Jak praca zdalna wpływa na moją wydajność

Dziś wpis, który na pierwszy rzut oka nie do końca jest związany z książkami. Postanowiłam bowiem podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat pracy zdalnej oraz o tym, w jaki sposób taka metoda pracy wpływa na moją wydajność zawodową, ale też i blogową.

Wydawałoby się, że praca z domu ma same plusy. Nie trzeba się malować, przebierać w eleganckie ciuchy ani, jak to jest w moim przypadku, tracić czas na dojazdy do pracy. U mnie to ostatnie mniej więcej wygląda tak, że połowę czasu spędzam w biurze, a dokładniej w sali, w której prowadzę zajęcia, a drugą połowę w rozjazdach. Jest to związane z tym, że wiele firm życzy sobie, aby lektor dojechał do ich siedziby i tam poprowadził lekcje. Rozumiem to i staram się być na miejscu, jednak nie będę ukrywać, że niekiedy lokacje te położone są na obrzeżach miasta i dojazd w godzinach szczytu jest czasami problematyczny i trwa bardzo długo.

Wszystko to sprawiło, że to, iż mogłam posiedzieć sobie w domu, przyjęłam z ulgą. Wiecie, w głowie miałam coś takiego, że pozostając w domu przygotuję się lepiej do lekcji lub zaproponuję moim kursantom dodatkowe atrakcje (oczywiście, jeśli tak mogę nazwać ćwiczenia i kolejne materiały, które postanowiłam dla nich przygotować).

Jak to wyglądało na samym początku kwarantanny

No więc tak…Początek był trudny, mimo iż miałam głowę pełną pomysłów na to, w jaki sposób chciałam wypełnić sobie wolny czas. Nie ukrywam, że wiele osób nie wyobraża sobie uczenia się na odległość, przez internet, i ja to doskonale rozumiem. Niestety, z punktu widzenia mojego biznesu nie jest to zbyt dobra wiadomość, ponieważ mam mniej pracy. Jednak moje postanowienie było takie: uczymy jeszcze bardziej jakościowo, z mnóstwem dodatkowych materiałów. Wiele z tych rzeczy, które opracowałam dla kursantów pojawiło się zresztą na stronie facebookowej mojej szkoły językowej i pozostaje tam do dzisiaj. Możecie to sprawdzić klikając TUTAJ.

Dodatkowo postanowiłam bardziej przyłożyć się do prowadzenia bloga i rozszerzyć zakres contentu, który w jego ramach oferuję. Z tego powodu postanowiłam:

  • poszerzyć serie, które ukazują się na blogu o dwie nowe: Odrobina klasyki i Książka tygodnia – obie ukazują się od początku kwarantanny. Obecnie planuję trzecią.
  • zacząć polecać Wam audiobooki.
  • stworzyć trochę treści w innej formie niż wpisy na blogu.
  • rozpocząć serię live`ów na Instagramie. To już się dzieje!

A ponadto, poza prowadzeniem lekcji online i udzielaniem się na blogu i w mediach społecznościowych, uczyłam się (i nadal się uczę) języka hiszpańskiego, fotografii, montażu filmów w warunkach domowych i odbywam regularne treningi co drugi dzień. Szczególnie to ostatnie jest dla mnie trudne, ponieważ co jakiś czas, po wprowadzaniu przez moją trenerkę nowych ćwiczeń, mam zakwasy i mam wrażenie, że od ponad miesiąca ciągle mnie coś boli. Oczywiście wprowadzenie tego wszystkiego było związane z tym, że nagle miałam tak strasznie dużo wolnego czasu, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić. A muszę się Wam przyznać, że nienawidzę marnowania czasu i takie siedzenie w domu i nicnierobienie po prostu mnie wkurza. Dodatkowo po ponad 1,5 miesiąca spędzonego w domu wyrobiłam sobie nawyk robienia wszystkich tych rzeczy i myślę, że ciężko będzie mi wrócić do poprzedniego stanu…

close up of girl writing

Co do książek to, owszem, dosłownie połykam je w ilościach wręcz zatrważających. To jest dobre z punktu widzenia bloga, ponieważ pierwszy raz od jakiegoś czasu mam listę książek oczekujących na opisanie. Wcześniej tak nie było, czyli jest plus.

