobrze tę książkę się oglądało. Jednak na nieszczęście dla tej publikacji, w książkach, o ile nie są albumami, chodzi o treść, której tutaj brakuje.

pf_1584869762

Poza tym do tej pory zastanawia mnie, w jaki sposób nawiązanie do czarownic z przeszłości, ma sprawić, że ja współczesna zostanę czarodziejką i osiągnę sukces. Może zostanę czarodziejką sukcesu? Jeśli taki był zamysł tej książki, dlaczego nie napisano mi tego wprost tylko musiałam się tego domyśleć? Myślę, że gdyby taka idea rzeczywiście przyświecała powstaniu tej książki to z pewnością znalazłaby się w niej inna treść, pewne fragmenty na pewno zostałyby z niej wyrzucone i zastąpione poradami bardziej przystającymi do tematyki książki i przydatnymi w nowoczesnym świecie.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Ewa Kassala
Tytuł: Nowoczesna czarodziejka. Twój sukces
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 276
Cena: 45 złotych

12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat

Kwestia ekologii staje się w obecnym świecie coraz bardziej paląca i, nie ma czego ukrywać, stanowi centrum zainteresowania nie tylko dużych koncernów, ale również zwykłych zjadaczy chleba. Takich jak Ty i ja. Właśnie z myślą o nich wydawnictwo Prószyński i S-ka wydało niewielkich rozmiarów książeczkę o tym, w jaki sposób być eko w codziennych sytuacjach.

Wspomniana wcześniej książka to „12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat”. Opracowanie to powstało we współpracy z ekspertami z organizacji WWF. Świetnymi ilustracjami opatrzył je rysownik znany wszystkim jako Andrzej Rysuje.

21 sposobów
12 sposobów, jak ocalić nasz świat

12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat

Pozycja podzielona jest na 12 rozdziałów, które obejmują, jak mi się wydaje, najważniejsze aspekty życia codziennego każdego człowieka, czyli:

  • kupowanie ubrań,
  • energia elektryczna,
  • woda,
  • codzienne poruszanie się po mieście,
  • wykorzystanie zasobów papieru,
  • dieta,
  • zakupy żywieniowe,
  • zapotrzebowanie na dobra luksusowe,
  • kwestia czystego powietrza,
  • wyjazdy na urlop,
  • inwestycje w firmy, których działalność jest  dobra dla środowiska,
  • pozostawianie po sobie śmieci.

Wszystkie te kwestie poruszane są w sposób zrozumiały, ciekawy i poparte wieloma danymi statystycznymi oraz przykładami działalności z wielu krajów. Ta książka po prostu pokazuje, w jaki sposób można żyć w zgodzie z zasadami ekologii i że zmiana trybu życia nie jest bardzo trudna. Wskazane wprost wskazówki są proste do wdrożenia i…mają jeszcze jeden skutek. Chodzi też o to, że można sporo zaoszczędzić. Dlatego jeśli kogoś nie przekonują kwestie ochrony środowiska, może patrzeć na tę książkę jako zbiór porad o tym, co zrobić, żeby w portfelu zostało więcej pieniędzy. Chociaż oczywiście nie o to w tym opracowaniu chodzi.

A o co chodzi? To wyjaśnia Ben Fogle, ambasador WWF  i patron dzikiej przyrody z ramienia tejże organizacji w napisanym do tej książki wstępie:

Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które w pełni pojmuje czynione przez ludzkość spustoszenia. Jesteśmy też ostatnim, które może odwrócić bieg spraw i nadać mu właściwy kierunek – dla zdrowia, dostatku i bezpieczeństwa naszych dzieci, wnuków i przyszłych pokoleń.

Z tego powodu musimy zrobić wszystko, aby planeta, na której mieszkamy starczyła nie tylko nam, ale również przyszłym pokoleniom. W przeciwnym razie stanie się z nami to, co z dinozaurami.

Moja ocena

Ocena wystawiona temu opracowaniu nie może być inna niż pozytywna. Po pierwsze dlatego, że wielu ludziom wydaje się, że ekologia to, coś na co ich nie stać, ponieważ naczytali się, że produkty i rozwiązania eko są o wiele droższe. A okazuje się, że dbanie o środowisko zaczyna się już na poziomie naszych decyzji i naszych portfeli. Możemy przecież lepiej zaplanować zakupy żywnościowe po to, aby nie marnować żywności lub nie zaopatrzyć się w dziesiątą w tym sezonie bluzeczkę kiepskiej jakości tylko dlatego, że jest modna. To, że życie w zgodzie z naturą jest związane z naszymi wyborami zakupowymi oznacza bardzo prostą zależność: kupisz mniej, fabryka zobaczy, że jest mniejsze zapotrzebowanie i wyprodukuje mnie. Proste?

Muszę przyznać się jednak, że po lekturze tej książki naszła mnie gorzka refleksja, że mimo takich wspaniałych inicjatyw jak napisanie tego właśnie opracowania, my jako kraj nie jesteśmy gotowi na to, żeby wspomóc swoich obywateli w zmianie stylu życia na bardziej ekologiczny. Mam tutaj na myśli wszelakie rozwiązania prawne, a raczej ich brak, związany z udostępnianiem alternatywnych sposobów zasilania swojego domu w energię. Chociaż może to tylko moja obserwacja i to w dodatku mylna?

