Dzieci z Lovely Lane

Wiem, że jestem do tyłu z nowościami. Niestety tak się złożyło, że nadmiar pracy od początku roku skutecznie odciął mnie od czytania książek w normalnym trybie tj. trochę nowości i trochę nie.

Dlatego dzisiaj, niemal 2 miesiące po premierze, przychodzę do Was z recenzją książki pod tytułem „Dzieci z Lovely Lane” Nadine Dorries. I muszę przyznać, że chyba dobrze wybrałam moment na przedstawienie tej powieści. Czasy są takie, że wszystko, co pozwoli nam na mniejsze lub większe oderwanie się od ponurej rzeczywistości jest jak najbardziej dozwolone, a nawet zalecane i witane z radością.

Pielęgniarki z Lovely Lane część druga

Pamiętacie pierwszą część o kilku młodych dziewczynach, które zostały wybrane do nauki w najbardziej prestiżowej szkole dla pielęgniarek w Wielkiej Brytanii? Jeśli nie, to zachęcam Was do sięgnięcia po recenzję

Anioły z Lovely Lane (KLIK)

Z niej dowiedzie się wszystkiego o naszych uroczych bohaterkach.

„Dzieci z Lovely Lane” nadal opowiada o studiujących pielęgniarkach – teraz już nieco bardziej doświadczonych młodych kobietach, które pragną być jak najlepsze w swoim zawodzie, o rodzących się lub kontynuowanych związkach z dobrze ustawionymi mężczyznami oraz o obyczajowości panującej w tamtych czasach.

Mamy oczywiście kilku nowych bohaterów, których losy autorka przedstawia nam na równi z perypetiami wspomnianych już przeze mnie pielęgniarek. Na Waszą uwagę zasługują przede wszystkim Lily, biedna dziewczyna, która stara się zaopiekować młodszym rodzeństwem i zarobić na utrzymanie również upijających się do nieprzytomności rodziców. Jest siostra Therese, nieco może nachalna zakonnica, która swoimi znajomościami i wpływami stara się wspomóc Lily w dążeniu do zatrzymania siostrzyczki i braciszka (mały Joe opisany jest w tej książce tak, że nie sposób go nie polubić). Oczywiście muszę wspomnieć także o Amy, rozwydrzonej córce bogaczy, która uważa, że wszytko jej się należy i cały świat padnie do jej stóp, bo taki akurat ma kaprys.

dzieci

Mamy tutaj do czynienia z całym przekrojem brytyjskiego społeczeństwa i mimo że ta powieść ma taki sielski i spokojny charakter, zdarzają się też ludzie, którzy są po prostu źli, małostkowi i nieszczerzy. Tak jak wszędzie.

Moja ocena

„Dzieci z Lovely Lane” to jedna z tych książek, które wyciąga się wtedy, kiedy chce się uciec od tego, co dzieje się za oknem. Pomimo tego, że bohaterom zdarzają się nieprzyjemne sytuacje, pojawia się śmierć, zwątpienie, bieda i wiele innych jeszcze nieszczęść, czytelnik ma zawsze pewność, że to, co się dzieje zawsze skończy się pomyślnie. I wbrew pozorom nie jest to nic złego. Powieści napisane „ku pokrzepieniu serc”, gdzie źli ludzie zostają ukarani, a dobro zwycięża będą zawsze poszukiwane. Szczególnie w takich czasach, w jakich żyjemy obecnie.

Nie mogę przyczepić się do niczego, co przeczytałam w „Dzieciach z Lovely Lane”. A to, że opowieść ta jest nieco naiwna…Cóż, każdy od czasu do czasu potrzebuje takiego dziecięcego spojrzenia na świat.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Nadine Harris
Tytuł: Dzieci z Lovely Lane
Wydawnictwo: Prószyński Media
Liczba stron: 592
Cena: 38 złotych
Reklamy

Odpuść sobie tę książkę!

Środę rozpoczynam od recenzji książki, którą spokojnie możecie sobie podarować, chyba że bardzo nie macie co ze sobą zrobić w domu i koniecznie musicie przekonać się, że jest tak zła, jak o niej piszę.

Znacie mnie (mam nadzieję) i wiecie, że zawsze staram się znaleźć coś pozytywnego w książce, którą Wam przedstawiam, ponieważ to nie jest tak, że powieść jest nieciekawa i nieudana od początku do końca. Wydaje mi się, że ktoś, kto dokonuje selekcji powieści w wydawnictwach ma jakieś poczucie estetyki i wyczucie, że coś może się spodobać lub nie. Ale czasem okazuje się, że książka jest czymś zupełnie innym niż się zakładało i takie rozczarowanie boli. I to bardzo.

Psychopaci Stephen Seager

Z pewnością natknęliście się na reklamę tej książki gdzieś w social mediach. I nie wiem, czy to przez okładkę tej książki (nieco wstrząsająca i pokazująca trudy pracy w zakładzie dla osób psychicznie chorych lub w więzieniu) i wydała mi się ona bardzo ciekawą pozycją. Zaczęłam słuchać – ostatnio jakoś tak mam, że preferuję audiobooki od książek tradycyjnych, papierowych. No i niestety rozczarowanie.

pf_1584523993

Ta książka teoretycznie opisuje trudy pracy w ośrodku dla psychopatów, ludzi, którzy zostali skazani za dokonanie ciężkich przestępstw, ale którzy po badaniu psychiatrycznym wykazywali spore zaburzenia. Głównym bohaterem jest doktor Stephen Seager, psychiatra, który ze względu na kłopoty finansowe po zakończeniu kryzysu finansowego w 2008 roku musiał szukać pracy w tego typu ośrodku. Trafia do instytucji Gorman State w Napa, zwanej przez pracowników Gomorą. Dlaczego? Podejrzewam, że ze względu na to, co się w tym miejscu wyprawia – psychopaci to specjalna grupa ludzi, którzy niekiedy z premedytacją wykorzystują postawioną im diagnozę: brutalnie atakują innych pacjentów oraz personel medyczny, handlują kontrabandą i grożą wszystkim dookoła, ponieważ mogą. Nikt im przecież nie powie, że nie mogą, chorzy są.

