Radek Rak Baśń o wężowym sercu

Advertisements

Dziś przychodzę do Was z propozycją inną niż wszystkie. Zdecydowałam się na sięgniecie po jedną z bardziej wyczekiwanych książek w 2020 roku, czyli Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli Radka Raka. Jeśli także zainteresowaliście się tą powieścią, ale nie wiecie, czy warto przeczytać, doczytajcie do końca.

Bardzo charakterystyczna, czerwona okładka z kobietą (tak mi się wydaje) trzymającą w objęciach węże, pojawiła się tuż przed wakacjami w różnych mediach społecznościowych. Wraz z nią można było poznać pozytywne opinie o samej powieści. Zachęcona zarówno recenzjami, jak i samymi opisem, zdecydowałam się przeczytać tę książkę.

Baśń o wężowym sercu – fabuła

Czy pamiętacie z lekcji historii, kim był Jakób Szela? Jeśli nie to już przypominam. Otóż Szela był najbardziej znanym przywódcą chłopskim podczas wystąpień chłopów w zachodniej Galicji, czyli tak zwanej galickiej rabacji. Przez dziesięciolecia był postrachem polskiej szlachty. Wszystko wzięło się z tego, że Szela, jako deputowany do gminy Samrzowa, prowadził spór z miejscowymi szlachcicami o nazwisku Bogusz. W trakcie tej posługi był upokarzany, bity i więziony. To sprawiło, że zaczął myśleć o zemście.

Tyle historii. Pora przyjrzeć się fabule opisywanej dziś przeze mnie książki. Oto opis wydawcy:

Baśń jest próbą stworzenia na nowo mitologii Galicji. Nie jest powieścią historyczną, i choć napisana z dużym szacunkiem dla ówczesnych realiów społecznych, obyczajowych i politycznych, to zawieszona pozostaje między historią a mitem. Wyrasta z legend, w które obrosła postać chłopskiego przywódcy – tych prawdziwych i tych stworzonych przez Radka Raka.

Śledzimy losy młodego Kóby Szeli, wzrusza nas miłość, jaką obdarzyła go Żydówka Chana, czujemy razy pańskiego bata, przeżywamy zauroczenie zmysłową Malwą, wędrujemy przez krainę baśni, żeby zamieszkać we dworze i poczuć zapach krwi rabacji 1846 roku.

Radek Rak napisał powieść o dobru i złu, które czają się w każdym z nas, o nierównych szansach, o Galicji i o Polsce. Powieść pełną rozbuchanego erotyzmu, ironii i humoru, nakarmioną mrokiem ludzkich serc.

Z pewnością to na co powinniście zwrócić uwagę to fakt, że tak jak w prawdziwej baśni, mamy tutaj do czynienia z wieloma wątkami oraz bohaterami, które mają za sobą pochodzenie magiczne. Mam tutaj na myśli nie tylko takie postacie, jak: Malwa (niezwykle zmysłowa kobieta, pewnie rusałka lub inna świtezianka), czarty, czarnoksiężnicy lub król węży. Zresztą ten ostatni pojawia się w książce bardzo często i odpowiedzialny jest za większość magicznych wydarzeń w powieści i które niejako związane są z całym życiem Jakóba Szeli (wężowa magia!).

Moja ocena

Lubię baśnie, uwielbiam fantasy i cenię sobie elementy magiczne w powieściach. Jednak, czy to wystarczy, żeby ocenić książkę Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli Radka Raka wysoko? Niestety nie. Moja ocena jest surowa, ale nie niska. Jednak, żeby oddać sprawiedliwość autorowi, opiszę i plusy, i minusy.

Do największych zalet tej pozycji z pewnością muszę zaliczyć język, którym posługuje się autor. Jest piękny, stylizowany na archaiczną polszczyznę. Z tym, że nie jest to język, od którego odwykliśmy. Poszczególne słówka wtrącane tam i ówdzie zdają się nie utrudniać odbioru treści, a jedynie ją urozmaicać.

Baśń o wężowym sercu Radek Rak

Samo przedstawienie głównego bohatera jest w miarę zgodne z faktami historycznymi. To, co wiemy o Jakóbie Szeli zostało sprawnie wplecione w wymyślone przez autora realia i doskonale połączone z wątkami magicznymi. Zresztą skoro o nich mowa, świetny jest koncept oddawania serca kochanej osobie raz na zawsze. Kreacja Malwy – również niczego sobie.

To, co muszę zarzucić książce to znaczna rozwlekłość. Wiadomo, że baśnie rządzą się swoimi prawami, jednak powolność narracji była niekiedy nie do zniesienia. Bynajmniej ja jestem przyzwyczajona do nieco szybszego tempa. Być może bierze się to z tego, że książka została napisana w baśniowej konwencji. Może dlatego, że specyfika języka i stylizacja na dawne czasy wymagała pewnej rozwlekłości. Dla mnie, współczesnego czytelnika, był to minus. Ale jestem pewna, że wielu z Was może znaleźć w tej powolności ogromną zaletę.

Podsumowując, myślę, że na naszym rynku pojawiła się ciekawa i nietuzinkowa pozycja. Coś innego niż wszechobecne kryminały i erotyki, którymi zawalone są księgarnie. Warto po nią sięgnąć, być może będzie to Wasza książka 2020 roku.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Radek Rak
Tytuł: Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli
Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 464
Cena: około 44,90 złotych
Ocena: 4+/6

 

Psy prewencji Norbert Grzegorz Kościesza

Advertisements

Psy prewencji to książka nieszablonowa, bo trudno jest we właściwy sposób opisać pracę policjantów wydziału prewencji. Niby znamy tę trudną profesję z różnego rodzaju filmów i seriali, wiemy także, w jaki sposób wygląda polska rzeczywistość, ale ile w naszych wyobrażeniach i filmowych obrazach jest prawdy?