Niemniej jednak polecam Wam tę książkę, ponieważ dzięki jej lekturze możecie zmienić swoje życie i swoje najbliższe otoczenie. I myślę też, że fajnie byłoby zostawić swoim dzieciom planetę w takim stanie, w jakim ją znamy.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka za możliwość przeczytania tej książki. Możecie znaleźć ją pod tym linkiem: https://www.empik.com/12-sprytnych-sposobow-jak-ocalic-nasz-swiat-opracowanie-zbiorowe,p1236558615,ksiazka-p.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: WWF
Tytuł: 12 sprytnych sposobów, jak uratować nasz świat
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 248
Cena: 38 złotych

Moje sposoby na tanie książki

Książki mogą kosztować sporo. Dlatego warto szukać sposobów na tanie czytanie. Oto kilka z nich.

Patrząc na obecne ceny książek w księgarniach stacjonarnych i internetowych można dosłownie złapać się za głowę. Kiedy nie kupuje się w promocji lub w ramach jakichś zorganizowanych akcji typu „darmowa przesyłka”, cena za bycie na bieżąco z książkami jest niekiedy bardzo wysoka.

Przykład? Koszt zamówienia nowości z pewnej dobrze znanej księgarni internetowej, o zawartości tej przesyłki zresztą pisałam Wam tutaj  to około 190 złotych. Sporo jak na pięć książek i to kupionych w promocji w przedsprzedaży (nie licząc tutaj oczywiście czasu, który trzeba było odczekać na przesyłkę).

 

pf_1529827411

Książki można kupować taniej, trzeba jednak wiedzieć, w jaki sposób to zrobić. I w sumie to jest inspiracja do tego wpisu. Postanowiłam pokazać Wam, jak zaopatrywać się w literaturę i jednocześnie ograniczyć koszty swojego hobby. Zacznijmy zatem!

1. Biblioteka miejska

W moim mieście znajdują się dwa miejsca, w którym za darmo można mieć książki. To Biblioteka Miejska oraz Książnica Pomorska. W przypadku tej drugiej, jedyny koszt, jaki trzeba ponieść, to jakieś 5 złotych za wyrobienie sobie karty bibliotecznej. I tyle. Potem można wypożyczać i wypożyczać. Oczywiście, znacznym minusem jest to, że niekiedy trzeba czekać na swoje upatrzone książki przez kilka dni lub tygodni, jednak jeśli należy się do w miarę dobrej zaopatrzonej biblioteki i ma chody u bibliotekarza, wiele rzeczy można sobie załatwić. Biblioteka to najtańszy i chyba najmniej skomplikowany sposób, w jaki można załatwić sobie lekturę – zakładając, że nie przekroczymy czasu wypożyczenia. Dodatkowo upatrzone powieści można teraz w większości filii rezerwować przez internet.

2. Wyprzedaże w księgarniach

Moje ulubione. Ogólnie lubię wyprzedaże, ponieważ można na nich wyhaczyć wiele interesujących rzeczy za niewielką kwotę, a w przypadku książek obniżka może być naprawdę spektakularna. Z tego powodu dwa razy do roku bardzo wnikliwie przeglądam strony internetowe tych księgarni, które, jak dla mnie, mają najlepsze oferty. W taki sposób na początku lipca zdołałam kupić książki o wartości ponad stu złotych za 42.

Do tego oczywiście dochodzą wszelkiego rodzaju promocje w stylu „dwa za jeden” albo darmowa przesyłka powyżej iluś tam złotych. Obowiązkowo wykorzystuję możliwość obkupienia się w przeogromne ilości książek z okazji Międzynarodowego Dnia Książki, ponieważ każda księgarnia organizuje swoje własne promocje i oferty tego dnia są naprawdę atrakcyjne.

Odwiedzam zresztą nie tylko strony internetowe, ale również hipermarkety, biedronki, a także wszystkie miejsca, o których wiem, że można znaleźć książki taniej. Kiedyś zdarzyło mi się kupować powieści anglojęzyczne w second handach.

3. Przedsprzedaże

Druga moja ulubiona podstrona w księgarniach internetowych. Już na początku nowości można kupić z rabatem, zazwyczaj kwoty nie są oszałamiające. Ot, różnica 4-5 złotych, jednak przy większych zamówieniach okazuje się, że razem ta różnica składa się zazwyczaj na jedną książkę. Również tutaj porównuję ceny przedsprzedażowe na kilku stronach i możecie mi wierzyć, one nie są zawsze takie same. Zazwyczaj taka różnica wynosi parę groszy, niekiedy złotówkę w jedną lub drugą stronę i wtedy wygrywa ta, która szybciej lub w bardziej wygodny sposób dowiezie mi moje zamówienie.