Jak jest teraz

Muszę się przyznać, że z mojego punktu widzenia praca zdalna pozwala na umieszczenie w grafiku o wiele więcej rzeczy, które chciałam zrobić od bardzo dawna, ale z wiadomych przyczyn po prostu nie miałam na nie czasu. To jest super, ponieważ szykuję się do realizacji niektórych moich szalonych pomysłów i wiążę z nimi naprawdę poważne plany. Być może nawet będę te zamysły kontynuować lub rozwijać po to, aby móc regularnie zajmować się nimi w momencie, kiedy sytuacja z wirusem wróci do jako takiej normy.

Oczywiście, zdarzają mi się dni kryzysu, kiedy totalnie nic mi się nie chce. Miałam tak wczoraj. Po niby łatwym, ale jednak obciążającym treningu, planowałam poduczyć się hiszpańskiego na lekcję, jednak musiałam zmienić plany, ponieważ te ćwiczenia okazały się tak obciążające, że musiałam po nich nieco odpocząć. Wkuwanie wcale nie wchodziło w grę.

Czasem też jest tak, że moim kursantom zmieniają się plany. I to w ciągu godziny! Ja muszę się do tego dopasować, ponieważ w tej sytuacji każda przeprowadzona lekcja oznacza jakąś tam kwotę do przodu, a mniej pieniędzy wyciągniętych z oszczędności. Jednak konsekwentnie staram się realizować moje plany. Jeśli nie zrobię czegoś dziś to zrobię to jutro albo pojutrze. Ale zrobię!

Jak pracuję i jak się motywuję

Pracuję zdalnie w oparciu o ścisłe listy zadań do wykonania. One się zmieniają, ponieważ, tak jak wspomniałam o tym wcześniej, moje plany mogą się diametralnie zmienić w ciągu godziny. Mimo to staram się realizować po kolei lub na bieżąco nadawać odpowiedni priorytet niewykonanym zadaniom. Na przykład: jeśli w poniedziałek mam do przeprowadzenia 2 lekcje, przygotowanie prezentacji pod nagranie, popłacenie rachunków, obejrzenie zaległego webinaru, napisanie wpisu na bloga oraz trening i coś mi wypadnie, np. zmieni się termin jednej z lekcji to staram się przesunąć to, co mogę na inny termin i zrealizować pozostałe rzeczy wcześniej lub później. Wszystko po to, aby zmiana nie zburzyła mojego harmonogramu. Jeśli czegoś nie zdążę zrobić danego dnia, wpada na listę zadań do wykonania na inny dzień i jeśli nie jest pilne to wykonuję je tego dnia, kiedy mam mniej zaplanowanych rzeczy.

white blank notebook

Co do motywacji, nie mam tutaj zbyt dużego pola do popisu. Kwestie finansowe i ograniczenia w nabywaniu pewnych produktów sprawiają, że nagradzanie się jest w obecnej chwili dosyć skomplikowaną sprawą. Mnie jednak cieszy to, że zajmuję się rzeczami znacznie wychodzącymi poza moją strefę komfortu i jeśli ich efekt końcowy jest zadowalający to jest to moja nagroda.

Oto, w jaki sposób starałam się zorganizować sobie życie w ograniczeniu i wyciągnąć z pracy zdalnej jak najwięcej korzyści dla siebie. A Wy? Macie swoje patenty na pracę w domu?

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

 


 

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Możesz zapisać się poniżej.

Reklamy

Jakie cele powinieneś sobie stawiać, żeby osiągnąć sukces

Planowanie to połowa sukcesu. Jak planować, żeby wyszło? Przeczytaj o tym w tym wpisie.

Tak, wiem. Wrzesień nie jest zbyt dobrym momentem, żeby rozmawiać o celach, ponieważ to styczeń i początek nowego roku tradycyjne jest tym czasem, w którym opracowujemy postanowienia i modlimy się, żeby w nich wytrwać przez co najmniej kilka dni. Jednak mądrzy ludzie twierdzą, że każda chwila jest dobra, aby zrobić dla siebie coś dobrego.