Do tej pory nie miałam jeszcze okazji czytać książek non-fiction o policjantach. W dodatku napisanych przez funkcjonariusza policji, czyli takich, które przedstawiają całą historię niejako od wewnątrz. Jeśli pamiętacie to przedstawiałam Wam opowieść o strażnikach więziennych (KLIK), ale nigdy nie były to opowieści o policjantach. Teraz pora to zmienić i dlatego dziś zapraszam Was do przeczytania recenzji książki Psy prewencji.

Przeczytaj także:

Jak pracuje się za więziennymi kratami?

 

Praca w policji widziana oczami funkcjonariuszy

Jak pewnie domyślacie się, nie jest to nic, co mogłoby przypominać słynne seriale o policjantach, nie tylko te amerykańskie, ale przede wszystkim polskie. I mimo że ostatnim produkcjom nie można wiele zarzucić to jednak nijak mają się do tego, co dzieje się każdego dnia w trakcie pracy funkcjonariuszy.

Mam niekiedy wrażenie, że pomimo to, że ich scenariusze oparte są na „prawdziwych wspomnieniach policjantów z miasta X”, są to wersje ugrzecznione i dopasowane do wrażliwości widza. Z tego powodu cenię sobie książki takie jak Psy prewencji. Przede wszystkim za to, że dają nam relację z tego, w jaki sposób wygląda praca policjantów, z jakimi trudami muszą się oni mierzyć. Mam tutaj na myśli nie tylko braki w ludziach, magazynowe, brak odpowiedniego sprzętu. Jest tu inny problem: całkowity brak szacunku do tego, że ci ludzie narażają swoje życie i zdrowie dla bezpieczeństwa nas wszystkich.  Czytam je, chociaż nie jest to łatwa, ani przyjemna lektura.

Psy prewencji – czego możesz się spodziewać?

Przede wszystkim tego, że prawda o pracy w polskiej policji może być dla Ciebie niewygodna. I tego, że jest pełna przemocy, niepewności i strachu o własne życie. Pracując w takim miejscu człowiek naprawdę musi wspinać się na wyżyny własnej pomysłowości co do organizacji sprzętu, ale również sprytu, żeby nie dać się kontrolom i przełożonym, którzy czekają jedynie na to, abyś popełnił błąd.

Psy prewencji Norbert Grzegorz Kościesza

Z  tego też powodu jest to powieść, którą zdecydowanie polecam osobom o mocnych nerwach. Myślę także, że będzie ona przydatna wszystkim tym osobom, które chciałyby się rozeznać w żargonie używanym przez policjantów. Jest to bowiem ogromna skarbnica wiedzy, jeśli chodzi o słownictwo i określenia używane przez tą grupę zawodową.  Jeśli jesteście zainteresowani tematem i boicie się, że nie dacie rady nic zrozumieć, macie do wykorzystania mini-słowniczek z co ważniejszymi terminami. On powinien pomóc Wam zrozumieć co i jak. Chociaż fajnie byłoby gdyby został bardziej uporządkowany. Jak? Na przykład, w taki sposób, żeby było wiadomo, w którym rozdziale pojawia się dane słówko, ponieważ wtedy byłoby łatwiej szukać.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Norbert Grzegorz Kościesza
Tytuł: Psy prewencji
Wydawnictwo: Ridero
Liczba stron: 210

Tajemnice hoteli Dubaju Marcin Margielewski

Advertisements

W przeddzień premiery najnowszej książki autora, na mój blog wpada recenzja książki pod tytułem Tajemnice hoteli Dubaju. Marcin Margielewski przeprowadza nas przez wydarzenia, które wydarzyły się w jednym z najbardziej ekskluzywnych hoteli na świecie. 

O książkach Margielewskiego pisałam już wcześniej, między innymi we wpisie poświęconym arabskim księżniczkom. Ten tekst możecie znaleźć tutaj.

Przeczytaj też:

O kobietach w arabskim świecie

Tym razem Margielewski zdecydował się na opisanie tego, co dzieje się w ekskluzywnym świecie najdroższego hotelu na naszej planecie. Wszystko to, dzięki rozmowom, które przeprowadził z jednym z wyżej postawionych konsjerży pracujących w tym miejscu. Tak właśnie powstało opracowanie Tajemnice hoteli Dubaju. I jak pewnie się już domyślacie, książka ta będzie naprawdę mocna.

Tajemnice hoteli Dubaju -fabuła

Co nieco z fabuły zdradziłam już w początkowych akapitach tego wpisu. Na szczęście nie wszystko. Zobaczmy zatem, z jakiego typu lekturą mamy do czynienia. Najlepszym sposobem będzie tutaj przypatrzenie się opisowi wydawcy:

Nawet najbardziej luksusowe hotele mają swoje mroczne sekrety.

Przemilczana prawda o najdroższych hotelach świata.

W luksusowych hotelach Dubaju doba kosztuje fortunę. Zatrzymują się tam tylko najbogatsi. Zostawiają miliony, by zrealizować swoje fantazje i ukryć je przed światem. Teraz możesz poznać ich tajemnice.

Hotelowy konsjerż, czyli przedstawiciel najbardziej ekskluzywnej hotelowej obsługi. Jest jak współczesny dżin, musi być na każde skinienie swoich obrzydliwie bogatych gości i nie ma życzenia, którego nie spełni. Wszystko, co wydarzyło się w czterech ścianach luksusowego świata, ma w nich pozostać. A jeśli prawda wyjdzie na jaw?…

Marcin Margielewski poznał Samira, konsjerża jednego z najdroższych hoteli w Dubaju, który zdradził jego pilnie strzeżone tajemnice. W tym zawodzie stawką są bajecznie wielkie pieniądze, a czasami… ludzkie życie.

Jakie sekrety skrywają najbogatsi ludzie świata? Co skrywają prestiżowe hotele? Jak spędzić najdroższe wakacje życia, nie wydając ani grosza?