4. E-booki w subskrypcjach typu Legimi lub Voblink

Wiele mówi się o tym, że taka oferta jest bardzo niekorzystna dla wydawców. Chodzi oczywiście o koszty związane z wydaniem i promowaniem książki. Nie da się ukryć, że miesięczny abonament w wysokości około 50 złotych (w promocji z czytnikiem e-booków) to gratka, ponieważ za te pieniądze daje dostęp do niezliczonej liczby książek. Ilości, którą normalnie trzeba byłoby zakupić w księgarni w formie papierowej i wydać na nią kupę kasy. Cóż, w kraju, w którym niektórzy na powieść w średniej cenie muszą pracować około 4 godzin, takie subskrypcje są bardzo dobrym rozwiązaniem, kiedy chce się, żeby ludzie czytali coś więcej niż gazetki promocyjne…

Osoby, które mają własny czytnik e-booków, mogą skierować się do bibliotek miejskich, ponieważ wiele z nich oferuje darmowy miesięczny dostęp do zasobów Legimi. W moim mieście po taki kod idzie się do najbliższej filii i zyskuje nielimitowany dostęp do ogromnej ilości książek. Z kolei Książnica Pomorska, za niewielką opłatą, daje dostęp do IBUK-a, książek online od PWN.

5. Akcje wymiany książek, swapy, book crossing, konkursy

Wszystkie akcje, w których można zakupić książki za przysłowiową złotówkę w moim mieście organizowane są regularnie przez Bibliotekę Miejską oraz Książnicę Pomorską, wystarczy jedynie regularnie śledzić ich profile na Facebooku, ponieważ to tam z wyprzedzeniem informuje się o kiermaszach. Dodatkowo, od czasu do czasu, organizuje się dodatkowe akcje, gdzie można wystawić książki na sprzedaż i zaopatrzyć się w nowe. Podobnie zresztą bookcrossing i inne atrakcje…

Innym sposobem jest branie udziału w konkursach, zarówno tych organizowanych przez wydawnictwa, jak i blogerów i instagramerów. Tutaj wybór jest naprawdę nieograniczony. Nie wspominając także o wszelkiego rodzaju akcjach promocyjnych, gdzie odpowiadając na pytania w ankietach można otrzymać za darmo książki do zrecenzowania.

W taki sposób staram się kupować taniej. A Wy? Jakie macie sposoby?

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

Poradniki o minimalizmie, czyli jak nauczyć się czerpać przyjemność z posiadania mniej

Ten temat chodził za mną już od jakiegoś czasu. Od dawna czytam poradniki lub książki filozoficzne, które swoją tematyką skupiają się na minimalizmie. Nie mam tutaj na myśli Marie Kondo i jej „Magię sprzątania” , bo jakoś mnie nie wciągnęła. Serio, nie rozumiem fenomenu tej książki. Może dlatego, że nie lubię sprzątać 🙂 Jednak jakiś czas temu natknęłam się na książkę Leo Babauty pod tytułem (oczywiście) „Minimalizm”. Chociaż nie, najpierw były artykuły w różnych gazetach i opinie zbulwersowanych, że jak to mało rzeczy i w ogóle. Tymczasem książka Baubuty to kwintesencja tego, o czym w minimalizmie chodzi. Ale do rzeczy…

Minimalizm, czyli co?

Słownikowo to nic innego tylko „ograniczenie do minimum potrzeb, dążeń i wymagań (Słownik Języka Polskiego”. Natomiast w różnych źródłach dotyczących tego nurtu można dowiedzieć się, że jest to postawa, która może być obecna niemal w każdej dziedzinie naszego życia i która może dotyczyć na przykład ograniczania posiadanych przez siebie rzeczy, redukcję posiadanych przez siebie rzeczy oraz/lub zwiększenie stopnia swojej samowystarczalności. Chodzi tutaj o to, żeby nie utożsamiać zadowolenia i satysfakcji z życia z posiadanymi przez siebie przedmiotami. Oczywiście minimalista nie musi ograniczać się do posiadania określonej liczby rzeczy (np.jak to było marcowym „Elle” do ograniczenia garderoby do 33 sztuk ubrań), ale takim życiu, aby nasz dobytek stanowiły rzeczy, które naprawdę są nam potrzebne do przeżycia. Czyli na przykład liczba sztućców odpowiadająca rzeczywistym potrzebom zamiast zastawy dla pułku wojska.

To, co jest istotne w minimalizmie to przede wszystkim przeświadczenie o tym, że nadmiar prowadzi nas do nieszczęścia. I to dosłownego, ponieważ posiadając zbyt wiele przedmiotów jesteśmy przytłoczeni ich liczbą. Autorzy często starają się z resztą dowieść, że mając mniej i przebywając w nieprzeładowanych pomieszczeniach będziemy czuć się lepiej. Rezygnacja z pewnego stylu życia, opartego na konsumpcji, nie tylko ma pomóc nam mieć mniej, ale również zadbać o zasobność naszego portfela, ponieważ kupowanie mniej oznacza mniejsze wydatki. Idąc dalej tym tropem, mniejsze potrzeby przekładają się na niższe koszty życia, co bezpośrednio prowadzi do zredukowania czasu, który potrzebujemy spędzić w pracy, żeby zarobić na wszystkie kredyty i naszą niepohamowaną chęć posiadania więcej i więcej. W zamian można poświęcić się pracy dla społeczności, swojej rodziny, a nadwyżkę pieniędzy wydać na niezbędne produkty, które charakteryzują się wysoką jakością, doskonałym wykonaniem lub pozwolą nam na gromadzenie doświadczeń.