Wiecie, co właśnie odkryłam? Kiedy opisuję tę książkę, ona wcale nie wydaje mi się taka zła. Gdybym miała skupić się tylko i wyłącznie na opisanych w niej wydarzeniach, nie byłoby się do czego przeczepić. Jest coś gorszego i tym czymś jest sposób jej napisania. Nie wiem w sumie, jak ją nazwać. Nie jest to literatura faktu, ani dokument. Ale coś w formie zbeletryzowanego pamiętnika głównego bohatera, który przeplatany jest swego rodzaju wstawkami faktograficznymi. I pewnie domyślacie się, że to nie mogło się udać. Macie rację, wyszło tak sobie. A nawet gorzej.

Moja ocena

Czy powinnam napisać coś więcej ponad to, co już zdążyłam opisać? Szkoda czasu na tę książkę, chyba że jest to Wasza ostatnia książka i nie macie widoków na uzupełnienie zapasów.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Stephen Seager
Tytuł: Psychopaci
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 408
Cena: 42,90 złotych

 

 

Psy 2.5 – czy warto?

Zdaję sobie sprawę, że wśród czytelników bloga z pewnością znajduje się sporo fanów filmu „Psy” i korzystając z okazji, że kolejna część znajduje się w kinach, chciałam podzielić się refleksją na temat książki, która została wydana równolegle z premierą filmową.

Od razu chcę was uspokoić. To nie jest książkowa wersja wydarzeń opisanych w filmie, ale opowieść łącząca ostatnią część z tą, którą możemy oglądać w kinie. Co bardzo ciekawe, opisuje ona głównie losy Franza Mauera, a narratorem jest Waldemar „Nowy” Morawiec.

Cóż to za historia?

No właśnie, nie zastanawiało Was czasem, co takiego działo się z Mauerem po zakończeniu ostatniego filmu? Tego dowiadujemy się z relacji Nowego. Otóż Franz wyjechał do Australii, gdzie postanowił wieść tak zwane normalne życie. Mieszkał na ranczu, poznał kobietę – niezwykłej urody pół-Indiankę Grace. I wszystko byłoby fajnie i bardzo nudne, gdyby nie okazało się, że pewnego dnia zjawili się tak zwani „jacyś panowie” i w wyniku ich wizyty Grace zmarła. Oczywiście Franz Mauer, pamiętając dawne czasy, nie może im tego podarować – chowa ukochaną kobietę i wraca do Polski. A tam… kompletuje dawną ekipę plus jakichś pomagierów i zaczyna rajd przez całą Europę w celu zemszczenia się na „panach”.

pexels-photo-3747485

Tak mniej więcej rozpoczyna się cała historia. Oczywiście, nie zamierzam zdradzać Wam szczegółów. Mogę jedynie napomknąć, że jest to ta nudniejsza część. Serio. Potem zaczyna się ciekawiej, może dlatego, że i wydarzenia dzieją się szybciej: jest zabawa, alkohol i totalna rozpierducha. Normalnie jak za dawnych czasów. I myślę, że fani samych „Psów”, jak i odschoolowych strzelanek w stylu Stevena Seagala będą zachwyceni. Inni? Nie jestem tego taka pewna.

Moja ocena

Nie znam filmów z tej serii, ale chciałam obejrzeć. Tak powinnam zacząć tę serię. I podejrzewam, że z jednej strony usłyszę, że skoro nie wiem, o co chodzi to nie powinnam się wypowiadać, ale z drugiej – być może jestem w stanie spojrzeć na tę historię świeżym okiem…

Tak jak wspominałam Wam wcześniej, początek książki jest średnio ciekawy. Tak, wiem, trzeba zarysować wydarzenia i pokazać, dlaczego główny bohater zdecydował się na porzucenie swojego uporządkowanego życia (chociaż po śmierci Grace oczywiście ono już takie spokojne nie było). Franz Mauer nie jest typem gościa, który po tym, jak ktoś zrobi mu krzywdę, usiądzie w kącie i zacznie płakać. On musi się zemścić – pozabijać tych, którzy skrzywdzili jego bliskich. W pełni to rozumiem, w końcu były policjant nie może być mięczakiem, a w trakcie służby z pewnością narobił sobie sporo wrogów, którzy teraz go odnaleźli i postanowili się odegrać. Tylko jakoś taki bohater, czyli milczący maczo, który cierpi w samotności, a ukojenie znajduje w zemście i zabiciu swoich wrogów, do obecnych czasów mi zupełnie nie pasuje. Albo może to ja już po prostu tego nie kupuję. Nie rozumiem jego postawy, zachowania i tego, że tropi i morduje innych. Może jestem za stara. Albo to zabawa dla chłopaków, a ja się nie znam. Nie wiem, ale mi nie podpasowało.