Mam nadzieję, że jesteście zainteresowani. Mnie taki opis zaintrygował do tego stopnia, że zdecydowałam się dowiedzieć, jakie sekrety może zdradzić osoba pracująca z najbardziej wpływowymi i najzamożniejszymi ludźmi w arabskim, i nie tylko, świecie. I wierzcie mi, że wielokrotnie zastanawiałam się, czy przypadkiem ktoś nie robił sobie ze mnie żartów. Przecież takie rzeczy, jak morderstwo czy regularne pobicia obcokrajowców, nie mogły przejść niezauważone. Jednak w trakcie czytania zdałam sobie sprawę, że owszem, mogły. Jak to się stało? Przeczytajcie sami.

Moja ocena

Podobnie jak w przypadku poprzednich książek Margielewskiego jestem zaskoczona przedstawionymi w nich faktami. Nie wiem, czy może jest to skutek tego, że żyję sobie spokojnie w środku Europy, w miarę spokojnym kraju, nie mam też niesamowicie wielkiego majątku i po prostu ekscesy naprawdę zamożnych obywateli krajów arabskich mnie szokują. Może jest to po prostu związane z różnicami kulturowymi i dla innych obywateli to jest normalne? Nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie i troszkę mnie to niepokoi. No, ale uznaję, że zawsze dobrze jest dowiedzieć się czegoś nowego. Nie tyle dla przestrogi, ile dla poznania innych poglądów na świat.

 

Tajemnice hoteli Dubaju Marcin Margielewski

Co do samej książki to właściwie nie ma się do czego przyczepić, dzięki czemu tekst jest dobrze i sprawnie opisany, a wydarzenia układają się w logiczną całość. Do tego na osoby niezaznajomione z arabskim światem czekają przypisy lub wyjaśnienia nieznanych zjawisk w samej narracji. Jednak sama treść i jej lektura pozostawiają czytelnika w pewnym szoku lub osłupieniu co do tego, czego mogą dopuścić się ludzie, kiedy mają tak strasznie dużo pieniędzy, że czyni ich to bezkarnymi.

Tajemnice hoteli Dubaju Marcina Margielewskiego to książka ciekawa, pełna zaskakujących zwrotów akcji i intrygująca. Wydaje mi się jednak, że jeśli macie mocne poczucie sprawiedliwości i wrażliwości na krzywdę innych to powinniście zastanowić się nad jej lekturą. Jeśli jesteście po prostu ciekawi, co to za sekrety to przeczytajcie, a na pewno się nie zawiedziecie!

P.S. Ocena to 6 w skali sześciostopniowej.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Marcin Margielewski
Tytuł: Tajemnice hoteli Dubaju
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 336
Cena: ok. 38 złotych
Ocena: 6/6

Żar pocałunku Dominika Smoleń

Advertisements

Najnowsza książkę Dominiki Smoleń Żar pocałunku przeczytałam tuż po bardzo ciekawej Candy. Czy tym razem również będę zachwycona? Przeczytacie o tym w najnowszym wpisie, a zarazem recenzji na blogu.

Gdybyście nie pamiętali wpisu o Candy to pozostawiam Wam takie małe przypomnienie TUTAJ.

Przeczytaj także:

Candy Dominika Smoleń

 

Pamiętam, że powieścią byłam zachwycona, mimo iż nie była to jakaś nie wiadomo jak bardzo odkrywcza historia. Niemniej jednak jej prostota sprawiła, że dobrze wspominam spędzony z nią czas.

Żar pocałunku – fabuła

Wojtek to skoczek narciarski. Nie jest może na samym szczycie, ale i tak wydaje się, że w życiu ma wszystko, a przynajmniej więcej niż przeciętni zjadacze chleba. To tak na pierwszy rzut oka, ponieważ zagłębiając się w jego sytuację rodzinną i biorąc pod uwagę oczekiwania ze strony ojca, trenera, ale też jego samego, nie ma za wesoło. Raczej odwrotnie, im bardziej się stara, tym mocniej rośnie presja… Pewnego dnia Wojtek, przekonany o tym, że musi prześcignąć najlepszego skoczka w drużynie, oddaje fatalny w skutkach skok. Doznaje kontuzji i wtedy musi nauczyć się żyć od nowa.

Nie jest to tak nudna historia, jak mogłoby się wydawać z początku, ponieważ w już w pierwszych dniach swojego przymusowego urlopu zgadza się zaopiekować się siostrą swojego kolegi. Daria to istny diabeł: piękna, ale też szalona i przyciągająca kłopoty. On jednak zaczyna rozumieć, że w jego życiu jest miejsce także na coś innego niż skoki, a dziewczyna pakuje się w tarapaty dlatego, że czuje się zagubiona i bezbronna.

Moja ocena

Podejrzewam, że podobnie jak w przypadku innych książek obyczajowych, również tutaj miałam zbyt wysokie oczekiwania. Szczególnie dlatego, że poprzednia powieść Dominik Smoleń bardzo mnie wciągnęła i zainteresowała swoją fabułą. Jakoś tak rozłożyły się w niej akcenty, że nie mogłam się od niej oderwać. Natomiast przy Żarze pocałunku już tak nie było. Stąd moja ocena książki będzie nieco niższa, dam jej bowiem mocną czwórkę z plusem.

To, na co powinniście zwrócić uwagę w trakcie czytania i co, jak mi się wydaje, jest sporym plusem tej historii, to przede wszystkim świetna znajomość realiów związanych z trenowaniem skoków. Nie wiem, na ile jest to wynik researchu, a na ile wyobraźni autorki, ale wszystko wydaje się być bardzo prawdopodobne dla takiego laika w tej materii jak ja.

Co do głównych bohaterów, myślę, że obydwie kreacje, zarówno Wojtka, jak i Darii, zostały stworzone w oparciu o wiarygodne wzorce. Owszem, nie przepadam za Darią i wielokrotnie zastanawiałam się, dlaczego Wojtek ją wybrał. Na pierwszy rzut oka zupełnie do siebie nie pasują, ale uznałam, że najwyraźniej brakuje mu adrenaliny, odkąd przestał trenować. Podobnie ciekawie przedstawiona jest sylwetka brata Darii.