Kilka słów o minimalizmie.

Te podręczniki minimalizmu powinieneś przeczytać

Oto kilka książek na temat minimalizmu, które, jak mi się wydaje, podają najwięcej informacji na temat tego, w jaki sposób zacząć i jak organizować swoje nowe życie. Oczywiście lista jest jak najbardziej subiektywna i może zdarzyć się, że polecane przeze mnie pozycje mogą Wam nie podpasować.

  • Leo Babauta „Minimalizm-żyj zgodnie z filozofią minimalistyczną”

Moja pierwsza książka dotycząca minimalizmu, którą przeczytałam po prostu z ciekawości. Chciałam dowiedzieć się, o co chodzi i dlaczego tyle osób się tym nurtem interesuje. Ta pozycja jest podstawą dla wszystkich, którzy tak jak ja poszukiwali lub poszukują informacji na ten temat. Mimo że liczy sobie niecałe 150 stron, jest skondensowana pod względem treści i przekazuje informacje na temat ograniczania się niemal w każdej dziedzinie życia: zakupów, zmniejszania liczby posiadanych przez siebie przedmiotów, kwestii finansowych, a nawet organizowania ikonek na pulpicie komputera! Babauta jest guru minimalistów, a jego blog odwiedza non stop kilka tysięcy ludzi. Warto uczyć się od najlepszych.

  • Anna Mularczyk-Meyer „Minimalizm po polsku, czyli jak uczynić życie prostszym”

Jest to odpowiedź na to, w jaki sposób dopasować rady z amerykańskich poradników do polskich realiów. Nie wiem, czy Wy również macie to odczucie, że niektóre z nich totalnie nie dają się zastosować w Polsce – nasze realia niekiedy są bardzo różne. Natomiast tutaj pojawia się książka, która mówi dokładnie o tym, jakie problemy może napotkać na swojej drodze minimalista mieszkający w naszym kraju. I co ważne, rozprawia się ze stereotypami, w tym słynnym posiadaniem jedynie 33 rzeczy. Warta polecenia po tym, jak zdobędziecie już podstawową wiedzę.

  • Anna Mularczyk-Meyer „Minimalizm dla zaawansowanych, czyli jak uczynić życie jeszcze prostszym”

Taak. Wahałam się bardzo, czy umieścić tę książkę w zestawieniu, ponieważ w moim mniemaniu nie wnosi ona zbyt wiele do zagadnienia minimalizmu. Skupia się raczej na przedstawieniu życia osób mieszkających w Polsce, które zdecydowały się świadomie na uproszczenie swojego życia. Jednak jest ona jedną z niewielu pozycji na ten temat, które zostały napisane typowo z myślą o polskich minimalistach. Powiedziałabym jednak, że jest to pozycja dla fanów filozofii, a nie przewodnik/podręcznik.

  • Regina Wong ” Uwolnij przestrzeń”

Niewielkich rozmiarów książka na temat minimalizmu stała się jedną z moich ulubionych lektur ostatnio. Zawiera wszystko to, czego mogłabym spodziewać się o książce, której zadaniem jest odmienić czyjeś życie. Napisana jest w ładny i spokojny sposób (nie wiem, czy mogę w taki sposób to określić, ale autorka naprawdę pisze tak, że człowiek się uspokaja), do wywodu dochodzą cytaty słynnych osób związanych z tym nurtem oraz ćwiczenia do wykonania samodzielnie, np. sprzątania, oraz do przemyślenia. Bardzo ją polecam.

Podejrzewam, że nie są to wszystkie książki o minimalizmie, które zostały napisane i które powinnam przeczytać. Wydaje mi się, że to właśnie z nich będziecie w stanie wyciągnąć najwięcej treści.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

 

„Szczęśliwa skóra” Adina Grigore

W obecnych czasach bardzo ważny jest dla nas piękny wygląd, zdrowe ciało i przede wszystkim idealna skóra. Z tego powodu staramy się inwestować w siebie: odpowiednie kosmetyki oraz zabiegi, które mają nam w tym wszystkim pomóc. Ale co jeśli to, co robimy ma odwrotny skutek i zamiast gładkiej skóry, kosmetyki powodują jeszcze więcej wyprysków, pieczenie i swędzenie, ponieważ zawierają składniki, które nie są korzystne dla naszego ciała, czyli szkodzą. Taką tezę stawia w swojej książce pt. „Szczęśliwa skóra” Adina Grigore i podaje swój przykład.