Ale jak już przeżyłam awersję do głównego bohatera, rozpoczęła się druga część. Taka bardziej rozrywkowa, z szybszą akcją, itp. I tutaj zaczyna się robić ciekawie: są imprezki, zmyślny plan, a wszystko to okraszone dosyć ciekawymi wstawkami „Nowego” na temat tego, co zrobi mu żona, jeśli za mocno zabaluje. Te fragmenty są naprawdę ciekawe, bo, wyobraźcie sobie, jedzie taki podstarzały policjant tropić największych wrogów swojego kumpla, ale to nie tych ludzi z kałachami się boi, ale swojej żony Marioli. Komizm w czystej postaci. Nie wiem, jak będzie się Wam czytało, ale ja zdecydowałam się na przesłuchanie audiobooka czytanego przez Cezarego Pazurę. Jego głos i taka nieco cwaniacka maniera interpretacji były tutaj kapitalne. I to jest ogromny plus i chyba największa zaleta tej książki.

Podsumowując, jeśli jesteście fanami „Psów” to jest to dla Was pozycja obowiązkowa, ponieważ wyjaśnia, co działo się z bohaterami w czasie pomiędzy kolejnymi częściami. Jeśli jednak nie mieliście z nią styczności i teraz chcecie zacząć to może lepiej podarować sobie tę książkę. A jeżeli lubicie Cezarego Pazurę, zapraszam Was do wysłuchania audiobooka, ponieważ jego interpretacja jest jedną z lepszych jakie słyszałam do tej pory.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Waldemar Morawiec
Tytuł: Psy 2.5. W imię miłości
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 192
Cena: 36,90 złotych

 

Co wyzwala w nas zło?

W tytule dzisiejszego wpisu pojawiło się pytanie, które z pewnością spędza sen z powiek psychologom i psychiatrom od początków istnienia ich specjalizacji.  Jest to również kwestia, z którą zmaga się bohater powieści Craiga Russella pod tytułem „Czynnik diabła”.

W psychologii złem nazywa się negatywną ocenę działań, które są przez nas niepożądane lub uważane za niebezpieczne, zagrażające naszemu życiu lub zdrowiu. Oczywiście o tym, co jest złe, a co nie, decyduje subiektywna ocena obserwatora.

W filozofii z kolei możemy spotkać się z nieco bardziej rozbudowaną i, jak mi się wydaje, bardziej znaną nam definicją, która mówi o tym, że zło jest przeciwieństwem dobra. Wyznacznikami jednego i drugiego stanu są normy społeczne, czyli nakazy i zakazy obowiązujące w danym miejscu na świecie.

Ofiara i sprawca jako dwie strony medalu

Zło od razu kojarzy się nam z przemocą, a ta – z postaciami ofiary i sprawcy. I jak się okazuje, subiektywna ocena zachowania w danej sytuacji może opierać się na tym, jaką funkcję w zdarzeniu przyjmujemy. Według badań profesora psychologii Roya Baumaistra, sprawca ogólnie pojmowanego zła, na przykład ludobójstwa, przemocy małżeńskiej, itp. zawsze uważa, że postąpił właściwie, a jego zachowanie jest uzasadnione przez prowokację lub napaść. Co bardzo interesujące, zazwyczaj postrzega siebie jako ofiarę i w swoim mniemaniu to, czego dokonał stanowi swego rodzaju odwet, zemstę za dokonaną mu krzywdę. Jest to jednak powodowane zniekształceniami poznawczymi u sprawców.

czynnik

I wydaje się, że sprawa wyjaśnienia pochodzenia zła jest załatwiona. Psuje nam się postrzeganie rzeczywistości i z tego powodu robimy niewłaściwe rzeczy, przy okazji krzywdząc innych. Jednak w psychologii istnieje również coś takiego jak mit czystego zła, czyli takie przeświadczenie o sprawcach, że kierują się oni tylko i wyłącznie najgorszymi motywami i są po prostu sadystami. I wspomniany już przeze mnie badacz ustalił, że ludzie w swoim okrucieństwie kierują się zazwyczaj czterema powodami:

  1. chciwością lub ambicjami,
  2. sadyzmem,
  3. wysoką samooceną, na przykład narcystyczną lub oderwaną od rzeczywistości,
  4. idealizmem moralnym.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ książka, którą pragnę dzisiaj zrecenzować mocno opiera się na koncepcji zła, psychiatrii oraz chęci wyjaśnienia, dlaczego najwięksi zbrodniarze w kraju stali się źli. A raczej, co wpłynęło na nich, że stali się wybitnymi w swoim fachy sadystami.

„Czynnik diabła” Craig Russel

Zajrzyjmy najpierw na tylną część okładki. Ona dokładnie opowie nam czego możemy spodziewać się po tej książce:

Praga, rok 1935. Młody psychiatra Viktor Kosárek, były student Carla Gustava Junga, przybywa do otoczonego mroczną sławą zakładu dla obłąkanych Hrad Orlu. Wyposażona w nowoczesny sprzęt placówka znajduje się w zamku przez wieki obrosłym ponurymi legendami. Zamknięto tam sześcioro najokrutniejszych morderców w kraju: Drwala, Klauna, Kolekcjonera Szkła, Wegetariankę, Skiomantę i Demona. Kosárek zamierza wykorzystać najnowsze osiągnięcia techniki, aby wyizolować u nich archetypiczny składnik osobowości odpowiedzialny za czynienie zła – tak zwany czynnik diabła. Gdy tylko zaczyna odkrywać ich zdumiewające tajemnice, natrafia na łączący całą szóstkę zatrważający wspólny element.