Skąd zatem niska ocena? Przede wszystkim dlatego, że znów miałam przed sobą dosyć banalną historię, która zakończyła się happy endem. Jednak w przypadku Candy w opowieści mieliśmy jakiś element zaskoczenia (szczególnie mocno zaskakujące było zakończenie), natomiast tutaj już tego nie było. Nie poruszyło mnie tam zbyt wiele wydarzeń, a główna bohaterka głównie denerwowała.

Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zła książka i komuś, kto czytuje głównie romanse lub literaturę obyczajową, Żar pocałunku z pewnością się spodoba. Szczególnie, że za niedługo rozpocznie się sezon zimowy, więc takie opowieści, które będą pasować do kocyka i kubka z herbatą na pewno będą miały wzięcie. Ja jednak od książki obyczajowej oczekuję czegoś więcej niż i żyli długo i szczęśliwie. Chyba przeczytałam w życiu zbyt wiele kryminałów.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Dominika Smoleń
Tytuł: Żar pocałunku
Wydawnictwo: WasPos
Liczba stron: 330
Cena: ok. 37,90 złotych
Ocena: 4,5/6

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

Córka nazisty Max Czornyj

Advertisements

Czy znany autor poczytnych kryminałów może być również dobry w pisaniu romansów lub literatury obyczajowej? Max Czornyj zdecydował się na mały skok w bok i dzięki temu możemy cieszyć się pasjonującą historią Grety Rot w książce pod tytułem Córka nazisty.

Muszę się przyznać, że z niemały zaskoczeniem zobaczyłam zapowiedź tej książki. Owszem, zaciekawiła mnie i chciałam ją przeczytać, żeby dowiedzieć się, czy ta opowieść będzie równie fascynująca jak poprzednie powieści autora.

Zacznijmy od opisu od wydawcy:

GEN ZŁA. CZY COŚ TAKIEGO W OGÓLE ISTNIEJE?

Alicja Nowińska uśmiecha się do mnie. Unosi na powitanie dłoń i się wyprostowuje. Wskazuje na głęboki fotel przy stoliku kawowym. Kiedy do niego podchodzę wyjeżdża na swoim obrotowym krześle zza biurka. Gdy rozmawiamy, nie może być pomiędzy nami barier. To jedna z zasad udanej terapii.
Ale mnie już nic nie może pomóc.
Nie jestem dobra.
Tkwi we mnie gen zła.
Nigdy go nie odpokutuję.

CÓRKA NAZISTY to przejmująca powieść o przeszłości, która nie pozwala o sobie zapomnieć.
O strasznych czasach II wojny światowej i o miłości na przekór wszystkiemu. O dzieciach, które nie powinny odpowiadać za winy swoich rodziców. I o odkupieniu, które przynosi dopiero zmierzenie się z prawdą. Czasem, by na nowo odnaleźć spokój i miłość, trzeba przejść przez piekło.

Bardzo przejmująca historia kobiety, która, jako córka jednego z wyżej postawionych niemieckich oficerów, zostaje uznana za współwinną zbrodni popełnionych przez ojca. Wiadomo, czasy tuż po wojnie były takie, jakie były i ludzie starali się unikać Niemców za wszelką cenę. I to właśnie od nich w Grecie Rot pojawiło się przekonanie o tym, że w jej ciele znajduje się tak zwany gen zła. To przez niego starała się nie ujawniać kim jest i pragnęła nie mieć dzieci. Z tego też powodu zaczęła wypierać wydarzenia, które miały miejsce w trakcie wojny.

Moja ocena

Zanim ujawnię, jaką ocenę wystawiłam tej książce, chciałabym zauważyć, że jest to całkiem zgrabnie napisana historia, która nie jest jednak typową opowieścią obyczajową. Wydaje mi się, że to, iż Czornyj do tej pory pisał jedynie kryminały rzutuje również na inne gatunki, których się podejmuje. Wszystko to przez ciekawe, ale mocno zaskakujące zakończenie, w którym autor odkrywa tajemnicę Grety oraz otaczających ją ludzi. Dodatkowo okoliczności, w których to robi, są doprawdy zaskakujące i myślę, że nie powstydziłby się ich żaden szanujący się autor kryminałów. Jest to bardzo zaskakujące, ponieważ nie spodziewałam się takiego zabiegu w literaturze obyczajowej. Nie ukrywam również, że bardzo mi się to podoba.

Właściwie, tak jak w przypadku pozostałych książek Czornyja, z punktu widzenia narracji oraz konstrukcji bohaterów nie ma się do czego przyczepić. Jest to kolejna naprawdę dobrze napisana powieść. Kolejne wydarzenia mające w niej miejsce budują napięcie, a bohaterowie to ludzie z krwi i kości, którzy postawieni wobec trudnych zdarzeń, próbują sobie z nimi jakoś poradzić i do tego ujść cało z życiem. Co najważniejsze, przedstawione postaci nie są jednak osobami, które niczym superbohaterzy starają się uratować wszystkich dokoła poprzez wykonywanie dziwnych i niemających powiązania z rzeczywistością działań. W taki opis życia w obozie koncentracyjnym jestem w stanie uwierzyć.

Jak zawsze zachwyca również ogrom pracy związany z wykonanym researchem i sposób wplecenia faktów historycznych w narrację.

Bardzo dobra książka nie tylko dla fanów kryminałów. Myślę, że uprzyjemni Wam czas na kilka długich wieczorów. I dlatego daję jej 6/6.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Max Czornyj
Tytuł: Córka nazisty
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 352
Cena: około 42,90 złotych
Ocena: 6/6

 

 

 

 

Wielka kumulacja Krystyna Śmigielska

Advertisements

Coraz częściej decyduję się na przesłuchanie książki w wersji audio. Tym razem również podjęłam decyzję o tym, że audiobook będzie właśnie tym, czemu poświecę swój czas. I wydaje mi się, że podjęłam dobrą decyzję.