Autorka pisze, że od zawsze miała ogromne problemy skórne, na które nie pomagały żadne leki oraz kosmetyki. Było odwrotnie, maść zapobiegająca np. wypryskom drażniła skórę w innym miejscu i powodowała swędzenie, pękanie naskórka oraz inne dolegliwości.  Do czasu aż wymęczona Adina postanowiła odstawić je zupełnie, aby sprawdzić, co dokładnie nam szkodzi i to wyeliminować. W ten sposób można uleczyć się samodzielnie. Prosta sprawa.

Jak rozpoznać, co szkodzi?

Program poprawienia swojej skóry składa się tak na dobrą sprawę z dwóch etapów. Po pierwsze obserwowania tego, co się je i jego wpływu na naszą skórę oraz sprawdzenie, które kosmetyki są dla nas niedobre. Sposób jest prosty. Wystarczy przez kilka dni – minimum 3- zapisywać wszystko, co się je i dodawać uwagi na temat pojawiających się niedoskonałości oraz naszego samopoczucia. W tym czasie powinniśmy zauważyć, co jest nie tak z naszą dietą i wyeliminować składniki, które nie są korzystne. W moim przypadku to była czekolada :/, kawa oraz naturalnie fast foody. Po takiej obserwacji musimy wytrzymać bez tych produktów przetrzymać jakiś miesiąc i zacząć ponownie je wprowadzać, oczywiście stopniowo i pojedynczo. Jeśli po ich zjedzeniu będziemy czuć się źle, znaczy, że tego elementu należny unikać.

Podobna obserwacja jest zalecana w przypadku kosmetyków, Tutaj też zapisujemy wszystkie użyte produkty i eliminujemy coś, co sprawia, że wyglądamy źle. W tym miejscu Grigore podaje tabele składników, których bezwzględnie należy unikać wraz z ich nazwami handlowymi. Okazuje się, że wiele z nich znajduje się w popularnych kosmetykach – kiedy zrobiłam przegląd swojej kosmetyczki momentalnie nawróciłam się na te ekologiczne 🙂 Chociaż, jak pisze Adina Grigore, na słowo „ekologiczne” i „naturalne” należy uważać….

Dlaczego warto przeczytać?

Przede wszystkim, aby nabyć świadomość, że nie wszystko, co kupujemy w sklepach, znajduje się tam dla naszego dobra. Wiele z substancji w kosmetykach nam szkodzi, ponieważ nasze ciało nie ma siły pozbywać się trucizn, które nakładamy na siebie codziennie i z tego powodu wyglądamy źle. To stwierdzenie jest oczywiste, jeśli chodzi o jedzenie, ale nie każdy uświadamia sobie, że tak samo może być z kosmetykami. Dla kogoś, kto ma czas na produkowanie własnych kremów, autorka zamieszcza sprawdzone przepisy.

Ja zapamiętałam z tej książki wiele informacji. Przede wszystkim to, że nie zawsze warto wierzyć reklamie, która oferuje cuda i że czasami naprawdę dobre kosmetyki mogą kosztować grosze (kto przeczyta książkę, będzie wiedział, o co chodzi 🙂

Autor: Adina Grigore

Tytuł: Szczęśliwa skóra

Tłumaczenie: Agnieszka Wróblewska

Wydawnictwo: Galaktyka

Ilość stron: 315

Cena: 36,90 zł

Czy warto czytać książki blogerek? 3 recenzje

Ostatnio coraz więcej na naszym rynku wydawniczym pojawia się książek, których autorkami są blogerki. No, nie da się ukryć, że blogi mają znaczny wpływ na to, w co się ubieramy, jakich używamy kosmetyków i co czytamy. Z tego też powodu, w przypadku niektórych nieco bardziej popularnych twórców, pojawiają się oferty napisania książki z danej tematyki. I tak się właśnie dzieje. Pytanie tylko pozostaje takie, czy to, co dostajemy to jeszcze jest książka, czy raczej swego rodzaju album ze zdjęciami…

 

old-1130731_1920

Moje 3 recenzje 

Swoją przygodę z poradnikami (ponieważ w większości przypadków to są właśnie poradniki) rozpoczęłam z książką „Love Style Life” Garance Dore, która jest popularną blogerką modową. I ku mojemu zdziwieniu otrzymałam grubą pozycję, na pięknym papierze i z ogromną liczbą zdjęć. Treści, czyli tego, co powinno znajdować się w książce, było niewiele. Ot, trochę historii z życia blogerki, głównie o tym, w jaki sposób zaczynała swoją przygodę z blogowaniem, oraz kilka porad (żeby nie było) – o tym, co warto założyć na siebie w danej okoliczności i jak zadbać o skórę. Z racji tego, że byłam przyzwyczajona do powieści, czyli treści z dużą ilością literek, przeczytanie jej pozostawiło niedosyt. Ot, taka literatura, żeby mieć co przeczytać w trakcie (krótkiej) podróży pociągiem i się nie zmęczyć.