Czy udaje mu się poznać tajemnicę najbardziej znienawidzonych ludzi w Czechach? Czy odkrywa, co popycha ludzi do wyrządzania innym ogromnej krzywdy? Odpowiedź wydaje się prosta: skoro trafili do psychiatryka to z pewnością zostali uznani za szalonych. Jednak Kosárek ma nadzieję na odnalezienie tego tajemniczego czegoś, co sprawia, że normalni na pierwszy rzut oka ludzie zmieniają się w prawdziwe bestie.

Ocena

Mamy do czynienia z bardzo ciekawym pomysłem na kryminał. Połączenie psychologii, psychiatrii i wątków detektywistycznych jest interesujące chociażby ze względu na to, że główny bohater ma do czynienia z najbardziej niebezpiecznymi ludźmi w swoim kraju, a to, co powodowało nimi w trakcie popełniania zbrodni jest naprawdę niesamowite.

Kosárek stara się dogłębnie zbadać swoich pacjentów przy pomocy nowoczesnej na tamte czasy metodologii, sprzętów oraz leków. Wykorzystanie wiedzy na temat psychiatrii z tamtego okresu dodało dużo wiarygodności przedstawianej, i tak bardzo ciekawej, historii. Jednak wydaje mi się, że nie tylko to powinno zwrócić Waszą uwagę, ale również fakt, że autor zrobił dogłębny research, jeśli chodzi o mitologię słowiańską. Jego wiedza, a może raczej ogrom informacji, na temat starosłowiańskich bożków zawarty w książce jest naprawdę niesamowity. Bardzo cieszę się, że nie tylko duchy, wampiry, wendigo czy manitou (kto czytał Mastertona, ten wie co i jak), ale również nasz Weles może być elementem napędzającym mocno intrygującą i straszną historię.

No właśnie, wspomniałam o strachu. Ta książka jest mocna, a do tego niektóre fragmenty mogą przestraszyć lub wzbudzić w Was obrzydzenie. Mnie ruszyło w kilku momentach, mimo że na horrorach zjadłam zęby. Oczywiście, bardzo mi się to podobało.

Na pytanie, czytać czy nie czytać, odpowiem tak: zdecydowanie powinniście sięgnąć po tę książkę, jeśli lubicie mocne historie, psychologię i psychiatrię oraz interesuje Was poznanie istoty zła (ten wątek jest fajnie rozwiązany w powieści).

 

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza książki. Możecie ją znaleźć pod tym linkiem: https://www.empik.com/czynnik-diabla-russell-craig,p1234161691,ksiazka-p

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Craig Russell
Tytuł: Czynnik diabła
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 584
Cena: 42 złote

 

Korea Północna okiem amerykańskich reporterów

Nie zawsze decyduję się na przeczytanie książki beletrystycznej. Niekiedy, i muszę przyznać, że coraz częściej, interesują mnie reportaże. I dlatego w ten piękny (w moim mieście) słoneczny dzień przychodzę do Was z tekstem na temat jednego z najbardziej tajemniczych krajów na świecie: Korei Północnej.

I już od początku muszę Was mocno zdziwić: to nie jest tak, jak mówią obiegowe opinie. Owszem jest to kraj opresyjny, ale również dziwny. Wydaje mi się również, że pod względem poziomu kombinowania moglibyśmy od Koreańczyków nauczyć się bardzo wiele.

No, ale nie ma co przedłużać. Pora na przedstawienie bohatera dzisiejszego wpisu. Jest nim książka Tajemnice Korei Północnej autorstwa Daniela Tudora i Jamesa Pearsona.

 Obiegowe opinie

Wszyscy z pewnością słyszeliśmy wiele plotek na temat tego, jak żyje się w tym kraju. Do najbardziej rozpowszechnionych należą te na temat propagandy, reżimu, wielkiego głodu i niemożnej chęci ucieczki. Mnóstwo z tego, co już wiemy, jest prawdą. Korea Północna jest bowiem krajem, w którym nie wolno mówić tego, co się naprawdę uważa z obawy przed zesłaniem do pracy w obozie. Ludzie, nawet bardzo wykształceni, pracują za pensje, które nie starczają właściwie na nic. Wszyscy muszą mieć jakiś pokątny biznes, a jeśli się go nie ma to bardzo niedobrze. Każdy obywatel musi podporządkować się surowym zasadom nie tylko współżycia społecznego, ale również regułom mówiącym im jak mają się czesać i jak ubierać (za zbyt długie włosy u mężczyzn – czyli takie zakrywające ucho – i zbyt obcisły ubiór u kobiet oraz dżinsy można iść do więzienia).

Ale jakimś cudem wielu ludzi daje radę żyć dobrze, a nawet dostatnio. Paradoks, prawda? Wielu biznesmenów stać na komórki, tablety, mieszkanie w najbardziej pożądanej dzielnicy i naprawdę drogie samochody. Tak przedstawiona w reportażu wizja Korei Północnej jak najbardziej bazuje na swoistym rozdwojeniu i próbie pogodzenia zasad rządzących monarchią (tak przedstawiony jest ten kraj ze względu na dziedziczenie władzy przez rodzinę panującą), a dążeniem jej obywateli do poprawy jakości swojego życia.