Jak już zapewne wiecie z pozostałych wpisów na tym blogu, jestem wielką fanką książki czytanej. Dlaczego? O tym napisałam w artykule dotyczącym moich porad na temat słuchania audiobooków. Możecie znaleźć go TUTAJ.

 

Przeczytaj także:

Jak zacząć przygodę z audiobookami? 5 przydatnych wskazówek

 

Dlatego, kiedy usłyszałam o możliwości przesłuchania książki Wielka kumulacja Krystyny Śmigielskiej, musiałam koniecznie postarać się o swoją kopię i wysłuchać tej powieści.

Fabuła

Konstanty Szukalski jest odnoszącym sukcesy prawnikiem. Ma swoje zwyczaje, dobrze ułożone życie oraz żonę Lucynę, którą bardzo kocha. Pewnego dnia, po wygranej sprawie, wraca do domu szczęśliwy, że będzie mógł świętować swój sukces z ukochaną kobietą, jednak, zdziwiony, stwierdza, że jej w domu nie ma… W tym samym czasie kontaktuje się z nim obcy mężczyzna, Stan (Stanisław) Łaski, którego żona, Kasia, również niespodziewanie znika. Jak się okazuje, obie panie znały się już od jakiegoś czasu i postanowiły razem uciec od, jak wcześniej się wydawało, najdroższych mężczyzn.

Zdezorientowani panowie decydują się ruszyć ich tropem. Ta pogoń za żonami wkrótce zmienia się w ciekawą przygodę, która rozgrywa się na terenie Polski – kobiety bowiem zdają się bawić się z ukochanymi w kotka i myszkę.

Moja ocena

Ocena jest wysoka. Daję tej książce mocną piątkę w sześciostopniowej skali. I już wyjaśniam, dlaczego właśnie taka nota.

Po pierwsze muszę zwrócić Waszą uwagę na pomysł na fabułę. Wydaje mi się, że koncept, iż to kobieta odchodzi od mężczyzny bez powodu (nie ma przecież żadnych znaków na to, że jest niezadowolona z życia z nim, nie ma również zdrad ani innych wyskoków) nie jest aż tak powszechny w literaturze. W dodatku na takie zagranie decydują się dwie panie, uciekając razem, co jest jeszcze ciekawsze.

Po drugie, panowie w swojej pogoni za żonami pakują się niekiedy w niezłe kłopoty, z których udaje im się wprawdzie wyjść, ale wydarzenia, o których słuchamy, zmieniają się niczym w kalejdoskopie, przez co tworzą swego rodzaju układankę problemów i trosk przemieszanych z dosyć zabawnymi okolicznościami. Opisywanie tego wszystkiego wychodzi autorce bardzo dobrze.

Kolejnym punktem są bohaterowie. Niby zwyczajni ludzie, być może nawet zbyt zwyczajni i troszkę ciapowaci, ale jednak są to postaci, z którymi można się zaprzyjaźnić i z zaciekawieniem słuchać o tym, w jaki sposób doprowadzają do kolejnych kłopotów i jak z nich wychodzą. Do tego dochodzi jeszcze Basia, która dzięki swojej feministycznej postawie naprawdę daje się zapamiętać.

Muszę też wspomnieć o lektorze, panu Tomaszu Bielawcu. Bardzo dobrze dobrany głos i świetny sposób interpretacji tekstu. Wykonanie na wysokim poziomie, przez które chce się tej książki słuchać. Gdybyście jednak woleli przeczytać to książkę w wersji papierowej znajdziecie pod tytułem Gotowe na zmiany.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Krystyna Śmigielska
Tytuł: Wielka kumulacja
Wydawnictwo: Storybox
Liczba stron: 8h 30 min.
Cena: około 29,95 złotych
Ocena: 5/6

Psychoterapeutka Helene Flood

Advertisements

Najnowszy thriller psychologiczny, którego reklamę można spotkać niemal wszędzie, przyciągnął moją uwagę. Zdecydowałam się jednak na przesłuchanie audiobooka i w przypadku tej książki wydaje mi się, że było to bardzo dobre posunięcie. Przeczytajcie poniżej, dlaczego tak własnie mi się wydawało.

Zacznijmy od początku, czyli od opisu wydawcy. Bardzo wciągający i intrygujący tekst odnoszący się do innej, równie ciekawej powieści, która ukazała się nie tak całkiem dawno.

Wciągnęła cię „Pacjentka“? Musisz przeczytać „Psychoterapeutkę“! Czy ekspertka od cudzej psychiki może się mylić co do własnych emocji? Sara prowadzi praktykę psychoterapeutyczną dla trudnej młodzieży w starym odziedziczonym domu, który od lat odnawia jej mąż Sigurd. Pewnego ranka mężczyzna zostawia jej wiadomość, że wyjechał na weekend z kolegami i jest już na miejscu. Kilka godzin później do Sary dzwonią przyjaciele męża: Sigurd się nie pojawił i nie odbiera telefonu. Początkowy gniew Sary na męża z upływem czasu przeradza się w strach. Kobieta zaczyna czuć się obserwowana, przedmioty wokół niej znikają i znów się pojawiają, a dom przestaje być bezpiecznym miejscem. Gdy wychodzi na jaw straszna prawda o zniknięciu Sigurda, Sara zaczyna wątpić w swoje zdrowie psychiczne.

Książka wydaje się interesująca, nieprawdaż? Z pewnością Wasze zainteresowanie będzie większe, kiedy okaże się, że powieść została napisana przez psycholog, specjalizującą się w takich zagadnieniach, jak: poczucie wstydu, przemoc oraz poczucie winy. Jak informuje nas wydawca, tekst opowiada o destrukcyjnych emocjach w związku i wpływie rodzinnego dziedzictwa na wybory, jakich dokonujemy jako dorośli ludzie.