Podobne odczucia miałam w przypadku lektury książki Pernille Teisbaek „Dress Scandinavian”. Przeczytałam ją bodajże w 4 godziny. Na szczęście od dawna planowałam zmianę stylu na nieco bardziej minimalistyczny, skandynawski, dlatego kwestia ubierania się jak Skandynawka była dla mnie interesująca. Książka Pernille zawiera wiele wskazówek co do tego, jakie wzory i materiały wybierać, żeby wyglądać minimalistycznie właśnie w stylu Dunek. Do tego dochodzi nieodzowna sekcja związana z urodą. Poradnik zawiera wiele zdjęć, jest zorganizowany w sposób minimalistyczny. nawet jego okładka wygląda jak z książek, które drukowane były w latach 90. ubiegłego wieku (trochę to rozczarowujące). Treści oczywiście niewiele, jednak i tak jest jej więcej i jest też o wiele bardziej interesująco niż w przypadku Garance Dore.

Dla porównania zestawiam tutaj poradnik Make Photography Easier Katarzyny Tusk, również blogerki i… muszę stwierdzić, że jestem pozytywnie zaskoczona. Oczywiście, nie ilością zdjęć, ponieważ również tutaj jest ich bardzo dużo, ale przede wszystkim wiedzą zawartą w tym poradniku. Mimo jego niewielkich rozmiarów (jakieś 150 stron), książka składa się na wiele działów i informacji, które zdają się być przydatne zarówno dla nowicjuszy, jak i osób nieco bardziej zaawansowanych w kwestii robienia bardzo ładnych zdjęć, ale poszukujących inspiracji. W porównaniu do poprzednich dwóch książek, które opisałam w tym poście, jest to pozycja, za którą stoją wiedza i doświadczenie. Oczywiście, nie ujmując nic autorkom, nie kwestionuję tutaj tego, co robią, jednak te poradniki na temat ubrania i urody wydają mi się po prostu powierzchowne i niepoważne.

Dlaczego powinieneś sięgnąć po poradnik napisany przez blogerkę? 

No właśnie, dlaczego? Postarałam się zebrać kilka argumentów za.

  • Nie lubisz czytać regularnych poradników, a wolisz skondensowane treści i przykłady w formie zdjęć,
  • Poszukujesz wiedzy aktualnej i dostosowanej do potrzeb social media,
  • Szukasz krótkiej lektury na temat interesujących Cię treści, która doskonale spełni swoje zadanie w pociągu lub autobusie,
  • Masz swoją ulubioną blogerkę lub blogera i chcesz dowiedzieć się nieco więcej na temat początków jej blogowania oraz po prostu cenisz jej/jego pracę.

 

Nie powinieneś brać się za te książki, jeśli: 

  • Lubisz powieści,
  • Nie podobają Ci się książki z przewagą zdjęć lub obrazków,
  • (niekiedy) poszukujesz głębszej analizy i wiedzy,
  • Szukasz poradnika, który będzie liczył więcej niż 150 stron.

 

Czy Wy czytacie poradniki napisane przez blogerki? Podzielcie się opinią w komentarzach!

Pozdrawiam,

Ania

 

P.S. Po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik)

„Francuzki nie potrzebują liftingu” Mireille Guiliano

Francuzki nie potrzebują liftingu dowiedziałam się wiosną tego roku i z racji tego, że byłam na etapie poszukiwania odpowiedniego sposobu pielęgnacji skóry w obawie przed pierwszymi zmarszczkami, zdecydowałam się kupić tę książkę i ją przeczytać. I niestety muszę Wam się przyznać, że się rozczarowałam, ponieważ nie otrzymałam przepisu na to, jak dbać o siebie w stylu Francuzek. To, co wyczytałam, to garść wskazówek typu „moja koleżanka, która ma 60 lat opala się co roku” albo „inna koleżanka od 40 lat używa olejku arganowego”… Czyli w sumie nic ciekawego. Dlatego chciałabym Was przestrzec przed sięgnięciem po tę książkę. Może okazać się, że po prostu stracicie na nią czas i pieniądze. Nie warto, serio.

 

ad1a6-soap-1735715_1920

 

Żeby nie było, że tylko się czepiam to w tym miejscu muszę jednak zauważyć, że idea poradnika dla pań starszych niż 30-latki jest super. Ta książka jest kierowana głównie do nich. A z racji tego, że takich podręczników dla naszych mam nie ma wielu, jest to strzał w dziesiątkę. Jednak, co mam zrobić ja, 30-latka, kiedy czytam, że pani lat sześćdziesiąt parę powinna albo się opalać, albo nie i ubierać w to i w to. Nie wiem, a wskazówki na okładce nie było.

Skoro już mowa o ubieraniu się, ta książka zawiera sporo informacji o tym, jak wyglądać dobrze i stosownie do każdej okazji dla osób w wieku 50+. Listy ubrań, które powinny mieć oraz możliwe ich zestawienia – doskonałe! Do tego miniporadnik savoir vivre, też OK.

 

6f2d6-bath-balls-1617472_1920

 

 

Podsumowując, Francuzki nie potrzebują liftingu to ciekawa książka, okraszona wieloma anegdotkami z życia autorki oraz jej przyjaciółek, ale niestety nie podaje gotowych przepisów w żadnym obszarze ważnym dla kobiet, o którym pisze. Czy warto przeczytać tę książkę? Nie wiem, ja odstawię ją na półkę i wrócę do niej za jakieś 20 lat.