Ocena

Niewielkich rozmiarów książka kryje w sobie wiele ciekawych treści na temat życia i historii Korei Północnej. I uwaga! Nie jest to pozycja, która powstała w oparciu jedynie o sensacyjne doniesienia na temat tego, co dzieje się wewnątrz tego kraju. Autorzy przyznają się do żmudnego zbierania materiałów i analizowania rozmów ze swoimi kontaktami. To wszystko sprawia, że reportaż jest autentyczny i bardzo ciekawy.

pf_1581936347

Co do tematyki, Tudor i Perason skupiają się na tym, w jaki sposób żyją Koreańczycy z północy i w jaki sposób zamknięcie i samowystarczalność tego kraju wpływają na ich życie. Opisują kwestie mieszkaniowe, zawodowe, sposób zdobywania dodatkowych pieniędzy, ale przede wszystkim rozprawiają się z wieloma mitami, które narosły wokół tego kraju przez lata izolacji.

Jeśli interesuje Was ta tematyka, jestem przekonana, że znajdziecie w tej pozycji wiele ciekawych informacji. Polecam serdecznie!

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Daniel Tudor, James Pearson
Tytuł: Tajemnice Korei Pólnocnej
Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.
Liczba stron: 240
Cena: 39,99 złotych

 

Anioły z Lovely Lane

Pierwszy tom bestsellerowej serii o kilku dziewczynach marzących o karierze pielęgniarki i przyjęciu do najbardziej elitarnej szkoły dla personelu szpitalnego. Zachwyca? Nuży? O tym dowiecie się z tej recenzji.

Akcja powieści Nadine Harris dzieje się w Anglii w 1953 roku. Kilka lat po zakończeniu II wojny światowej kraj nadal zmaga się ze zniszczeniami i niedostatkami pozostawionymi po atakach. Nie chodzi tutaj jedynie o odnowienie budynków i zapewnienie dobrobytu tym obywatelom, którym udało się przetrwać wojnę. Brakuje również personelu i…tutaj pojawia się pięć młodych kobiet, których marzeniem jest zawód pielęgniarki.

Uczennice, słynna szkoła i praktyka w zawodzie

Pięć dziewczyn otrzymuje powiadomienia o przyjęciu ich do elitarnej szkoły dla pielęgniarek. Od tego czasu mają uczyć się opieki nad pacjentami i przebywać w domu dla pielęgniarek przy Lovely Lane. Trzy lata – dokładnie tyle mają poświęcić na to, aby stać się pełnoprawnymi dyplomowanymi pielęgniarkami w szpitalu St Angelus. Kim są nasze bohaterki?

Dana to Irlandka, która uciekła z rodzinnego gospodarstwa przed życiem związanym z ciężką pracą na farmie przy boku mężczyzny, który napawał ją obrzydzeniem. Victoria jest arystokratką, której rodzina jest zadłużona po uszy. Beth to córka wojskowego i, jak możecie sobie wyobrazić początkowo jest sztywna. Zaprzyjaźnia się z niemiłą i charakterną Celią Forsyth (szczerze jej nie lubiłam!). Pammy urodziła się w najgorszej dzielnicy Liverpoolu, co sprawia, że w życiu zawsze ma pod górkę. Z drugiej jednak strony ma niezwykle kochającą się rodzinę…

anioły
Anioły z Lovely Lane Nadine Harris

Rzeczywistość, z którą mają zmagać się od tej pory dziewczęta jest trudna. Już na początku szkolenia dowiadują się, że w tym miejscu obowiązuje ścisła hierarchia, a osoby które buntują się przeciwko zastanym regułom czeka nic innego jak sroga kara.

Anioły z Lovely Lane -ocena

Książkę czyta się przyjemnie. Akcja płynie wartko, dzieje się bardzo dużo, a kolejne wydarzenia zaskakują. I to bardzo. Wcale mnie to nie dziwi, ponieważ seria stała się bestsellerem według Sunday Times.

Bohaterki to osoby, z którymi łatwo się zaprzyjaźnić. Oczywiście w taki książkowy sposób, jeśli wiecie, co mam na myśli. Są to miłe, uprzejme dziewczęta, które liczą na to, że ciężką pracą osiągną sukces w życiu i zdobędą wymarzoną posadę. Nie są nudne, mdłe, a ich postawy i wybory łatwo jest zrozumieć i zaakceptować. Zresztą wydaje mi się, że to stwierdzenie tyczy się wszystkich postaci opisanych w książce, ponieważ nawet tak zwane czarne charaktery to osoby, które mają za sobą jakieś przeżycia i ich niegodne zachowanie można w jakiś sposób zrozumieć. Muszę też nadmienić, że dobrze zarysowane charaktery mają także bohaterowie drugoplanowi – moimi ulubionymi są Martha i Jake.

Podsumowując, ta powieść to fajne czytadło, przy którym można spędzić przyjemnie co najmniej kilka godzin. Bardzo cieszy mnie, że wydawnictwo Prószyński i Spółka zdecydowało się na wydanie wszystkich części. Drugi tom zatytułowany „Dzieci z Lovely Lane” ukaże się 23 stycznia 2020. Ja na pewno go przeczytam, ponieważ ta historia mocno mnie zaintrygowała.

 

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i Spółka za możliwość zrecenzowania tej książki. Możecie ją znaleźć pod tym linkiem: https://www.empik.com/anioly-z-lovely-lane-dorries-nadine,p1235477599,ksiazka-p

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Nadine Harris
Tytuł: Anioły z Lovely Lane
Tłumaczenie: Adam Tuz
Wydawnictwo: Prószyński Media
Liczba stron: 488
Cena: ok. 38 złotych

Templariusze – fenomen, który przetrwał

Tajemnicze rytuały, umiejętności i nagłe bogacenie się sprawiły, że zakon Templariuszy na zawsze zapisał się na kartach historii.