Dziś nie będzie o książkach, dlatego, że jak chyba większość zapracowanych osób, również mnie dopadła choroba odkładania wszystkiego na potem. Fajnie mi się oglądało filmiki na YouTube o makijażu, udając, że jest tak gorąco, że jestem w stanie jedynie niemrawo podążać wzrokiem za pędzlem (tym na ekranie). Potem przyszedł wrzesień, zimny prysznic i nagle okazało się, że trzeba wrócić do pracy na pełne obroty, a to, co było planowane na wakacje, leży i pachnie gdzieś tam na półce. I zrobił się problem, ponieważ w oczy zaczęły zaglądać deadliny, a blog przez jakiś czas leżał odłogiem. Nie mówiąc zresztą o podcaście, z którym zalegam już chyba drugi odcinek. Staram się wydobyć z zaległości, prowadzić zajęcia na bieżąco, bloga także (przynajmniej w wersji pisemnej), ogarniam papiery i nieśmiało planuję coś na przyszłość. Chociaż „nieśmiało” to nie jest dobre słowo – plany mam jak Mount Everest i tylko 24 godziny każdego dnia jak każdy z nas.

white paper with people diagram print

Dlatego tym razem postanowiłam wziąć byka za rogi i poplanować te sprawy, na które mam wpływ. A nie na wszystkie mam, ponieważ zawsze wydarzy się coś, co może zburzyć mój cudownie ułożony harmonogram: jakaś firma będzie chciała przełożyć zajęcia, bo spotkanie, prezes, itp., któryś z kursantów zachoruje i trzeba będzie przekładać albo zrobi się nagle dziura w grafiku, księgowa poprosi o jakieś dokumenty, coś się zepsuje…Sami wiecie, o co mi chodzi. Samo życie. I właśnie to życie jest inspiracją do dzisiejszego wpisu, bo fajnie jest widzieć progres i jak najbardziej materialne owoce swoich wysiłków.

Tak więc temat na dziś: jak planować, żeby zrealizować 🙂

Czym jest cel i dlaczego musisz to wiedzieć?

Zajrzyjmy najpierw do mądrych książek, żeby dowiedzieć się, czym jest cel. W psychologii jest to nic innego, jak efekt lub stan rzeczy, który jest wynikiem jakiejś czynności lub stanu rzeczy. W filozofii to nic innego jak przyszłe działanie, do którego dąży człowiek. Sam cel może być pozytywny lub negatywny, główny lub uboczny. Być może zainteresują Was te ostatnie, które mogą być niezamierzone i powstawać w wyniku usiłowania zrealizowania przez człowieka swojego pierwotnego założenia. Czyli tak bardziej po polsku: jeśli będziemy coś robić, to może wydarzyć się coś, czego nie planowaliśmy i to coś może być dla nas dobre lub nie.

notebook

Dlaczego musisz o tym wiedzieć? Ponieważ nie wiedząc, czym jest cel i jak go sobie dobrze wyznaczyć, nie będziesz w stanie planować, a to oznacza, że nie zrobić dokładnie tych rzeczy, które byś chciał. Proste.

Bierzemy się do opracowywania celów.

Cel według metody SMART

Obecnie jest to chyba jedna z najbardziej rozpowszechnionych metod wyznaczania celów. Co oznacza? Nazwa to akronim, który bierze się od angielskich słów:

  • Specific (Skonkretyzowany),
  • Measurable (Mierzalny),
  • Achievable (Osiągalny),
  • Relevant (Istotny),
  • Time-bound (Określony w czasie).

Czyli nasze pragnienie powinno być dla nas przede wszystkim konkretne, a jego sformułowanie proste i nie pozostawiające luki na nadinterpretację, błędne rozumienie, itp. Dodatkowo ma być tak określony, aby jego wypełnienie mogło być w jakiś sposób zmierzone (wyrażony liczbowo na przykład). Musimy też pamiętać o tym, że cel musi być dla nas osiągalny, ponieważ ten zbyt ambitny nie tylko nas zdemotywuje, ale również sprawi, że nie będziemy chcieli podejmować żadnych wysiłków w jakąkolwiek stronę. Oczywiście, cel powinien stanowić jakąś wartość dla planującego i być dla niego krokiem w przód. No i na koniec, powinien mieć określony zakres czasowy, w którym będziemy chcieć go osiągnąć.