Autor: Mirelle Guilliano
Tytuł: Francuzki nie potrzebują liftingu
Tłumaczenie: Dorota Gruszka
Wydawnictwo: Znak Nowa Litera
Ilość stron: 536
Cena: 34,90 zł
P.S. Po więcej informacji na temat książek, zapraszam Was na moje konto na Instagramie (klik). Tam znajdziecie codziennie trochę o info o tym, co obecnie czytam.
Pozdrawiam,
Ania

„Subtelnie mówię f*ck” Marka Mansona, czyli poradnik o zwyczajnych sprawach

Czy kiedykolwiek myśleliście o tym, że nie jesteście wyjątkowi i być może życie, które wiedziecie jest nudne i przewidywalne, ponieważ życie po prostu takie jest i nie zmienią tego żadne przygody? A może przeglądacie z zazdrością profile w mediach społecznościowych swoich znajomych, którzy odwiedzają przepiękne miejsca na ziemi i zżera Was zazdrość? 

Mark Manson w książce o nieciekawie przetłumaczonym tytule (przykro mi) „Subtelnie mówię f*ck. Sprzeczna z logiką metoda na szczęśliwe życie” stwierdza, że tak na dobrą sprawę jest jedno rozwiązanie: olać to wszystko i przestać udawać, że jesteśmy wyjątkowi. To ostatnie w świecie, w którym z każdej strony słyszymy, że jesteśmy (albo powinniśmy być) VIP-ami jest wręcz bezczelnością. Zamiast wierzyć w to, trzeba jedynie uznać, że zawsze, ale to zawsze, stoi przed nami jakiś wybór i to my jesteśmy odpowiedzialni za jakość naszego życia. Proste, prawda?

No właśnie. I tak na dobrą sprawę na tym opiera się, jak mi się wydaje, fenomen tej książki. Bo niby wszyscy wiedzą, że nie możemy być wszyscy najwspanialsi i najlepsi na świecie, że to dzięki porażkom i nieunikaniu problemów możemy się uczyć i się rozwijać, ale jednak trzeba było napisać o tym książkę…żeby pewne rzeczy móc ponownie sobie uświadomić.

 

Kim jest Mark Manson i dlaczego to jego poradnik muszę przeczytać?

Mark Manson to autor poradników. Nie psycholog, ani nie socjolog. Nie jest ekspertem z masą dyplomów na ścianie, jedynie psychologiem samoukiem, myślicielem i entuzjastą życia. No i jest blogerem.  Szczególnie to ostatnie jest nieco przerażające, szczególnie dla tych, którzy przywykli polegać na słowach mądrych osób z wieloma skrótami przed lub za nazwiskiem (zależy od kraju). A tutaj przychodzi facet, który nie skończył kierunkowych studiów, klnie jak szewc i opowiada prawdy o życiu. Jednak okazuje się, że jego przemyślenia są niezwykle trafne i doskonale wpisują się w to, co przeżywał lub przeżywa każdy z nas: brak pracy po zakończeniu studiów, niezbyt ciekawe i nie do końca dobrze płatne posady i znajomi, którzy publikują zdjęcia z ciepłych krajów zimą (sama mam taką koleżankę!). I śmie twierdzić, że to właśnie nasza pogoń za idealnym życiem i szczęściem na siłę jest powodem naszych problemów. I że nasze dążenie do osiągnięcia tego wymaganego poziomu zadowolenia jest tym, co nas na dobrą sprawę unieszczęśliwia. A skoro tak jest, należy przestać się starać i po prostu to olać!

 

 

Dlaczego warto przeczytać tę książkę?

  • Przede wszystkim, żeby przestać się zamartwiać, że inni mają lepiej od nas. Może nie mają, ale chcą się podbudować tym, że im zazdrościmy.
  • Przestać twierdzić, że wszyscy jesteśmy wyjątkowi i inni powinni nam ustępować, ponieważ wtedy życie staje się nieznośne.
  • Odpuścić sobie zbyt wiele emocji, bo one też nieźle potrafią namieszać.
  • Skupić się na tym, co tu i teraz i nie marnować czasu na gonienie za złudzeniami (większy dom, jeszcze większy dom, itd.)
  • Skupić się na tym, co dla nas ważne po to, aby na koniec nie żałować, że czegoś nie udało nam się zrobić.

 

Nie powinieneś czytać, jeśli…

  • Rażą Cię przekleństwa, bo jest ich w tej książce baardzo dużo.
  • Wolisz udawać, że jesteś wyjątkowy i planujesz nadal zatruwać innym życie.
  • Nie lubisz czytać o oczywistych sprawach.