Pierwsza poświąteczna recenzja będzie dotyczyć książki…(uwaga!) historycznej. Przeczytałam niezwykle ciekawe opracowanie pod tytułem Templariusze fenomen, który przetrwał autorstwa Romana Bolczyka.

Książka, o której piszę to kontynuacja pracy zatytułowanej Templariusze fenomenem z mroków średniowiecza – pozycji docenionej przez internautów i nagrodzonej Nagrodą Internautów za Najlepszą Książkę Historyczną w edycji z 2013 roku. Wyróżnienie to sprawiło, że autor zdecydował się na zbadanie spuścizny templariuszy.

Potrzeba zbadania tego, co po nich zostało

Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, znany pod potoczną nazwą Zakonu Templariuszy, to jedna z najbardziej fascynujących organizacji religijnych pojawiających się na kartach historii. Do tej pory publikacje oraz filmy o nich mówiące przyciągają rzesze zainteresowanych osób, a tajemnice narosłe wokół ich działalności stanowią pożywkę dla mniej lub bardziej wywrotowych teorii spiskowych.

Jak pisze sam autor we Wstępie:

Wszelkie próby zdemaskowania narosłych wokół nich bardziej lub mniej słusznych domysłów, machinacji, czy wręcz mistyfikacji okazały się niewystarczające. Przecież prawie każdy owiany tajemnicą wątek historyczny bądź religijny sięgający tamtej epoki przypisywany był i jest templariuszom. Ich nie do końca zgłębione rytuały obrosły w legendy. Dają do dziś pożywkę pisarzom takim jak Dan Brown lub pseudohistorykom próbującym kreować z zapętlających się wątków literaturę faktu. Aż skrzy się od pomysłów, aby wskrzesić pamięć o zakonie przedstawianym jako pełne zagadek zjawisko historyczne.

Roman Bolczyk rozprawia się zatem z kilkoma mitami dotyczącymi zakonników. W rzetelny i naukowy sposób rozprawia się z takimi przekłamaniami jak chociażby:

  1. związki templariuszy z alchemikami,
  2. powiązanie zakonników z asasynami – tak zwanymi aniołami śmierci,
  3. czczenie bożka Bafometa,
  4. postrzeganie templariuszy jako strażników świętego Graala,
  5. autorstwo znaku rycerzy jadących na jednym koniu (lub wielbłądzie)

i wiele innych nieprawdopodobnych historii.

Dostajemy tutaj również wyjaśnienie tego, w jaki sposób zakon bogacił się (między innymi dzięki zwolnieniu z opłacania podatków), co prawdopodobnie stało się ze skarbem templariuszy i w jaki sposób doszło do delegalizacji i późniejszego haniebnego procesu  jego ostatniego mistrza Jakuba de Molay. Wszystkie stawiane tezy poparte są bogatym zbiorem źródeł historycznych, opracowań oraz tekstów i zdjęć.

pf_1577436459

Ocena

Ogrom pracy włożonej w przygotowanie tego opracowania jest naprawdę imponujący. Ogromna liczba cytowań, przypisów i odnośników wprawiła mnie w prawdziwe zdumienie. Pewnie też dlatego, że pamiętam jeszcze pracę nad moją pracą magisterską i tygodnie spędzone na poszukiwanie informacji, katalogowanie źródeł i wszelkie zabiegi związane ze znalezieniem czegokolwiek, co nadałoby się do poparcia mojej tezy.

Zresztą ta książka przypomina mi naukowe opracowanie, może ze względu na mocno formalny styl, w którym została napisana. Rozumiem intencje autora, niemniej jednak odwykłam od takich lektur i niekiedy trudno było mi się skupić na czytaniu. Mimo to spędziłam z tym opracowaniem bardzo przyjemny czas.

Jedyną rzeczą, co do której mogłabym się przyczepić, jest redakcja książki. Nie da się ukryć, że na polskim rynku w ostatnim czasie pojawia się coraz więcej tytułów, w których znajdują się literówki, błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Ta pozycja do takich należy. W trakcie czytania miałam wrażenie, że niekiedy przecinki (bo to o nie tutaj najbardziej chodzi) stawiane są w przypadkowych miejscach. Bardzo to niekomfortowe i szkoda, że ocena za tytaniczną pracę autora, za którą należy się najwyższa nota, zostaje obniżona, ponieważ wydawnictwo nie sprawdziło opracowania pod względem językowym.

 

Dziękuję wydawnictwu Kos S.C. za możliwość zrecenzowania tej książki.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Roman Bolczyk
Tytuł: Templariusze fenomen, który przetrwał
Wydawnictwo: Kos
Liczba stron: ok. 400
Cena: ok. 50 złotych

Rabih znaczy wiosna

Znów pojawia się recenzja książki niezwykłej i …bardzo interesującej.

Nie kochasz kogoś ze względu na jego wygląd, ubranie czy samochód, ale dlatego, że śpiewa piosenkę, którą tylko ty słyszysz.

Oscar Wilde

 

W dzisiejszym wpisie przychodzę do Was z recenzją książki, która okazała się dla mnie totalnym zaskoczeniem. Oczywiście na plus. „Rabih znaczy wiosna” Weroniki Tomali to powieść niezwykła, wciągająca i zaskakująca.