Moja ocena

Biorąc pod uwagę opis oraz to, że książka pochodzi z nurtu niezwykle popularnego ostatnio typu literatury, czyli thrillera psychologicznego, powinna to być jedna z pozycji, które muszą znaleźć się na Waszych półkach. Mnie też się tak wydawało, ale niestety nieco się rozczarowałam. Opowiem o tym za chwilę.

Jak przystało na thriller psychologiczny, mamy do czynienia z rozbudowanymi opisami stanów psychicznych i odczuć bohaterów. To się zgadza i nie mogę tej kwestii w żadnej sposób podważyć. Raczej odwrotnie – ci z Was, którzy wybierają lekturę ze względu na rys psychologiczny bohaterów, będą naprawdę zadowoleni. Bohaterka jest osobą o skomplikowanej osobowości, wielu wątpliwościach oraz skomplikowanym dzieciństwie. W dodatku dochodzi do zaskakujących wniosków w kwestii pewnych wydarzeń z dzieciństwa, które rzutują na jej teraźniejszość.

Jednak osoby, które chciałyby przeczytać dobry thriller psychologiczny ze zwrotami akcji i zaskakującymi wydarzeniami mogą poczuć się rozczarowane i oszukane. Dlaczego? Ponieważ tych jest jak na lekarstwo. Owszem zdarzają się sytuacje nieoczekiwane takie, jak na przykład wspomniane już przeze mnie odkrycie co do dzieciństwa lub informacje o morderstwie męża, ale ja miałam wrażenie, że chęć zagłębienia się w umysłowość Sary była tak wielka, że na porządny thriller tutaj po prostu zabrakło miejsca. I zdałam sobie sprawę, że to właśnie ten element psychologiczny odpowiedzialny jest za znaczne spowolnienie akcji w książce.

Zgadzam się z jedną z osób, której recenzję przeczytałam przed napisaniem swojej, że tę książkę można polubić za szczegółowe opisy psychologiczne lub znienawidzić za powolną akcję. To prawda. I niestety to spowolnienie wpływa na to, że trudno ocenić tę powieść. Nie jest ona bowiem zła – ma przecież swoje zalety, o których starałam się Wam napisać, ale ma również swoje minusy i wydaje mi się, że tych ostatnich jest znacznie więcej. Ja zdecydowałam się na przesłuchanie audiobooka i wydaje mi się, że był to dobry pomysł, ponieważ dobra interpretacja tekstu przez Annę Dereszowską sprawiła, że książkę chciało się wysłuchać do końca. Jednak od czasu do czasu, szczególnie na początku słuchania, byłam bardziej zainteresowana tym, w jaki sposób lektorce udało się nauczyć się wymowy trudnych norweskich nazw i nazwisk i do tego jeszcze płynnie czytać po polsku, niż wydarzeniami z życia bohaterów.

To wszystko sprawia, że moja ocena Psychoterapeutki jest niska, jedynie 4 w sześciostopniowej skali.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Helene Flood
Tytuł: Psychoterapeutka
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 400/ ok. 7h
Cena: około 39,90 złotych
Ocena: 4/6

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

KSIĄŻKA TYGODNIA: Babka z zakalcem Alek Rogoziński

Advertisements

Uwaga, uwaga! Podejście do komedii kryminalnej nr 2. Tym razem zdecydowałam się na nowość ostatnich dni, czyli właśnie Babkę z zakalcem, którą napisał Alek Rogoziński. Zobaczmy, czy warto.

Nie tak dawno temu, w te wakacje, pokusiłam się o wypróbowanie nowego gatunku literackiego, czyli komedii kryminalnej. Jeśli nie pamiętacie to przypomnę, że mój wybór padł na ówczesną nowość, powieść Iwony Banach pod tytułem Głodnemu trup na myśli. Jej recenzję możecie przeczytać tutaj

Przeczytaj także: Komedia kryminalna-czy to może się udać?

 

I po tej lekturze nie byłam jakoś niesamowicie zadowolona i zainteresowana dalszym obcowaniem z tym gatunkiem. Raczej odwrotnie – nie był to zbyt dobry przedstawiciel, a przynajmniej nie książka, od której powinno się zaczynać. Jednak stwierdziłam, że spróbuję jeszcze raz. Być może po prostu źle dobrałam sobie autora. No i właśnie w taki sposób przesłuchałam Babkę z zakalcem Aleka Rogozińskiego.

Fabuła

Luiza Mirska to gwiazda telewizyjnych show kulinarnych i bardzo prężna przedsiębiorczyni. Ma jednak swoje lata i czuje, że właśnie nadszedł czas na to, aby przekazać stery w swoim imperium w nieco młodsze ręce. Problem w tym, że kiedy bierze pod lupę każdą osobę ze swojej rodziny, okazuje się, że każdy z nich ma na sumieniu jakieś przestępstwo. Do tego jeszcze w trakcie imprezy z okazji sześćdziesiątych urodzin Mirskiej dochodzi do morderstwa, a każdy z obecnych staje się podejrzanym. Tak się bowiem składa, że wszyscy zebrani mają motyw i okazję do tego, aby dołożyć swoje co nieco do babeczki z lukrem.

Moja ocena

Za książkę: treść oraz sposób realizacji wystawiam wysoką ocenę, czyli pięć i pół w sześciostopniowej skali. Podobała mi się intryga, sposób doboru bohaterów oraz niesamowite poczucie humoru autora. Zacznijmy jednak od początku.