 

 

pf_1522753956

Tytuł: Subtelnie mówię f*ck. Sprzeczna z logika metoda na szczęśliwe życie

Tytuł oryginalny: The Subtle Art of Not Giving a F*ck: A Counterintuitive Approach to Living a Good Life

Autor: Mark Manson

Tłumaczenie: Leszek Sielicki

Wydawnictwo: Sensus

Liczba stron: 194

Cena: 37 zł

„Skin Coach” Bożena Społowicz

Kilka miesięcy temu na rynku pojawiła się nieco kontrowersyjna książka dotycząca pielęgnacji skóry. Mam tutaj na myśli „Skin Coach” Bożeny Społowicz. Wiele osób, w tym także blogerki i instgramerki, były zachwycone takim kompendium wiedzy na temat właściwego pielęgnowania skóry. Inne zdanie miały osoby, które posiadały doświadczenie jako kosmetyczki i kosmetolodzy. Opinie na temat tej książki były podzielone i pewnie każda osoba, która teraz po nią sięga (o ile to robi) dwa razy zastanowi się nad zastosowaniem rad w niej zawartych. Ja również miałam takie podejście, jednak chciałam wyrobić sobie swoje zdanie na jej temat.
Od razu zaznaczam, że szanuję opinie autorki i, o ile nie są niezgodne z obecnym stanem wiedzy, nie mam nic przeciwko ich wygłaszaniu. Niemniej jednak znalazłam kilka kwestii, które dały mi do myślenia i sprawiły, że muszę podchodzić do nich z rezerwą. Jednak, żeby nie skupiać się tylko i wyłącznie na negatywach, zdecydowałam się podzielić tę recenzję na elementy, które w tym podręczniku pielęgnacji bardzo mi się podobały i na takie, które wzbudziły moje podejrzenia.
Podobało mi się, że:
  • autorka wspomina, że urodę i dobry wygląd skóry nie zawdzięczamy jedynie dobrze dobranym kosmetykom, ale także diecie. Bożena Społowicz zachęca do porzucenia fast foodów, przetworzonego jedzenia na rzecz ciepłych, domowych posiłków i ich powolnego spożywania.
  • zakłada, iż dla dobrego samopoczucia ważne jest dbanie o ogólny dobry stan organizmu i z tego powodu nakazuje robienie badań u lekarza.
  • wskazuje, że poprawa stanu skóry, nawet takiej ze zmarszczkami, jest możliwa i podaje wskazówki opisujące to, w jaki sposób możemy rozpocząć drogę ku lepszemu.
  • pokazuje, że poprawa stanu skóry to proces, który nie zadzieje się natychmiast. Każe czekać i obserwować pozytywne zmiany, przekonując, że potrzeba na nie czasu.
  • we współpracy z coachem stworzyła podręcznik zmian przyzwyczajeń pielęgnacyjnych i dietetycznych.
Nie podoba mi się, że:
  • podaje (w moim mniemaniu) własne klasyfikacje typów cery. Wskazuję tutaj przede wszystkim na cerę interaktywną. Pierwszy raz o niej słyszę…
  • przekonuje do suplementacji i jednocześnie nie podaje źródeł dobrych suplementów diety. Wiemy, że suplement suplementowi nie różny i tak na dobrą sprawę takie środki nie podlegają takiej kontroli jak na przykład leki, co oznacza, że wybranie odpowiedniego „wspomagania” jest trudne. Natomiast rozdział (podrozdział?) poświęcony suplementom to zaledwie jedna kolumna tekstu.
  • nieustannie atakuje blogerki i inne osoby publikujące w internecie o to, że publikują niesprawdzone informacje i tym samym powodują zamęt w głowach osób, które nie mają doświadczenia w poszukiwaniu właściwych informacji. Cóż, autorka również prowadzi swojego bloga, który, jak rozumiem, prowadzony jest z niezwykłą dbałością o wyszukiwanie najmniejszych błędów.
  • przekonuje, iż wydawanie ogromnych sum pieniędzy na polecane przez nią kosmetyki są najlepszym wyjściem. Nie przemawia do mnie argument, że z pewnością wydam na tańsze kosmetyki podobną sumę. Wiem, że nie wydam, więc argumentowanie, że polecane (nieznane mi) marki są dobre tylko dlatego, że ktoś o nich pisze dobrze w swojej książce, mnie nie przekonuje. Biorąc pod uwagę to, że autorka nie zezwala na stosowanie testerów i próbek…Nie kupuję w ciemno produktów o wartości 200 złotych w górę.
  • twierdzi, iż skóra w nocy zregeneruje się sama bez potrzeby nakładania na nią kremu. Próbowałam. Moja była szorstka i pokryta warstewką sebum (mam tłustą). Nic przyjemnego, także dziękuję.

 

Ocena: Cóż, mogę stwierdzić, że w tym przypadku czytacie na własną odpowiedzialność. I o ile z niektórymi kwestiami mogę się zgodzić, chociażby z tym, że cerze tłustej olejowanie jak najbardziej nie służy, wiele rzeczy w tym podręczniku jest kontrowersyjnych i dla mnie nie do przyjęcia. Obawiam się też, że autorka, która chciała sprawić, że wreszcie nie będziemy przerzucać stron internetowych w poszukiwaniu sprawdzonych i wiarygodnych informacji, sama wprowadziła chaos. Szkoda, bo bardzo dużo obiecywałam sobie po tej książce.
Autor: Bożena Społowicz
Tytuł: Skin Coach
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 290
Cena: 44,90 zł