Marta i Rabih to przyjaciele z dzieciństwa. Niczym brat i siostra, prawdziwe papużki-nierozłączki są zawsze razem. I to mimo tego, że na pierwszy rzut oka różni ich bardzo wiele. Marta jest delikatną dziewczyną o jasnych włosach i niebieskich oczach, a Rabih…Cóż Rabih to syn mężczyzny pochodzącego z Arabii Saudyjskiej, jest inny, ciemnowłosy, ciemnooki. Wyróżnia się i za tę inność płaci niekiedy bardzo dużą cenę. Mimo iż wychowany w Polsce, jest odrzucany przez otoczenie ze względu na swój kolor skóry.

Nieszczęśliwy splot wydarzeń

Jak możecie pewnie się domyślać, przyjaciele zakochują się w sobie, jednak żadne z nich nie wyznaje swoich uczuć ukochanej osobie. Dodatkowo dzieją się nieoczekiwane wydarzenia: pamiętny 11 września, atak terrorystyczny i ogromna nienawiść ukierunkowana w stronę Rabiha, ponieważ jest „jednym z nich” kończą wyjątkową relację.

pf_1576144492

Bohaterowie spotykają się ponownie 10 lat później i okazuje się, że dawno zapomniane uczucia powracają. Ich poukładany dotąd świat staje na głowie, a kolejne spotkania sprawiają, że to, co dawno zapomniane wywraca dawno ustalony porządek rzeczy wywołując ból i tęsknotę.

Moja ocena

Nie jestem fanką powieści romantycznych, obyczajowych, jakkolwiek je zwać. I kiedy otrzymałam tę książkę pomyślałam, że będzie ciężko. Serio. Wydawało mi się, że będzie to jedna z tych mocno przewidywalnych historii, w których to pojawia się romans ładnej kobiety z mocno egzotycznym z urody panem i potem jest miłość i ewentualnie jakieś wydumane kłopoty, bo przecież za cudownie w ich życiu też być nie może. A tu zaskoczenie!

Książka wciąga od pierwszej strony, opisując kolejne wydarzenia w sposób prosty, bez  potrzeby naciągania faktów lub używania górnolotnego języka. Cała historia wydaje się być prawdopodobna, tak rzeczywiście mogłoby wydarzyć się w życiu ludzi mieszkających gdzieś w Polsce…

Pełno tutaj niespodziewanych zwrotów akcji, trochę humoru i interesujących bohaterów. Bardzo polubiłam zresztą Michasię. Taką kumpelkę naprawdę chciałoby się mieć. Jest też  dużo emocji (opisanych zresztą tak, że dosłownie przeżywa się je z Rabihem i Martą): radości, nienawiści, miłości, troski o najbliższą osobę, ale również zwątpienia i poczucia straty i porażki.

Na zakończenie powiem Wam, że kiedyś jedna osoba, ogromna fanka tego typu powieści, powiedziała mi, że czyta romanse/powieści obyczajowe po to, aby oderwać się od trudnej rzeczywistości za oknem. Ona traktowała te książki jak swego rodzaju odskocznię od smutnych doniesień z wiadomości i własnych problemów. I muszę się wam przyznać, że dopiero po lekturze tej książki zrozumiałam, co dokładnie miała na myśli. Podczas czytania tej powieści nie dało się myśleć o niczym innym. To jest dobra książka, polecam ją bardzo. I piszę to ja, antyfanka powieści obyczajowych 🙂

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Rabih znaczy wiosna
Tytuł: Weronika Tomala
Wydawnictwo: Dlaczemu
Liczba stron: ok. 330
Cena: ok. 34,90 złotych

Elegia, medytacja, wiersz, czyli mniej znana strona Ursuli K. Le Guin

Tym razem recenzuję niezwykłą książkę i wychodzę poza swoją strefę komfortu.

Przychodzę do Was z jedną z najszybciej przeczytanych przeze mnie książek i, jak mi się wydaje, jedną z trudniejszych do zrecenzowania pozycji książkowych. Dlaczego? Ponieważ nie będę dzisiaj pisać o powieściach, czyli tym, na czym znam się najlepiej, tylko o poezji.

I od razu muszę Wam się przyznać do jednej rzeczy. Nie jest to mój ulubiony gatunek literacki i z tego powodu spodziewam się z Waszych komentarzy krytyki. Ale nie wahajcie się, komentujcie. Bez nadmiernego hejtu, oczywiście. I skoro tak już piszę o słabościach to muszę się od razu przyznać, że interpretacja wierszy nie była moim ulubionym zajęciem na lekcjach języka polskiego, ani na studiach (o dziwo!) polonistycznych. Pocieszałam się zawsze tym, co mówili profesorowie, czyli: nie ma jednej właściwej interpretacji wiersza, każda jest właściwa, ponieważ zrozumienie poezji zależy od czytelnika i jego doświadczeń. Hmm, szkoda, że nie wiedziałam tego w szkole średniej 🙂

Dotąd dobrze Ursula K. Le Guin – dlaczego sięgnęłam po ten tomik?