 

Intryga, wokół której zbudowano historię jest bardzo ciekawa. Mamy do czynienia z kobietą, która ogromną część swojego życia poświeciła na budowanie rodzinnego imperium. Udało się jej to kosztem życia prywatnego. W tej ostatniej sferze nie wszystko jej się udało, mimo iż dochowała się gromadki dzieci. Tak się składa, że równie nieidealnych jak ona… Pewnego dnia, kobieta decyduje się na przeniesienie władzy w firmie w ręce kogoś innego, ale okazuje się, że nie za bardzo jest komu, ponieważ jej bliscy to, delikatnie mówiąc, leserzy albo nieudacznicy. Jest również pewna tajemnica z przeszłości, która także daje o sobie znać w tak niefortunnym momencie. To właśnie ten sekret stanowi podstawę bardzo ciekawie zawiązanej intrygi.

Co do bohaterów – co nieco wspomniałam już wcześniej. Jednak nie napisałam o tym, że są to osoby, które każdy z nas mógłby spotkać w swoim otoczeniu. Ich rysy charakterologiczne są niezwykle dobrze skonstruowane, co sprawia, że bohaterowie wydają się być ludźmi z krwi i kości. Do tego dochodzi świat telewizji i celebrytów, w którym niektórzy z nich zostali wymienieni z imienia i nazwiska, a kilku z nich zmieniono personalia w taki sposób, żeby można było się łatwo domyślić, o kogo chodzi. Wszystkie te zabiegi sprawiają, że to wrażenie, iż ci ludzie są prawdziwi, jest jeszcze większe.

Na sam koniec zostawiam sobie humor. Począwszy od zmiany nazwisk co poniektórych znanych osób, przez ciekawe wydarzenia, po zabawne powiedzonka, którymi autor sypie jak z rękawa. To właśnie te elementy sprawiają, że książka, która jednak jest kryminałem, jest również lekka i zabawna, a czytelnik nie chce odłożyć jej na później. Swoją drogą duża tutaj zasługa lektora, który świetnie interpretuje tekst.

Podsumowując, warto przeczytać tę książkę dla ciekawej narracji i ogromnej dozy świetnych powiedzonek oraz trafnych spostrzeżeń.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Babka z zakalcem
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 290/ ok. 7h
Cena: około 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

KSIĄŻKA TYGODNIA: Nie wiesz wszystkiego Marcel Moss

Advertisements

Znów mam zaszczyt recenzować książkę Marcela Mossa. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ od czasu, kiedy dowiedziałam się o premierze Nie wiesz wszystkiego, dosłownie przebierałam nogami z niecierpliwości. Chciałam dowiedzieć się, czy kolejna powieść będzie równie kontrowersyjna jak poprzednie.

Dla przypomnienia lub jeśli jest to dla Was pierwsze zetknięcie z twórczością tego autora, zamieszczam linki do poprzednich wpisów o jego thrillerach.

Książka, na którą czekałam – Pokaż mi Marcela Mossa

Nie patrz i nie odpisuj, czyli recenzja łączona powieści Marcela Mossa

Przyjrzyjmy się jednak bliżej najnowszej propozycji Mossa.

Fabuła

Uczniami prestiżowego liceum z Warszawy wstrząsa wiadomość o śmierci dwojga uczniów. Ona, Otylia, jest członkinią grupy wyrzutków. Jest to dziwna i, na pierwszy rzut oka, agresywna oraz mocno pokręcona, dziewczyna. Z kolei on – Alan – jest najpopularniejszym uczniem w szkole. Siatkarz, wysoki, przystojny chłopak szkolnej gwiazdeczki. Z pozoru nic ich nie łączy, jedynie to, że pewnej nocy spotykają się na dachu opuszczonej hali i rzucili się w dół, umierając przy tym na miejscu.

Jak można się tego było spodziewać, zarówno społeczność szkolna, jak i opinia publiczna oskarża dziewczynę o nakłonienie Alana do popełnienia samobójstwa. Jednie jej najbliższa przyjaciółka Marta nie wierzy, że Otylia mogła być do tego skłonna. Jeśli to nie ona, to kto? I jak to się stało, że dwoje młodych ludzi zdecydowało się skończyć z sobą w tak tragiczny sposób? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w lekturze Nie wiesz wszystkiego.

Moja opinia

Zacznę od tego, że ponownie jestem zaskoczona tym, w jaki trafny sposób Marcel Moss podejmuje palące problemy społeczne. W poprzednich książkach mieliśmy do czynienia z pracoholizmem i uczuciami ludzi, którzy nie potrafili stworzyć związku lub z ich emocjami po rozstaniu. Były to jednak osoby dorosłe. Tym razem czytamy o dzieciach, ale nie dajcie się zwieść. Jak możemy wyczytać z powieści, świat nastolatków jest równie bezwzględny jak rzeczywistość, w której żyją młodzi ludzie. Oczywiście ich problemy są nieco inne, ale ciągłe ocenianie ze względu na wygląd, popularność lub jej brak, niemożność bycia sobą i okazywania swoich prawdziwych uczuć w połączeniu z burzą hormonów i brakiem uwagi ze strony dorosłych tworzy prawdziwą mieszankę wybuchową. Bohaterowie Nie wiesz wszystkiego odkrywają, że sukces oraz duże pieniądze są tym, co stanowi podstawę życia, a że do końca nie wiedzą jeszcze, że nie do końca jest to prawda, starają się zachowywać się tak, jak wymagają tego od nich inni – zmieniają się, wierząc, iż nowy wygląd lub inne zachowanie zapewnią im akceptację.

Wydaje mi się, że to właśnie to ostanie słowo jest wytrychem do tej książki. Akceptacja bohaterów przez ich najbliższych oraz rówieśników, samoakceptacja co do swoich ułomności lub jej brak to to, co spaja wszystkie historie młodych bohaterów. A wątek nauczycielki Julii oraz jej męża Olka, małżeństwa, które zmaga się z problemem jego seksoholizmu, wydaje się tylko to potwierdzać.