Przykład takiego celu:

Chciałabym nauczyć się języka hiszpańskiego w stopniu C2. Biorąc pod uwagę to, że mój obecny poziom to A2/B1, właściwym dla mnie celem będzie dociągniecie do B1 do końca roku. Mój cel jest konkretny, ponieważ zaznaczyłam, że uczę się tylko jednego języka, jest dla mnie ważny, ponieważ hiszpański jest mi niezbędny do pracy, osiągalny – uczę się szybko i do końca roku zostało mi 3 miesiące (i przy okazji określony w czasie). Jest też mierzalny, ponieważ wystarczy, że mój nauczyciel zrobi mi test na dany poziom i wszystko będzie jasne. I już sobie wyznaczyłam ten cel, to chyba będzie lepiej, jeśli go zrealizuję 🙂

Co na to wszystko Brain Tracy?

Nieco inne podejście można zaobserwować u Briana Tracy`ego – jednego z najbardziej znanych mówców motywacyjnych i guru wszystkich sprzedawców. Podaje on wiele zasad mówiących o tym, w jaki sposób zabrać się za realizację swoich celów. Należą do nich przede wszystkim:

  1. Stop dla słowa „kiedyś” – brak wymówki to po prostu dobry sposób na realizację celów. Tak robią najlepsi, więc chyba działa 🙂

 

  • Uczenie się od ekspertów -czyli obserwacja innych osób, które odniosły sukces w swojej dziedzinie, zdobywanie nowych informacji i uczenie się z doświadczeń innych.

 

  • Znalezienie swojego życiowego celu – to można osiągnąć poprzez tak zwane obrazowanie. Wygląda to tak, że siadamy sobie z kartką i długopisem i przyglądamy się swojemu życiu z boku. Patrzymy na siebie oczekując idealnego rezultatu i zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób możemy to zrobić. Następnie przychodzi pora na spisanie 10 celów, których wypełnienie powinno pomóc nam osiągnąć taki stan. I…wybieramy jeden, ten, który najbardziej przyczyniłby się do tego, że nasze życie byłoby najlepsze z możliwych.

 

  • Zarządzanie czasem – pamiętajmy, że pewnie nie uda nam się zrobić wszystkiego, co zaplanowaliśmy, ale musimy pamiętać, żeby zrobione zostały rzeczy najważniejsze.

 

  • Cel w formie pytania –  najlepiej otwartego, w stylu: „Co mogę zrobić, żeby mieć czas na 3 sesje jogi w tygodniu?”. Do tego spisujemy około 20 odpowiedzi. Dosłownie wszystko, co przychodzi do głowy, jak w burzy mózgu. To powinno wymusić na nas myślenie o rozwiązaniu naszego problemu.

 

  • Myślenie o bogaceniu się – jeśli marzy Ci się zostać milionerem, musisz wyrobić sobie nawyk myślenia i działania jak ludzie bogaci. I tutaj odsyłam Cię do książek Briana Tracy.

 

  • Nie wolno rezygnować – nie zawsze wszystko zadziała od razu. Trzeba próbować, nawet kilka razy po to, aby przekonać się, czy dane rozwiązanie na pewno dla nas działa lub nie. Nawet jeśli się nie uda, zyskamy wiedzę, a ta pomoże nam uniknąć takiego samego wyniku w przyszłości.

 

  • Bądź przykładem dla innych –  świetny motywator dla tych, którzy boją się przede wszystkim opinii innych osób. Nie przestawaj w dążeniu do stania się lepszym, aż ludzie zaczną przychodzić do Ciebie po poradę.

 

  • Wyrób dobre nawyki –  ponad 90% naszych działań to nawyki, dlatego dobrze jest wyrobić sobie te właściwe. Trzeba pamiętać, że pozytywne przyzwyczajenia formują się długo, ale łatwo z nimi żyć. Te złe zapadają w pamięć szybko, ale ciężko z nimi egzystować.

 

  • Nie rezygnuj ze swoich marzeń. Nigdy.

Jak uważacie? Pomocne? Którą metodę pracy nad sobą wykorzystalibyście do ustalania swoich celów? Dajcie znać w komentarzu.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tym wpisie!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)