Teraz na pewno zapytacie: po co mi recenzowanie czegoś, na czym nie za bardzo się znam. Otóż dlatego, że warto mierzyć się ze swoimi demonami. No i bardzo chciałam przeczytać coś innego niż opowiadania tej słynnej autorki.

pf_1574154401

Moje pierwsze wrażenia po otworzeniu tej książki są bezcenne. Serio! Powinniście zobaczyć moją minę (szkoda, że nie było wtedy nikogo z telefonem, bo mielibyście niezły ubaw). Po pierwsze szok, a po drugie zachwyt. Jak zawsze szatach graficzna książek Le Guin wydanych u Prószyńskiego i S-ki jest nieziemska. Świetne ilustracje zarówno na okładce, jak i w jej wnętrzu znacznie zwiększają ich wartość. Zachwyt pojawił się w momencie, w którym okazało się, że utwory wierszowane spod pióra słynnej autorki fantasy są spolszczone i drukowane w taki sposób, że po jednej stronie mamy utwór w oryginale, a po drugiej – jego polski odpowiednik. Boże, jak jak kocham takie książki! Mam takie zboczenie zawodowe, że lubię podpatrywać, w jaki sposób tłumacz zdecydował się przełożyć dany termin, a tłumaczenie poezji uważam za wysokiej klasy umiejętność i zadanie, któremu niełatwo sprostać.

To, w jaki sposób wygląda ta książka w środku możecie zobaczyć na tym krótkim filmiku.

Czego możecie spodziewać się po „Dotąd dobrze”?

Opowieści o zwykłych sprawach z życia autorki, opowiadania i próby zatrzymania ulotnych chwil, ale również refleksji na temat starzenia się oraz nieuchronnie nadchodzącej śmierci. Po lekturze tego zbioru mam zresztą wrażenie, że to właśnie ta tematyka w nim dominuje. Nie są to wiersze wesołe. Określiłabym je jako pełne zadumy, niekiedy smutne, ale na pewno zawierające wiele mądrych słów i spostrzeżeń na temat rzeczywistości z punktu widzenia osoby, która powoli przygotowuje się do odejścia.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i Spółka za możliwość zrecenzowania tej książki. Możecie ją znaleźć pod tym linkiem: https://www.empik.com/dotad-dobrze-le-guin-ursula-k,p1234826169,ksiazka-p

 

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Ursula K. Le Guin
Tytuł: Dotąd dobrze
Spolszczenie: Justyna Bargielska, Jerzy Jarniewicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 168
Cena: ok. 38 złotych

 

Idealne życie, idealne małżeństwo

Nie wszystko jest takim, jakie się wydaje. A idealne małżeństwa nie istnieją.

Na świecie jest dużo dobrych aktorów. Nie wszyscy z nich mieszkają w Hollywood.

„Idealne małżeństwo” Belle Kimberly

 

Rynek księgarski obfituje w kryminały. W końcu jest to jeden z najbardziej poczytnych gatunków literatury popularnej. Mroczne intrygi, zabójstwa i nierozwiązane sprawy skupiają na sobie uwagę czytelników w różnych zakątkach świata. I wydawałoby się, że takich książek było już tak strasznie wiele, że nie autorzy nie są już w stanie napisać nic nowego, co byłoby naprawdę odkrywcze. Tak bynajmniej myślałam, zanim nie trafiłam na najpierw na powieść „Kłamstwa” autorstwa T.M. Logana (link do niej znajduje się TUTAJ—-> KLIK . Czytajcie, bo naprawdę warto!). Potem pojawiło się „Idealne małżeństwo”, czyli książka, o której dzisiaj Wam opowiem.

Perfekcyjny związek nie istnieje?

Zacznijmy od przedstawienia postaci. Iris i Will to małżeństwo niemalże rodem z komedii romantycznej. Są dla siebie stworzeni, kochają się bardzo, planują dziecko i niedawno kupili dom, na który nie do końca ich stać. Ich historię poznajemy w pewien leniwy poranek, kiedy to on szykuje się do wylotu w delegację na jakąś strasznie ważną konferencję, ona ubiera się do pracy, ale perspektywa kilku dni bez siebie sprawia, że postanawiają zostać ze sobą jeszcze trochę dłużej…Potem rozstają się i wszystko wydaje się takie cudownie idealne.

pf_1571642906

Sprawy komplikują się, kiedy okazuje się, że samolot, którym miał lecieć Will rozbija się. Nikt nie przeżył. Iris, zdruzgotana, popada w apatię, która z czasem zmienia się w obsesyjną potrzebę dowiedzenia się prawdy. A ta bardzo szybko zaczyna wyłaniać się wraz z odkrywaniem kolejnych kart z przeszłości Willa. Na wizerunku idealnego małżeństwa zaczęło pojawiać się coraz więcej rys, a Iris dochodzi do wniosku, że wcale nie znała swojego ukochanego męża.

Moja ocena

„Idealne małżeństwo” to nie jest literatura najwyższych lotów, ale bardzo wciąga. Jest to jedna z tych książek, które zaczyna się czytać z rana i kończy gdzieś w okolicach dobranocki. Odpowiedzialne za to są przede wszystkim szybka narracja oraz umiejętne budowanie napięcia. Kolejne wydarzenia następują po sobie niemalże natychmiast, a proces dochodzenia do prawdy jest niezwykle interesujący. Oczywiście muszę tutaj również napisać o samym zakończeniu – jest mocno zaskakujące i raczej z kategorii „ale dlaczego ona to zrobiła”.

Jest to dobra książka dla kogoś, kto poszukuje czegoś interesującego do czytania na długi jesienny lub zimowy wieczór.

Pozdrawiam,

Ania

P.S. Napisz, co sądzisz o tej recenzji!

A po codzienną dawkę książek zapraszam na mój Instagram Subiektywna Lista Lektur  (klik) oraz Facebook (klik)

Autor: Belle Kimberly
Tytuł: Idealne małżeństwo
Wydawnictwo: Filia
Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
Liczba stron: 400
Cena: ok. 39,90 złotych