Nie wiesz wszystkiego jest dobrym, mocnym thrillerem psychologicznym, jednak nieco mniej kontrowersyjnym niż w przypadku poprzednich książek. Może moje odczucia są takie, a nie inne, ponieważ na co dzień obcuję z młodzieżą i zachowania, które opisuje Moss już mnie raczej nie dziwią. Ale nie powinniście uważać tego za wadę. Wydaje mi się, że jest to właśnie spora zaleta tej książki, ponieważ nie wszystko można i trzeba opisywać z siłą tarana, który dosłownie wgniata czytelnika w ścianę.

W kwestiach językowych wszystko wydaje się w porządku, chociaż w swojej kopii znalazłam dwie literówki 🙂 Nadal dziwi mnie także to, że o swoich najbliższych bohaterowie myślą, używając ich nazwisk (jeśli nie wiecie, o co mi chodzi, zajrzyjcie do poprzednich recenzji – tam wszystko wyjaśniam), ale może to jest po prostu taka maniera, a ja się czepiam.

Podsumowując to wszystko, co napisałam w tej części, muszę przyznać, że książka mi się podobała. Zainteresowali mnie bohaterowie, którzy zostali skonstruowani zręcznie i tak, że jestem pewna, iż mogłabym ich spotkać gdzieś na ulicach mojego miasta. Wydarzenia oraz ich następstwa są logiczne i prawdopodobne. Tradycyjnie dużą pracę włożono w kwestie psychologiczne (za to ogromne brawa). Nie pozostaje mi nic innego, jak wystawić wysoką ocenę pięć z plusem w sześciostopniowej skali. 

Czekam na kolejne książki Marcela Mossa.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Marcel Moss
Tytuł: Nie wiesz wszystkiego
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 386
Cena: ok. 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!

 

Candy Dominika Smoleń

Advertisements

W przypadku książki, o której zamierzam dziś napisać, można byłoby zanucić słynną piosenkę Bajmu” „to taka prosta historia/mogłam napisać jej kolejną część”. Jednak niby zwykła, ale przykuwająca uwagę czytelnika na co najmniej kilka godzin.

Publikacje wydawnictwa Dlaczemu znaj już od jakiegoś czasu, chociażby ze świetnej książki Weroniki Tomali pod tytułem Rabih znaczy wiosna. Jeśli nie czytaliście i książki, i mojej recenzji, możecie to teraz nadrobić poprzez kliknięcie na ten link TUTAJ. Dlatego od razu, kiedy zobaczyłam, że można przeczytać kolejną powieść wydaną właśnie przez nich, postanowiłam nie czekać i zaopatrzyłam się w Candy Dominiki Smoleń.

O czym opowiada ta książka?

Wyobraźcie sobie dziewczynę z małej miejscowości na Śląsku, której udaje się znaleźć pracę w Katowicach. Jest dziennikarką, a szef wysłał ją właśnie na koncert jednego z najbardziej znanych raperów w kraju, Zeta, aby zrobić z nim wywiad do gazety. Jak pewnie możecie sobie wyobrażać, mężczyzna nie jest grzecznym chłopcem, a przynajmniej takie wrażenie lubi sprawiać -tatuaże, przygody na jedną noc z dopiero co poznanymi kobietami, itp. Wydaje mi się, że to taki stereotyp, w który Zet dokładnie się wpisuje.

Wywiad nie był jedynym spotkaniem Mai i Kuby (prawdziwe imię rapera), ale wstępem do niełatwego, pełnego wzlotów i upadków związku, który pozornie kończy się dobrze, ale nie do końca. W życiu bowiem jest tak, że chwile pełne szczęścia i euforii przeplatają się z momentami strachu i niepewności. I tak właśnie jest w tej opowieści – cieszymy się z bohaterami ich szczęściem i przeżywamy niepowodzenia. Nie ukrywam, że to właśnie zaintrygowało mnie w tej powieści najbardziej.

Candy – moja ocena

Zanim zdradzę moją ocenę książki, najpierw kilka słów wyjaśnienia. Pamiętacie na pewno cytat z piosenki z początku tego wpisu? Jest on w tym przypadku naprawdę znaczący. A wszystko to dlatego, że historia opisana w powieści Candy to jedna z wielu opowieści o tym, jak to młoda, ładna, uboga i ambitna dziewczyna poznaje tak zwanego bad boya. Fajnie, że w polskich realiach, ponieważ stanowi to naprawdę ciekawą odmianę po tym, co można przeczytać w innych, zagranicznych książkach tego typu. Jednak nadal jest to książka zbudowana na podobnych założeniach i takim samym schemacie. Czytając, po prostu jesteśmy w stanie mniej lub bardziej odgadnąć kolejność wydarzeń. Tak to już po prostu z takimi książkami jest.

Oczywiście nie twierdzę, że jest to wada. Nie. Przecież gdyby tak było to repertuar powieści dla kobiet/romantycznych wyczerpałby się po kilku zaledwie publikacjach, a na rynku przecież jest strasznie dużo tego typu powieści i z pewnością pojawią się nowe. Poza tym każdy lubi od czasu poczytać sobie coś takiego, nawet będąc w stanie przewidzieć, co stanie się z głównymi bohaterami. Ja lubię.

No i właśnie z tego powodu ocenienie tej książki jest takie trudne. Z jednej strony mamy tutaj historię jakich wiele, a z drugiej – ciekawie i sprawnie opisane wydarzenia z życia dwóch zupełnie różnych od siebie osób, które w jakiś sposób próbują stworzyć ze sobą związek i, mimo kłopotów, być ze sobą szczęśliwi. Pewnie to ostatnie sprawia, że powieść Dominiki Smoleń jest tak ciekawa – czytelnik chce się dowiedzieć, w która stronę narracja rozwinie się.

Myślę, że spokojnie mogę ocenić Candy na solidną czwórkę z plusem.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Dominika Smoleń
Tytuł: Candy
Wydawnictwo: Dlaczemu
Liczba stron: 272
Cena: ok. 39,90 złotych

Chciałbyś być na bieżąco z tym, o czym piszę na blogu? Nie zapomnij o subskrypcji. Zapisz się poniżej i odbierz prezent!